werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2008

* * *

2 komentarzy


Jak postanowila, tak zrobila.

Piatkowe hulanki zakonczone o przyzwoitej porze, wytanczylam sie w doborowym towarzystwie i nikt mi krzywdy nie zrobil, gdy wracalam w nocy do domu. (Bardzo mnie to cieszy, bo jakos nie przepadam spacerowac samotnie o 2:00am ciemnymi uliczkami, a nie mialam wyboru). A potem byl jeszcze grill ( wialo tak, ze fruwaly talerze, ale nic to), niespodziewany wyjazd do ciemnookich w stolicy, oraz popoludnie w miejscowym spa, dzieki uprzejmosci mojej fabryki.

Nocna wyprawa do Brukseli – bdb. To nic ze znowu siedzialam wsrod nich jako jedyna Inna. Jak zapomne ze jestem biala, to nawet mi to nie przeszkadza. Poznalam pare fajnych dziewczyn, oraz poobserowowalam sobie bardzo dziwna pare – wielki, gruby, czarny Elvis i jego przesliczna, smukla jak Twiggy zona, z burza czarnych lokow. Dopoki nie dowiedzialam sie jakis czas temu ze 99% tych zabojczych wlosow to treski (peruki?) doczepiane do naturalnych kedziorkow, cholernie zazdroscilam tym pannom takich bujnych fryzur. Hahaha. Pozory myla.

Ale w dalszym ciagu zazdroszcze im tego, ze ida do fryzjera z rudymi warkoczykami do pol ucha, a wychodza z czarnymi lokami do pasa :) A mi wlosy rosna 3 cm na rok.

W niedziele po poludniu nawiedzilismy niezle centrum sportowe, bo fabryka wynagrodzila nam wysilek wlozony w biegi w czasie Dnia Sportu. Pare kilometrow na biezni + basen + sauna na koniec to naprawde to, co tygrysy lubia najbardziej.

No moze oprocz tamtejszej lazni parowej, bo kojarzyla mi sie z pieklem i wyszlam stamtad szybciej niz weszlam.

Ciemno jak u studenta pod pacha, ludzie pousadzani na kilku poziomach, na ceramicznych lawach. Para saczaca sie ze swistem z dziur w scianie, malutkie swiatelka w suficie, nie widac twarzy. Wszyscy milcza, bo panuje nakaz ciszy. Zwialam stamtad po 3 miutach, brrrr…

W sercu, po raz 237 w tym roku, zapanowal spokoj. Zobaczymy na jak dlugo tym razem. Badzmy dobrej mysli.

Jutro ruszamy z Oliwkiem w podroz do dziadkow, pociagiem, z dwoma (dwiema?) przesiadkami. Modle sie tylko zeby mi drugi pociag nie uciekl, bo mam 10 min zeby sie przesiasc. Juz to kiedys przerabialam – dwie dodatkowe godziny na dworcu, hej!

Takze zyczcie mi milego urlopu, jako i ja sobie zycze.

Sciskam.

* * *

2 komentarzy

To smutne i troche straszne (i smieszne ;), ze teraz, gdy jestem oficjalnie wolna i swobodna, zamiast szalec i dawac sie podrywac, uzeram sie z tym dzieciuchem i trace nerwy, szlocham w samotnosci i wysluchuje jakichs kretynskich zarzutow.
(Czuje cos do niego i nie wyobrazam sobie, ze mialby mnie dotknac jakikolwiek inny facet, if you know what I mean).
Ale chyba juz dosc.

* * *

Brak komentarzy

O matko, jak zesz nic ekscytujacego nie wydarzylo sie w moim zyciu ostatnimi czasy (nie liczac wystepow Mlodego (siku w lozko itd ;)
A ja tak bym chciala, zeby ktos mnie porwal i zaczarowal, rozbawil do lez, upil i wykorzystal.
Czuje jak znowu zaczyna mi pulsowac pod skora i oj, niech juz bedzie piateczek, bo oszaleje.
Rozczarowuje mnie wieczorny chlod, chcialabym moc wyjsc z domu w sukience i nie telepac sie z zimna, ale jakos sie nie zapowiada. Chyba dopada mnie starosc, bo zaczynam wspominac dziecinstwo, gdy latem bylo goraco, moze czasami jakies chmurki, ale glownie pogoda plazowa. Slonce opalalo ramiona na brazowo, a nie  palilo na purpure grozac straszliwymi konsekwencjami wystawiania sie na jego dzialanie.
W powietrzu brzeczalo od owadow, pachnialo kwiatami, palilo sie ogniska i pieklo chleb.
A teraz jest jakos bezplciowo. Nie czeka sie na lato (u nas), bo lato robi nas rok w rok we fiutka i idzie sobie gdzie indziej, nam fundujac pare dni, tydzien w maju i jakies ochlapy w sierpniu.

No wiec wracajac do moich poboznych zyczen na ten weekend.
Jeszcze sie taki nie narodzil, co by mi we wszystkim dogodzil.
Amen.

