werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008

* * *

3 komentarzy

Jak powiedziala, tak zrobila.
Zamieszalam mojito dla czterech pan i zawinelam fajitas z kurczakiem.
Wszystko poszlo i jeszcze wyjadly mi koncowke krakowskiej. Nienazarte to, slowo daje.
Na poczatek imprezki zalapali sie moi byli tesciowie (tzn – czy tesciowie tez zostaja „ex” po rozwodzie, czy utrzymuja swoj status do czasu, gdy ponownie wyjde za maz? nevernevernever!).
Tesciu tradycyjnie wypytal wszystkich o wszystko (pochodzenie, praca, znajomosc geografii). Takie spedy towarzyskie w srodku tygodnia sa dla niego w dalszym ciagu wielka zagadka (bo u moich tesciow poza rodzina nikt nie bywa).
Doszlysmy wczoraj do wniosku, ze im dluzej czlowiek mieszka za granica, tym wieksza radosc sprawiaja mu spotkania w scisle polskim gronie, gdy nie trzeba tlumaczyc, wyjasniac co to ostrzytko (a raczej „oszczytko”) i krygowac sie z wyjadaniem gospodarzom pasztetowki.

Wracam do formy, mili moi. I to jest bardzo dobra wiadomosc.

* * *

Brak komentarzy


Na polmetku tygodnia same dobre wiesci – czyzby karta sie odwrocila i teraz bede przenajszczesliwsza na zawsze? (Bzdury gadam, glownie bywam szczesliwa, z przerwami na wkurw).

Wyrownali mi cos tam i dostalam fajna pensje, czyli moge pozbyc sie wyrzutow sumienia z powodu zakupu czarnych lakierowanych botkow.

Nie bede klamac – kazdy grosz mile widziany, szczegolnie dlatego, ze latem zapowiada mi sie kosztowny wyjazd. Nie wdaje w szczegoly, bo znowu wlaczy mi sie mode wkurw.

Wczoraj jednak nie skusilam sie na wino. Za to dzis przyjda moje trzy swirniete Poleczki i nie moge obiecac ze nie zaleje ich mojito. Cos mnie sie tak zdaje…

* * *

3 komentarzy


Nikt w porannym autobusie nie ustapil mi miejsca, tzn nie mi, tylko fruwajacemu na zakretach Oliwkowi. Wszyscy nagle bardzo intensywnie kontemplowali widoki za oknem.

Przerysowalam co niektorym kozaczki kolami wozka, w dowod wdziecznosci.

Koledze, z ktorym dziele biurko, przylepila sie do nogawki guma do zucia. Przylepila i rozwlekla spektakularnie po lydce, w calej swej rozciaglosci. Zamalowalismy markerem na czarno (prawie) nie widac.

Ale niesmak pozostal.

Mam w domu napoczeta butelke bialego wina, musze wymyslic cos na kolacje i moze uda sie sklecic calkiem mily wieczor, nie?
Dajcie spokoj, z tej tesknoty kupilam kolejna pare butow.

* * *

Brak komentarzy


Nie wiem kto i za jakie grzechy mnie tak urzadzil, ale w korytarzu od dwoch dni unosi sie zapach z budy z frytkami, wyjatkowo odswiezajaca won rozgrzanego do szalenstwa oleju.

Takze nie ma zmiluj sie, kazdy gosc wnosi mi nieco fryturni do domu, to dziadostwo wsiaka w ubrania w sekunde.

Na szczescie prawie nikt mnie nie odwiedza, tak? HAHAHA Bardzo zabawne.

Jako ze i nas przyatakowala zima, co prawda na 24 godziny tylko no ale, przesiedzielismy weekend z Oliwskim przy stole w duzym pokoju. Malowanki, ukladanki, gry i zabawy.

Matka przeszla sama siebie w kreatywnosci i zabijaniu czasu.

W nagrode moj syn zaspiewal mi „jeden zielony, drugi niebieski, mam najpiekniejszego fiutka na swiecie” i uderzyl w diabelski rechot zachwycony, ze takie zrobil na mnie wrazenie.

Oj, zrobil.

Pamietam ostatnie miesiace zeszlego roku, gdy marzylam o tym, zeby byc sama w domu, rozlozyc sie na sofie, nic nie musiec i na nikogo nie czekac.

