werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2005

Siedzimy w oknie, popijajac co tam sobie nalalysmy do szklanek.
Fajnie ze ma w mieszkaniu takie szerokie parapety i widok z duzego pokoju. Widok przez duze W.
Jestesmy cichymi adoratorkami niewyksztalconych malolatow bez ambicji, operatorow smieciarek, rozwiedzionych i wielokrotnych ojcow nieslubnych dzieci. Klamcow, kretaczy i arogantow. Facetow bez jakichkolwiek zainteresowan (poza jednym) i namietnych graczy plejstejszon, odzianych w obwisle dzinsy i sportowe buty. Szczeniakow niezdolnych do ponoszenia konsekwencji wlasnych, nienajfajniejszych czynow.
Porzadni faceci nie chca rozumiec, co moze pociagac w takich typach.
Niby wiedza, ale nie przyjmuja do wiadomosci, a i nam nielatwo sie przyznac, na czyj widok dech nam zapiera.
Krolewicze ci naleza do bajki, w ktorej krolewny nie pracuja, nie placa podatkow i nie robia zakupow. Krolewny po prostu sa, nie wypytuje sie ich o szczegoly zycia osobistego (pyta sie tylko, czy sa z narzeczonym, zeby uniknac ewentualnego ciosu w szczeke, gdyby narzeczony byl na miejscu). Krolewicze tez sa, pachnacy i tajemniczy, stworzeni aby adorowac krolewny. I tyle.
Bajki sa krotkie i maja szczesliwe zakonczenia.
Ka pe wu?

Mowilam juz, ze od niedawna mam jakby dwoch Chlopow?
Podobni sa do siebie pod kazdym wzgledem jak Flip i Flap.
Moi mezowie spedzaja cale wieczory na piwie, przed telewizorem, ogladajac mecze. Jeden buja Oliwka, drugi szykuje kufle, gdy wracam do domu spia, kazdy na swojej sofie, pochrapujac na dwa tony.
Ten Drugi ma tez swoja oficjalna zone, z ktora moj Chlop kaze mi wyjezdzac do cieplych krajow.

To jest zycie, co?

* * *

7 komentarzy

What’s up???

Wiemy jak to dziala. Najpierw pare godzin burzy, glowa pelna znakow zapytania, potem zacieraja sie po malu kolory i zapachy, a dzis juz tylko lekki usmiech.
Stoje w oknie kolyszac sie rytmicznie z Olkiem w ramionach, taki typowy obrazek z teledysku, ona patrzaca w dal i usypiajace dziecko wtulone w szyje.
Jest mi bezpiecznie, jest nam bezpiecznie, nikt sie miedzy nas nie zdola wedrzec, ani zaklocic tego spokoju.

Zadna ze mnie wariatka-kokietka, mnie sie mija w tlumie, chyba tak lepiej.

Sabinho

11 komentarzy

Nic na to nie poradze, ze rozum mi odbiera na sam widok (i tylko na widok, bo rozmawiac nie mamy za bardzo o czym).
Jakakolwiek proba opisania tego, jak jego dlonie pasuja do moich bioder, jest z gory skazana na kleske, wiec oszczedzmy sobie, zycze wszystkim aby ktos chociaz raz w zyciu tak z nimi zatanczyl.

Ehh, Egoiste, magia Chlopcow, klopotliwych pozeraczy rozsadku, z nimi problem, bez nich jeszcze gorzej.

Meu bonbon de chocolate.
Meu morango do nordeste.
Meu sabinho…

Perelki

3 komentarzy

Kiedy mysle o mojej siostrze, natychmiast przypominaja mi sie dwie hitoryjki:

byl kiedys taki program w tv, gdzie pomagano ludziom (ktorzy utracili pamiec) ustalic ich tozsamosc i odnalezc rodziny. Frgament wywiadu miedzy Dziennikarzem i Zaginionym:

D: jak pan ma na imie?
Z: Jozef
D: Tadeusz?
Z: Tak.

Wiem ze nie nalezy sie smiac z czyjegos nieszczescia, ale co ja poradze ze mnie to rozsmieszylo.

Drugie zdarzenie: czytamy z siostra jakas madra gazete damska, w ktorej opisana jest przypadlosc minipenisa (dlugosc 1.5cm).
Zastanawiam sie na glos:
- Co z takim penisem mozna zrobic?
Moja siostra:
- Wycisnac?

I tyle.
Bog mnie za to pokaze, na pewno.

Czas zajac sie jakims ciekawszym tematem, najlepiej nawiazujacym do stosunkow damsko-meskich, albo tez samymi stosunkami, lub ich niedoborem.

Ogolnie chodzi o to, ze o ile wiem skad biora sie dzieci, to zupelnie nie mam pojecia skad bierze sie rodzenstwo.

No bo tak:

najpierw przez pewien czas nie mozna, bo rany ciete/szarpane/rwane, potem ciezko, bo mlody obserwuje z lozeczka i cholera wie, co on tam rozumie z tych wygibasow. No a do osobnego pokoju lozeczka wystawic sie nie da, bo strach przed smiercia lozeczkowa i niepraktycznie, bo trzeba karmic.
W miedzyczasie niedobor snu, powalajacy na wznak przy kazdej sprzyjajacej okazji (czytaj: mlody spi i nie podglada). Tja. Zupelnie nie tak jak opisuja w poradniku dla Idealnej Zony.
No fak.

Switem

Brak komentarzy

Pobudka w dniu dzisiejszym nastapila o godz. 4.00, kiedy to nieletni mieszkaniec mojego domu zdecydowal, ze czas na sniadanie.
Potem poplakal do poduszki, powiercil sie i trzeba bylo wstawac, bo zrobila sie 6.00.

I tak go kocham ;)

Uwaga bede biczyc na facetow.

Bez ktorych tak naprawde zyc sie nie da – to oczywiste.

A korym bardzo latwo sie mowi „no co ty, chyba nie bedziesz pil Leffe ze szklanki od Chimay, co?!!” a potem zostawia sie te 562 roznych szklanek zonie wlasnej do posprzatania.

Albo na tych, ktorzy wylaczaja telefon na caly dzien i wieczor, zostaja niespodziewanie do 21.00 w pracy, a ty siedz babo w oknie i martw sie, ze pewnie wypadek mial, bo nie jadl nic i zaslabl w samochodzie.

Musze natychmiast wyjechac gdzies, bo kazda komorka mojego ciala (a jest ich troche) buntuje sie przeciw mrozom, chociaz robi mi sie troszeczkle lepiej na mysl, ze taki np. Eskimos wszystko w zimnie robic musi, i dzieci i pranie i obcinac paznokcie, i nie ma szansy ze obudzi sie rano, a tam za oknem (a raczej za dziura w igloo) + 30° i kokosy z palm leca.

No co, wszystkim sie cieplej robi jak sobie o tych Eskimosach pomysla, nie?

Po 13.00

2 komentarzy

Dzisiaj wieczorem pojde napic sie wina, przedtem poloze sie pod -dziesiecioma lampami, pomarze o czekoladowych tancerzach, uwolnie sie na chwile z napietej do granic wytrzymalosci skory zono-matki.
Tym, ktorym wydaje sie ze wystawiam swoja achillesowa piete w strone potencjalnych pocieszycieli – a kysz!


  • RSS