* * *

2 komentarzy

Mialam racje. (Nigdy tak nie bylo dobrze jak teraz. Pije kawe I nic wlasciwie mi do szczescia nie trzeba…)

Dwa kolka truchtem, w porze lanczu. Po poludniu zakupy, ogarniete mieszkanie, wyprasowane ciuchy, wymalowane paznokcie, dziecko w lozku, obiad ze studentem, fajny film na dobranoc.

Jak to mowil Szefuncio – zycie jest proste, tylko ludzie niepotrzebnie je komplikuja.

Zaczelam ogladac program o domu, w ktorym pani psycholog przyjmuje rodziny z trudnymi dziecmi i stara sie pomoc rodzicom w naprowadzeniu maluchow na wlasciwa droge.

Wiem, palma mi odbila.

Ale – powiem wam, ze wczoraj obejrzalam sobie odcinek w ktorym pewna trzyletnia krolewna odstawiala takie jazdy, ze wszystko fruwalo. I juz (teoretycznie) wiem, jak zareagowac w takiej sytuacji.

Mlody z pewnoscia da mi okazje do wyprobowania tej metody. Sie okaze.

A dzis nareszcie ide odebrac od krawcowej sukienke w stylu Pretty woman i moze polece na rynek obejrzec mecz.

Wczorajszy apetyt na wino zaspokoilam piwem Geuze, ale picie piwa podczas prasowania to nie to samo, co zadymiona knajpka.

* * *

Brak komentarzy


Ostrzegam ze bede jeczec i nie z rozkoszy bynajmniej.

Po pierwsze – Mlody na nogach od 4:30. Nic nie usprawiedliwia pobudki o tej godzinie. (No moze wylot na Karaiby, ok). Troche litosci dla starej matki….

Do kompletu z pobudka o swicie – siku w lozku, hej!

Dobrze ze mam gdzies we lbie wmontowana samowyciagarke, bo inaczej nie wiem jakbym sie wygrzebala z dolka i zmusila do przyjscia do biura.

Nazbieralo sie ostatnio takich drobnych klakow – syfkow. Niby kazdy z osobna to male piwko, ale za duzo na raz. Dlatego dzis sprzatam. Najpierw w glowie.

Do tego zaczyna doprowadzac mnie do szalu fakt, ze moja rodzina konsultuje sie najpierw z moim ex-chlopem, a raczej: informuje go o swoich decyzjach dotyczacych mnie (w pewnym stopniu), a rozmowe ze mna odklada na pozniej. W zwiazku z czym ex-chlop dzwoni do mnie i pyta czy wiem, ze przyjazd moich rodzicow stoi pod znakiem zapytania.

Nie wiem, kurwa. To znaczy teraz juz wiem.

No co wy, Brutusy, przeciwko mnie?

W ramach pracy nad cialem – dzis znowu biegalam w porze lunchu, w czwartek mam zamiar rowniez biegac, a na niedziele zarezerwowalam silownie i basen.

Chyba dzis strzele jakies winko.

* * *

2 komentarzy


Kulminacyjnym momentem lekko stresujacego weekendu bylo wczorajsze popoludnie, gdy pietnascie minut po tym jak weszlismy do parku, Oliwek rozcial sobie czolo – wpadl na metalowa barierke. Po galopie przez park z mlodym na reku i sercem w gardle, reszte dnia spedzilam na pogotowiu, czekalismy 2 godz, na szczescie obylo sie bez szycia, ma zalozone plastry i za 5 dni powinno byc po wszystkim.

Moj syn nie bylby soba, gdyby nie oczarowal mlodego lekarza, szepczac mu do ucha:

„Jestes doktor? Ja jestem Oliver, boli mnie krew na glowie”.

* * *

5 komentarzy

Tak sobie poczytalam u Mignony. Mysle ze rok bycia matka to troche za krotki staz, zeby moc dyskutowac o plusach i minusach posiadania dzieci.

* * *

3 komentarzy

Zachciacialo mi sie rozrywki – bylismy wczoraj w kinie. Na „The happening”. Co za chala. Atak roslin i wiatru na rase ludzka. Od poczatku wiadomo o co chodzi, tylko nie wiadomo co z tego wynika. Takie bla bla bla, trup co 15 minut, jakas pseudo groza, szurnieta babcia, niby scena dramatyczna, a dialogi mogl napisac Oliwek z funflem z grupy (chociaz nie, bo Oliwkowe bylyby zabawne). Tragedia po prostu.
Juz nawet nie wspomne o tym, ze film trzykrotnie przerwano, zeby naprawic usterki audio.
Ten film jest tak kiepski, ze maszyny nie chcialy go odtwarzac :))
No ale dobra. Bylam w kinie – to sie liczy.

Poza tym wzielam wolne w piatek. Samolubnie dla siebie, bede spac do 12:00, a potem moze zjem sniadanie.
Czlowiekowi nalezy sie raz na pol roku Dzien Lenia, prawda? 
Tym bardziej ze jutro i w czwartek bede caly dzien szkolic tlum opornych facetow.
 

