werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

* * *

4 komentarzy

Moj syn zapiszczal do mnie swoim slodkim glosikiem „fak ju”.
Emil go nauczyl. Na przerwie, na slizgawce.
I tak mam nienajgorzej, bo kolega z tej samej klasy powiedzial swojej mamie „fak ju bicz”.
Oj zaczyna sie…

* * *

2 komentarzy

Z urzedami wszedzie jest tak samo. Albo gorzej.
Do Urzedu Miasta wpadam sobie regularnie, co jakis czas, zmienic adresik, albo stan cywilny w papierach. Na karcie pobytu mam juz tak nakreslone, ze sama nie moge sie doczytac kto ja jestem i skad przychodze.
Ale podobno moge sobie juz (szalejacy postep!) wymienic moj papier na karte z – za przeproszeniem – czipem.
Tylko musze w tym celu pobrac numerek i odsiedziec w dziale dla obcokrajowcow.
Wczoraj siedziala tam prawie cala Afryka i Azjatyccy starcy. Szczesliwy wylosowany przeze mnie numerek – 80. Obslugiwany wlasnie – 16. 
(Rozwazalam pojscie do domu, drzemke, pare odcinkow Losta i powrot na numerek 78. W koncu odlozylam na blizej nie okreslone jutro).
Ach -mowie - jak juz tu jestem to zalatwie przemeldowanie mlodego.
W tym celu potrzebne mi byly odpisy wszystkich mozliwych aktow (lacznie z golymi babami, znaczy sie).
Teraz tylko musze czekac na wizyte policji, ktora przyjdzie sprawdzic czy Oliwski rzeczywiscie rezyduje pod wskazanym adresem.
Kocham urzedy.
Kocham ta babe, co siedziala kolo mnie w poczekalni i obgryzala na glos paznokcie, az mi w uszach strzykalo (chrupiace miala, powiadam wam).
I tak mi bylo juz nienajlepiej, bo kalmary z pracowej kantyny pozdychaly raczej smiercia naturalna ze starosci i wirowaly mi w zoladku od 12:00.
A tu jeszcze te paznokcie. Az musialam sie polozyc na godzinke z tego stresu (no jasne ze juz w domu, nie w poczekalni).
Wieczorem naciagnelam kabaretki i polecialam witac na rynku nowych studentow. Nie martwcie sie, dojechali wszyscy calo i zdrowo. Jakies 25.000 tak na oko. Az policja zamknela rynek, bo bylo podobno za duzo ludzi i niebezpiecznie.
Czy to mozliwe ze za godzine juz weekend?

* * *

1 komentarz

Na podstawie szkolen ktore prowadze z roznymi ludzmi (w 90% mezczyznami), dochodze do wniosku ze najfajniejsi (oprocz Polakow, oczywiscie) sa Anglicy.
Wlosi rozczarowali mnie kompletnie, zawsze myslalam ze to ludzie z jajem i tryskajacy energia, a trafiam na takie mamalygi, ze az zal.
Wieczni malkontenci. Kto by pomyslal.
Anglicy sa zabawni, kontaktowi i usmiechnieci.
Troche boje sie Niemcow, bo co drugi kursant ma sygnet na palcu.
I zaczesana grzywke, ju nou.
Polacy sa fajni, ale zadaja cholernie duzo pytan.
A ciekawosc to pierwszy stopien do piekla.

Poza tym stara nuda.
Wczoraj pilam piwko i palilam (a przeciez nie pale), strasznie sie dzis za to samobiczuje i postanawiam szczera poprawe.
Aczkolwiek moze byc ciezko, bo przychodzi moja kolezanka od wina.
Student na pewno sie ucieszy, bo podczas jej ostatniej wizyty spiewalysmy przez pol wieczoru Budke Suflera i Franka Kimono, wiec swietnie sie bawil.
Chcial uciekac przez balkon po pieciu minutach.

Poza tym nuda, jak mowie.
Czuje ze powinnam zaczac szukac mieszkania. Do kupienia.
Ale jak ja sie nie nadaje do tego typu zadan, tragedia po prostu.

* * *

2 komentarzy

Snilo mi sie ze moje szefostwo naradzalo sie nad tym, czy nalezy mi zrobic kolonoskopie.
Czyzby dlatego ze wydaje sie ze mam mojego samego najwyzszego szefa tam wlasnie?
Nieprawda.

* * *

Brak komentarzy

Mam nierowno pod sufitem.
Martwie sie, czy moj byly maz jest szczesliwy.
Mam wyrzuty sumienia, ze ja jestem.
Czy jest od tego lekarz?

* * *

Brak komentarzy

Jak jest za dobrze, to wlacza mi sie czerwona lampka ostrzegawcza, ze na pewno cos sie niebawiem rypnie.
A tu sie nie rypnelo nic, poki co.
Zajmuja nas proste rzeczy. Smazenie filetow rybnych, na przyklad.

