werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2007

* * *

3 komentarzy

Pakuje sie. Leb mam jak z olowiu, ale nic to.
Golebica na balkonie uparcie siedzi na jaju.
Potrzebuje posiedziec na plazy i niech mi nadmorski wiatr wywieje z tego durnego lba wszystkie brudne mysli.

Babki, a jaki krem (na dzien) polskiej firmy mam sobie kupic?
Cera wymienszana, dodam.

* * *

2 komentarzy

Kocham panie z urzedu.

Taki o to dialog, krotki acz tresciwy, przeprowadzilam z pania z Pomorza:
- Dzien dobry, moje nazwisko Ska, chcialabym sie dowiedziec w jakich godzinach urzad jest otwarty w piatek?
- W normalnych.

Nie mam nic do dodania.
Normalnie wiec polece tam zaraz jak dojade do kraju.
Matko, czuje ze ciocia D. narobi mi pierogow ruskich, alez bedzie jazda.

Tylko jeszcze sobie podlecze gardziel, (bo od wczoraj nie mowie) i juz jade do was, polskie chlopaki.

* * *

Brak komentarzy

Z tej zlosci poszlam wczoraj dwa razy biegac. Nosilo mnie ze huhu, a tego stanu nie trawie.
No wiec raz sie przebieglam, a drugi raz przespacerowalam z telefonem przy uchu i zryczalam jak bobr.
Zbawcza i oczyszczajaca moc GSM.
Nie.
Zbawcza i oczyszczajaca moc rozmowy, chociazby tej na odleglosc.
Jedna z rzeczy ktorej ucze sie z wiekiem (hm hm – szacownym juz zreszta :) to jasne wyrazanie swoich uczuc i mysli oraz niedostosowywanie sie do tonu wypowiedzi wspolrozmowcy.
Krzykiem naprawde niewiele sie zdziala.

Poza tym moje zycie porabane jest jak chinskie es. I im dalej, tym gorzej.
Dwoje sie i troje. Rozmieniam na drobne. Zarzadzam ta rozklekotana maszyneria, w ktorej co rusz nawala jakis trybik i wydaje sie ze lada moment wszystko rozsypie sie w drobny mak, a ja latam, doklejam i glaszcze. I jakos tam posuwamy sie dalej. Czy tez raczej blizej (nie wiadomo czego).
Ani chwili spokoju.
No moze poza tymi wyprawami do parku, lezeniem na trawie i zamykaniem oczu na piec sekund.
Chcialabym wiedziec, czy kiedys przestane sie miotac i zadowole spokojnym zyciem rodzinnym.

* * *

Brak komentarzy

Nie naleze raczej do nadwrazliwcow czy slabeuszek, ale mozna mnie bardzo latwo zranic, jezeli ktos wie gdzie uderzyc.

Fizycznie mnie dzis boli czyjas niesprawiedliwosc i chlod.

* * *

Brak komentarzy

Osma rano to doskonala pora na lepienie zolwi z plasteliny.
Nie wiem jak mozna lubic wczesnie wstawac, brrr…
W dziesiec sekund lepie trzy naprawde wypasione zolwie.
Potem przerabiam je na trzy weze.
Potem na trzy meduzy (a owszem).

Poza tym golab zniosl mi jajko w donicy na balkonie. Kurcze, ile to potrwa zanim je wysiedzi i odleca??

* * *

4 komentarzy

Umarlam wczoraj.
Jestem stara jak mamut i rownie nie na czasie.
Bylam albowiem w stolicy i ujrzalam jak sie bawia biznesmeni.
Otoz przy wejsciu do klubu nalezy sie zarejestrowac, najlepiej dac swoja wizytowke.
W srodku jest mnostwo komputerow, z ktorych mozna wysylac mejliki miedzy dwoma Carlsbergami (w kraju, w ktorym jest ponad tysiac gatunkow piwa, w knajpie sprzedaja Carlsberga).
A na wielkich ekranach na scianie wyswietla sie (na podstawie danych z rejestracji) ze do klubu weszla wlasnie Werita Szurnieta, pracujaca na stanowisku Specjalisty do Spraw, w firmie Krzak.

I to nie jest zart, mili moi.

Jak w sklepie miesnym – uwaga, wlasnie rzucili swieze cynaderki.

W sumie ulatwia to planowanie wieczoru, nie? Mozna sobie z gory zalozyc „dzisiaj czaruje menedzerow i CEO, ponizej nie schodze, co bede czas marnowac”.

A jest jeszcze drugi ekran, na ktorym wyswietla sie kto ile dostal wlasnie mejlikow.
I od razu wiadomo ze Zofia Krzywa to fajna laska, bo ma 34 nowe wiadomosci.

Swiat sie konczy, moim zdaniem.

* * *

Brak komentarzy

Moje cialo oszalalo :)

* * *

2 komentarzy

W Belgii podoba mi sie miedzy innymi to, ze nikogo nie interesuje jak sie kto ubiera. W pociagu siedza kolo siebie panie w sandalach i kozakach, wszystko nosi sie caly rok, jezeli ktos ma tylko ochote.
Nikt nie zostanie wytkniety palcem i wwysmiany, bo zima idzie przez miasto w szortach. (Pewnie student)
Najwyzej zdziwia sie, ze nie jest mu zimno.
Wolnosc i swodboda.

* * *

Brak komentarzy

Wywala mnie z tej roboty jak nic.
Mnie i panne Kowalska (bo pracuje ze mna jedna Polka) – wyprosza nas za wieczne rechotanie sie z wszystkiego.
Oraz za to, ze gdy do mojego biurka podszedl dzis moj menedzer, mialam wlasnie na caly ekran otwartego hotmaila. Czy sie speszylam – a skad…
A potem przez pol dnia wykonywalam gluche telefony do menedzera, slowo daje – nie wiem co sie podzialo. Co chcialam kogos przelaczyc – sru i ozywal sie telefon na biurku szefa.
Za dziesiatym razem kolezanka Kowalska zaniosla sie histerycznym smiechem, zrobila czerwona jak burak na twarzy, po policzkach poplynely jej lzy, wiec zeby sie uspokoic wydarla na korytarz.
Czy wszyscy spogladali zszokowani ze swoich boksow – a skad…

Boje sie tam jutro isc znowu.

* * *

3 komentarzy

Chetnie zamknelabym juz sezon grillowy 2007, po ostatnim weekendzie + 27 stopni w dzien / 17 w nocy mam lekki przesyt miesa i sosu czosnkowego, a po wczorajszej paelli u Szefuncia (srednicy kola mlynskiego – paella a nie gospodarz) odmawiam jedzenia ryzu do konca maja.
Poza tym – rewelacyjny weekend pelen lezenia na trawie, ganiania za pilka, jazdy rowerami i oczywiscie Friday Night Fever.
Jednak jestem stworzona do zycia w tropikach.

A dwudziestego szostego jade nad polskie morze, yeah!


  • RSS