werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2008

* * *

2 komentarzy

W moim rodzinnym miescie babki juz od rana siedza w kuchni, a ja – za jaka kare? – za biureczkiem. Ja pierdziele, trzy osoby na krzyz, cisza i oczekiwanie na godzine czternasta.

Odbiegajac na chwile od tematu Swiat: wczoraj poszlam pozno spac, bo w telewizji byl pokaz Victoria’s Secret. O matko, w zyciu zaden pokaz mody nie zrobil na mnie takiego wrazenia. Wszystkie modelki zjawiskowo (ZJAWISKOWO!!) piekne, seksowne i figlarne, zadne tam „ladne inaczej” czy „interesujace” wieszaki. Tylko kobiety z cyckiem i nogami do samej ziemi (tzn – cycek nie do samej ziemi ;)
I ta bielizna na nich i te stroje bikini i welniane szale do samego gorsetu i motyle skrzydla, biustonosze za miliony dolarow, wysadzane Svarowskim, czerwone platki udajace snieg, wielkie futrzane czapy i ekstaza publiki, zawadiackie usmiechy i posylane w tlum caluski, swietna muzyka i w ogole.
Rewelacja.
A potem na chwile przymknelam oko i juz o 6:00 budzik sprowadzil mnie na ziemie, bulka z dzemem na sniadanie i polka galopka do biura.

Zapomnialam kupic ryzu i ziemniakow i czegos do picia. Ganiam lekko zakrecona, co zrobic.

Gdybym sie nie zdazyla odezwac w tym roku, to zycze Wam fajnych Swiat, i zeby ten kolejny rok byl dla Was wyjatkowo dobry.

* * *

1 komentarz


Menu ustalone, zakupy zrobione, goscie zaproszeni.

Plan jest taki: najpierw zestaw losos wedzony + wedzony halibut, posypane cebulka i skropione cytryna, potem tajska zupa z krewetek. Pare slow w temacie zupy. Bardzo lubie chodzic do sklepu z azjatyckimi produktami, bo pracuje tam jeden starszy Tajlandczyk (Taj?), ktory zawsze doradzi co kupic i w jakiej ilosci. „A co bedziesz gotowac?” zagaja, gdy pytam o jakis skladnik. I juz po chwili oprowadza mnie po sklepie wyszukujac niezbedne produkty i podpowiadajac co i jak przygotowac. No wiec zeby ta zupa sie udala, trzeba podsmazyc na patelni glowy i skorupki z obranych krewetek i na tym przygotowac bulion (no jasne ze odcedzic pozniej).

Obowiazkowo pare dziwnych roslin (cytrynowa trawa liscie limonki i galanga). Sos rybny i zielone chili.

No wiec bedzie ta zupa, a jako danie glowne wystapi sam Pan Indyk, na bogato, bo nadziany. A wepchac mam zamiar w niego mieso mielone doprawione mieta, swieza kolendra, czosnkiem i czyms tam jeszcze. Bedzie to debiut w moim wykonaniu, wiec ciekawa jestem.

Do tego pory w smietanie i jeszcze jakies warzywa, bo musza byc. Mam nakarmic czterech roslych mezczyzn, wiec musi byc duzo wszystkiego, a co zostanie zjedza w drugi dzien swiat, za moje zdrowie i w intencji bezpiecznego lotu do Warszawy.

* * *

3 komentarzy


Jestem wyjatkowo nieodporna na chamstwo. NIe umiem tez znizyc sie do odpowiedniego poziomu i zareagowac w chamski sposob na czyjs komentarz. Szczerze zaluje, bo zaoszczedzilabym sobie nerwow i wyladowalabym zlosc, zamiast siedziec zblokowana i absolutnie niezdolna do jakiejkolwiek reakcji (oprocz wytrzeszczenia oczu).

Jestem nieodporna na chamstwo i na nietolerancje. Od zawsze dziwi mnie nienawisc do ludzi innego koloru, szczegolnie manifestowana przez typy, ktore nigdy w zyciu z Zoltym, Czarnym albo kurwa Fioletowym, nie mialy do czynienia. Nie bede sie rozpisywac, bo mysle ze wiadomo o co chodzi, a im bardziej o tym mysle, tym bardziej podnosi mi sie cisnienie, a o zdrowie dbac trzeba.