Duzo wolnego czasu poswiecam na sport. Biegam, plywam, spaceruje.
Wczoraj na biezni przygladalam sie dwom starszym panom, wygladali rewelacyjnie. Zero brzucha, ladnie wyrzezbione lydki.
Podziwiam starszych ludzi, ktorym sie chce.
Moze trzeba byc mega narcyzem, zeby miec motywacje w tym wieku, albo miec zdrowe przyzwyczajenia.
W kazdym razie milo popatrzec.

Mam dzis szkolenie, ktorego straszliwie nie chce mi sie prowadzic, ale jakby nie mam wyjscia.
To czesc.

* * *

4 komentarzy

Pierwsza Zona pisze o depresji malzensko-dzieciecej-jesiennej i tesknocie za beztroska.
A ja wam powiem tak.
Student mial wczoraj taki Straszny Problem: mianowice nie zabral zapasowych skarpetek. I z przerazeniem zapytal, co ma w tej sytuacji zrobic.
Uprac - mowie. – Tam jest proszek.
To co? Upierzesz mi? - zagail z usmiechem na ustach.
I jeszcze pare lat temu polecialabym szorowac frociaki mojego najdrozszego, a teraz rozrechotalam sie mu w twarz i poszlam zalegac na sofie.
Dala Bozia dwie raczki?
Upral wam kiedys facet skarpetki? Bo mi nigdy. Wiec niech spada.
Skonczylam juz na dobre z Matkoteresowaniem. Dla wlasnego dobra.
No jasne ze pomagam, gotuje obiadki i drapie za uchem.
Ale sie nie poswiecam. 
To samo z Mlodym. Zapewniam mu wszystko, czego potrzebuje do normalnego rozwoju + rozrywki i drobne przyjemnosci.
Drobna przyjemnoscia jest zbieranie kasztanow po drodze do domu, wspolna zabawa samochodami.
Ale na pewno nie bede go wozic dwa razy dziennie w weekend na zajecia sportowe – muzyczne – plastyczne. 
Pewnie ze chce zeby czyms sie interesowal i zajal, ale nie dziesiecioma rzeczami naraz. Tu taka panuje moda, ze matki robia caly weekend za szoferow swoich pociech.
O, dziekuje bardzo.
Moze i jestem egoistka, ale jak mi sie chce w sobote polezec i nic nie robic, to sorry. Mam do tego prawo. 
A jak mi sie nie chce ugotowac obiadu z dwoch dan, to jemy parowki.
Ale obciach, co?
Na pewno nie tesknie za byciem nastolatka.
Jaka to beztroska? – czlowiek ryczal pol nocy, bo Stasiek z drugiej B sie nie spojrzal.
Nawet trzasnac drzwiami nie mozna bylo, bo czlowiek nie mieszkal na swoim.
A teraz – prosze bardzo – 30eur na koncie i jak bede chciala to kupie za wszystko zelkow (bo Mlody u taty) i bede jesc Harribo do piatku.
Wolnosc i swoboda.
I pieknie jest.

 

* * *

2 komentarzy


Jedna mala, chudonoga suka tak mnie pogryzla zeszlej nocy, ze nie wiem gdzie sie najpierw podrapac. Kobieta kobiecie wilkiem (albo komarem).

No to co, weekendzik sie udal?

Bo mi baaaaardzo. I fastfood byl, i chinskie bylo i malze na bialym winie.

I parostatkiem w krotki rejs i wielokilometrowy spacer i basen.

I spanie do pozna, turlanie sie w poscieli do pozna i ogladanie tv do pozna.

Strasznie, ale to potwornie nie chcialo mi sie dzis przychodzic na zaklad, moglabym tak weekendowac do przyszlego piatku.

* * *

Brak komentarzy

SOBOTA

Najpierw bylo tak:
(ja bym nie zaparkowala…)

a potem tak:

Antwerp by night. Trzesaca sie raczka pani fotograf.

* * *

4 komentarzy


Otworzylam czerwone winko, wypilam dwie lampki i padlam. Nawet kuszaca propozycja pomiziania po karku spotkala sie z odmowa z mojej strony, bo nic nie bylo w stanie przekonac mnie do spelzniecia z sofy. No moze gdyby sie palilo.

Jestem starym, zgrzybialym babskiem.

Jestem wrakiem przedwczesnie wygaslym workiem flakow co chrapie w kazdej pozycji.

Myslalam ze spiac przypominam krolewne Sniezke, ale podobno kojarze sie raczej z szoferem TIRa.

Bo sobie lubie zarzucic noge gdzies tam.

Czarowne, doprawdy.


  • RSS