werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2002

Przed kazdym wspolnym wyjsciem tocze z moim mezem boje o makijaz. “Za duzio ciarnego!” piekli sie moja polowka (wierzcie mi, nie jest za duzo, tylko on w ogole nie uznaje malowania sie). A ja maluje sie dla siebie, bo chce ladnie wygladac, bo mi sie podoba, bo o siebie dbam (biore prysznic przed nalozeniem makijazu – zeby nie bylo watpliwosci ;-) Tlumacze chlopu z uporem maniaka, ze jestem najpierw kobieta, a potem jego zona. Zgroza napawaja mnie zony niektorych kolegow, przyjmujace nas w rozciagnietych dresach, z brudnymi wlosami, a potem rzucajace mi bazyliszkowe spojrzenia, bo ich mezowie poswiecaja wiecej uwagi przy stole mi niz im. Litosci! Nie mam zamiaru zamienic sie we flejowata babe tylko dlatego ze mam juz meza. Howk.

Chyba zaczynam wariować. Oto co chodzi mi po głowie od dwóch dni:

nic tak męża nie odpręża
jak domowa zupa z węża

oraz:

zamiast wściekać się od rana
w kierpcach odtańcz mu kankana

takie oto rzeczy przychodza mi do glowy w drodze do pracy. Pracuje nocami (Szpital? Agencja towarzyska? Knajpa? Nocna zmiana w piekarni?), ucze sie popoludniami. Ide zapalic.

Az strach cos powiedziec. Natychmiast znajdzie sie ktos, kto ‚wie co myslisz’, ‚wie, co jest dla ciebie dobre’, ‚wie, ze nie masz racji’. Zadziwiajaca jest zdolnosc niektorych ludzi do zlej interpretacji tego co mowie lub robie. Nie zeby to powstrzymywalo mnie od zachowywania sie we wlasciwy mi sposob. Bynajmniej! Ale zlosliwcy nie spia, wytrzeszczaja rozbiegane oczka, strzyga szpiczastymi uszkami w nadziei, ze cos uslysza, zauwaza. Uscisnelam serdecznie znajomego mezczyzne (‚o! leci na niego!’), zamowilam koktail zamiast piwa (‚snobka, chce sie pokazac!’). Tja…

* * *

Brak komentarzy

Pobilam mojego aniola stroza
Z zazdrosci
A on obiecal
Ze nigdy nic zlego mi sie nie stanie
Pobilam mojego aniola stroza
A on sie jedynie zdziwil
Ze mam w sobie tyle sily
I teraz krzycze
Zeby wrocil
Zeby napil sie ze mna wina
I zeby mi kupil
jeszcze jeden bilet
albo kawe
tylko zeby znowu na mnie czekal
w tej idiotycznej czapce z daszkiem
bo co z tego ze nic mi sie nie stalo
skoro nie stalo mi sie
bez niego

Zdrowy rozsadek zwyciezyl. Szkoda troche, bo milo bylo patrzec jak dobrze czujesz sie w swoim ciele, jak sie rozgladasz, niedbale siegasz po drinka, przypalasz kolejnego papierosa i jestes ponad zadeszczonym, szarym otoczeniem. Jeszcze wczoraj po poludniu bylam z siebie dumna, udalo mi sie odbyc ta niezreczna rozmowe i twoja reakcja jak zwyle wprawila mnie w oslupienie. Spokoj grabarza – wszystko bedzie dobrze… a teraz wyobrazam sobie pierwszy wieczor, kiedy NIE pojdziemy zjesc czegos po pracy, NIE bedziesz mi sie przygladal w skupieniu i NIE odwieziesz mnie do domu. Tak musi byc. Zegnaj, laleczko…

od dzisiaj zaczynam chodzic z wielkim plastrem w torebce. upowaznie pare zyczliwych mi osob do zaklejania mi buzi, gdy liczba wypitych przeze mnie drinkow przekroczy 4. Znowu naopowiadalam wczoraj niestworzonych historii, naroztaczalam wizji przed pieknisiem i bratem oraz podzielilam sie uwagami „na temat” z tymi, ktorzy znalezli sie w moim zasiegu. Ide, nakarmie czarnego kota, otworze ksiege czarow i nagotuje czegos, co sprawi ze moi rozmowcy zapomna o wczorajszym wieczorze, heks, heks!

wczoraj

Brak komentarzy

Prezent sie podobal. Fajnie! Dzisiaj od rana leje deszcz. Nie dobrze, bo mam do zrobienia mase rzeczy, ktore wymagaja wyjscia z domu. Przyjaciolka spi w najlepsze, na BBC robia palac ze stodoly, nie moge przestac myslec o wczorajszym wieczorze. Nie cierpie ludzi, ktorzy nie wyciagaja wnioskow.

:-)

Brak komentarzy

Mam kolezanke, ktora, mimo tego ze jest chuda jak patyk, ma obsesje na punkcie swojej wagi. Po powrocie z urlopu poskarzyla sie innej mojej kolezance ze przytyla 400gr. Na co ta odpowiedziala cytuje:” idz sie wysikaj to zrzucisz” :-)

prezenty

2 komentarzy

Pewien szewc doprowadzil mnie do szewskiej pasji. Kupilam znajomemu w prezencie piersioweczke. Butelka ta wraz z zawartoscia powinna znajomego ucieszyc. A zeby zupelnie oszalal z radosci postanowilam wygrawerowac na specjalnie do tego przeznaczonym miejscu jego inicjaly. W zwiazku z powyzszym udalam sie do szewca, ktory oprocz przywracania do zycia pantofelkow i kozakow zajmuje sie takze laminowaniem dokumentow, ostrzeniem nozy i grawerowaniem napisow wszelkiej tresci. “Poprosze eleganckie ‘S.S.’ , drogi panie szewcu.” (inicjaly kolegi – zeby nie bylo ZADNYCH watpliwosci!). “Prosze bardzo, droga pani klientko. “ odpowiedzial szewc z usmiechem, zniknal na chwilke na zapleczu i wrocil dumnie wreczajac mi butelke. “???” zapytalam bez slow przygladajac sie literom. “Skrypt angielski” wyjasnil szewc. Byc moze, ale dla mnie bardziej ‘P.P.’, ‘J.J.’, albo dwa roztanczone padalce, ale na pewno nie ‘S.S.’. I jak ja teraz wyjasnie mojemu koledze, ze piersiowki nie odziedziczylam po moim bylym Piotrusiu Pikusiu, ani tez po wuju Janie Jakims tam? I ze nie chce sie jej teraz pozbyc ze wzgledu na rozpad zwiazku z P.P. czy tez nienawisc do wuja???

czy koniecznie akurat dzisiaj musimy isc na kolacje? mimo tego ze posprzeczalismy sie z samego rana, o glupote (o stary chleb – uwierzycie?!) jak zwykle, i to w walentynki, ktore obliguja do bycia dla siebie milym, kwiatow, prezentow, czekoladowych serduszek, itd. A ja, przyznam sie szczerze, nie lubie tego sztucznego swieta, chodze sobie zakochana, z glowa w chmurach, w trzeci poniedzialek marca, srode polpielcowa i dzien wywozki smieci i pielegnuje moje milosci, fascynacje i motyle latajace w brzuchu (fajne uczucie, nie?) przez okragly rok. Dzien zakochanych jakos mnie irytuje. Dzien kobiet tez.


  • RSS