werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2008

* * *

3 komentarzy


No jestem, jestem.

Nie moge sie wypuszczac w miasto w godzinach otwarcia sklepow, no nie powinnam w kazdym razie, bo oczywiscie zawsze cos przywloke. A to nowa pare dzinsow (a to puchata owieczke na lancuchu…)

Zawsze mam dla siebie doskonale (i zawsze to samo) usprawiedliwienie, ze „i tak mam malo ciuchow w porownianiu do innych kobiet” – et voila! Spodeneczki zawisly w szafie.

Oli mial wczoraj dzien otwartych drzwi w szkole, czyli ze mozna bylo isc zobaczyc w ktorej bedzie klasie (klasie Kaczek w tym roku, w zeszlym roku byl Psem), pogadac chwile z pania i dac sie mlodemu wyhasac na szkolnym placu zabaw.

Chlop z Oliwkiem dotarli na okreslona godzine, moj syn na dzien dobry rozlozyl mnie na lopatki swoim zawadiackim usmiechem. Smieje sie calym soba, w oczach pojawia mu sie taka iskra, ze nikt nigdy nie uwierzy ze jest Belgiem ;) Moja krew. Tatus przyprowadzil go upapranego jak prosie. O ile nie mam nic przeciw brudnym ciuchom, bo wracali z calodniowej zabawy u znajomych, na swiezym powietrzu, to rece mogl mu umyc w szkolnej lazience, bo dziecko lepilo sie od jakichs cukierkow. No ale to szczegol.

Ciesze sie ze po dwoch tygodniach rozlaki ze mna mlody jest zadowolony, pelen energii i szczesliwy. Czasami mysle, ze gdy Oli jest u Chlopa, teskni za mna tak jak ja za nim. I ze u mnie jest mu lepiej. A moze wcale nie jest? Gdyby wczoraj byl smutny, albo marnie wygladal, peklo by mi serce. A tak poganialismy sie troche, poprzytulalismy, a potem Oli wrocil do taty i zobaczymy sie w niedziele. Takze jeszcze mam „wolny” weekend.

Prosto ze szkoly polecialam spotkac sie z moimi polskimi kolezankami, pogoda zezwolila nam laskawie na posiedzenie w ogrodku i rozpracowanie literka bialego.

Jedna z kolezanek miala problem, bo w dyskusji z pewnym panem wyskoczyla z teoria, ze moze wymienic co najmniej 10 rzeczy, ktoredla kobiety sa lepsze niz seks (na leb jej padlo!). No i oczywiscie potrzebowala pomocy, bo ktora normalna kobieta umiescialby lozkowe turlanki dopiero na 11-tym miejscu! No slucham?

* * *

4 komentarzy

Mam dzis cholernie nieroboczy nastroj (szokujace).
I chodzi mi po glowie taka rzecz, uslyszana gdzies tam w telewizji (zapewne jednym uchem, podczas drzemki).
Ze w zasadzie jezeli o czyms marzymy (np o czerwonym ferrari), to nie chodzi nam tylko o wejscie w posiadanie tego przedmiotu, ale o wywolanie uczucia satysfakcji, zadowolenia i luksusu, jakie towarzyszy siadaniu za kierownica takiej bryki.
Czyli w zasadzie, jezeli dysponuje sie odrobina wyobrazni, mozna byc szczesliwym bardzo tanim kosztem, nawet majac bardzo luksusowe marzenia.
Na przyklad ja lubie sobie wyobrazac kobiete wracajaca po dniu pracy do przytulnego, nowoczesnie urzadzonego mieszkania, wlaczajaca ulubiona muzyke i spacerujaca na bosaka z kieliszkiem czerwonego wina. Oczywiscie wszystko jest piekne, kobieta, kieliszek i obrazy na scianach. Taki mam obraz szczescia: spokoju, braku duzych problemow i zadowolenia z zycia w ladnym otoczeniu.
A w zasadzie moge byc ta kobieta kiedy zechce, moge sobie wrocic do domu, wino mam, kieliszki i muzyke, bose stopy moge miec w kazdej chwili. I przeciez nie mam wiekszych problemow.
Pozostaje tylko zapomniec o poznogierkowskich kafelkach w kuchni, starej sofie i nienajzgrabniejszych nogach, i juz moge sobie czuc ta radosc, moge sobie wyobrazic ze moje mieszkanie jest wlasnie tym wymarzonym, ba – jestem w stanie w to uwierzyc – juz wierze! – i ze wlasnie ta kombinacja wewnetrznej harmonii, otoczenia i pozytywnych mysli to moje wymarzone szczescie.
I nie musze w tym celu leciec po sofe ani remontowac lazienki, ale moge sobie wyobrazic ze ja wyremontowalam i jakbym sie czula otwierajac drzwi, za ktorymi witalby mnie raj z bambusami w tle.
I tak sobie dzis filozuje.

