werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2009

* * *

2 komentarzy


Nie wiem jak mozna zyc w takim brudzie. Wiecej tam nie pojade. Wrocilam wczoraj do swojego eM – iles tam i z usmiechem na ustach przetarlam cieniutka warstwe kurzu na kuchennym stole. Nie jestem pedantka i nie mam obsesji na punkcie sprzatania, ale lubie jak jest w miare porzadnie. Lazienka musi byc czysta i kuchnia rowniez. Natomiast porozrzucane zabawki absolutnie mnie nie draznia.

Cos obrzydliwego mnie otoczylo w weekend. Swieczki na stole i kuweta pelna kup. Obrzydliwe jak pomalowane na czerwono usta, za ktorymi czaja sie popsute zeby.

I to jeszcze u kobiety w domu. Oj wiem, nie ma znaczenia czy u kobiety czy mezczyzny, ale jakos latwiej znosi mi sie facetow – balaganiarzy. Brrr. Obiecuje sobie ze nigdy wiecej.

* * *

Brak komentarzy

Nie wiedzialam ze z „Kobiecej Agencji Detektywistycznej Nr1″ zrobili serial!
Wczoraj nadzialam sie przypadkiem w tv i banan nie schodzil mi z buzi przez caly odcinek.
Mma Ramotswe dokladnie taka jak sobie wyobrazalam, do tego piekna muzyka i bardzo fajny klimat.

* * *

2 komentarzy


Dzis jest taki magiczny dzien, ze nie wiadomo czy smiac sie, czy plakac. Mam dwa zdarzenia popierajace ta teorie, aczkolwiek pierwsze jest zwiazane z praca i obywatelami pewnego odleglego kraju, wiec nie bede ryzykowac kariery i nie opisze. A chcialabym bardzo.

Natomiast drugie – swojskie – zamowienie ksiazek w Merlinie.

Zamowienie zlozone w styczniu, nigdy nie dostarczone (a wedlug maila – zrealizowane). wdlug mojego wyciagu bankowego – jak najbardziej zaplacone.

Uprzejmie zapytalam dwa miesiace po, gdzie sie zapodziala moja paczka, a pan z dzialu obslugi klienta (srenta) tak mi o to odpisal:



„Szanowna Pani

Dziekujemy za nadeslana koresponedncje.

Dnia 2009-02-XX paczka zostala do nas zwrocona i wycofana z realizacji.

Z powazaniem”



Czyli ze co? Ktos sobie poszedl na piwo za moja kaske i mam sie (z powazaniem) ugryzc w tylek, czy co oznacza ta wiadmosc??

* * *

Brak komentarzy


Dzis na wsi demonstracja skrajnie prawicowej organizacji studenckiej oraz anty-demonstracja organizacji lewicowej. W praktyce (ostatnia byla trzy lata temu) oznacza to wielka sieke, demolke i ofiary w ludziach, bo obie demonstracje predzej czy pozniej spotykaja sie gdzies w centrum miasta. Uprasza sie wiec mieszkancow o niezostawianie samochodow na ulicy i unikanie centrum miasta w godzinach wieczornych.

Mam nadzieje ze bedzie lalo jak z cebra i tylki przemarzna mlodym rasistom az do szpiku kosci. Szkoda slow.

* * *

2 komentarzy


Zycie mnie tak wciagnelo, ze nie mam czasu pisac na blogu, skandal, co nie?

Wiec najpierw byl piatek i niespodziewany wyskok do stolicy, na urodziny w koktajlbarze. Wyruszylismy z mojej wsi o 1:00 w nocy, doskonala pora zeby zaczac swietowac, prawda?

W sobote jeden Grek gotowal u mnie w chalupie, wiec musialam pozamiatac klepisko, zeby wstydu nie bylo. Narobil tyle jedzenia, ze na stole sie nie miescilo. A stol byl na 13 osob. Potem chlopcy pili w kuchni single malt’a. Jak sie podlaczylam na chwile, bo malta lubie, to mnie odeslali do kobiet, bez sensu zupelnie.
Szefuncio zostal oficialnie przemianowany na Szatana i tak juz zostanie.

Potem co, niedziela.

Niedziela, niedziela, szybki spacer nad jeziorem, przemarzlam do kosci, brr. Potem plaszczenie tylka w kinie, na trzygodzinnym Benjaminie Buttonie. Kocham Brada Pitta. Jest ciacho.

Potem juz poniedzialek, nie wiadomo kiedy. I wieczorne wyrabianie ciasta orzechowego z brzoskwiniami, przy akompaniamencie czerwonego wina i obiadu w miedzyczasie. Ciasto wyszlo orgazmiczne.

W trakcie dyskusje na tematy damsko – meskie i piekny tekst Szatana „ja nie jestem cyckowy”.

No wlasnie. A jaka ja jestem? Zdecydowanie tylkowa i oczna. Troche zebowa i skorna.

Dzisiaj mamy wtorek, na obiad ogorkowa. Reszta niebawem. Nie wylaczajcie odbiornikow.

