werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

Tu jestem: werita.blox.pl

Komputer w domu nie chce otwierac starego blogowiska,

no to pa!

No i przezylam, nie?

I byloby swietnie gdyby nie…
Ale od poczatku.

Festiwal to rzecz swieta, przygotowania naszej grupy (ok 50 osob) zaczynaja sie na pare miesiecy przed i skladaja z najrozniejszych spotkan „w celu ustalenia szczegolow”, klotni „kto ma kupic 40 kg miesa na grilla” i niekonczacych sie maili „kto juz sie zapisal”, „kto ma przywiezc sol” , itd.
Kloca sie zawsze te same osoby – dwoch panow po piecdziesiatce, a na festiwalowym grillu i tak wszystkim i wszystkimi rzadzi energiczna Wanda z Zielonego Przyladka i nikt nie smie pisnac.

Ze wzgledu na moj obecny stan, do poczatku sierpnia nie bylismy pewni z Chlopem, czy pojedziemy na festiwal grillowac w sobotnie popoludnie, czy rowniez salsowac i piwkowac w piatkowa i sobotnia noc.

Najwieksza przeszkoda byly kempingowe toalety, a raczej ich brak.

No bo gdyby mi sie zachcialo siusiu w nocy, gdzie mialabym sie udac, skoro cale pole jest ciasno zastawione namiotami, lasu nie uwidzisz, a zycie towarzyskie na polu kwitnie 24 godz na dobe, wiec o przykucnieciu za namiotem mowy nie ma.

- Chlopie – mowie – nie ma co, trzeba zakupic przenosna toalete.

Wizyta w sklepie z artykulami turystycznymi i rzut oka na cene owego wynalazku (ze spluczka!) – € 105, szybko pozbawily mnie snu o prywatnym wc w przedsionku.

- Chlopie – mowie – trzeba chyba zakupic nocnik.

Pani w sklepie z artykulami dla osob starszych i chorych (ze co niby?) zmierzyla mnie od gory do dolu i bez mrugniecia okiem zaproponowala Duzo Lepsze Rozwiazanie:

- Mam tu takie majtki z pampersem dla doroslych. Doskonale. Swietnie sie sprzedaja, wie pani, jak ktos w dluzsza trase autbusem jedzie, na przyklad.

- Chlopie – mowie – czy ja snie, wez no mnie uszczypnij, czy ja aby dobrze rozumiem?

Chlop sam nie wierzac wlasnym uszom zapytal podejrzliwym glosem: – znaczy sie ze w te majtki niby trzeba zrobic?
– No tak – dla pani ze sklepu bylo to tak oczywiste, jak dwa razy dwa cztery.
Ale jak to – mysle – toz to czlowieka od malego ucza, zeby wolal i sam na toalecie siadal, a teraz mam niby swiadomie sie – za przeproszeniem – zlac w gacie???
No ale w koncu lubie przygody i inne takie…
-Pani da tych majtek. – widze jak w oczach Chlopa strzalka na liczniku mojego sexapilu leci w dol, na leb i szyje, ale zapewniam was – ten festiwal dla mnie to jak dla Muzulmanina wyprawa do Mekki – jak moglabym sobie odmowic?

Asekuracyjnie wymuszam na Chlopie ze ani slowa nikomu, bo jak pisnie to … (i tu nastepuje dluga lista sprawdzonych pogrozek).

No to co? Mozemy jechac, nie? :)))

Jaka jest moja radosc i jak skacze pod niebo kiedy po przyjezdzie na pole okazuje sie, ze 5 metrow dalej postawiono w tym roku 10 toalet – szok!
(Jak z nich smierdzi po dwoch upalnych dniach – tez trudno opisac.)

