werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2009

* * *

7 komentarzy


Operacja – amputacja okazala sie zupelnie bezbolesna, zeby nie powiedziec: przyjemna, wiec jak sie ladnie zagoi to ide rozprawic sie z reszta pieprzonego naskornego bractwa.

(Tak, wykonuje lekarz, tak, w rekawiczkach, tak, wysylaja probke do badania).

Widzialam wczoraj program, w ktorym belgijski pan dziennikarz laczy ze soba pary, ktore mieszkaja tysiace kilometrow od siebie. I tak zgarnal (doslownie) jedna dziewczyne z miejsca pracy i pojechali na lotnisko, a potem do Argentyny, gdzie po raz pierwszy spotkala sie ze swoja internetowa miloscia.

A wczoraj zalatwili wize chlopakowi z Senegalu i przywiezli go pod biuro jego belgijskiej narzeczonej, ktora od miesiecy starala sie o pobyt dla niego w tym naszym pieknym kraju.

Dobra, moze to kicz, sensacja pod publiczke, ale musze sie przyznac, ze lzy mi kapia za kazdym razem gdy ci ludzie leca do siebie z wyciagnietymi ramionami. Program ma tytul „All you need is love”. Z tytulem sie nie zgodze, bo ja bym raczej obstawiala „All you need is health and love”.

A teraz o jednym moim malenkim zboczonku: nie cierrrrpie napchanych pociagow. Szczegolnie rano. Ostatnio obrazilam sie na taki jeden i ostentacyjnie wysiadlam z zamiarem poczekania na jakis lepszy.

I wtedy wlasnie odkrylam, ze jezdzi pociag, ktory zatrzymuje sie na wszystkich stacjach miedzy Leuven i Bruksela, w zwiazku z czym jedzie dwa razy dluzej, ale za to ma super wygodne, duze fotele i jest prawie zawsze pusty. (Bo wszystkim sie rano spieszy).

No wiec od paru dni kupuje sobie rogalika i kawe, biore gazete i mam polgodzinne sniadanie u Tiffanyego. Uwielbiam.

A teraz na powaznie: ludzie, wierzcie swoim Przyjaciolom (tym prawdziwym), gdy mowia ze jestescie w zle wrozacym zwiazku. Trudne to jak cholera, i dla dobrze wam zyczacych przyjaciol i dla niechcacych sluchac Was, ale ludzie niezaangazowani emocjonalnie duzo lepiej oceniaja rzeczywista sytuacje, niz wy. Niz my, znaczy sie ja. Podobno toksyczne pary rozchodza sie osiem razy. Ja wlasnie osiagnelam ten osmy, nawet nie musze liczyc.

Powiem tak: ja pierdole.

Dobrze ze teraz, a nie za piec lat, z drugim dzieckiem przy boku. Dzieki Bogu opadly mi klapki z oczu, klapki pt „zmieni sie na pewno, przemysli, zrozumie”.

HAHAHAHAHA

To byla dopiero lekcja charakteru i uleglosci (mojej!).

A na zakonczenie opowiem anegdotke:

znam takiego jednego pana, ktoremu zona pakuje na wyjazdy sluzbowe walizke. A potem rysuje mu na kartce np. zielona koszule + krawat (kopiuje rzucik z krawatu) i podpisuje „na wtorek”. I tak zaopatruje meza w X zestawow na X dni. A kiedys jak mu sie pomylilo i zalozyl nie ten krawat do koszuli, bylo jej BARDZO SMUTNO.

Wiec w sumie ja jestem cienki bolek jezeli chodzi o podporzadkowanie sie mojemu panu i wladcy.

Musze nad tym popracowac.

Napiszcie cos fajnego, bo mi sie nudzi.

* * *

4 komentarzy


No i nadeszlo u nas Miedzyporze, czyli piata, a ostatnimi laty jedyna pora roku, objawiajaca sie szalenstwem meteorologicznym non stop. Wczoraj 28 stopni – dzis 18 i grad, itd.

W zwiazku z czym panuje kompletne rozpasanie jezeli chodzi o ciuchy i buty – mozna nosic absolutnie wszystko. Ja mam gole lydki i kozaki, kolezanka przy biurku obok spodnie bermudy i sandaly na bose stopy. Hej! Wolnosc i swoboda (nawet gdys juz niezbyt mloda).

