werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

* * *

2 komentarzy

Weseleeeeeee!!!

Na dzien dobry opowiem jak bylo. W skrocie.

Bylo tak, ze jak Chlop poszedl na weselu do ubikacji (kolo drugiej w nocy), to usiadl i zasnal.
Jak juz sie obudzil, to wydawalo mu sie ze jestesmy juz w domu.
Zdjal buty, bo przeciez czas spac.
Jak otworzyl drzwi od wc, to okazalo sie ze jest jeszcze na weselu.

Czy wypil byc moze o jeden kieliszeczek za duzo?

Dobrze ze nie rozebral sie do bokserek i nie wyszedl do gosci z garniturem przewieszonym przez reke.
A mogl.

* * *

2 komentarzy

Za siedem godzin z hakiem bede w Warszawie, zapytajcie czy sie ciesze.
Tralalalala…

Krotka to bedzie wizyta tym razem, aczkolwiek intensywna, bo przyjezdzamy z Chlopem na weselicho.
I bez dziecka, co tez ma znaczacy wplyw na przebieg wizyty (Jezu, bede mogla normalnie odespac od fefnastej w niedziele :)

No to tyle.

Aaa. Znowu mam brazowe wlosy.
Kobieta zmienna jest, co nie?

* * *

Brak komentarzy

A nie mowilam.
Nad Bruksela wisza te szare dziwki i tylko patrzec jak lunie.

Przez czytanie notek Miss Scarabee strasznie mecze (nie mylic z moczeniem) sie nocami, bo ciagle latam paralotnia, a ze mam lek wysokosci to duzo nerwow mnie to kosztuje. Nawet we snie.

* * *

4 komentarzy

Do Belgii zawitala zlota polska jesien. Powinnam raczej napisac ze wpada codziennie z wizyta, miedzy siodma a jedenasta rano, potem zaczyna sie chmurzyc i nadchodzi dupa blada, najlepiej zaslonic okno.
Poki co jest pieknie, wiec odpuscilam sobie poranna jazde autobusem na rzecz spaceru do biurowca.
Jesien tu wyjatkowo dobrze mi sie kojarzy, pojecia nie mam z czym, ale paszcza mi sie cieszy gdy tylko poczuje zapach lisci i chlodnego powietrza.

W piatek znowu przydarzyla mi sie scena jak z filmu.
Podpieralam sciane (jak zwykle w piatek), gdy glos za mna zapytal hiszpanskim angielskim:
– tanczysz salse?
– tak,a ty? (zagailam)
- Chcialbym z toba zatanczyc.

I ruszylismy. Czik tu czik, bez zbednych akrobacji. Ale pieknie tanczyl…
„It’s perfect” wyszeptal. I bylo. On – lekko nizszy ode mnie, prowadzacy tak, ze wszystko wokol zmatowialo i zatracilo kontury. I ja (cala na bialo ;), w blogostanie i ekstatycznym zachwycie nad poczuciem rytmu mojego partnera i harmonia cial.
Eh…
A potem (jak w filmie) on zalozyl plaszcz i odszedl w ciemnosc i deszcz (mam nadzieje ze nie przejechal go jakis pijany student na rozklekotanym rowerze).

O fak. Studenci to temat na kolejna notke. Inwazja, sodomia i gomoria, wszedzie rowery, pryszczate chlopaki i piwo.

* * *

2 komentarzy

Dzieci rozwijaja sie milowymi krokami. Jeszcze wczoraj nieporadny berbec z pelna pielucha a tu nagle sru – i z berbecia wyrosl metrowy czlowiek, kotry sam je zupe z talerza i bawi sie klockami lego.
W szkole w przyszlym tygodniu poznawanie kolorow, wiec dzieciaki maja przyjsc odpowiednio ubrane. Jezeli moga oczywiscie, bo nie wymaga sie specjalnych zakupow z tej okazji.
Poniedzialek na czerwono. :)

W czwartek byli na wesolym miasteczku.

Oli odmawia pojscia do domu po dziesieciu godzinach w szkole, wiec chyba mu sie podoba.

Podpisanie przeze mnie pierwszej notatki od wychowawczyni, na ktora dzieci wolaja „Ciocia Bi”, sprawia ze wilgotnieja mi oczy.
Moj syn chodzi do szkoly, chlip, chlip.

* * *

1 komentarz

I po urlopie.
Jestem naprawde pod wielkim wrazeniem lejacej sie dzis z nieba (jak z wiadra) wody. Az nie chce mi sie wierzyc, ze niektorzy moga sobie co rano otworzyc drzwi i wyjsc o siodmej na taras z kubkiem kawy i popatrzec na – kurna – niebieskie niebo… A moga – sama widzialam.
Bog zdecydowanie nie lubi Belgii, a ja sie pytam – dlaczego?