Dlatego teraz, za kazdym razem gdy zaczyna mi sie robic teskno i samotnie, przypominam sobie wlasnie tamten okres i jednak nie zamienilabym sie na towarzystwo osoby, z kotra byloby mi nienajlepiej.

* * *

8 komentarzy


Przytocze tu teraz taka opowiastke: wyobrazmy sobie, ze moj ostatni zwiazek to kotlet schabowy, ok?

No wiec: dostalam tego kotleta na talerzu jakis czas temu. Byl swiezy, pachnacy, egzotycznie przyprawiony, inny od wszystkich do tej pory znanych mi schabowych.

W trakcie konsumpcji okazalo sie, ze kotlet nieco szybko ostygl i mial pare chrzastek, wiec odstawilam nadgryziony do lodowki. No ale, mysle sobie moze takie inne schabowe wlasnie maja to do siebie, ze sa z chrzastkami. Nie przepadam, ale moze warto dac mu jeszcze jedna szanse, moze sie przyzwyczaje i zaakceptuje.

Odgrzany kotlet tylko przy pierwszym kesie wydawal sie smakowac tak dobrze, jak kiedys, a potem bardzo szybko stwardnial, posinial i nabral dziwnego smaku.

Ale ja sie szybko nie poddaje, wiec pamietajac caly czas pierwszy kes, doszukiwalam sie tych niby fantastycznych wartosci dziubiac nerwowo w czyms, co juz dawno przestalo przypominac oryginal Ciezko bylo mi pogodzic sie z faktem, ze ow wymeczony schaboszczak nadaje sie tylko i wylacznie do wyrzucenia, zapomnienia i wspominania jako cos, czego kiedys sprobowalam, ale od czego rozbolal mnie w koncu zoladek.

Ze zmasakrowanego kotleta nie da sie zrobic kawioru. Ani nawet salatki z tunczykiem.

Wiec po cholere sie wysilac?

* * *

2 komentarzy


Nad Belgia zaswiecilo slonce. Popijam herbate cytrusowa. Wyglada jak woda morska z glonami – cala szklanka fusow i patykow, spomiedzy ktorych musze wysysac plyn. Wiecie, tak przez zeby. To nie jest prosta sprawa i raczej czasochlonne jest picie takiej herbaty, ale za to jest pyszna. Dostalam od kolezanki z dzialu – Angielki-Hinduski, a kto lepiej zna sie na herbatach, niz oni.

No wiec wczoraj wkroilam sobie do szklanki trzy plastry cytryny (na gardlo), wiec w sumie brakowalo juz tylko dorzucic troche makaronu, bo lyzka stala jak w gestej zupie.

Poza tym przyjechal Szefuncio. Zawital o 5:00 rano, z tradycyjnym zestawem Spiryt – Kiszona – Fajki – Krakowska, oczywiscie juz nie polozylam sie spac.

W sprawach sercowych w dalszym ciagu nie mam wiekszych przemyslen, no ale czy ja musze ciagle sie nad tym zastanawiac? Niech sie dzieje wola nieba, a ja w tym czasie pospotykam sie ze znajomymi i napije winka.

* * *

Brak komentarzy


Nie mam przemyslen na dzien dzisiejszy, bo znowu ktos nalozyl mi na glowe akwarium i mam maly kontakt ze swiatem zewnetrznym.

Cos tam dziubie w pracy, cos tam podjadam, bo apetyt jednak mnie nie opuszcza.

Za oknem arcyprzyjemna szarowa z deszczem, w lodowce tylko swiatlo (i lod), a jednak nie poddaje sie jesiennym nastrojom, chociaz – jak wiadomo – nikt mnie nie kocha i ptaki na mnie sraja.

Ale podobno przynosi to szczescie, wiec zapraszam.

Snilo mi sie ze mama nie akceptowala zachowania mojego kolegi z Zielonego Przyladka (jej rownolatka, zreszta), bo „co on tak lata po salsowniach” Mowie: „mamo, facet mieszka sam, dzieci dorosle porozjezdzane po kraju, co ma sobie zalowac”. Ale ona „nie nie nie, tak byc nie moze”.

