werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

Zbieram sie do tej poswiatecznej notki, ale nie da sie.
Bo tego sie nie da. Powiedziec slowami.

Ani o Akcji Bosman, czyli wyciaganiu puszki piwa (bardzo waznej – bo ostatniej), spod szafki, pogrzebaczem, po odsunieciu kuchenki, przez ciotke, w towarzystwie zaplakanych ze smiechu kobiet, kucajacych pod sciana.

Ani o akcji Szyjka, czyli o dialogu M. z C. kiedy to C. chcac sie pochwalic stwierdzila:

- O, a tam na szafce stoi szejka (shaker)

na co M. bez zastanowienia odpowiedziala:

- Wielka mi atrakcja. Szyjke to ja mam swoja, ale co mam w nia wlac?

A potem byly: Akcja Korzonki, Akcja Prezent i Zdjecie Zbiorowe.

Ehhh…
No i ten sernik.

(PS. Wcale nie chodzilo tylko o alkohol w te swieta, zebyscie sobie nie pomysleli, ze moja rodzina to banda pijakow. My jestesmy ksiezniczki i baronowny – slowo daje).

Juz po.

2 komentarzy

Zimno nad polskim morzem, ale to nic.
Jem najlepszy sernik na swiecie.
Reszta niebawem.

No to bieglam.
Najpierw do ciezarowki, z tym walizami, co to o nich ostatnio pisalam.
Jak Syzyf, pchalam pudlo wielkosci budki z frytkami, az iskry sie sypaly spod zelowek.

Jak juz dobieglam, to okazalo sie, ze jest godzina Wu (Wyjscia z pracy), wiec nie pozostalo mi nic innego niz odpalic gazele i gnac na stacje.

Jak juz dobieglam na peron, to okazalo sie, ze jest tam taki jeden, co ze mna ostatnio bardzo lubi gadac (klamie jak z nut, na wszelkie tematy), wiec popedzilam w drugi koniec peronu, zeby mnie nie zaczepil.

W drodze do domu przypomnialo mi sie, ze jeden z moich znajomych mowi na swoja zone pieszczotliwie: cipa.

Niektorzy mowia kotku, zabko, slonko, a on: CIPO.

Cipo, podaj mi prosze gazete…

Zmowa

2 komentarzy

Jestem juz w stu procentach przekonana, ze chca mnie w tej parcy wykonczyc.

(Niewatpliwie biore rowniez udzial w jakims swiatowym spisku, ale cicho sza.)

Dobra – mowie – zapakuje te 5O olbrzymich waliz.
W kazda upchne asortyment ubran we wszelkich fasonach, kolorach i rozmiarach, w kazda inny, nie ma sprawy, osiem godzinek, lumbago i wylamane paznokcie (sprytne plastikowe zamki)i gotowe.

Bulka z maslem.

W miedzy czasie z przyjemnoscia sporzadze kilka ofert, taaaa, tymi czarnymi paluchami, o co chodzi?

Jak ktos cos zgubil, to moze rowniez wywolac mnie z magazynu i poprosic o pomoc w poszukiwaniu – bardzo chetnie.

A poza tym dziwie sie, ze szefostwo nie wetknelo mi jeszcze szczotki na kiju w tylek, skoro juz musze sie tyle krecic, moglabym przy okazji pozamiatac magazyn.

***
Trzy lata temu o tej porze jadlam golabki. Pierwszy raz w zyciu jako mezatka.

Nie rozumiem jak ktos, kto w zyciu nie spotkal sie z osoba innej rasy, moze powiedzic ze nienawidzi … (Murzynow, Arabow, Chinczykow itd.)
Z czego to wynika?
Ze strachu przed nieznanym? No bo jak tu rozmawiac z takim „czarnym”?
Z nieznajomosci jezykow? Bo przeciez jezeli czlowiek nie bedzie mogl sie dogadac, to najlepiej z gory zalozyc, ze sie tej osoby nie polubi.

Spotykanie ludzi z roznych krajow, o odmiennych pogladach i tradycjach jest, wedlug mnie, jedna z najlepszych rzeczy, ktore przydarzyly mi sie w zyciu.

