werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

* * *

Brak komentarzy

Krew mnie zalewa, jak widze ile kosztuje ratowanie zycia.
No skad zwykly czlowiek ma wytrzasnac taka kase???

Pomozcie:

www.pomozkacperkowi.pl

  

* * *

2 komentarzy

Zgodnie z zasada: jak jest dobrze, to na blogusiu wieje nuda, nie wiem o czym by tu napisac, nie zawracajac Panstwu glowy wczorajszym jadlospisem, rozkladem dnia albo zakupionymi dobrami materialnymi (dvd, sztuk jedna ;)
Wracam do starych ksiazek. „Intymnosc” robi mi sie coraz blizsza, pod tyloma myslami i opisami moglabym sie podpisac wlasna krwia. 
Tesknie za rodzina i dzieki Bogu ze w pewien sposob zostalam zmobilizowana do podrozy w przyszlym miesiacu, bo juz czas najwyzszy. Ze nie wspomne o dodatkowych atrakcjach w postaci basenu i kosmetyczki.
Czytalam dzis u jednej znajomej blogowiczki (buzka! :) o tym, ze chcialaby zeby ktos zajal sie jej cialem zanim „zwiednie”.
Fak. Nie myslalam ze kiedys tak zaczne wlasnie postrzegac swoja ziemska powloke, a stalo sie.
Czuje uplyw czasu. I wkurwik lekki, nie oszukujmy sie. Nie nad tym, ze tu i tam mi sie pozmienialo przez ostatnich pare lat, ale ze mam na to maly wplyw, bo niektore zmiany sa nieuchronne. I ze musze zaczac wybierac miedzy hulanka do bialego rana a swieza buzka dnia nastepnego.
Ten sukinkot wiek, liczony w latach ziemskich, jest bezlitosny i po zarwanej nocce wylazi z kazdego zakamarka twarzy, zwlaszcza tego okoloocznego.
To sa, mili moi, FAKty.

Poza tym: siedze uswiniona jak ostatnia lajza, nie wiem jakim cudem zrobila mi sie na niebieskim swetrze wielka zolta plama, na wysokosci brzucha (zolcia tryskam?).
Zawinelam sie szalikiem i udaje awangarde.
Lepsza awangarda jednak, niz fleja.

 

* * *

3 komentarzy


Nikogo nie zdziwilo ze ciocia R. wygrala konkurs tanca argentynskiego, prawda? Musielismy sie naczekac i przetrwac amatorskie pokazy walca i quick-stepu (tak kibicowalismy parze z numerem 18, ze wygrali. Pan i Pani starsza). Musielismy obgadac byle jakie stroje uczestnikow i marznac palac na dworze, ale warto bylo. Tango jest piekne. W wykonaniu zdolnych tancerzy z ikra, jest magiczne. Uwielbiam to zawijanie nozki wokol nozki, te zakretasy i wypady i to przytulanie sie policzkami. Jak na scene wyszli zaawansowani, chcialam pasc na kolana i bic czolem w ziemie.

I jeszcze te czerwone sukienki…

I doprawdy nie wiem jak mozna przyjsc na turniej, jako uczestniczka, w stroju pani bibliotekarki / smutnej urzedniczki (nie ublizajac ani jednym, ani drugim) – nieokreslonej dlugosci spodnica szarawa na gumce. bluzka koszulowa i zle skrojona marynarka + pantofle – czolenka ortopedycznoksztaltne. Masakra.

I w tym tlumie ciocia R. w kabaretkach i z figlarnym rozporkiem. Naprawde milo bylo popatrzec.

No a ja co? Robie szosteczki Weidera i cierpie. Ktos mi podpowiedzial, zeby w ramach cwiczen na nogi wchodzic piechota po schodach (mieszkam na piatym!). I to jest bardzo dobry pomysl, lubie takie praktyczne rozwiazania.