Poza tym mam dzis zaplanowane fajne popoludnie – beda mi wyrzynac takie male cos na brzuchu. Nie narzekam, bo na wlasne zyczenie, mam tylko taka nadzieje ze pan doktor wystarczajaco mnie znieczuli.

Rozwazam rowniez zatrudnienie polskiej nianki na godzine – dwie w weekend, zeby czytala z Oliwkiem ksiazeczki i bawila sie po polsku, bo ten smark wie, ze rozumiem niderlandzki i znowu sie nie wysila. A z poslak nianka po flamandzku nie pogada.

* * *

3 komentarzy


Kwiatowa przesylka dla mojej mamy zostala dostarczona na czas. Co prawda bukiet na zdjeciu wygladal jakby przeszedl te tysiac cos kilometrow piechota (oraz przeplynal kanal kraulem), no ale przeciez liczy sie gest.

* * *

Bawia mnie ludzie, ktorzy na kazda opowiedziana historie reaguja „to jeszcze nic, bo ja/mi/mnie/moja ciocia…”.

Nawet jak czlowiek powie, ze ma dzis urodziny, to i tak najpierw uslyszy „Ty to nic, moja bratowa miala urodzny trzy tygodnie temu”. Normalnie nie ma szans, zeby czyms zablysnac. Nasza przecietnosc, banalnosc i nicniewaznosc zostanie nam rozsmarowana po twarzy w sekunde po tym, gdy otworzymy usta.

A kij im w tylek.

* * *

4 komentarzy


Na Dzien Matki dostalam od firmy pieniadze wakacyjne, hej! Wyzszy od spodziewanego stan konta zawsze poprawia mi humor.

Poza tym lekka kiszka. Bez wdawania sie w szczegoly. Od czwartku nieustajaco boli mnie zoladek, taki lekki stresik, podejrzewam. A ze dodatkowo stresuje sie tym, ze boli mnie zoladek, to ten dziad boli jeszcze bardziej i kolo sie zamyka. Nic to, kiedys przejdzie.

Podobno w nocy byla burza. Ja tam nic nie slyszalam, Oliwek tez nie. A podobno byl lekki Armagedon, kolezance polecialy rzeczy z polek i trzesla sie ze strachu, tak grzmialo.

Troche mi szkoda, ze przegapilam takie wydarzenie, bo ja lubie burze. Oliwek tez. Bliksem, donder, regen!

W sprawie dzisiejszego swieta chcialabym napisac, ze bycie mama Malej Zgagi (jak o sobie mowi) jest czysta przyjemnoscia. Raczej nie da niebanalnie opisac jakiego (zdrowego) pierdolca mam na jego punkcie i co czuje, gdy glaszcze mnie po twarzy. A ze czasem da popalic – so what.

Oby moim najwiekszym problemem byla pobudka o 6:00 rano w sobote. Blagam.

* * *

Brak komentarzy


W zasadzie moglabym wkleic tu fragmentami notke Scarabee, zmienic pare szczegolow i mialabym z glowy.

To znaczy – mam podobnie, tylko zupelnie inaczej :) Przemyslenia na temat agresji – zblizone, a najgorsze jest to, ze zadaje sie z takim cholerykiem, ze gdyby mu zarowke w tylek wsadzic, oswietlilby mi cale mieszkanie, tak sie potrafi zapienic, co za marnotrawstwo energii, nes pa? A mnie potem boli zoladek i nie moge jesc, bo po dziadu splywa, a ja przezywam i leze na sofie, jak roslina. Kretynka, no ale moze kiedys sie naucze.

Dlugi weekend mielismy, wiec znalazl sie czas na odwiedzenie salsowni, plaszczenie pupy przed telewizorem, podwojne urodziny i saczenie bialego winka u znajomych.

Jezu, jak ja zazdroszcze tym ludziom ogrodu (ale tylko latem). Mlody rozebral sie do majtek, popedzil miedzy irysy i tyle go widzieli. Skakal z kumplami po trawie przez piec godzin i byl wniebowziety. ja rowniez.

Acha, w trosce o jego rozwoj (wszechstronny :) zapisalismy go z Ex-em do szkolki cyrkowej. Niech ma chlopak troche rozrywki.

