werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2003

Baloons

Brak komentarzy

Odciskam podeszwe starego adidasa (function above fashion) na wyprezonym biuscie (Angeli, Samanthy?…).
Przeskakuje z posladka dostepnego pod numerem A, na posladek czekajacy pod numerem B.

Swiat sie zmienia.

Za moich dzieciecych czasow drzacym glosem wymawialo sie nazwe lokalu „Bim-Salabim”, bo (podobno!) byly tam (prawdziwe!) prostytutki.
Dzis na kazdym kroku obce piersi kluja w oczy.

E tam.

Bo ja jestem taaaaka stara, ze pamietam (choc jak przez mgle), ze zapytalam kiedys kuzynki co to znaczy „seks*”, a ona, wowczas pietnastoletnia, uciekla sploniona w drugi koniec ogrodu.

* Bo I. Trojanowska**, idolka moja spiewala „i troche wiecej seksu…”

** Wowczas piosenkarka o poszarpanej grzywce – tez dalam sobie poszarpac, ku zgrozie dziadka.

Ide. Zdrzemne sie.

Zostaje odprawiona przez starszy model D. Duchovnego, zdecydowanie mniej atrakcyjny od oryginalu.

Latanie samolotem to tak troche jak bycie w ciazy.
Moim zdaniem.

Najpierw emocje przy starcie, wywracajacy sie zoladek i zachwyt nad mozliwosciami Ser Humano .
Potem od czasu do czasu mdlosci, dziwne reakcje na alkohol i jedzenie, utrudnione poruszanie sie i w koncu znowu emocje i ulga, kiedy jest juz po wszystkim.

Czy lubie latac (samolotem ;)?
Nie lubie, ale wmawiam sobie ze sie nie boje.

To tak jak z ciaza.

Noo…

3 komentarzy

To lece, nie?….

:)))

Hobbies

1 komentarz

Jak juz sie powaznie wkurwie (pardon), ale to tak, ze nawet powieszenie hordy rozjuszonych psow na Chlopie nie pomaga, siadam ciuchutko przy stole i nawlekam koraliki (nucac pod nosem Smelly cat – rzecz jasna…).

A tak.

Roztrzesionymi paluchami przewlekam zylke przez mikroskopijne kuleczki i tworze.

A tak. TWORZE.

Raz po raz ocieram prawym, muskularnym przedramieniem (Chlopa) sline toczaca sie z wscieklego pyska (mojego) i mrugajac niewinnymi oczetami przemieniam pudlo plastiku w bransoletki, pierscionki i inne pierdafony. Bardzo potrzebne.

Poza tym mam jeszcze inne zainteresowania:
- lody Magnum (gdybym byla latwiejsza, to za pare takich lodow mozna bylo by mnie miec, ale poniewaz nie jestem to nic z tego)
- zasuszanie roslin domowych w doniczkach (nawet tych sucholubnych!)
- picie alkoholu
- i Teges… (slowo, ktore mowi wiele)

… czy jak to tam bylo?
Wiadomo o co chodzi.

Potrzebuje zeby ktos spontanicznie powiedzial mi, ze wszystko sie ulozy, bo zbieram sily do dlugiej i trudnej przeprawy.
Tesknie za moja przyjaciolka, ktorej nie musialabym tlumaczyc.

(Wiedzialaby, ze tak poza tym i poza Tamtym jestem w bardzo dobrym humorze.)

***
Wyczytane:
„Quando merda tiver valor pobre nasce sem cu.”

Dno

Brak komentarzy

Znowu bezsilnosc.
Nie moje problemy, uswiadamiajace mi komicznosc moich.
Godzinne rozmowy telefoniczne, strach i szukanie ukojenia we snie.
Budze sie wymeczona i smutna, nie chce mi sie z nikim gadac, nie chce mi sie isc do pracy, nic mi sie nie chce.
I tyle.

I znowu

Brak komentarzy

Tesknie, tesknie, tesknie…
Zamieszania mi brak.
Nie nadaje sie do spokojnego zycia i wieczorow w domu.
Trudno.
Wczoraj dzieki Asi, tunelom, korkom i dymiacemu silnikowi, wyladawalismy z Chlopem w ulubionej indyjskiej.
Przynajmniej to.

* * *

Ehhh… blogowa tajemniczosc.
Ciekawe ilu z piszacych mysli, ze nikt nic nie wie (oprocz stron zainteresowanych)?

Wiedzacy usmiechaja sie pod nosem.

Konkretnie

1 komentarz

Za tydzien w stolicy.
W niedziele wieczorem albo w poniedzialek (kolo poludnia).
Kawa? Piwo?
Szczegoly mailem.

W kwestii wiary

1 komentarz

Moj Bog jest przystojnym facetem (w typie Sting’a – latwiej nam sie rozmawia, nie ma konfliktu pokolen ;) zyciowym, krytycznym i ludzkim.
Nie zamykam go ani w kosciele, ani w meczecie, jest ze mna zawsze kiedy go potrzebuje i czesto rozmawiamy.

Wystawiam go na probe.
Wystawiamy sie nawzajem na probe.

Zadaje niewygodne pytania.

Moj Bog akceptuje ulomnosci i nie obiecuje nagrody w niebie.
Przyglada sie moim poczynaniom i usmiecha sie zawadiacko.

Jestem za wszystko wdzieczna.
Codziennie.

Milosniczka muzyki dziwnej i egzotycznej – mua – nie odpuscilaby sobie tego koncertu.
Grupy z Surinamu.
Milosnicy seksu live, podgladacze i zadni wrazen rowniez tego koncertu by sobie nie odpuscili, gdyby z gory wiedzieli co dziac sie mialo.

Poczatek bardzo karaibski – zouk, do kolysania biodrami, wokalisci wykrzykujacy cos w nieznanym (mi) narzeczu, faaajnie…
Tlum sie rozszalal, zespol rozgrzal i rozochocil i zaprosil na scene dwie bardzo zgrabne panny o czekoladowej skorze. Panny rzucily publicznosci znudzone spojrzenie, wypiely tyleczki i…

PANIE BOZE MOJ!

Jak juz rozbujaly bezcelulitusowe (bezczelne krowy!) posladki, zeszly do parteru i zarzucily nogi na biodra dwoch usmiechnietych mezczyzn.
Po czym cala czworka zasymulowala zwierzecy seks, z taka intensywnoscia, ze gdyby pannom wsypac miedzy posladki ziarnistego pieprzu zmielilyby go w tri miga.

Na zakonczenie panny zalegly jedna na drugiej i nibykopulowaly radosnie, i bez obawy zajscia w ciaze.

I takie oto atrakcje serwuje moja wies rodzinom spacerujacym wielopokoleniowo po miejscowej Starowce.


  • RSS