werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

News

6 komentarzy

Zmeczona jestem.
Odbija sie to zmeczenie na jawie i w snach, gdy przyjecie urodzinowe przerywa fala tsunami, a my z Szefunciem kolyszemy sie na plocie, z nadzieja ze woda nas nie dosiegnie.
Dzien mojego narodzenia bede swietowac po raz trzydziesty drugi jutro. I to nie jest zart.

Mam 32 lata, a to o wiele za duzo, zeby oklamywac sama siebie i nazywac to poczuciem humoru (czy jak to bylo w Wielkim Gatsbym?…).

W swieta, oprocz rodzicow, niespodziewanie zjawila sie u mnie Mlodsza z potomstwem – nie moglam sobie darowac, ze tak sie dalam zmylic ostatnia rozmowa przez telefon – przeciez to ja jestem od robienia niespodzianek, a tu nagle w domofonie’”przesylka z Polski” a minute pozniej rozpiszczane siostrzenice w drzwiach.
Lubie swiateczny kociol, przepychanki w kuchni i niekonczace sie zmywanie naczyn, przy akompaniamencie meskich dyskusji znad kieliszka i tupocie dwuletnich bucikow.

W tym roku zagoscila u nas rowniez niemile widziana menda-grypa zoladkowa i zajela sie bardzo troskliwie wiekszoscia rodziny, no co za dziadostwo.

Poza tym – spokoj grabarza – popracowuje sobie, odbieram malego ze zlobka, gapie sie przez okno (znowu szaro) i nie chce mi sie nic.

No to pa.

Po paru dniach obecnosci w firmie, po ktorej kreci sie 700 osob stwierdzam, ze to nie moja bajka.
Garnitury, kantyny, trzydniowe delegacje do Meksyku. E tam.

Oczywiscie gdybym mogla zostac tam na stale, pewnie bym nie odmowila, bo w koncu robota i to niezle platna, ale jakos nie kreca mnie te wielkobiznesowe klimaty.

psyt…

4 komentarzy

Nie ma mnie, bo pracuje.
Z wakacji wiec nici ;)

Kicha

5 komentarzy

Bylam w sobote na najgorszym festiwalu mojego zycia.

Po pierwsze – wystep grupy reaggeton na poczatek, to straszne nieporozumienie, bo do takich wygibasow nalezy byc juz dobrze rozgrzanym :)
PO drugie – gwiazda programu – Aventura – pokazala, co pieniadze potrafia zrobic z czlowiekiem. Odbilo chlopcom, zamiast spiewac – miksuja, rapuja i pokrzykuja, no tragedia po prostu.
Na dodatek popisali sie znowu (mialam nieprzyjemnosc widziec ta scene po raz trzeci) zaproszeniem na scene grubej baby i symulacja pozycji „na pieska”, ku uciesze publicznosci.
No bardzo fajne.
Baba dostala 100 dolarow i poszla, uszczesliwiona pieciominutowa bliskoscia swojego idola.
No super.

W Palacu Salsy (czyli w knajpie na pierwszym pietrze) przez siedem godzin nie zagrano (oprocz salsy) zadnego innego kawalka.
Do porzygania.

No nic. Bylo-minelo.

No. To jestem – ta sama a jednak zupelnie odmieniona.
Efektem dzisiejszej rozmowy z szefem byl moj odlot z firmy, niestesty nie dane mi bylo wypowiedziec tego jedynego zdania, ktore cwiczylam wczoraj przez pol wieczoru „please contact my lawyer”. Szkoda.
Cwiczylam nad szklaneczka grappy, w towarzystwie zaprzyjaznionej pani prawniczki, a jakze. Takie klimaty pasuja do mojego stylu zycia.
Jako ze to mnie wysiudano, bede sobie teraz po malutku szukac innej pracki, a moja byla firma bedzie mi placic za grzanie tylka przed domowym komputerem.
Tak, przez 3 miesiace.

Zycie jest piekne, za oknem dojrzala wiosna, mlody zamiast smoczka zasysa tetrowa pieluche, ktora jest rowniez jego przytulanka i kocykiem (bardzo ekonomiczne, nie?).

Ide lezec i pic Talea. Tot binnekort!

Bomba

1 komentarz

Slyszycie? Juz tyka…
Jeszcze dwie godziny.

To niesamowite, jak dziesiec stopni wiecej za oknem moze odmienic swiat.
Tlum na ulicach, kolorowe ciuchy na wystawach, kolejka w lodziarni. Ze nie wspomne o nowo wyklutych ciachach, no doprawdy, az milo popatrzec.
Przesiedzielismy caly wieczor z Chlopem i Oliwkiem na rynku, pierwsze tarasowe Hoegarden z przyjemnoscia splynelo do zoladka, mlody cwiczyl wydawanie z siebie odstraszajacych odglosow, po czym padl odurzony swiezym powietrzem. Mam nadzieje, ze taka pogoda juz zostanie co najmniej do konca jesieni (oczywiscie zawsze moze byc cieplej! no jasne).

* * *

Brak komentarzy

Jestem wy kon czo na.
Przejrzalam juz wszystkie mozliwe blogusie, czesc swojego archiwum i linkownie paru zaprzyjaznionych, a tu jeszcze prawie godzina PRACY, bo dzisiaj wychodze wczesniej.
Mam bardzo wazna sprawe do zalatwienia w miescie.
Zdjecia musze odebrac, ju nou…

Wieje

1 komentarz

Nuda wieje, a moze to z powodu tropikow za oknem strasznie banalne i zbedne wydaje mi sie siedzenie w tym oszklonym akwarium zwanym biurem.
Poza tym niedostatek roboty przyczynia sie do gwaltownego wzrostu obwodu bioder, poniewaz w wolnych chwilach (jakies 5 godz dziennie) podjadam sobie ciasteczka. Ale w dupie mam to (no wlasnie!), chociaz jak sie dobrze skupie, wyraznie odczuwam przyrastajace komorki tluszczowe i marszczaca sie celulitusowo skore.

Wg mojej siostry najlepszym lekarstwem na celulitis sa spodnie.

Owszem.

Mlodziak moj skonczyl pol roku. Z tej okazji dostal w dzien polurodzin goraczki (bynajmniej nie w prezencie od nas), co nie przeszkodzilo w szczerzeniu sie do mamuni przez pol wieczoru.
W ogole jezdzi juz w spacerowce (wersja bardziej zabudowana), wiec zadne z niego baby, ale prawdziwy chlopczyk.

Moglabym tak kontynuowac ta notke przez kolejne trzy godziny, chociaz nic nie pilam, ale moze wezme sie i pojde do kuchni po herbatke, bo o robocie nie ma dzisiaj mowy.

O piatej trzydziesci obudzil mnie sms i swiergot ptakow.
Nie wiem, ktora z tych dwoch rzeczy wywolala nieco zaspany usmiech, w kazdym razie taki poczatek dnia, to marzenie.
Przez otwarty na osciez balkon wpada cieple (!) powietrze, niebo poki co waha sie (jak nastolatka), czy zalozyc biala, czy bladoniebieska koszulke, a i tak skonczy sie na glebokim blekicie. Juz widze.
Nie mam planow na wieczor, poza dlugim spacerem (tak, u nas tez juz pelno stolikow na rynku) i przygotowaniem listy pytan na piatek.
Do roboty.


  • RSS