W kazdym razie ktos niedawno powiedzial niby zartem (??) widzac mojego znajomego na zdjeciu „ale fajny asfalt” I moze powinnam odpowiedziec „zebys wiedziala, ze fajny, tlusta dupo” a ja nic. Oczy jak dwa spodki i zasznurowana buzia. Bez sensu zupelnie.

* * *

2 komentarzy


Ide sie powiesic. Rozmawialam wlasnie z tym gadzikiem, co go sobie na wlasnym lonie wychowalam. ANI SLOWA po polsku nie powiedzial. Wystraczyly dwa tygodnie u taty, zeby uraczyl mnie opowiescia pelnymi zdaniami, poprawna gramatycznie, wesola i dluga, ale calkowicie po flamandzku, niewdziecznik jeden.

Smarku nie zdaje sobie sprawy, ze kreci na mnie bicz ktorym moja wlasna mamusia wychlosta mi dupe do czerwonosci. Wzdech.

I tak go kocham.

Powiedzialam wczoraj cos, o co nigdy w zyciu bym sie nie podejrzewala.

Wymsknelo mi sie, ze moje zycie to katastrofa i juz po chwili chcialam dac sobie w leb za to, ze w ogole pozwolilam sobie na taka ekstrawagancje. Nie wiem, mialam chwilowa zacme chyba. Bog mnie opuscil na pare sekund, czy cos.

Jedna rzecz na pewno nie ulatwia mi zycia w obecnej sytuacji, mianowicie malomiasteczkowosc i zwiazane z nia klimaty, czyli byli znajomi, ludzie ktorym wydaje sie ze wiedza, i zebate demony z przeszlosci.

Bo nawet gdy czlowiek stara sie olewac i omijac niezyczliwe spojrzenia, bywaja momenty, ze sie troche odechciewa.

Chociaz z drugiej strony: od zawsze lubie wyzwania i lubie isc pod prad, wiec czemu narzekam. Przeciez moglam sobie ulozyc zycie w kraju i miec swiety spokoj (moze, bo gwarancji nie da nikt, nie?).

Za duzo sie zastanawiam, za daleko patrze w przyszlosc, za miekki mam tylek na niektorych ludzi. Lepiej byloby gdybym skupila sie na opracowaniu metody nafaszerowania indyka, na ktorego chlopcy ostrza sobie juz zeby, a w obsludze ktorego nie mam najmniejszego doswiadczenia. A jak juz nafaszeruje i nakarmie, to podziele sie z szanowna publicznoscia odczuciem na temat ” Asfalt „a sprawa polska” i bynajmniej nie o autostradach bedzie to rzecz.

* * *

2 komentarzy

Dostalam juz pare prezentow, a wsrod nich jeden wyjatkowo mily mojej duszy – prawdziwa choinke z ozdobami. Wlasnorecznie ustawilam ja w ceramicznej donicy na stoliku, obwiesilam wszystkim i zapalilam lampki.
Teraz mi pachnie i cieszy oko.
Poza tym: znowu zrobilam cos po raz pierwszy w zyciu – wypralam w publicznej pralni, jak z filmu :)
Ciuchy krecily sie w pralkach a ja wertowalam ksiazke Kuchnia Azji w poszukiwaniu menu na Swiateczna kolacje.
Nie bedzie tradycyjnych potraw polskich, bo te zamierzam skonsumowac na polskiej ziemi, opedzluje poswiateczne resztki moim milym kolezankom (ostrzegam :)

* * *

Brak komentarzy

No wiec na dzien dzisiejszy sytuacja wyglada tak, ze jutro jade po choinke, a 25go jest u mnie kolacja dla tych, co nie wyjezdzaja.
Wot, konsekwencja nie jest moja najmocniejsza strona.
W ramach corocznego pzegladu swojej powloki zrobilam badanko krwi i dzis przyszly wynki – „Everything is perfect”.
Po poludniu lece przejrzec szczeke i tez chcialabym otrzymac mila wiadomosc w tej sprawie.
Potem czeka mnie jeszcze spakowanie torby do Polski, jakies zakupy z Szefunciem i juz moge nic nie robic az do poniedzialku.