* * *

3 komentarzy


Ten poranek nie zapowiadal sie jakos specjalnie. Odstawilam mlodego do szkoly i zdazylam na pociag, cala z siebie zadowolona. Ruszylismy o czasie i jakiez bylo moje zdziwienie, gdy na 4 minuty przed dworcem w Brukseli stanelismy w szczerym polu i zapadla cisza. Po -nastu minutach chropowaty glos z megafonu poinformowal, ze zepsula sie lokomotywa i czekamy na zastepcza, ktora doholuje nas do malej stacyjki 6 minut od Brukseli, gdzie uprasza sie nas o przesiadke do innego pociagu. Rewelacja. Postalismy jeszcze Bog wie jak dlugo, w koncu cos puknelo i glos powiedzial ze ruszamy.

I jakiez bylo moje zdziwienie, gdy po 30 sekundach poczulam jak cos nami szarpnelo a wagon zaczal jechac sobie tylko znana droga, nie po linii prostej bynajmniej. Wyskoczyl byl z toru.

Zaczelismy sie kolebac z boku na bok i dzieki Bogu ze jechalismy z predkoscia 3km / godzine i pociag udalo sie natychmiast zatrzymac. Najgorszy jednak byl halas, pisk nie do wyobrazenia, wydobywajacy sie ze sciany, gdzi znajduje sie skrzynka z tymi wszystkimi przelacznikami, guzikami i calym ustrojstwem. Niewiele myslac zerwalam sie z siedzenia i przenioslam pare wagonow dalej, wzbudzajac zaciekawienie u wspolpasazerow, ktorzy zakryli lapkami uszy i czekali (chyba) az to wszystko z hukiem pierdalnie. No sorry, ale ja nie czekam az zacznie sie iskrzyc, dymic i ludzie rusza w panice depczac sobie po glowach. (Jakas dziwna jestem, co?)

Potem stanelismy i po kolejnych – dziestu minutach oczekiwania pozwolono nam opuscic pociag pierwszym wagonem i dojsc piechota do najblizszego dworca.

Bylo fajnie, naprawde :)

* * *

3 komentarzy


Gdzie to ja slyszalam, ze dla starszego rodzenstwa pojawienie sie na swiecie kolejnego potomka jest taka sama frustracja, jaka dla zony byloby przyprowadzenie sobie przez meza pare lat mlodszej pani i wymaganie od zony, zeby nie tylko polubila konkurentke, ale rowniez czynnie wlaczyla sie do dbania o nia.

Bardzo do mnie ten przyklad przemawia. Chociaz nie spodziewam sie drugiego potomka w najblizszej przyszlosci.

Obecnie zajmuje mnie glownie praca, wieczorne picie wina w przeciagu kuchennym z Szefunciem, oraz odprawianie szostek aerobicznych Weidera, na miesnie brzucha. Jak skoncze z brzuchem, poszukam czegos na tylek i sie zdziwicie jaka bede piekna latem 2009.

W pracy fajnie. Duzo zajec i malo stresu. Moj Irlandzki sasiad z biurka obok bawi mnie straszliwie, jak go kiedys gdzies przesadza to sie zwalniam. Tyle zalezy od ludzi, z ktorymi sie pracuje, nie?

Czytam „Po zmierzchu” pana Murakami i po raz pierwszy od bardzo dawna nie moge sie doczekac, zeby znowu przerzucic pare kartek.

Czyli ze jest dobrze.

Jutro lece na autosalon ogladac polnagie dziewczyny Dodge’a a potem kto wie.

Ja tylko ;)

* * *

4 komentarzy

W pociagu, ktorym dzis bylam jechalam rano, wykoleily sie zaraz przed Bruksela 2 wagony: ten moj i sasiedni.
Nikt nie zginal ani nie zostal ranny, ale troche chyba osiwialam w trzy sekundy.
Opisze pozniej, bo czeka na mnie mega wypasiony rogalik z migdalami, wiec przepraszam na momencik.

* * *

Brak komentarzy


Musze przyznac, ze dopiero teraz wyprawy z Oliwkiem sprawiaja mi czysta przyjemnosc. Nie chodzi o niego, o to jak sie zachowuje, tylko o mnie. Dopiero teraz nie odczuwam stresu zwiazanego z pojsciem do ludzi, u ktorych nie ma zabawek ani dvd, bo mlody umie sie zajac czymkolwiek, posiedzi przy stole, pogada glupoty. Nie musze mu wynajdywac non stop jakichs zajec, ani martwic sie, ze sie nudzi.

