werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2005

Jak by tu opisac stan mojego ducha.
Otoz zawodowo jest bardzo niestabilnie, tak jakbym stala jedna noga w kaluzy, cieplej i przyjaznej, a druga noga w srodku Niagary, co to mnie chce porwac na dobre juz dzis, a ja mam sie dac porwac dopiero jutro.
No nie da sie ukryc ze bardzo niekomfortowo mi wlasnie.
Nic to. Jeszcze bedzie przepieknie.
W zasadzie nie jest to dla mnie nowy stan rzeczy, bo prywatnie tez znajduje sie w zawieszeniu miedzy cieplem domowego ogniska a pieklem nocnych lokali.
Najwidoczniej tak mi jest pisane.
Ani chwili spokoju.

* * *

Brak komentarzy

Czy kandydat na Chlopa kolezanki X. sie nadaje?
W ten weekend czeka go ostateczny sprawdzian, chociaz jeszcze o tym nie wie. No, bo jezeli kocha to chyba jasne ze zareaguje z entuzjazmem na propozycje X:

- sluchaj, wybierzmy sie do moich znajomych Wegrow w piatek wieczorem, co prawda ciezko sie z nimi dogadac, bo nie mowia po angielsku, ale za to jeden gra na flecie (no… kto by sie nie skusil).

Albo:

- misiu, spotkajmy sie w czwartek, bo w piatek bedzie chyba u mnie nocowal znajomy Brazylijczyk, byly Mister Rio de Janeiro i pojde z nim w miasto, hulac, wiec ty lepiej przyjedz w czwartek, dobrze?

Tak, nudzi nam sie wieczorami i zajmujemy sie czasami rzy piwie wymyslaniem roznych scenek rodzajowych. Zamiast zajac sie czyms pozytecznym.

Wzorzec

4 komentarzy

… a teraz, po calym dniu pracy, wkapawszy, nakarmiwszy i ulozywszy do snu mlodziaka, po krotkim prysznicu i przebraniu sie w sukienke, jak kazda przecietna belgijska gospodyni zabieram sie do przyrzadzania kaczki w sosie z mango, ktora to kaczke zaserwuje mojemu Chlopu i dobrodziejowi, z usmiechem witajac go w progu domu. ;)

Kostropate jakies to moje zycie towarzyskie.
Wygladzam wiec, zgodnie z zasada „no to wyrwalam chwasta” wyrywam z glowy i serca wszystkie niedobre znajomosci, wampirow energetycznych i inne przybledy, od ktorych boli glowa.
Nie wiem czy to moja osobista przypadlosc ze zaraz po tym jak poznam fajna bande ludzi, zaczynaja sie schody i niedopowiedzenia?
Mam na to jedna sprawdzona metode – staram sie wyjasnic, a jezeli nie pomaga – usuwam sie z drogi. Szkoda zycia na klotnie.
Nie zalezy mi aby byc ulubienica wszystkich, nie boje sie miec paru wrogow. Tak dla rownowagi.

Wloczac sie wczoraj z Olkiem po miejscowej starowce, natknelam sie na bande nieco juz „wesolych” znajomych z Dominikany.
Spotkalismy sie przed ogrodkiem jednej z restauracji, a chlopcy rzucili sie do wozka, cwierkajac nad malym jak, nie przymierzajac, babcie w parku.
No i nie bylo by to moze az tak szokujace (dla klienteli owej restauracji), gdyby nie to, ze mlodziaki z Dorminikany ubieraja sie w bardzo charakterystycznym stylu: jeansy z krokiem w kolanach, wielgachne t-shirty, czapki-basebolowki, visory daszkami do gory, buciory Timberlanda, a wszystko w raczej zywych kolorach (i zadnych przypadkowych zestawow!)
Myslalam ze padne, a pani Stasia zadlawi sie skrupulatnie obrana krewetka.
A ze chlopcy piszczeli – chyba nie dziwne, co? ;)

Cos na zab

2 komentarzy

Mam taki dziwny uklad z moja dentystka alias Zimna Ryba i doskonala specjalistka.
Umowilam sie na czwartek, ale w koncu nic z naszego spotkania nie wyszlo, bo zadzwonila, zeby przelozyc wizyte na dzis. Bo gdzies tam musiala byc.
No dobrze, o swicie polecialam odstawic Mlodego do przedszkola, o 9.00 rano zaprosilam sie na sniadanie do bylego Barmana, omowilismy wszystkie wazne kwestie, dopilismy kawy, odtanczylismy pare kawalkow (kazdy ma jakiegos bzika, kazdy jakies hobby ma…) i pognalam w strone gabinetu, wydzielajac po drodze hektolitry potu, bo ta Belgia ostatnio to taka troche Afryka Polnocna, po klimacie sadzac.
Ryba otworzyla drzwi wejsciowe pytajac czy mam cos pilnego do zalatania, bo jezeli nie, to ona by chetnie…
Rzut oka na sina twarz oraz szczegolowa relacja z odbytej pare minute temu sesji wymiotnej pani doktor pozbawily mnie ostatnich zludzen na osobisty kontakt z szybkoobrotowka w dniu dzisiejszym.
No i pies to ganial, w koncu jest piatek, rynek kusi, sklepy kusza, fryzjery kusza, co ja bede sie dawac maltretowac przed wekeendem.
Moze w srode.

