werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2007

* * *

2 komentarzy

Jakby mnie kto szukal, to jestem na dworcu.

Takie mamy teraz z Mlodym hobby.
Jedni hoduja rybki, inni lubia ogladac pociagi („mamaaaaaa, pogoooodz”).
Po drodze kupuje uw piciarni bagietke z serem feta, warzywami i sosem czosnkowym, a potem rozsiadam sie na lawce, wyciagam nogi i przystepuje do konsumpcji, a Mlody piszczy z wozka trzy razy na minute

mamaaaaaaa, pogoooooooodz!

Dzisiaj musialam sie wczesniej zwinac, bo dosiadl sie do mnie jakis podejrzany Szwajacar (tak tu mowimy na Arabow :) w duzych okularach. Dziwny byl na maksa.
Nie wiem, moze zajelam jego miejscowke.

Takze plan na lato juz mam – ksiazeczka, zacieniony peronik i zabawa na calego.

Poza tym kupilam kozaki, co wygladaja jak od Manola, za rownowartosc – na co by tu przeliczyc… – butelki wodki.
Albo dwunastu chlebow.

Oraz po powrocie do domu znalazlam pod drzwiami bukiet kwiatow.
No – se mysle – nareszcie jakis cichy wielbiciel sie szarpnal, albo wczesnourodzinowy prezent ktos mi zrobil.
Ale nie.
To FIRMA przyslala bukiet CHLOPU, w podziekowaniu za wklad w projekt.
Lepiej zeby ten projekt nie mial blond czupryny i duzych cyckow, bo leb odgryze jak nic.

Nie wiem, chyba pojde gleboko pooddychac na trzecim peronie, bo zwariuje.

* * *

2 komentarzy

Przez ten tydzien Wolnosci mialam doprowadzic sie do porzadku, a tu nie wiadomo kiedy zlecialo, a ja dalej z niepomalowanym pazurkiem.
Nie wiem co o sobie myslec.
Taka niezorganizowana na wiosne, phi…
W niedziele stuknie mi trzydziesta czwarta wiosna.
Chociaz moim zdaniem po trzydziestce to juz stuka lato (– stukaja lata :), w pelnym rozkwicie.
Poza tym nie wiem kto jest odpowiedzialny za te mody i trendy, ale dzieki mu wielkie za wszechobecne boksereczki, koronkowe i satynowe.
Stringi sa passe i zegnam.

* * *

2 komentarzy

Macie czasami wrazenie ze umieszczono was nie w tym filmie co trzeba?
Bo ja tak sie czulam wczoraj, od poludnia do trzeciej nad ranem.

Zestresowana jak cholera zmiana czasu, perspektywa jazdy samochodem na kacyku (w zwiazku z tym pilam glownie cole – taaa, bardzo lubie), godzinami uciekajacymi jak szalone i politycznymi dyskusjami Miskow.

A potem jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki znalazlam sie we snie wariata, w ktorym ktos wylal Sasiadowi calego drinka na spodnie. Ten zdjal dzinsy. Oraz bokserki.
To prawda co mowia.
Potem malo sie nie pobili, strasznie krzyczeli wszyscy naraz, a ja kiwalam sie nad szklaneczka, mruczac pod nosem.

Potem poszlam do domu, gonili mnie samochodem, strasznie dlugo sie tlumaczylam, czemu musze juz isc, z reklamowki wystawaly mi odebrane z pralni spodnie Chlopa i pojemniczki z jedzeniem Mlodego.

Ale juz po wszystkim.
Wsypalam sie, odebralam z lotniska, wysciskalam i obejrzalam zdjecia.
Sierzant Barry w linkach ;)

* * *

Brak komentarzy

Sytuacja w dniu wczorajszym:
tesciowa w szpitalu
tesc w szpitalu
dziadek w szpitalu.

Kazdy z inna przypadloscia. Parszywy zbieg okolicznosci.
Na szczescie podobno ich zyciu nie zagraza niebezpieczenstwo.
Uff.

* * *

Brak komentarzy

Ja – matka (wariatka) bylam wielce zdegustowana faktem, ze Sasiad nie zorganizowal nic z okazji urodzin przebywajacej u niego z wizyta mamy. Jak sie okazalo w dodatku – piecdziesiatych urodzin.
Okazalo sie wczoraj o 22:30, podczas degustacji (hm hm) trunkow w jednej z miejscowych knajp.
Sasiad zlapal za telefon i w piec minut zmontowal pulk gosci (niektorzy lezeli juz w lozkach), pozbieralismy ich po drodze, kupilismy cos do picia i zrobilismy „SURPRIIIIISE!!!” biednej mamie, ktora – dzieki Bogu – nie lezala w walkach i z maseczka na twarzy. No, chcialabym zobaczyc mine mojej mamy jakbym wparowala do domu o 23:00 z banda kolesi i brzeczacym szklem, w poniedzialek.
Sasiadowa mama byla przeszczesliwa.
No i gadu gadu, zrobila sie trzecia nad ranem.
Wyblagalysmy z E. zeby nas odwieziono do domu i juz o 3:15 zaleglam na sofie, zeby przymknac oko na niecale trzy godziny.
To byl traumatyczny poranek (tak, chcialabym o tym porozmawiac), ale i tak jest duzo lepiej niz myslalam, chyba dzieki sloneczku za oknem, ktore niezmiennie od trzydziestu paru lat nastraja mnie pozytywnie do swiata.