* * *

2 komentarzy

Szefuncio wczoraj pilnowal Mlodego. Malo sie to nie skonczylo zawalem tego starszego i dekapitacja mlodszego, bo:
Oli zlapal Szefuncia za reke i zaciagnal go do mojej sypialni, konspiracyjnym szeptem mowiac chodz, pokaze Ci jaka mama bedzie miala niespodzianke. Bardzo jej sie spodoba na pewno.
I sie okazalo, ze pomalowal mi cala sciane w wielkie zielone krzyze. Dla mamusi krzyzyk na droge.
NA SZCZESCIE namalowal kreda, wiec zeszlo.
Ale mysle ze wiecej tego nie zrobi, wyczytal mi z twarzy, ze na scianie nie wolno.

* * *

2 komentarzy

Wredna psina mood on.
Moge pojechac po bylym mezusiu? O przepraszam, dawno nie bylo.
No wiec w dobie cyberprzyjaciol, wirtualnych sklepow, wirtualnych kochankow, bankow i innych, moj byly maz wmawia mi, ze w szkole Oliwka absolutnie nie mozna zalatwiac spraw przez maila, tylko trzeba przynosic papierki podpisane krwia wlasna albo kamienne tablice z wyrytym tekstem i nazwiskiem, bo inaczej sie nie liczy.
Jak to jest ze JA zalatwiam z dyrektorem Janem (tak dzieci do niego mowia zreszta:Dyrektorze Janie) dziewiecdziesiat procent spraw za pomoca klikniecia myszka, a moj byly, zapomniawszy papierka z domu, kaze MI szukac drukowac, podpisywac, zanosic, informowac.
Bo ON zapomnial.
I juz mi kiwal paluszkiem przez telefon, fuj, fuj, nie tak sie zalatwia sprawy, moja panno.
Co ja sie mam. 
Ale w ogole mnie to nie ruszylo, bo slonce za oknem, wiosna, pieknie jest i nie mam czasu sie denerwowac.
  

* * *

3 komentarzy


Mlody zalapal o co chodzi z jezykami. Wracajac wczoraj ze szkoly poprawilam go, gdy powiedzial do mnie po flamandzku, ze juz idzie. Mowi sie „ide”, Oli. Na to mlody pomyslal chwile i odpowiedzial, „a jak jestem u papy, to mowie „Ik kom”.

I tak cala droge bawilismy sie w „Oli, a jak mama mowi dziekuje, to papa jak mowi?” „Dank u”. Itd. W zaleznosci od czlonka rodziny, o ktorego pytalam, odpowiadal po polsku albo po flamandzku. Bezblednie.

Stara sie, kombinuje, odmienia czasami polskie czasowniki po flamadzku, ale zdecydowanie wie, ze do mnie w tym jezyku sie nie mowi. Jestem przeszczesliwa, bo to wielki krok do przodu. Jest nadzieja :)

* * *

3 komentarzy


Sezon biegowy rozpoczety. Uwielbiam ganiac po biezni i po parku, ale wylacznie wtedy, gdy jest ladna pogoda. Ciarki mnie przechodza na widok odwaznych klusujacych po ulicach o 6:40 rano, w grudniu, w deszczu i po ciemku. O nienienie. W miedzyczasie uskladalam juz calkiem niezla kolekcje obciachowych koszulek joggingowych. Ostatnio na topie jest brazowa z bialo-niebieska wstawka na prawej piersi. A na tej wstawce… sarenka. Od czapy zupelnie. Mam rowniez wsciekle zielona bluze dresowa w dziurki. Jest straszna. Czyli idealna do spodlenia w kurzu i pocie, Niektorzy maja osobna kategorie odziezy do sprzatania, ja mam do biegania. Za to buty sa porzadne a spodnie rewelacja, bo maja niezbedne kieszonki na klucze, muzyke i telefon.

W sobote bylam w kinie, z kolezankami z klubu Desperet Hausuajfs. Sean Penn w pelni zasluzyl na Oskara za role Harvey’a Milk’a. Bardzo, bardzo mi sie podobal. Homoseksualisci w latach siedemdziesiatych byli znacznie mniej wymuskani niz ci, ktorych znam osobiscie. Koszule w krate i dzikie bakobrody. Tak troche w stylu guru mody – Erika Szuwarka, z jednej z wczesniejszych notek ;)

Poza tym – tadam – Szefunciu zajechal. Tym razem przywiozl gar z wkladka w postaci kury, golonki i innych zwierzat, na domowy rosol. Takze mam teraz w kuchni 50 litrow zupy. Zapraszam.
Czuje wiosne pod skora. Az mnie mrowi. Mraaaauuu.

* * *

2 komentarzy


Marzec moim ulubionym miesiacem NOT.

Najpierw wtorne staropanienistwo (z przychowkiem), wczoraj wizyta wlasciciela mieszkania ze zlowieszczym papierzyskiem, a dzis spotkanie w pracy na temat redukcji kosztow.

Punkt pierwszy pomine znaczacym milczeniem (pogwizdujac pod nosem). Boli ale przestanie. Faktura za wode i ogrzewanie, pod tytulem „rozliczenie roczne” wprawila mnie w oslupienie i odebrala mowe na pare minut. Powiedzmy ze puscilam w kanalizacje 12 par butow. I to tez boli. Zebranie bezowocne, wiec nie bede sie rozpisywac.

Ide dzis salsowac. Starsznie strasznie strasznie chce mi sie miedzy ludzi, wiec rozpoczne weekend juz dzis i bede plasac do niedzieli.


  • RSS