Taka mnie jeszcze refleksja naszla po ostatnim tygodniu, ze chyba juz nie chcialabym sie wloczyc po swiecie „za mezem” i jego robota. Bo ci mezowie na obczyznie sa strasznie zapracowani i ten kociol w pracy ma byc usprawiedliwieniem drazliwosci, zmeczenia i stresu i jest argumentem wywlekanym za kazdym razem, gdy zona o cos sie upomni (smieci bys wyniosl ;)
Przesadzam, wiem.
Mam potrzebe czepienia sie czegos, co jest „na stale”, chociazby miejsca zamieszkania. Wystarczy mi zmiana pracy raz do roku, ciagla burza w sercu, balansowanie miedzy bycie zona, matka, kochanka, kucharka, sprzataczka i co tam jeszcze.

Albo sie zestarzalam.

* * *

2 komentarzy

Przepis na urlop doskonaly to para fajnych znajomych, u ktorych mozna sie zatrzymac na tydzien, i ktorzy dysponuja domem z ogrodem, basenem i pomoca domowa, i ktorzy maja na stanie synka trzylatka, ktory z kolei swietnie bawi sie z naszym trzylatkiem.
Do tego dom ich usytuowany jest w kraju lekko tropikalnym, gdzie po sniadaniu na tarasie jedzie sie na plaze, potem wraca na drzemke, wpuszcza mlodych do basenu, a samemu czyta gazetke, bo tatusiowie pilnuja zeby potomstwo sie nie utopilo.
Potem o osmej kladzie sie dzieciary spac i otwiera wino, a pomoc domowa wnosi dania ze slinka cieknie.
Potem zamawia sie pania do masazu za rownowartosc dwoch whiskey cola.

Jestem opalona i zrelaksowana do bolu.
Nawet zmarszczki zaginely prawie bez sladu.

Ide, bo zaraz beda wnosic pieczone jagnie.
I to nie jest zart :)

* * *

Brak komentarzy

Jestesmy na miejscu.Pierwszego dnia urlopu Chlop utopil w morzu okulary, bez ktorych malo co widzi. Drobiazg.
Zapasowe zostaly w domu. Drobiazg.
Na szczescie udalo sie kupic soczewki, a nowe brylki beda gotowe w poniedzialek.
Ufff

* * *

Brak komentarzy

Torby spakowane, boczus wedzony dla znajomych zakupiony (wot, rarytasy z gornej polki, dla tych co w muzulmanskim kraju), jeszcze tylko pare godzin za biurkiem i w droge.
Chyba skocze po kawke, bo ostatniej nocy spalam niecale cztery godziny, wiec nie jest latwo.
Na parkingu, w firmie obok, stoi pomnik konia w galopie. (Czy tez moze mi sie wydaje?)
Wczorajszych pare piwek troche zepsulo moj fitness plan tego tygodnia, nie mowiac juz o wypalonych do piwka fajeczkach. Ale wybaczam sobie tym razem.

* * *

2 komentarzy

- Oli, kto byl dzis jeszcze w szkole?
- Konik morski.

* * *

- You are delicious.

* * *

Tak ku pamieci, bo dwa razy w tym tygodniu opadla mi szczeka.
Poki co jade na urlop, mam nadzieje ze bedzie cieplej niz w Belgii, bo moj plan to kieliszek bialego wina i basen, niekoniecznie w tej kolejnosci.
Potwornie tesknie juz za Sasiadem, niech wraca, bo miesiac urlopu to stanowczo za dlugo, brakuje mi godzinnych rozmow przez telefon, dlugiego lanczowania, ogladania Futuramy, zakupow i w ogole, wszystkiego. To prawda ze „you don’t know what you have until it’s gone”. Swieta prawda. Poki co moge sobie isc posiedziec w jego samochodzie i powzdychac.
Ale jeszcze tak zle za mna nie jest, nie?
No wiec wyjezdzam. Jade do Casablanki, a jakze. Podladowac bateryjki, podjesc tajine (chociaz mysle ze po jednym razie bede miala dosc), wygrzac stare kosci.
Dawno nie bylam w kraju, gdzie mowia w jezyku, ktorego nie rozumiem, wiec ciesze sie straszliwie.

* * *

Matko, na smierc zapomnialam wspomniec ze przeciez mamy Nowego w dziale. Francuza o wygladzie Niemca. No nie wiem, moze dlatego ze blond ;) Jets potwornie niesmialy, ale najpiekniejszy w klasie, bez dwoch zdan.
Ma cieply glos, no i ten jezyk…


  • RSS