werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2003

* * *

Brak komentarzy

Odzwyczailam sie juz od obcych ludzi opowiadajacych przy pierwszym spotkaniu o swoich problemach.
Belgozieje???

Stazu, w kazdym razie. Dzis ostatni dzien.
A w Belgii, mili moi, wiosna pelna geba, 15 stopni, sloneczko i ptice spiewaja.

Przy takiej pogodzie nawet perspektywa ponownego bezrobocia nie wydaje sie az tak straszna.

Tanio, a w zasadzie oddam zupelnie za darmo, adoratora w srednim wieku.

Zalety i walety:
- niezalezny finansowo,
- instruktor golfa i tenisa (jak twierdzi),
- bywalec ekskluzywnych (!) klubow,
- podroznik szukajacy towarzyszki podrozy
- (o)prawca komplementow („lubie Polki bo maja biale zeby” „lubie kobiety ktore maja male uszy” (ze co?)
- klamczuch i dziwak („uszy i oczy sa dla mnie wazniejsze niz biust”)
- co 10 minut recytuje „I KNOW PEOPLE, PEOPLE KNOW ME”
- szuka dokladnie takiej osoby jak TY, o TWOICH kwalifikacjach, na dowolne stanowisko. (jakie studia skonczylas? – yyy… jestem ogrodniczka. – o! to doskonale, bo wlasnie szukam ksiegowej, jestes idealna kandydatka… itd)

Fajny?

Grrr…

2 komentarzy

Napisalabym fascynujaca notke o czymkolwiek, ale niestety mozgowina moja dzisiaj kiepsko pracuje. I jak mnie tu zostawia sama, choc na chwile, to zasne. Przysiegam.
I CO JA MAM BIEDNA ZROBIC? HE?

* * *

1 komentarz

Bylo juz o milosci, bylo o zazdrosci, to dzisiaj bedzie o rodzynkach.

Rodzynek nie znosze. Baaa… Do tego stopnia ze kiedys, w kryzysowej sytuacji slodyczowej, z braku innych (poza cukrem krystalicznym) rozwiazan, oblizalysmy z A. cala paczke rodzynek w czekoladzie, wypluwajac z obrzydzeniem wyzej wymienione do popielniczki (przy akompaniamencie kultowej A ja pale faje, zuje gume…).

Do zeszlego tygodnia ciarki mnie przechodzily na sama mysl o rodzynkach i o kozim serze.

AZ TU NAGLE…

przez przypadek zjadlam ci ja tosta z takowym serkiem i… swiat zawirowal.
Od zeszlego tygodnia w mojej lodowce kroluje kozi twarog, ser z ziolami i dwa inne, rowniez kozie.

Czy fakt, ze smak mi sie zmienia dowodzi tego ze sie starzeje? O MATKO. No chyba.

Postanowilam przeprowadzic eksperyment, wyluskalam z paczki tlusta, sprezysta mega-rodzyne wpakowalam ja sobie do buzi.

Przegryzlam i nie zwymiotowalam (!) HA!

Jutro pojde i zakupie wlochata golonke, ozor wolowy, konine i baranine, ugotuje to wszystko, zjem i zapije cieplym mlekiem z kozuchem. I sie okaze.

A jezeli pojdzie mi gladko i bedzie mi smakowalo, to znaczy ze nie ma dla mnie ratunku, pojde i zloze sie w dolku obok jednej 30-latki, co mi kolo siebie miejsce wygrzewa.

Dzwonek do drzwi.

Godzinami wpatruje sie w przeplywajace statki i systematycznie przypala mleko do kawy, (bo mleko musi byc cieple). Szeroko rozpostarte ramiona Chrystusa czuwajacego nad bezpieczenstwem Lizbony i tych, ktorzy dali sie opetac jej zludnemu urokowi.
Miasto tesknoty i rozczarowan zadrwilo z niej najokrutniej jak moglo.
Chaciala sentymentow, chciala poezji? Pessoi?

Zaczynam siebie poznawac. Nie istnieje.
Jestem przerwa miedzy tym czym pragne byc, a tym, co zrobili ze mnie inni.
A w zasadzie polowa tej przerwy, bo przeciez jest jeszcze rowniez zycie…
Tym jestem, i juz…

Acha. Dzwonek do drzwi.

Trzy pietra schodami w dol, gdzie coraz chlodniej. Zamszowe klapki, wierni i cisi towarzysze codziennych wedrowek na Baixe. (W zasadzie nie ma juz czego tam szukac, trzeba tylko oplacic rachunki i pozbierac ksiazki).

