werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2009

* * *

5 komentarzy

Ide szkolic Niemcow.
Nie chce mi sie jak cholera.

* * *

2 komentarzy


Mojemu dziecku tak spodobalo sie przebranie, ze chodzi w czapce pandy na co dzien. Bialej czapce uszytej czarna nitka, z bawelnianiej dzieciecej koszulki, z oczami i nosem namalowanymi markerem. Moze zamiast splaszczac sobie tylek siedzac godzinami przy firmowym biurku, powinnam zajac sie niskobudzetowymi kostiumami karnawalowymi na zamowienie?

Trzymacie cos w poblizu lozka do samoobrony?

Ja nie, ale rozwazam. Po tym jak ostatnio cos gruchnelo w kuchni, a ja wylecialam sprawdzic co zacz. Ubrana jak mnie pan Bog stworzyl, na obrone wlasna majac gole piesci. Ciekawe co bym zrobila, jakby sie okazalo ze w kuchni stoi jakis zbir. Zreszta – nawet gdybym miala kawal kija na podoredziu, tez pewnie marne szanse zeby gada pogonic. Wiec nie wiem.

* * *

5 komentarzy

Co by tu dzis…
Odzwyczailam sie juz od pisania z domu. Cisza straszna tu panuje, bo mlody u dziadkow. Ogladalam jego zdjecia na stronie Ex-Chlopa i przyznam sie, ze gdzies mnie tam kluje jak widze, ze on na tych zdjeciach z tata TEZ sie tak dobrze bawi, jak ze mna. Kretynstwo ostatnie, bo przeciez tak naprawde ciesze sie, ze wszystko tak dobrze sie uklada do tej pory. Jestem troche zazdrosna. O ten czas, gdy nie jest ze mna.
Nic to, dam rade.
Wkurwia mnie w relacjach miedzyludzkich to zachowywanie bezpiecznego dystansu.
I ze nie moze byc bezgranicznie dobrze, ze zawsze jakis syfek sie wkradnie, walka o twoje i moje terytorium, musisz uszanowac moje fochy, bo taki/taka jestem. 
A ja bym ci nieba przychylila, brachu. Bo ja dla ciebie wszystko.
Ale nie zrobie, bo nie docenisz i nie chce sie potem czuc podle, ze taka jestem durna pipka.
A ja, wlasnie taka durna, wierze w szczescie. I ze warto przychylac nieba. Komu tylko sie da. Bo chyba o to chodzi, zeby sobie nawzajem uprzyjemniac ta (daj boze) osiemdziesiecioparoletnia podroz. 

 

* * *

3 komentarzy


Tak sobie dzis filozuje przy piatku (gapiac sie przez biurowe okno).

I tak sobie mysle, ze kazdy z nas ma swoja dobra i zla strone, nie? A osoba z ktora sie wiazemy wzmacnia ta zla, albo dobra strone naszego charakteru. I cala sztuka polega na tym, zeby zwiazac sie z kims kto spowoduje, ze nasze dobre cechy beda duzo silniejsze i bardziej widoczne niz wady.

Bo sama znam pare osob, na ktorych widok, nie mowiac o blizszym kontakcie, budzi sie we mnie corka szatana. Wiec moze cos w tym jest.

* * *

4 komentarzy


W telegraficznym skrocie:

1. Nie zjadlam ani jednego paczka, bo niby skad.

2. Jutro wyprawiam mlodego (przebranego za pande, bo karnawal) do moich rodzicow. Niech szkoli polski.

3. Na pol godziny przed wysjciem z pracy mam mnostwo planow na wieczor i ambitnych zadan cala liste. Po powrocie do domu padam na sofe i mam w pupie i liste i plany.

4. Podejrzanie bola mnie miesnie. Obstawiam cwiczenia raczej niz grype (tfu tfu tfu).

5. Kupilam plyn do sprzatania, ten sam, ktorym sprzatano szpital, gdy na swiat przyszedl Oliwek. Miekkne w kolanach jak czuje ten zapach. Kojarzy mi sie ze spokojem i usmiechnietymi pielegniarkami.

6. Wino czerwone? Ale dopiero jak skoncze szyc pande.

* * *

2 komentarzy

Matko, jak nas strasza kryzysem. To znaczy niby nie strasza, ale wlasnie sieja panike, konspiracyjnym szeptem proszac o nie sianie paniki. Nie oszukujmy sie: dostaniemy po tylkach w anno domini 2009, ale nie my jedni. Najbardziej smieszy mnie jak narzekaja grube ryby, jakby im mialo na chleb zabraknac. Bo ja oczywiscie dam sobie rade, prawda? Najwyzej zmowimy sie i zamieszkamy wszyscy w komunie, zeby bylo taniej, bo jednak wynajem zzera lwia czesc moich zarobkow. I bedziemy ubijac maslo z mleka – pamietam z dziecinstwa. No nie wiem, nie potrafie snuc tragicznych wizji i dopoki mnie naprawde nie pacnie w leb wierze, ze bedzie przepieknie. Z moimi pogietymi kolezaneczkami opracowalysmy harmonogram imprez tematycznych. Po pierwsze: „red light district”, czyli panie kreca panow pasami do ponczoch, panowie sypia dolcami i blyskaja lancuchami. Po drugie „znani i lubiani” (ja chyba sie przebiore za Ozzy Osbourna, no bo za co. Za zespol Kiss ewentualnie) Po trzecie: „The Flinstones”, ale to w sezonie grilowym, bo musimy wykopac jaskinie u cioci Reni w ogrodzie (ucieszy sie chyba ) A teraz najchetniej wypilabym mojito. A zapowiada sie jedynie pomdorowka.