* * *

Brak komentarzy

Juz wiem skad sie bierze moj marny nastroj o poranku.
Nie lubie jak mi sie ktos kreci po chalupie.
Odzwyczailam sie chyba. Nabralam staropanienskich nawykow. Zdziwaczalam, no nie wiem.
W kazdym razie mam dokladnie wyliczony czas na prysznic, suszenie wlosow, sniadanie oraz sprawdzenie maila, wiec nie daj Boze jak mi jakas turbulencja zakloci ten poranny lot.
Miotam sie, to jasne.
A w dodatku ktos za mnie decyduje ile mamy czasu i na co, miedzy domem a biurem (jasne ze zdazymy tam zajechac, potem jeszcze musze zatankowac), o ludzie, a ja juz sobie wizualizuje korki i nieprzewidziane sytuacje na drogach.

Wczoraj na basenie opilam sie tyle wody, ze w zasadzie moglam juz nie jesc kolacji. Zatankowalam, normalnie, do pelna.

I tyle.

 

* * *

3 komentarzy

Bede zyc. Wyladowalam sie rozdzierajac jape na jednego znanego mi pana. Czuje sie duzo, duzo lepiej.

Mimo obietnic ostrego treningu fizycznego podczas nieobecnosci Oliwka, ostatnimi czasy glownie leze na sofie i jem. I przysypiam.
Sasiad lezy na zlaczonych ze soba fotelach, mamy pod glowami poduchy, oraz przykrywamy sie kazdy swoim kocem, zostawiajac na wierzchu tylko oczy i czubek nosa.
Kto ma pilota, ten rzadzi.
Ja pierdziele, katastrofa.
Czy to starosc porwala mnie z nienacka w swe pomarszczone ramiona?
No dobra – mnie, ale Sasiada??
Ja w jego wieku…
 

* * *

Brak komentarzy

Mam dzis od rana takiego megawkurwa, ze za chwile mnie rozsadzi.
Takze na wszelki wypadek sie zegnam.

* * *

3 komentarzy


Gdyby moja mama (ktora jakos przyjela do wiadomosci fakt, ze prowadzamy sie ze studentem) zobaczyla go w piatkowa noc, wydrapalaby mnie z dowodu stara spinka – wsuwka. Jestem pewna.

Nie dosc ze wygladal jak krol wioski, w tej swojej lnianej koszuli z fredzlami, to jeszcze wsadzil sobie we wlosy grzebien i tak chodzil przez pol nocy, a raczej skakal w jakims opetanczym tancu (potem sie wydalo, ze chcial nabic sobie 2584155555 krokow na stepometrze).

No coz. Kazdy ma jakies hobby, nie? No i swietowal urodziny, wiec niech mu bedzie.

Poza tym nic ciekawego. Goscie byli i pojechali, niedziele przelezalam w pozycji horyzontalnej, siegajac raz po raz po kawalek pizzy i ogladajac wszelkie mozliwe programy o dietach: „Too big to walk”, „Fighting fat”, „SOS diet”. Cos pieknego. W miedzyczasie rowniez „Chirurgow nadziei”, czyli operacje plastyczne, miedzy innymi.

A dzis znowu poniedzialek, chyba nawet dosc sloneczny, za tydzien Mlody idzie do drugiej klasy przedszkolnej i niech mi ktos powie, czy to naprawde juz koniec lata??

* * *

2 komentarzy


To prawda ze szczesliwi ludzie bloguja rzadziej. Prawda, rowniez w moim przypadku. Aczkolwiek ja z pewna taka niesmialoscia podchodze to tego obecnego szczescia, nauczona doswiadczeniem, ze nic nie moze wiecznie trwac. No ale poki co jest mi blogo i kocham ten stan.

I jego gladka skore.Oraz to, ze swietnie gotuje i masuje.

I ze plywa jak ryba, dba o kondycje, oraz zna na pamiec wszystkie filmy.

I ponad wszystko ze ma abstrakcyjne poczucie humoru, bo mi dziki smiech laduje baterie jak nic na swiecie.

A ze potrafi mnie wkurwic jak nikt inny (zeby nie bylo za slodko)? Jest to konsekwencja diabelskiego temperamentu, roznicy wieku i odmiennych doswiadczen, ale i tak wole ognista awanture raz po raz od cieplych kluch na codzien.