 

* * *

5 komentarzy

Jaki jest pozytek z mania dziecka:

Otoz (miedzy innymi) taki, ze poznaje sie baaaardzo dokladnie swoje okolice, a okolice te czasami moga przyprawic czlowieka o opad szczeki z zachwytu, przysiegam.
Wiedzialam, ze gdzies tam jest ukryty park.
Ale nie mialam pojecia, ze TAKI bajeczny…

Mozna sie wspiac na mostek:

Mozna ganiac za mydlanymi bankami:

Mozna szukac krokodyla w trzcinach (bo podobno tam siedzi):

Mozna mamie nazbierac stokrotek:

I to wszystko dwie minuty od domu, no miodzio po prostu :)

Co poza tym? Domowy weekend z duza iloscia jedzenia i mala picia. Jedna przeprawa ze Studentem, w waznej sprawie, wiec musiala sie odbyc. Niespodziewani goscie wczoraj o 23:00, i w zwiazku z tym straszne niewyspanie o poranku.
No cholera, a tak mialam zaczac porzadnie ten tydzien. Oszalec mozna.

* * *

3 komentarzy


Mam nadzieje, ze nie zmarnowalam mojemu synowi dziecinstwa. Tak mnie wczoraj jakos pesymistycznie naszlo.

Jednoczesnie pewna jestem slusznosci naszej decyzji o rozwodzie, wiec chyba nalezy teraz tylko starac sie, zeby dziecko na tym nie ucierpialo.

Tzn: w tej chwili jest to bulka z maslem, bo Oliwek bez problemu zostaje u mnie i u swojego taty, nie placze po nocach i nie histeryzuje z tesknoty w dzien. Pyta jaki jest dzien tygodnia i wie (!) kto kiedy odbierze go ze szkoly.

Aczkolwiek teraz jeszcze zadne z nas nie zwiazalo sie z nowym partnerem, ani nie powiekszylo rodziny. Ale tak sobie wyobrazilam wlasnie, ze moj ex – ma zone i dwojke dzieci z drugiego zwiazku, a ja powiedzmy jedno, a Oliwek krazy miedzy dwoma domami.

Wiecie o co mi chodzi. Mam nadzieje ze nigdy nie poczuje sie jak dziecko drugiej kategorii, czuje ze musze strasznie uwazac zeby nigdy nie odniosl wrazenia, ze jest mniej wazny.

Mysle ze dam rade, bo patrze w przyszlosc i wyobrazam sobie rozne potencjalne sytuacje i mam swiadomosc tego, ze nie wolno takich spraw lekcewazyc, bo koniec malzenstwa to jedno, ale dziecko nie powinno (chociaz to pewnie niemozliwe) byc ofiara decyzji swoich rodzicow.

W zasadzie w mojej sytuacji mielismy wybor: albo jeden „staly” dom u mnie, czyli automatycznie ograniczenie kontaktow Oliwka z tata – co uwazam za niesprawiedliwe rowniez dla tego ostatniego, bo przeciez kocha Oliwka nie mniej niz ja. Albo Oli tydzien u mnie a tydzien u Chlopa, co wiaze sie wlasnie z ryzykiem, ze dziecko nie bedzie wiedzialo gdzie jest jego dom.

Zdecydowalismy sie na ta druga opcje, zeby Oli spedzal czas i ze mna i z Chlopem.

Z egoistycznego punktu widzenia musze powiedziec, ze taki uklad, gdzie wiadomo ze po tygodniu z dzieckiem w domu nastepuje tydzien „wolnosci” jest rewelacyjny. Mam czas na nadrobienie kontaktow towarzyskich, odespanie sie i pozalatwianie spraw. I na stesknienie sie za dzieckiem, bo ja juz kolo czwartku nie moge sie doczekac kiedy odbiore Oliwka w piatek ze szkoly.

No wiec mam dla niego wiecej cierpliwosci, nie czuje ze jestem uziemiona, ograniczona czy sfrustrowana, bo ciagle z dzieciakiem. Jednoczesnie moj byly, a Oliwka ojciec, jest zobowiazany do zajmowanai sie nim i wypelniania wszystkich ojcowskich obowiazkow (kapiele, posilki, ubieranie, wakacje, wycieranie pupy, czytanie ksiazeczek, obcinanie paznokci), co na pewno nie jest bez znaczenia dla ich przyszlych kontaktow, bo czesto ojciec, ktory mieszka razem z mama, nie czuje sie zobowiazany do zajmowania sie dzieckiem z wlasnej woli. Ale – ZNAM WYJATKI ! :)

Poki co jest dobrze i tego sie trzymamy. Przed nami dlugi, deszczowy weekend, wiec trzeba zaplanowac jakies atrakcje. A potem wolny tydzien na dopieszczenie studenta i pomalowanie paznokci, a potem znowu odkrywanie swiata z Oliwkiem… Ani chwili nudy.


  • RSS