* * *

2 komentarzy

Lapie sie na tym, ze wszystko ma byc tak, jak ja chce. Wedlug moich regul, mojego zegarka i mojego widzimisie. Co za podly charakter ;) Duzo kosztuje mnie dostosowywanie sie do czyichs planow, a czasami trzeba. Moze dlatego ze przyzwyczailam sie do zarzadzania domem i krotkoterminowego planowania dla mojej rodzinki, szczegolnie przez ostatni rok bylam sobie sterem i okretem, i zaloga i kotwica rowniez.
Walentyny w tym roku zapamietam jako dzien slubu dobrych znajomych. Kobiety po przejsciach i mezczyzny z przeszloscia. Dobrze ze na siebie trafili.
Sama zajelam sie tajska kuchnia i niektore potrawy byly palce lizac, a inne nie. 
Ciocia Renia malo nie przyprawila mnie o zawal serca, bo zostawila mi pod drzwiami czekoladki i roze, zalomotala i uciekla, wiec przestraszylam sie, ze ktos mnie chce napasc.
Ale mily gest naprawde, super :)
Juz po wszystkim geba mi sie cieszyla, chociaz serce walilo jak oszalale przed dobrych pare minut.
A dzisiaj co. Pobudka o 6:00, walka z Oliwkiem o ten zakichany zegar (wrrrr), troche gimnastyki, toche telewizji, napredce uszyty kostium pandy na piatkowy karnawal (ze starego Oliwkowego body na 74 cm :)
Zaraz basen, obiad, pewnie jakis film. Zapowiedziala sie jedna kolezanka.
Duzo drobnych przyjemnosci. Dziergam z nich szczescie.

 

* * *

1 komentarz


Zlosliwosc przedmiotow martwych:

pewna kolezanka, znajac niewdziecznosc ponczoch samonosnych i ich sklonnosc do zsuwania sie do kolan w najmniej spodziewanym momencie, postanowila przechytrzyc ponczochy i przyfastrygowala je w paru miejscach do majtek. Cala szczesliwa poleciala na autobus, by nie spoznic sie na impreze. Usiadla w oczekiwaniu na swoj przystanek.

I jakiez bylo jej zdziwienie, gdy wstajac zauwazyla ze ponczochy obsunely sie prawie do kolan… razem z majtkami.

Kurtyna.

* * *

3 komentarzy


Jeszcze sekunda i zaczne zwracac uwage ludziom w autobusie i pociagu, zeby przestali ciagle narzekac. Wybitnie dziala mi na nerwy miejscowe jeczybulstwo, no ja pierdziele. A to za zimno, a to za goraco, a to pada, a to dopiero poniedzialek, a to juz piatek, a to sro a to owo. Slowem – nigdy nie jest dobrze. Nigdy. Boje sie, ze ktoregos dnia sie od nich zaraze.

No ale jeszcze nie dzis :)

Marze sobie czasami zeby siasc w kuchni, zapalic i napic sie wina, nie myslac o tym, ze od fajek zszarzeje mi skora a od alkoholu popekaja naczynka. Oj, cholera, tak sobie zaszalec beztrosko, nie myslec o konsekwencjach. To byloby piekne… Takie wlasnie mam marzenie, bo od tego brania zycia na powaznie i od bycia odpowiedzialna filcuje mi sie czasami sweterek.

Poza tym czytam dalej ta Jong i mysle sobie, jak to jest, ze kobiety musza ciagle sie starac i walczyc i udawadniac. A faceci nie :) Jeszcze nie slyszalam, zeby jeden drugiemu sie skarzyl, ze tu ma za duzo, a nosek za krzywy, a dwa podbrodki, a kurcze nie wie co na obiad zrobic a czy slyszal o tej nowej diecie – farbie na odrosty – kremie na uda.

Nie. Chodzi taki jeden z drugim zadowoleni z siebie jak nie wiem. I jak ma 35 lat, to nikt od niego nie wymaga zeby wygladal na dwadziescia. I zoneczka im wybaczy ze brzucho uroslo, bo kiedy biedulek ma cwiczyc, jak on tak ciezko pracuje. BA! Zoneczka nawet go nie uswiadomi, ze brzucho uroslo, bo przeciez jej to nie przeszkadza (no wcale) i nie bedzie sprawiac panu przykrosci. A pan sobie przed telewizorem bedzie na glos komentowal (oblizujac sie) tylek jakichs znanych lafirynd, o cwierc wieku mlodszych od wlasnej zony (tez wspomni zarcikiem niby).

Jezeli ktos ma watpliwosci to niech sobie obejrzy zdjecia na (swojej) naszej klasie. Ktos sie dwoi i troi i toczy (z gory przegrana) walke z czasem? – babeczki. Kto sie rozlazi i nadyma w szerz, jak barbapapa – chlopaki.

Wot, filozuje sobie z rana.

Mam bardzo nieroboczy nastroj, szczegolnie dlatego ze niebawem odbedzie sie zebranie nadzwyczajne, na ktorym nie spodziewam sie uslyszec zadnych dobrych wiadomosci. Raczej zgodnie z obowiazujacym trendem i tylko mam nadzieje ze za bardzo nam nie dadza po dupach, no chociaz nie od razu.

Jest piekny, wiosenny dzien, w oddali lsni Atomium, moze by tak cos zrobic pozytecznego…

* * *

2 komentarzy

Nigdy sie nie zastanawialiscie, jak oni obieraja te mandarynki, co to je potem mozna kupic zasyropowane w puszkach?

Mnie to wlasnie bardzo zaintrygowalo, przy konsumpcji biszkopta wieloowocowego z bita smietana.
Sprawdzilam i juz wiem ;) 


  • RSS