Men

4 komentarzy

Zastanawiam sie skad bierze sie ta – jakze popularna ostatnio – opinia, ze kobieta po paru spotkaniach z interesujacym ja mezczyzna chce sie natychmiast stabilizowac / wydawac za maz / rozmnazac.
Na ta kobieca upierdliwosc uskarzaja sie z reguly mezczyzni – zwiazkofoby, ktorych przeraza mysl, ze dla jakiejs panny musieliby zrezygnowac z kawalka tylko swojej swojej przestrzeni, ktora do tej pory zarzadzaja samodzielnie i wedlug wlasnego gustu. Gotowi sa uciekac gdzie pieprz rosnie nawet gdyby tyleczek, ktory przysiadl na ich terytorium, byl calkiem apetyczny a wlascicielka dodatkowo posiadala mozg.
Moj jest ten kawalek podlogi!
Najlepiej niezobowiazujaco przeleciec (ale tylko wtedy, gdy pan ma na to ochote, w srode nie, bo jest mecz w tv, i boze, jakie te baby sa meczace i chca sie zenic!)
Kobieta nie moze podejmowac inicjatywy i niech nie wysyla sms-ow ani nie dzwoni, bo swiadczy to jedynie o jej napastliwosci i checi zalozenia rodziny przed koncem biezacego miesiaca.
Niech siadzie w kuchni, pomaluje paznokcie i cierpliwie czeka, az pana najdzie ochota.
Kocham mezczyzn – zeby nie bylo watpliwosci – a tych, ktorych kocham najbardziej, mam rowniez najbardziej ochote kopnac w tylek za ta ich tchorzliwosc i niechec do angazowania sie.
No bo jak tu sie ograniczyc do jednej kobiety, skoro tego kwiatu jest pol swiatu, he?
A teraz uwaga, bedzie prawdziwy kwiatuszek, swiadczacy o calkowitym zgorzknieniu i zestarzeniu sie mojej mezatej i dzieciatej osoby, co to nic nie rozumie z wspolczesnych damsko-meskich relacji:
ostatnio podczas rozmowy z pewnym mezczyzna zapytalam czemu nie odpisuje na moje sms-y.
„Czy ty aby nie oczekujesz ode mnie czegos wiecej? Bo nie moge zaoferowac ci stalego zwiazku”
O panie litosciwy! Zwiazek to ja juz mam, bardzo staly i z niezlym stazem („staz” to od „stalosci” pochodzi, prawda?), a od ciebie skarrrrrrrbie nie chce nic, oprocz piwa w weekend i krotkiej wiadomosci tekstowej raz po raz.
Ja sie nie nadaje do tego mlodziezowego swiata. Nawet marychy nie pale.
Niech mnie ktos zastrzeli.

Zly

1 komentarz

Sposrod tlumu gladkoskorych chlopcow wyroznia sie ten wysoki, z wlosami splecionymi w warkoczyki.
Dmucha mi w dekolt, kiedy usiluje przecisnac sie do baru.
Przyglada sie bez slowa, gdy wywijam sie z objec duzo nizszego ode mnie nieszczesnika.
Powinnam skupic sie na wlascicielu pieknego ciala, ktory tanczy kizombe jakby nic innego w zyciu nie robil (nic dziwnego – jest z Angoli).
Ale nie, Zly jest duzo bardziej interesujacy, bo zachowuje dystans, nie prosi o numer telefonu, nie wciska uda miedzy moje, taki niegrzeczny Craig David.
Kiedys zle sie to dla mnie skonczy.

Lizbona, milosci ty moja.

Nic sie nie zmienila przez te 5 lat, nawet kelner w tej restauracji przy dworcu byl tak samo pijany, jak w roku 2000 i pracowal z ta sama nonszalancja.
Jedyna przykra niespodzianka byl widok z okna hotelu – moze nie za mile to porownanie, ale takie klimaty z Iraku troche. Kurz i rozdrapany plac budowy, na ktorym od bladego switu banda Brazylijczykow krzatala sie robiac bardzo duzo halasu mlotem pneumatycznym.
Nie lubimy, szczegolnie gdy w uszach jeszcze szumi kizomba poprzedniej nocy i troszke lupie czaszka.

Poza tym nie robilam nic oprocz lezenia na plazy, picia i jedzenia oraz intensywnych nocnych hulanek.

Taka vida.

zagadka

3 komentarzy

co werita zmienia jak rekawiczki?


  • RSS