Oliwek na wakacjach:
- wczoraj jezdzil na kucyku,
- dzis doznal szoku, bo ogrodowy zolw, ktorego chcial podniesc, odszedl. A mlody zna zolwie tylko w bardzo statycznej – pluszowej i dmuchanej postaci,
- jutro jada z tata pociagiem do Marakeszu. Z plecakami i piesnia na ustach.
Ale ten Oliwek ma super tate, co?

* * *

2 komentarzy

Obudzilam sie o 11:00…
(chyba sobie napisze to zdanie duzymi literami i powiesze nad lozkiem, bo to cud i bede o nim pamietac do nastepnego razu) … przeciagnelam leniwie i zamierzam koncertowo obijac sie i ogladac wystawy przez pozostale pol dnia.

Panie Boze, dziekuje za ten podly charakter, ktory pozwala mi szalenczo cieszyc sie z nieobecnosci domownikow.
Za pokute obiecuje sponiewierac sie na weekendowym wyjezdzie i cierpiec straszliwie dnia nastepnego.

Zreszta moj syn to podroznik i na sam dzwiek slowa „samolot” leci po kurtke i stoi gotowy w drzwiach, z zolwiem – poducha u stop.
Wiec to moze on bardziej ode mnie odpoczywa, niz ja od niego.

* * *

Brak komentarzy

Zapewnilam sobie w weekend mala jazde bez trzymanki, to znaczy strzelilam takiego focha, ze hohohoho.
Na szczescie sprowadzono mnie szybciutko na ziemie i znowu jest dobrze.

W piatkowy wieczor moi znajomi urzadzili zabawe w kotka i myszke, tzn. mowili ze gdzies sa, my tam jechalismy, a na miejscu okazywalo sie ze juz ich nie ma, bo poszli gdzies indziej.
Trzy razy tak sobie sie nie spotkalismy.
Czy mnie to wkurzylo? A skad.
Jako ze nigdzie nie zagrzalismy miejsca wystaczajaco dlugo zeby sie roztanczyc i rozebrac, nie mialam okazji zaprezentowac kreacji pt. Pol Bluzki, ktora kupilam jakis czas temu, ale troche boje sie nosic, bo w zasadzie bluzka ma tylko przod, a z tylu jednocentymetrowy szew trzymajacy wszystko w kupie.

A teraz naparzylam sobie kawy, podczytuje blogi i slysze jak gada Oliwek, ktorego nie ma w domu, taka matko-paranoja, ze sie swoje dziecko slyszy wszedzie.

To co, zalegam, nie?

* * *

1 komentarz

Znowu odezwala sie we mnie zazdrosnica. Walcze z ta szuja ile sie da, ale nie zawsze mi sie udaje.
Wiec zamiast puknac sie w glowke, wyslalam malutkiego, szujowatego esemesika. Powiadam wam, telefon komorkowy to najlepszy przyjaciel zazdrosnicy.
Jest juz o tyle dobrze, w porownianiu z przeszloscia, ze nie doprowadzam samej siebie do wscieklosci i lez wymyslaniem najbardziej podlych i niekorzystnych dla mnie scenariuszy.
Ale czasami powieka mi zadrga, you know.
A wystarczy przeciez odczekac, chociazby pol godziny. Ostudzic emocje i pomyslec logicznie. I puknac sie w glowke jeszcze raz.
I jeszcze raz.
Najsmieszniejsze jest to ze krew mnie zalewa, a przeciez sama zachowuje sie identycznie (i gorzej), ale oczywiscie jezeli to o mnie chodzi i to ja kontroluje sytuacje, to wszystko gra.

* * *

1 komentarz

Porwala mnie w ramiona wiosna – wariatka, nie mam czasu na nic, co wymaga siedzenia na tylku, bo glownie wlocze sie po parkach i biegam.
Dzis zaliczylam wystawe nakryc glowy i motyli w Muzeum Afryki Srodkowej.
Zabiore tam mlodego nastepnym razem, zeby sobie poogladal z bliska wypchanego slonia i inne dziwy.

To co, ide polezec, nie?
Najnowszy Oliver w linkach :)

W dalszym ciagu jest pieknie. Ani chmureczki, obled po prostu.
Targajac wczoraj rozwrzeszczanego mlodego do domu pocieszam sie, ze w zasadzie zwykle jest super grzeczny i nie rozsmarowuje mi wlasnej kupy po scianach (takie wspomnienie ostatnich rozmow z kolezanka).
Aczkolwiek niesienie przez pol miasta trzynastokilogramowej, wijacej sie osmiornicy czuje dzis we wszystkich miesniach.
Taka darmowa silownia.

Moj nauczyciel swahili mnie rozsmieszyl. Powiedzialam cos z bledem, a on obruszyl sie „gadasz jak biala”.
A nie powinnam.

I tyle, mowilam ze to samo co zwykle. Ide budzic juniora. Park tajm.

22:37
Po firmowej kolacji stwierdzilismy z polowa obecnych, ze nastepnym razem bedziemy sie sami integrowac, zeby nam ta druga polowa nie psula humorow.


  • RSS