Piatek trzynastego – pierwszy dzien festiwalu – zaczyna padac o 20.00 i leje praktycznie bez przerwy przez cala noc. Wszedzie bloto, polowa ludzi spi w samochodach, bo namioty nie nadaja sie do uzytku. Ja spie jak zloto – tak mam ;)
Chlop wyrusza w misje specjalna, bo okazalo sie ze zagubil sie nam jeden kolega, ktory nigdy wczesniej nie byl na tym kampingu, jest „gdzies”, wiatr wieje, deszcz leje, dzwonia telefony komorkowe, a ja nie moge sobie wyobrazic zeby tych dwoch odnalazlo sie przed switem.
A jednak. Z radosci wypijaja Bog wie co, ale mocne.

Cala sobote swieci slonce, wszyscy kroja, smaza i doprawiaja – w tym roku grilowalismy dla prawie 70 osob, na szczescie nie padalo, wiec mozna bylo sie w miedzyczasie wylozyc na kocyku, poddac masazom, przespac, wytanczyc i co tam sie komu chcialo.

W sobote wieczorem na terenie festiwalu jest tyle ludzi, ze trzeba sie przeciskac zeby gdziekolwiek sie dostac albo kupic cos do picia, koncerty super, ale po polnocy moje dziecko zmusza mnie do powrotu na pole.
Wracam razem z kolezanka G., zona owego zagubionego kolegi z poprzedniego wieczoru i jak wielkie jest nasze rozczarowanie, gdzy odkrywamy ze nasi panowie poszli sobie razem w sina dal, zamykajac nasze walizki i spiwor mojej kolezanki w samochodzie (i zabrali klucze – nie musze dodawac).
Nad polem unosi sie mgla gestosci budyniu, nie ma mowy o powrocie na festiwal i probie znalezienia naszych slubnych, bo w tym tlumie nie sposob, wiec idzemy spac we dwie w moim namiocie, gdzie – o dziwo! – zostawilam dwa koce.

„Nigdy bym nie pomyslala, ze w dzisiejsza noc bede zasypiac w pozycji lyzki w twoim towarzystwie…” – wyznaje mi G.

No ja tez nie.

Poza tym fajnie bylo, koncerty super, przystojnych mlodziencow mnostwo i duzo sie dzialo.

Acha i jeszcze: jak sie ubiore na czarno, to nawet obce Chlopy czasem poprosza mnie do tanca (no chyba ze stoje bokiem do nich to nie ;))))

Dla odmiany

1 komentarz

„Pot mi sie po tylku leje i chodze codziennie do kina, zeby nie musiec siedziec w domu-saunie. Komu jest gorzej niz mi?” – pisze J.

MI! MI! MI!

Tepo mi sie jakos zwolnilo ostatnimi czasy, wleke sie zamiast chodzic, obsuwam na krzeslo zamiast siadac i czekam na koniec wrzesnia. Acha: mam sloniowe nogi. Szczegolnie wieczorami.

No dobra, w miedzyczasie jade na ten festiwal tropikalny, chociaz nie wiem czy sobie krzywdy nie robie, narazajac sie na kontakt z tymi obrzydliwie zgrabnymi latynoskami ledwo co odzianymi.
Licze na to ze uda mi sie dotrwac do paru nocnych koncertow, nie bede musiala wloczyc sie po campingu o 3.00 nad ranem w poszukiwaniu toalety oraz dziecko nie zechce urodzic sie wczesniej i w rytmie bachaty.

Fingers crossed!

Nie potwor

2 komentarzy

Trzydziestostopniowa duchota wygnala nas wczoraj na rynek – w domu nie dalo sie wysiedziec.
Kolezanka E, znana ze swoich powiedzen powalila mnie na ziemie opisem jednego (podobno znanego mi) pana: „No, ma takie czarne wlosy, nie jest z niego taki znowu potwor”.

Boze, gdyby ktos sie tak o mnie wyrazil…Wolalabym sie nie dowiedziec.

Chlopy rozsiadly sie w ogrodku na przeciw – puszczalismy sobie smsy, machalismy raczkami i w ogole.

Serce mojej fasoli nie bije podobno regularnie.
Bez jaj, Fasola, bardzo cie prosze, dobrze?


  • RSS