werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2003

Cialo

3 komentarzy

Matka natura uczynila mnie wrazliwa na wszelkie „cielesne” sprawy.

Nie mdleje na widok krwi, ale na widok lychy wsadzanej panu pod skore w celu przesuniecia skalpu, owszem – robi mi sie slabo.
Albo na widok sprawnie operujacego w udzie odsysacza tluszczu. Ble.

Jechalam ostatnio (ciagle o tych pociagach, nie? – chleb to moj powszedni) stala trasa, kiedy nagle jeden z pasazerow zakaszlal przez dziurke w krtani.
Nie nasmiewam sie – bron Boze – z biednego czlowieka po zabiegu (ktorego nazwy nie wymowie), ale w owej chwili pomyslalam, czujac jak wiotczeja mi czlonki: jeszcze raz, kochanienki, a beda mnie musieli cucic szanowni wspolpodrozujacy.

Ale do czego zmierzam.

Otoz w wieku lat czternastu, w lazience i w wielkiej tajemnicy, przebilam sobie SAMA ucho, zwykla igla i wspierajac malzowine na surowym ziemniaku (wedlug zalecen kolezanek).

Czyli jednak wszystko mozna, jak sie czegos bardzo chce.

Szok

Brak komentarzy

- Czego oczekujesz od zycia?
- Chcialbym miec dwie koszulki Nike, buty Pumy, bielizne CK…

E. zapewnia mnie, ze zaden z problemow przedstawionych w „La virgen de los sicarios” nie jest przejaskrawiony ani zmyslony.

Podobno przez jakis czas w Medellin nie wolno bylo jezdzic we dwojke motorem, bo w ten sposob popelniano najwiecej morderstw – jedna osoba prowadzila, a pasazer strzelal – motor zapewnial latwa ucieczke i precyzje strzalu.

Ja wysiadam.

1 komentarz

- Fajne to takie cos, nie?
- Fajne, tylko nie po flamandzku. Nie da sie ustawic po flamandzku?

Dziesiec minut w najbardziej zadymionym przedziale swiata i w najbardziej odjazdowym towarzystwie.
Naprzeciwko mnie Kolezanka Ciapciaka, jak zwykle ubrana na cebule (i z golymi nogami) z Gosciem obwieszonym (prawie) zlotymi kolczykami.
Dyskutuja zawziecie na temat miejscowych tenisistek (z ktorych jedna jest powszechnie lubiana, rowniez przez Kolezanke, druga natomiast ma opinie zimnej ryby).

- A ty, co myslisz? - pyta Gosciu. Przyglada mi sie natretnie.

Po drugiej stronie przedzialu rozstawiony laptop i wpatrujacy sie w kreskowke dwaj studenci. Glosno jak cholera i po angielsku, ku niezadowoleniu Kolezanki.

- No a nie da sie ustawic tego „czegos” po flamandzku?

Jestem jedna z trzech osob w przedziale, ktore nie zaopatrzyly sie w puszke piwa.
(W koncu podroz trwa cale dziesiec minut).

… I tu konczy sie ta krotka opowiastka, az chcialoby sie powiedziec, ze pies z kulawa noga nie chcialby sie w tym pociagu znalezc, a tu nic z tego, bo pies z kulawa noga tez byl, maly i szpiczasty, ale o tym innym razem.

*** apdejt

Gosciu uklonil mi sie dzisiaj na stacji. Jestesmy kumple (chyba).

Malzensko

1 komentarz

- Jedz wolno, bo to wszystko co dzis dostajesz na obiad.

Kto chcialby taka zone?

Zalozmy ze mam nieograniczone mozliwosci finansowe i urlopowe oraz Chlopa w dwutygodniowej podrozy sluzbowej (na przyklad w Azji, bo Chlop kocha Azje, niech ma).
Acha – i jeszcze – moge podrozowac w czasie, przestrzeni, robic wszystko czego dusza zapragnie i nie ponosic kosekwencji swoich czynow.

Co robie?

