werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

Co robi ciezarowka w siodmym miesiacu o polnocy z czwartku na piatek?

- Wlamuje sie do nieznajomego faceta do domu, za pomoca kawalka plastiku. Tzn: strasznie chce sie wlamac, zapiera sie w drzwiach i walczy.

Co robi w tym czasie jej kolezanka?

- Asekuruje sasiada spuszczajacego sie (po linie – zbereznicy!) z balkonu sasiadki na swoj balkon.

Oba te zdarzenia maja miejsce w tym samym bloku i wynikaja ze spotkania nieszczesliwego mlodzienca, ktory zatrzasnal drzwi swojego mieszkanka zapomniawszy kluczy.

Nie udalo mi sie wlamac (a panu, ktory w ten sam sposob odblokowal moje drzwi pare miesiecy temu, za jedyne €100 i w trzy sekundy – owszem!), wiec wrocilam niepocieszona do domu.
Zlodzieja ze mnie nie bedzie.

Prosze bardzo, oto lista niemoznosci badz ledwo-co-a-za-miesiac-na-pewno-juz-nie:

- wiazanie butow, zapinanie klamerek (tja, pozostaja mi klapki i przylepce – szal lat osiemdziesiatych)
- marsz szybkim krokiem (bo kolka)
- lezenie na brzuchu (obecnie brzuch lezy na mnie z dumna mina zwyciezcy)
- depilacja okolicy bikini (= lustrzyca – nazywajmy rzeczy po imieniu)
- malowanie paznokci u nog (jeszcze nizej niz okolice bikini, forget it)
- wygladanie szczuplo, wciaganie brzucha, poruszanie sie z gracja (szyderczy smiech czytelnika?)

Nowo nabyte umiejetnosci:
- stawianie talerza czeresni na brzuchu (myslam ze to tylko w filmach jest mozliwe)

a co u Chlopa:
- nadmiernie rozbudzona zazdrosc o Pana Poduche (wielkie mi co: chudy, blady, flakowaty, jakies metr piecdziesiat wzrostu), nieodlacznego towarzysza moich snow od paru miesiecy, wcisnietego miedzy kolana i pod brzuszek. Boski po prostu.

Smutasy

Brak komentarzy

Nie chce sie nad tym zbyt dlugo zastanawiac, bo i tak tu bede przychodzic (do biura, znaczy sie) przez czas jakis i prace swoja ogolnie lubie, ale Belgoza to jednak dziwny narod.
Nie dosc ze „dzien dobry” z reguly nie mowia, wchodza do mojego pokoju, po poczte, bez slowa i mijaja sie na korytarzach milczaco i bez usmiechu, to i niczym i nikim spoza swojego dzialu sie nie interesuja.

Z mojego biura w Polsce pamietam, ze czlowiek zawsze z kolezanka z ksiegowosci w biegu choc dwa slowa zamienil i z chlopakami z transportu sie podroczyl, a w ogole nie do pomyslenia bylo zeby sie rano nie przywitac.
Nawet z tymi, ktorych sie nie uwielbialo.

Troche mi szkoda ze taka atmosfera tu panuje, bo w koncu wiekszosc moich kolegow to mlodsi ode mnie ludzie, a smutni i bez fantazji i jacys tacy bez checi do zycia.

Dobrze ze bezposrednia przelozona jest z ikra, bo bym sie tu udusila.

Na tancach bylam w niedziele. Faaaajnie bylo.

Szkolenie

1 komentarz

No to nadszedl czas, zeby sie czegos nowego nauczyc, nie?

Firma wywozi nas na dzien do sasiedniego kraju (a o to w Belgii nie trudno, tu kraje sasiedzkie znajduja sie – jakby nie patrzec – o jakas godzine jazdy samochodem, z dowolnie wybranego miejsca).

Wczoraj poznalam jednego z dostawcow, blekitnookiego A, cwierkajacego po angielsku ze slodycza wlasciwa francuskojezycznym mezczyznom.
Warto bylo.

Jak to sie mowi – jego akcje wzrosly.

No dobrze, to jeszcze odpije mala kawke i ruszam.

Niemoc

3 komentarzy

Kiedy chce napisac o czyms fajnym, to nie moge, bo komputer w domu sluzy wylacznie do odtwarzania a nie do tworzenia.

Kiedy chce zabrac sie za robienie kartek urodzinowych, w sklepie akurat nie ma wybraniego przeze mnie wczesniej papieru. Wszystkie inne kolory sa oczywiscie.

Nad ranem sni mi sie cesarskie ciecie, ktore lekarz chce wykonac mimo moich krzykow, ze jeszcze nie spie i zeby poczekal az znieczulenie zacznie dzialac.

Za oknem leje deszcz, siedze w przemoczonych mokasynach, ktore nieprofesjonalnie zciagam co jakis czas, bo zimno w nozki. Brrrr…

Nastepna notka bedzie weselsza. Baj.