No czy ja juz nawet we snie musze sie droczyc. I to nie wiadomo o co.

No to kichne i lece na lunch.

* * *

2 komentarzy


Co mi ostatnio dolega wieczorami? Mysl, ze moze on wlasnie w tej chwili z kims innym… Wiem ze to durne, wiem, ale chcialabym zeby siedzial w domu sam i cierpial. Plul sobie w brode, zamiast pochylac sie nad jakas tam. Jest to zupelnie niezalezne od mojego ogolnego nastroju, bo wiem, ze podjelam (lismy) sluszna decyzje, troche boli ale jest coraz lepiej.

Natomiast fizyczny aspekt tej znajomosci postawil jego ewentualnemu nastepcy poprzeczke bardzo, bardzo wysoko, bo to byla magia, czarna jak jego oczyska.
I co zrobic.

* * *

Brak komentarzy

Weekend przeszwedany jak juz dawno nie.
Piatkowa noc bardzo dluga, w zwiazku z czym w sobote zrobilo sie ciemno gdy pilam sniadaniowa kawe. Z premedytacja wylezalam sie w lozku za wszystkie czasy.

Matko, okazuje sie ze miejscowe ciacha tez sa po rozwodach, jeden powiedzial mi, ze najtrudniejsze sa pierwsze trzy lata. TRZY LATA??? O nie. Zeby mi mialo byc zle przez tyle czasu. Niemozliwe.
W sobote wieczorem wyskoczylam z dawno nie widziana Jakubowska, do jeszcze dawniej nie widzianej salsowni, przypomnialy mi sie stare dobre czasy beztroski i hulanki.
A potem kebab i lulu. Kocham kebab w srodku nocy.
Dzisiaj nie proznuje, doprowadzilam chalupe i siebie do przyzwoitego stanu, pocwiczylam nawet (respect!) i umowilam sie na kolacje z ZielonoPrzyladkowym znajomym.
No to uciekam.

* * *

4 komentarzy


Caly czas sobie tlumacze, ze nie ma co sie smucic, to nie byl Ten, zobacz kretynko jaka jestes sfrustrowana, zla, smutna, nie pocieszal cie, ani nie podniosl na duchu, gdy bylo ci ciezko, juz masz jedno dziecko, po co ci drugie, duzo starsze, wiadomo bylo ze sie rypnie, wiec nie histeryzuj, o matko, przynajmniej nie musisz po nikim zmywac, ani ogladac glupich programow w tv. Gdyby ci ucielo noge, na pewno by cie zostawil i odszedl z jakas gowniara, wiec to nie milosc, a co on dla ciebie ostatnio zrobil, a przypomnij sobie co powiedzial w zeszla sobote.

Wiem to wszystko. Ale wiem tez za czym tesknie, a o czym tu nie napisze.

Nagle w moim rozkladzie dnia pojawila sie dziura, ktora zapycham roznymi spotkaniami, ale to nie to samo. Telefon nie dzwoni, nie chce mi sie gotowac.

Pamietam jak moja siostra na wiesc o rozwodzie powiedziala „przygotuj sie na to, ze czasami bedzie ci ciezko, bo w wielu sprawach bedziesz sama. Wszyscy sie rozejda do domow, a ty zostaniesz”. Teraz wiem, co miala na mysli.

To znaczy – zeby nie bylo zadnych watpliwosci – nigdy, ani na chwili nie pomyslalam o powrocie do Ex-Chlopa. Ta opcja nie istnieje.

Ale brakuje mi ramienia, na ktorym moglabym sie wesprzec od czasu do czasu.

Nic to, jeszcze sie znajdzie, tylko bez paniki i bez desperacji, bo nie ma bardziej zalosnego widoku niz Pani Szukajaca Na Gwalt.

A jeszcze – co jest zabawne – nagle znalazlam sie w towarzystwie samych rozwodek, Polek bylych zon Belgow, towarzystwo wzajemnej frustracji, powiadam wam. O kurwaaaa, jaka ja jestem nieszczesliwaaaaa, jak nie mam co robic wieczoreeeem, moj byly to fiuuuuut. Juz lepiej isc na spacer, przysiegam. Koncze z tym jekiem nad butelka wina. Z winem nie koncze, a w zyciu.


  • RSS