* * *

2 komentarzy


O cholera. Wlasnie mi sie przypomnialo ze dokladnie osiem lat temu stanelam na slubnym kobiercu.

I po co mi to bylo? (zeby byl Oliwek, glupia pindo).

* * *

Brak komentarzy

Obudzilam sie rano przerazona. Nic mnie nie bolalo, ani glowa, ani myszki nie biegaly w zoladku… – UMARLAM CHYBA!
Jest to po prostu fizycznie niemozliwe, zeby czuc sie kwitnaco po Takim Wieczorze.

Albo po prostu znalazlam sposob. Nazywa sie on polska szynka i kurczak wedzony, podgryzane systematycznie przez caly wieczor.
I kiszone ogoreczki.
Mam super maly, niepraktyczny stolik w kuchni, a przy nim dwa barowe stolki. A jednak spedzilismy w tych warunkach caly wieczor, dwa krzesla na trzy osoby, lodowka na wyciagniecie reki, otwarte drzwi balkonowe, bo siwy dym.
Niesamowite historie swiateczne moich niezwyklych znajomych.
Ona urzadzila Wigilie na polanie, z ogniskiem i pieczeniem kielbasy.
On poszedl na Dworzec Centralny z butelka wina, pogadac z ludzmi.
Obydwoje byli przez jakis czas moimi szefami, aczkolwiek nie w tym samym czasie.

UPDATE:
czy ja powiedzialam ze sie dogadalismy z bylym w sprawie urlopu?
HA HA HA
Ha kurwa HA

* * *

Brak komentarzy

Mialam ci ja robocza impreze swiateczna.
Jako ze zadbalam zawczasu (—> wolontariusz w komitecie organizacyjnym, odpowiedzialna za usadzenie gosci HA!) przy naszym stoliku znalazla sie krem de la krem dzialu i wybawilismy sie ze hoho. Nawet mimo gotowanego psa (podobno), podanego jako glowne danie.
O Jezu, mieso jak mieso (ale kostki byly rzeczywiscie jakies takie… no nie wiem).
W kazdym razie po kolacji wszyscy poszli do domu, a nasz Wesoly Stoliczek do discobaru, stanowiacego element firmowego party.
I w owym discobarze krecilismy nozka do trzeciej, radosnie popijajac gratisowe drinki.
Bylo nas 10 osob na sali, ale tlum robilismy na parkiecie za cala dywizje, przysiegam.

Poza tym musze zaczac pracowac nad biznes planem pewnego przedsiewziecia. Mianowicie: w piatkowy wieczor postanowilismy z jednym znajomym rodakiem, ze zalozymy szkole tanca specjalizujaca sie w Labada.
Tanczymy labada, labada, labada.
Tanczymy labada, malego walczyka.
Kolanka byly?
No co. Jestem PEWNA ze zrobimy furore w miejscowych klubach seniora.

Jezyczki byly?

* * *

2 komentarzy

Jeszcze godzina i weekend, bo sobie rekuperuje jutro nadgodziny, jea!
Mozg bym se lepiej z(rek)operowala, to moze nie wylecialby mi z pamieci taki drobny szczegolik jak to, ze jutro oddaje dziecko na dwa tygodnie az do swiat.
Troche mi to umknelo jakgdyby, wiec dzisiaj mamy wieczor pod tytulem pranie prasowanie majtek (no chyba jeszcze nie ocipialam) zaszywanie dziur na kolanach i zaglaskanie kotka na smierc.
I jeszcze wizyte bylego chlopa w celu negocjacji urlopowych.
Nie wiem – albo go upije i zmusze do podpisania oswiadczenia, albo sama sie upije juz po wszystkim, bo moze sie zgodzi bez niczego, nie?
Bo potrzebuje wszystko pozamieniac latem 2009.


  • RSS