Tyle juz potrafi zrobic sam i tyle wie.

Na wczorajszej imprezie urodzinowej byl rowniez ex-chlop i mimo mojego pozytywnego nastwienia i radosci Oliwka, nie za dobrze sie bawilam. Udawanie, ze nie ma sprawy, ze siedmioosobowa imprezka z Bylym przy jednym stole to normalka, jakos nie bardzo mi sie podoba. Mecze sie. Nie chce mi sie z nim gadac, nie chce mi sie unikac rozmow, wiadomo ze niektorych tematow sie nie porusza i niby wszyscy sie usmiechaja, ale czuje sie jakies napiecie, bez sensu zupelnie.

Moze za pare lat, kiedy wszyscy troche zapomna ze kiedys bylismy malzenstwem i kiedy my tez pozbedziemy sie zwiazanych z tym emocji, wtedy owszem. Narazie jest dziwnie i zupelnie nie wiem po co ludzie serwuja nam takie atrakcje.

* * *

Brak komentarzy

Wczoraj zryczalam sie jak bobr nad roznymi starymi, zaleglymi smutkami.
Czasami czlowiek musi bo inaczej sie udusi.
A ja mam taka blokade na placz, ze wlasnie bliska jestem uduszeniu sie czasem.
Wiec jak mi sie zdarzy, to oplakuje wszystko, co mi sie przypomni.
I poszlo…

Dobrze mi ostatnimi czasy. Szefuncio pomaga w obowiazkach domowych, wysypiam sie, mam gladka skore.
Dzis odbieram Oliwka i juz sie nie moge doczekac.

Milego weekendu, my jedziemy ogladac plaszczki w oceanarium.
Plaszczka rulez, pamietajcie.

* * *

Brak komentarzy


Nowy film z Willem Smith bardzo, bardzo przecietny. „Seven pounds” czy jakos tak. Za to sliczna Rosario Dawson, gdybym byla facetem, to poszlabym jeszcze raz, tylko po to, zeby sobie na nia popatrzec.

Poza tym zasuw w robocie, po robocie basen, albo kino, albo nic. Ze wskazaniem na nic.

Dostalam w prezencie taka szczoteczke do zebow, ze dzis zapale swieczki, puszcze romantyczna muzyke i pojde z nia do lozka. Nazywa sie Triumph Oral B i robi prawie wszystko. Ja pierdziele, jaka ona jest madra. Do ladowarki jej nie dorastam, przysiegam.


I jeszcze: przegapilam date wystawiania na ulice zwlok choinek i teraz mam zagwozdke, co zrobic z jej trupem na balkonie.
Chyba przyjdzie mi ja pocwiartowac i wyniesc po kawalku do kontenera na smieci.

Chyba ze zapale ja na srodku ulicy i bede wkolo tanczyc wydajac z siebie upiorne dzwieki.

* * *

3 komentarzy


Ja pierdziele, wszyscy sa w ciazy. W moim najblizszym otoczeniu co najmniej 10 kobiet, w zasadzie chyba wszystkie oprocz mnie. No ale.

Zimowa bajke zamienilismy sobie na swojska ulewe, znowu wrocilo szare i bure, czyli norma. Leje od rana. Weekend wspanialy :) Wizyta w Ikei: nowe reczniki, nowe talerze i plastikowe pojemniki.

Mam jazde na trawiasta zielen, wiec sobie pouzywalam. Mowcie co chcecie, ale ja uwielbiam chodzic po tym sklepie. Na koniec obowiazkowo hot dog, chociaz tym akurat razem nie bylo czasu.

W sobote wieczorem polska impreza, na ktorej po przybyciu jednego obcokrajowca, wszyscy Polacy natychmiast przestawili sie na angielski i nikt nie czul sie odrzucony z powodu braku znajomosci naszej mowy. Gospodarz serwowal wsciekle psy, po ktorych nie boli glowa. Potem odbyla sie prezentacja capoeiry, gry na berimbau i ksiazki o tysiacu koktaili. Wszystko rowniez w wykonianiu gospodarza naszego nieustraszonego. Normalnie czlowiek – orkiestra.


  • RSS