Duzo sie od nich ucze: tolerancji, optymizmu, podchodzenia z dystansem do blahych problemow.

Innego znaczenia nabralo dla mnie slowo „piekne”. W przeciwienstwie do tych, ktorzy zawsze doszukuja sie minusow

- ladna, tylko ma za grube uda
- za krzywe zeby
- za krzywe nogi

nauczylam sie akceptowac piekno niedoskonale.

Inne jest piekne, mili moi.

Fin

Brak komentarzy

Jak koncza sie firmowe kolacje – kazdy wie.
Koncza sie snami o namietnych pocalunkach z mlodszym kolega z dzialu sprzedazy.

Posadzono mnie (na jawie) obok pewnego Fina, lysego i bladego jak trup (czyli tak jak lubie lubie), ktory pilnowal przez caly wieczor, aby poziom plynu w moim kieliszku nie ulegal zmianie.

Troche pozniej, chociaz z taka sama werwa, pilnowal, zeby nikt oprocz niego ze mna nie zatanczyl.

Namolnych nie lubie, wiec zmuszona bylam opuscic impreze, zanim zagraniczny gosc nadepnal mi na przyslowiowy odcisk.

Wracajac do domu zastanawialam sie przez pol drogi, gdzie wyladuje, bowiem kolacja byla poza centrum, kiepsko u mnie z orientacja, a o pierwszej w nocy na peryferiach miasta zywego ducha.

No ale dotarlam – cala i zdrowa, a w nagrode wysnilam sobie ten pocalunek – ju nou – dobrze ze z kolega ze sprzedazy, a nie z makabrycznym Finem.

Slyszac o zareczynach kolezanki z pracy (weekend w gorach, szampany, sauny itp), zdalam sobie sprawe, ze my z Chlopem chyba w ogole romantyczni nie jestesmy.
Yyyyy…
Najbardziej romantyczny moment w moim zyciu?

Chyba wtedy, w tej obskurnej norze, gdzie zapijalismy gotowany bob czerwonym szato-migren.

I jeszcze wtedy, kiedy mi wreczyl torbe szmacianke (a jak to mowi Ross: we were on the break!).

I zareczyny – w drodze do sklepu.

Ehhh… No mowie przeciez.

Troco

Brak komentarzy

Wysluchujac monologu przez telefon ciesze sie, ze nie musze ukrywac emocji.
Ostatnia wiadomosc sprawia, ze serce podchodzi mi do gardla – zbyt piekne by moglo byc prawdziwe.
Czekam.

blues

Brak komentarzy

Wczoraj, przy myciu, Najmlodsza ulozyla sobie piosenke.
Przyszla mi ja zaspiewac i pod konieec tak sie wzruszyla, ze plakala jak bobr.

Piosenka brzmiala mniej wiecej tak:

„jestem sama w miescie, sama w swoim domu, mialam przyjaciela, ale sie rozstalismy…”

Po kim ona taka wrazliwa? Chyba po mnie.

po trochu

2 komentarzy

I am a woman in love, and I”ll do anything…”
Mrrrrauu, mysle sobie, a Barbra sprawnie wtapia sie w sen, i…
KUERVA!
Osma trzydziesci, piatek – czyli znowu zaspalam do pracy. Ucinam Basce w pol slowa, myje sie i maluje jednoczesnie, prawa stopa wklepuje maila do szefowej, informujac ze bede pol godzinki pozniej i lece na pociag, a z nozdrzy para mi bucha, bo baaarrrrdzo zimny ten piatkowy poranek.

Taki poczatek dnia nie wrozy niczego dobrego.

Kolejne osiem godzin mija w stylu pierwszych pietnastu minut, tylko Barbra milczy jak zakleta.

A wczoraj barszcz ukrainski, pierogi, kulebiaki, wisniowka, zubrowka, luksusowka, wyborowka, i milion piecset owocowych wariacji.

Rosyjska restauracje znalezlismy.
W „sercu” Europy.


  • RSS