werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2004

… a bedziesz zima w trampkach chodzil.
Albo tez z golymi nogami – jak ja dzisiaj, zasugerowawszy sie koszula z krotkim rekawem, na ciele Chlopa.

Konczyny dolne mam odmrozone do polowy ud, bo zachcialo mi sie sukienki letniej, co w polaczeniu z wiatrem i rowerem przynioslo nieporzadany efekt w postaci szczekajacych zebow i sinych kostek.

Na nic zwykle rozgrzewajace zaczepki kierowcow ciezarowek.

Od weekendu jestem pod wrazeniem plyty „The look of love” (poscielowa wybitnie, ciepla i laskoczaca zmysly) oraz filmu „Trio z Belleville” (trzeba zobaczyc babcie z przykrotka noga, psa i zmeczonych kolarzy).
Bo tego sie nie da.
Powiedziec slowami.

Bo bajzel w domu, bo nierowno pomalowane, bo nie taka mina, bo spac sie chce… zawsze mozna znalezc powod, zeby sie czepic.
Tak juz mamy – baby z mojej rodziny – ze nie umiemy usmiechac sie potulnie do naszych Chlopow, jezeli cos nam sie nie podoba.
Co na sercu, to na jezyku (dzieki temu nie wyskakuja nam postresowe wrzody na stare lata).

W ogole to na pewno przez te hormony tyle zlosci we mnie. I przez te wszystkie zakazy i nakazy, ktore znosze niepokornie.

Jeszcze wszystko wroci do normy.

…wyszeptal piecioletni synek moich znajomych, obudziwszy sie po poludniowej drzemce.

W Malopolsce rzeczywiscie padalo, ale mimo tego udalo mi sie zahaczyc o Festiwal Zupy, na ktorym pokazywaly plecy rozne mlode salserki.

Prawda?

A potem bylam w lozku z dwoma mlodziakami, z ktorych zaden nie jest moim mezem, a z ktorych jeden zabranial mi wiecej niz moj maz ma w zwyczaju.
(Podobno powinnam powiedziec, ze bylam „Na lozkach”, zeby bylo wiadomo o co chodzi.)

Okazalo sie, ze jedna fajnie piszaca blogowiczka wcale nie jest blondynka, coz za zdziwienie.

W miedzyczasie nosilo mnie strasznie, strzelaly iskry (w pustke strzelaly, co za marnotrastwo), czulam sie jak stara matrona i snobowalam sie w Stolycy.

Pierogow nie starczylo, olejek mentolowy sprawnie wtarty w czolo lagodzil bol, straszny chaos w glowie i miod na serce.

Takie to moje zycie.

Wiem juz jakiej plci bedzie potomek – poki co to tajemnica, zobaczymy ile czasu uda mi sie nie chlapnac jezykiem…
Rosne sobie delikatnie, pan doktor caly w skowronkach, ze wszystko tak ladnie sie toczy, mam nadzieje ze tak juz zostanie az do konca wrzesnia.

Latamy z fasola tu i tam, salsujemy, odwiedzamy, zle spimy ostatnio.

Za pare godzin lece do Polski, nie moge sie juz doczekac, bo zapowiada sie fajnych pare dni.

News

3 komentarzy

No to znowu siedze na recepcji.
Z racji brzucha nie pozwalaja mi nic przesuwac w magazynie, wiec siedze sobie za biurkiem, jak ta pancia, i… No i nic. Zamiast pracowac buszuje w necie, wysylam maile, koordynuje przyszlosciowe wyjazdy weekendowe i mysle co by tu zrobic z tak pieknie rozpoczetym dniem.

Za tydzien o tej porze bede nerwowo przebierac nogami, a wieczorem pic winko na warszawskiej starowce.

* * *

1 komentarz

W piatkowy wieczor potwierdzona zostala moja teoria, ze o ile single skarza sie, ze nie zaprasza sie ich na kolacje, gdzie wiekszosc gosci jest sparowana, to sami rowniez chetniej bawia sie w towarzystwie singli.
Dlatego tez, jako sparowana i ciezarna, w piatkowa noc zostalam przed telewizorem, podczas gdy wiekszosc moich salsowych znajomych leczyla kaca po czwartkowym szalenstwie, o ktorym nikt mnie nie powiadomil.
Nie ma co rozpaczac – taka zyzn, sama widze ze knajpiane afery schodza u mnie ostatnimi czasy na drugi plan, ustepujac miejsca mniej alkoholowym rozrywkom.
Sila rzeczy.

W sobote wybralismy sie z Chlopem do kina, na “Butterfly effect” – skakalam po krzesle jakby mnie do pradu podlaczono, chyba nie lubie sie bac. Fasola zostala wytrzesiona za wszystkie czasy (kiedys mi to wypomni zapewne).
Potem na brazylijskiej potancowce unikalam (skutecznie) spotkania z pewnym nieznosnym mezczyzna, ktory robil wszystko, zeby zwrocic na siebie uwage.
Nie lubie facetow, ktorzy zachowuja sie jak pietnastoletnie dziewczynki.

Opowiem wam bajke:

mialam ja sobie kiedys rower, co to sie nazywal Gazela, i z ktorym (ktora) szalalysmy sobie za starych, barmanskich czasow, po moim miescie noca.

A potem przyszedl jakis dziad i ukradl Gazelke.

W jej zastepstwie pojawil sie seledynowy drapak bez nazwy, ktory (chociaz brzydki) usluzny byl i poczciwy, i wozil moje skromne zwloki w te i nazad do pracy.

A potem mu sie odechcialo i wzial sie i pekl na calej linii opony tylniej.

W miedzyczasie pod domem, dzieki Szefunciowi, stanal rower prawie gorski, uzywany ale w dobrym stanie, z wieloma przerzutkami, a co jedna to bardziej trzeszczaca.
Tym rowerem (jak za czasow Gazi) atakowalam regularnie miejscowy rynek i odwiedzalam dalej mieszkajace kolezanki.

A potem przyszedl jakis sukinkot i ukradl mi pedaly. No mowie przeciez… Umie ktos jezdzic na rowerze bez pedalow? Bo mam jeden na zbyciu.

Oprocz tego kroluje niepodzielnie, aczkolwiek w piwnicy, Krolowa Szos – nowka, ktora strach zostawic na ulicy, zeby jej jaki bandyta czego nie zwedzil (- patrz wyzej).
Sluzy do dalekich wypraw weekendowych.

A ja, wlascicielka calej -zeby nie powiedziec – stajni rowerow, zasuwam do pracy i w miasto na piechote.

I gdzie tu sprawiedliwosc?

Wyczytalam wczoraj, ze w tym roku na letnim festiwalu wystapi moj ulubiony Gilberto Santa Rosa, wiec nie wiem jeszcze jak to zrobie, ale JADE.
Z osmiomiesiecznym brzuchem bedzie mi niewygodnie i w ogole, no ale jak tu przepuscic taka okazje.
Zeby Bozia dala zdrowko w sierpniu…

Rozwazalismy w gronie znajomych rozne mozliwoscie przenocowania mnie, w powaznym stanie, na polu namiotowym, po podejrzewam ze spanie w namiocie, na macie, bedzie razcej niemozliwe.
Padly nastepujace propozycje:
- wynajecie mobilhome
- wynajecie karawanu i umieszczenie w nim lozkowego materaca zamiast trumny (jestem za)
- wykopanie dolu za namiotem (ew. w namiocie) – gdyby sie zachcialo 6 razy siusiu w nocy, bo do lazienki daleko.
- … anything else???


  • RSS