Wstyd

1 komentarz

Nie moge spojrzec mojemu ulubionemu sprzedawcy w oczy, po tym co mi sie wczoraj snilo.
A z drugiej strony chcialabym poklepac go po ramieniu i z podziwem w glosie pogratulowac no no no…
A snila mi sie rozpusta erotyczna, bezwstydna i z owym kolega w roli glownej.
No co? Moze ktos umie dyrygowac swoimi snami – ja nie, dlatego zdarzaja mi sie takie rozne niespodzianki.

No w kazdym razie ostatnia noc zwadzieczam pewnie szalejacym hormonom, kotlujacym sie w moim ciele, podczas gdy ja sobie smacznie spie.
Bo sypiam wyjatkowo smacznie.

Czego i panstwu zycze.

Zimno

1 komentarz

Trzynascie stopni na termometrze, to chyba lekka przesada. W dodatku deszcze niespokojne targaja sadem.

No koszmar.

W niedziele bylismy na popoludniowej imprezie salsowej, nawet mnie jeden mniej-znajomy poprosil do tanca, chyba dlatego ze na siedzaco nie widac mojego brzuszka. Takie czasy.

Moja niesalsujaca siostra stwierdzila, ze wiekszosc tanczy tak, jakby im to sprawialo straszny wysilek, a niektorzy do tego poruszaja ustami w wiecznym murmurando one-two-three, liczac kroki.
Rzeczywiscie tak jest na tych popoludniowych imprezach dla bialych (latynosi ignoruja te imprezki z reguly).

Teskni mi sie troche do nocnych szalenstw, bo to tez czesc mnie ta beztroska latawica na parkiecie.
Nie trace nadziei, ze kiedys jeszcze poszaleje ;)

No. Nareszcie wszystko wrocilo do normy i mozna sie poobijac w pracy. Potrzebny mi czasem tak leniwy dzien, zeby blogi poczytac i pomailowac do znajomych.

Jesien mamy piekna tego lata, w zwiazku z czym chodzimy rodzinnie zasmarkani i bowiby przez dos, chociaz zadne deszcze i wichury nas nie powstrzymaja przed spacerami po miejscowym parku.

A’propos:
dwa dni temu bylam swiadkiem niezwyklego przedstawienia: jakas blizej nieokreslona grupa ludzi tanczyla w parku „wereld dans” – polaczenie indianskich przytupow, goralskiego folkloru i tancow irlandzkich.
Uo Boze.
Oczywiscie nie ma jak sie wybrac na spacer z rodzona siostra, ktorej ciety jezyk i szeptane do ucha komentarze powodowaly u mnie co chwile wybuchy dlawionego chichotu, no co ja poradze?
Wyobrazilam sobie mojego Chlopa w tym towarzystwie i wystarczylo.
Szok.

Jeden z duchow z przeszlosci pisze, ze lubi sobie wyobrazac ze dziecko ktore nosze jest jego. Wiem, ja tez sobie lubie wyobrazac co by bylo gdyby.
Tesknie.

Wizyty rodzinne.
Moja siostrzenica nalezy do tzw PRAWIE – ludzi (prawie sie zabil, prawie wygrala, prawie zaszla w ciaze), oraz na wszystko ma przyklad ze swojego dziesiecioletniego zycia wziety.
Ogladamy program o Progerii, a ona w pewnym momencie mowi « moja mamusia tez na to byla chora, jak byla mala ».
Smiac sie czy plakac ?

Ci ktorzy mnie znaja wiedza, ze jednym z moich ulubionych miejsc na swiecie jest sofa. A jednym z moich ulubionych zajec na swiecie jest lezenie na niej.
No wiec, jak mam pogodzic sie z tym, ze ostatnimi czasy ciagle przeszkadzaja mi w lezakowaniu muchy, ktore – oczywiscie – najbardziej lubia siadac na mnie (lezacej na sofie).
Na nic odpedzanie, wrzask i histeria, muchy niezrazone wracaja, jak zle wspomnienie.
Od zawsze nienawidze tych stworzen, na sama mysl o tym gdzie mogly siedziec zanim przycupnely na mojej (na przyklad) stopie przyprawia mnie o dreszcze, a tu przedwczoraj kolezanka A. uswiadomila mnie o czyms, co pozbawilo mnie resztki litosci nad tym bozym wynalazkiem.
Otoz:
dlaczego muchy siadaja milion razy na tym samym miejscu, nawet jezeli zderzyly sie na nim ze smiertelnym niebezpieczenstwem w postaci np. dloni?

Bo muchy nie maja pamieci.
No litosci: nic a nic nie jarza, gdzie byly, gdzie nie byly, dokad leca, skad przychodza…
Prosze sobie wyobrazic siebie miotajacego sie przez caly dzien po pokoju: to tam przycupne to tu, wstane, przejde, siade, wstane…
HORROR.


  • RSS