Koperta, trzy pietra schodami w gore, ostatnie pietro po dwa stopnie, smieje sie glosno.
Czerwona koperta, kawa juz troche wystygla, ale nie szkodzi, przysuwa krzeslo do okna, nie umie nie spojrzec na Tejo. Tam, w dole, wszystko zyje swoim wlasnym rytmem, barka tnie pomarszczona rzeke z wprawa krawieckich nozyc.

Rozdziera koperte i nagle staje sie cud. Wysypuja sie z niej dziesiatki miniaturowych, cekinowych serduszek.

Siedzi zaczarowana kiczowata slodycza karminowych serc, rozsypanych po podlodze.
Najzwyklejsza z ksiezniczek. Ostre portugalskie slonce sprawia ze mruzy oczy i dodaje blasku jej wyplowialym wlosom.

Jak to mozliwe, zeby poeta zdradzil swa muze?

Jakby ci opisac to co czuje… To tak, jakbys sama bronila fortecy przed stutysieczna armia wroga. I kiedy juz udalo ci sie prawie wszystkich pokonac (zostalo jeszcze dwoch po tamtej stronie muru), nagle z przerazeniem odkrywasz ze skonczylo sie jedzenie woda i umierasz z glodu. Rozumiesz?

* * *

3 komentarzy

Spanikowalam. Tak to nazwijmy.

1. Jaką z rzeczy, które posiadasz, uważasz za najcenniejszą?

Nie przywiazuje wiekszej uwagi do dobr materialnych, chyba juz kiedys wspominalam, kupuje czasami drozsze rzeczy, ale pozbywam sie ich bez problemu, jezeli wiem ze komus sprawiam przyjemnosc (w granicach zdrowego rozsadku oczywiscie).
Mowiac powaznie: najcenniejsza rzecza, ktora posiadam to abstrakcyjne poczucie humoru, (czy mozna o sobie tak powiedziec?).
Jak to sie mowilo u mnie w domu: moze nie byc bogato, byle by bylo wesolo.
I jest wesolo. Nawet wtedy gdy nie powinno byc.

2. Jaki przedmiot, który obecnie masz, jest u ciebie najdłużej?

Ohohoho… W ciagu paru lat 18 razy zmienilam miejsce zamieszkania.

Gdyby nie moja siostra (bardzo laskawa, caluje cie w czolko!), nie mialabym zadnego zdjecia z wczesnego dziecinstwa (bo moja siostra ma BARDZO SILNE poczucie wlasnosci i zgarnela wszystkie albumy rodzinne korzystajac z przeprowadzkowego zamieszania).
Ale mi przyslala. Poczta. Wiec chyba to zdjecie sprzed ponad cwierc wieku (maj god…)
A Chlop ma sygnet po dziadu pradziadu, co ma 1234 lat, ale nie powiem gdzie go schowalam.

3. Czy jesteś typem “zbieracza”?

Raczej nie. Nie wyrzucam listow, bo lubie czytac po latach, mam pare biletow ze znaczacych dla mnie podrozy (czasami autobusem podmiejskim).

4. Czy wolisz dom lśniący czystością, czy trochę bałaganu jest potrzebne, żeby uniknąć wyglądu muzeum?

Wole troche balaganu, ale nie brudu.

5. Czy twój pokój, lub mieszkanie urządzone jest w jakimś stylu, czy po prostu masz tu I tam trochę bibelotów?

Jest raczej nowoczesne, ale cieple, duzo drewna, bez, „brudny” niebieski, brzoskwinia, braz. Mam bardzo duzo bibelotow, ale nie wszystkie staja poustawiane na polkach, niektore leza na strychu i czekaja na swoja kolej. Marzy mi sie mieszkanie, w ktorym kazdy szczegol bedzie mi przypominal o podrozach, o znajomych, o szalenstwach. A to wymaga czasu.

„O milosc nie mozna zebrac, na milosc trzeba sobie zapracowac.”

- Ladne, prawda?

Ja nie bede wytykac palcami, ale zlosliwi sa wsrod nas, mili moi, a szczegolnie wsrod MNIE jest ich strasznie duzo, chyba mnie lubia.
(Nie dziwie im sie, bo ja fajna jestem – mowilam juz?).
I nie wiem jak ja to wszystko znosze, z cierpliwoscia aniola, albo nawet samej Matki Boskiej Cierpliwej…chyba bedzie mi to kiedys policzone na plus, co?


  • RSS