No i tak. Zycie plynie.

Wieczorem urodzinowa impreza. Bedziemy serwowac roladki Batumi (od czasu kiedy mam przepis, wjezdzaja na stol co najminiej raz w tygodniu, Student sie nauczyl i tez robi). Dzis poeksperymentuje i zamiast szynki wsadze wedzonego lososia.

Nuda, co?

Moj byly maz serwuje mi od czasu do czasu jazdy o nic, robi widly z maciuciuciupenkich igiel. Nie wiem po co. Po cholere komplikowac i tak juz nie najlatwiejsza sytuacje.

Na przyklad monolog w stylu: kurtka Oliwka jest u Ciebie, moge ja dzis wieczorem odebrac, albo nie, dzis nie, to moze jutro. Bedziesz jutro w miescie? To moze mi ja podrzucisz? Powinnas mi dac kurtke w zeszla sobote. Kurtka i buty do podstawa.
Po pierwsze: mamy sierpien i ja biegam w sweterku, wiec Oli tez moze. Po drugie: jezeli w Twojej strefie klimatycznej 2km od mojego domu jest juz zima, to zainwestuj 20 eur (no trudno, co zrobic, jak sie ma dzieci trzeba ponosic STRASZLIWE koszty…) jakos dociagniesz do konca miesiaca, i kup mu kurteczke jeszcze dzis. Albo zajedz do mnie po pracy.

Ale nie, bo chodzi nie o kurtke, tak naprawde, tylko o pokiwanie mi przed nosem paluszkiem. Niu niu niu, Werita. Tak sie nie robi. Juz my cie wychowamy, kobieto pierwotna.

Szczerze: mam nadzieje ze tylko takie problemy bede miala w zyciu i jedyne co mnie irytuje w calej sytuacji, to zawracanie komus (mi konkretnie) glowy takimi pierdolami.

Zblizaja sie urodziny Oliwka. Napisze o tym osobna notke, bo jest to rowniez BARDZO POWAZNA SPRAWA.

* * *

1 komentarz

Polowa korzystajacych z transportu publicznego nie myje rano zebow. (Ta druga polowa).
Z nog mnie zwala powietrze (?) w porannym autobusie, tzn. cieply zbiorowy chuch – wspomnienie osmiu godzin trawienia wczorajszego kebabu z czosnkiem. Masakra. Ale srebrne wisiorki i ajpodki obecne.

Oraz: cenie sobie u Studenta jego niematerialistyczne podejscie do zycia. To, ze malo potrzebuje i ze nie jeczy ze nie ma, ale cieszy sie, gdy ktos mu podaruje.

* * * * *
Myslami jestem caly czas w Gdyni. Caly czas.

* * *

Brak komentarzy

No i zaczelo sie w pracy nowe szalenstwo – sprowadzilismy sobie z Japonii pare pedometer’ow, czyli odmierzaczy krokow.
Bo niby powinno sie w ciagu dnia zrobic ok 10.000.
Nie jest to wielkim wysilkiem, o ile lubimy spacerowac, albo mamy wszedzie daleko.
Na przyklad: dzis zrobilam juz 5.000 krokow, w ten sposob spalilam 150kcal, i pokonalam dystans 3.5km.
Na pewno nie jest to jakies super precyzyjne urzadzenie, ale juz je kocham, bo zapobiega siedzeniu na dupie i motywuje do ruchu.

Mamy takie:


http://www.newlaunches.com/archives/citizen_tw600_the_macbook_air_of_pedometers.php

Ja – czerwony, oczywiscie :)

Scigamy sie teraz do lazienki i porownujemy wyniki.
Ci co chodza na spotkania do sasiednich budynkow, maja lepiej.
Czyli od wczoraj cieszymy sie, ze mamy tak daleko do kantyny. Same plusy.

Dzis bede ogladac ”The secret” o sile pozytywnego myslenia. Podobno swietny.

* * *

17.600 krokow – normalny dzien + dlugi spacer

* * *

4 komentarzy

Home, sweet home. A w nim sweet balagan, walizka do rozpakowania, nowa posciel, w lodowce swiatlo, bolacy brzuch.
Napisalam dzis mamie o tym, kto mi plecy myje.
Czuje ze bedzie goraco.

* * *

Nikt nie padl na zawal. „Bedzie ci trudno, ale jezeli jestes szczesliwa, to najwazniejsze”. Chyle czolo przed moja rodzicielka. Jest jednak niezawodna.


  • RSS