Lece do U.
Naprawde musze spedzic z nim chociazby weekend.
Przeciez mamy tyle do zrobienia razem, tyle rozpoczetych i niedokonczonych dyskusji, tyle niedopitych piw, niedoogladanych odcinkow, niedogladzonych policzkow i niewydrapanych z zazdrosci oczu.

Pewnych rzeczy nie mozna zostawic ot tak, w polowie, bo potem bardzo dlugo leczy sie niedosyt.

Co by tu…

1 komentarz

Te okropne dzieciaki zrujnowaly mojej Najmlodszej tegoroczne swieta.

Przeplakala caly dzien dowiedziawszy sie, ze Sw. Mikolaj nie istnieje.

Mowiac szczerze nie pamietam kto i kiedy uswiadomil mnie w tej kwestii. Czy bylo to przed, czy po tym 6-tym grudnia, kiedy moja (bardzo dyskretna) mama potknela sie na schodach, znoszac po ciemku slodycze.
Mamie nic sie nie stalo, ale postawila na nogi caly dom.

Przypomnialo mi sie jeszcze cos:

w moim domu Mikolaj wsadzal prezenty w wyczyszczone kozaki, doroslym i dzieciom.

Jednego roku moja siostra wyhaftowala mamie wlasnorecznie serwetke i upchnela w but.
Moja mamuska, niezorientowawszy sie, przechodzila caly dzien w pracy z serwetka w czubie kozaka. How nice.

Rozgoryczona Mloda wsadzila jej w kozak (dzien pozniej) szczotke do pastowania butow, nie musze dodawac ze wlosiem do gory.
Biedna moja rodzicielka skakala po korytarzu jak zabka myslac, ze w bucie siedziala mysz.

(Nie zeby gryzonie panoszyly sie w naszym domu, ale kto w takiej chwili ma czas na zastanawianie sie).

Grrr…

2 komentarzy

Slyszac jak pewien starszawy pan w urodziny Chlopa mowi:

- ehhh… za rok 33, a potem to juz z gorki
(czyli: beznadziejnie, nudno i jedna noga w trumnie)

i w ogole slyszac jak ktos mowi, ze po trzydziestce (czterdziestce?) to juz nie zycie i nic juz sie nie wydarzy, mam ochote odpowiedziec, zeby wobec tego zastrzelil sie natychmiast, bo skoro zyc nie ma po co, to zadna strata, a przynajmniej innym krwi psul nie bedzie swoim narzekaniem.

Cholerni malkontenci.

Nie do odrzucenia

1 komentarz

Jeszcze dwa tygodnie i zaszyje sie w starej farmie z grupa bliskich mi ludzi, potrzebny mi taki wsiowy weekend.
Bedziemy zatykac nosy w koziej mleczarni, zasypiac przy kominku, wloczyc sie po polach i oddawac w sprawne rece masazysty.

Dostalam zaproszenie Bardzo Daleko.
Z oplaconym biletem i ciekawym programem.
Przyjedz – mowi – za dwadziescia lat bedziesz sobie plula w brode, ze nie nie zgodzilas sie, kiedy blagalem cie, zebys przyjechala.

Byc moze. Byc moze nie.

Nie znam jeszcze przeciez siebie piecdziesiecioletniej.

Odhaczam na mapie swiata kolejny kraj.

Znany wiekszosci z pewnych wzgledow, a mi kojarzacy sie od wczoraj z najlepszym na swiecie chlebem, pierwszym, odsluchanym w calosci, koncertem muzyki dawnej, wyrwaniem sie z rzeczywistosci, z Alvaro de Campos i w ogole z poezja, niekoniecznie najweselsza.

Sa takie znajomosci, dla ktorych czas nie istnieje. Tydzien czy trzy lata, jakie to ma znaczenie?

Dzien po…

3 komentarzy

Polowa firmy (ta, do ktorej z racji chorobska nie naleze)jest na strasznym kacu po wczorajszej imprezie firmowej.

Zalatuja tak straszliwie alkoholem, ze rozmawiajac z kimkolwiek, moglabym zagryzac co drugie zdanie kiszonym ogorkiem.

Brrrr…


  • RSS