Stosunki z moim bylym poprawily mi sie bardzo, od kiedy nie zawraca mi tylka o euro piecdziesiat. Nawet sie POSMIALISMY, jak przywiozl mi Oliwka w weekend.

Czyli da sie ze mna zyc, tylko trzeba wiedziec w jakiej pozycji sie ustawic (czasami bycie bylym mezem jest duzo korzystniejsze niz bycie mezem).

A teraz najchetniej polozylabym sie na godzinke w dobrze wywietrzonej sypialni, a tu sie raczej nie zapowiada.

* * *

6 komentarzy


Dzisiaj wtorek, ale w zasadzie jakby czwartek, bo jutro ostatni dzien roboczy w tym tygodniu, przed dlugim weekendem, kapewu?

Dziecko oddane w ojcowskie rece, wiec mam czas na odwiedzanie obcych nowonarodzonych i sklamalabym piszac, ze nie wzruszaja mnie takie zaslinione malpki.

Oj chyba alarm w zegarku biologicznym sie wlaczyl. No jasne, ze chcialabym miec jeszcze jedno dziecko. I dom z ogrodem. Ale nie psa.

* * *

3 komentarzy


Notki rozpoczete i przerwane z braku weny:

Nie oszukujmy sie – oklaplam na pupe ostatnimi czasy tak, ze fiufiu. Malo gdzie jezdze / odwiedzam / poznaje.

A przeciez jestem zadna smakowania swiata i nowych wrazen. Nie musza byc oddalone o tysiace kilometrow, ale niech zesz cos zobacze i czyms sie zachwyce, co? Umowmy sie – mam warunki (do zwiedzania swiata, zeby mi nie bylo ze cos innego), teraz tylko trzeba zwalczyc ten marazm i wygodnictwo i ruszyc tylek.

* * *

Moja babcia, ktorej kiedys poswiecilam osobna notke, byla szlachcianka. Uzywala slow, ktore po jej smierci wypadly z mojego slownika i zycia. Waza. Papierosnica. Jadalnia. Prawidla. Konfitura. Haft kaszubski, Andruty.

* * *

Z nudow chyba zrobie liste.

Nie znosze:

- soku cytrynowego sztucznego, z butelki,

- niczego o smaku kiwi, samo kiwi jeszcze w siebie wmusze, ale nie pochodne,

- kozucha na mleku,

- w zwiazku z tym rowniez takiej skorupy na budyniu, jak sie go zostawi na chwile, zeby ostygl. Nie tkne.

- rodzynek,

- …

… niedokonczonych notek? :)

Gdybym byla krolowa, powiedzialabym ze mam dzis migrene.

I to jaka.

* * *

4 komentarzy


Gorne powieki mam podpiete do brwi spinaczami w kolorze metalic, albowiem moj syn obudzil sie dzis o 4:30 i nawolywal z otchlani swojej sypialni, ze on juz spac nie bedzie.

W koncu wyladowal na 2 godziny u mnie w lozku i przysnal, ale ja nie wiem jak sie dzis nazywam, bo rozbudzil mnie na tyle skutecznie, ze potem zastanawialam sie nad zyciem i planowalam przyszlosc, zamiast spac.

Jedna kolezanka stwierdzila, ze ona nie wie jak tak mozna funkcjonowac.

Odpowiadam: A mam wybor?

Brak wyboru skutecznie pozbawia stresu zwiazanego z podejmowaniem wlasciwych decyzji ;)

Wstaje ide przykrywam caluje wracam klade sie odplywam.

Czasami troche mi sie kabelki we lbie przepala i zamiast w koszulce nocnej, budze sie w letniej sukience na ramiaczkach, zalozonej tyl na przod. Na przyklad w sobote rano.

Oh well… nobody is perfect.


Ptys zabral mnie wczoraj na kolacje. Wyczuwam spisek i mysle, ze chce sie mnie pozbyc za pomoca cholesterolu (w granicach 350, po wczorajszym).

Zjadlam pol garnka roztopionego zoltego sera, maczajac w nim bulke pszenna i zagryzajac mlodymi ziemniakami z okrasa. A co, na bogato!

Zoladek moj sponiewierany tylko cicho jeknal i spocil sie na sama mysl.

A dzis wystawil mi poteznego faka, wiec go dla udobruchania podlewam kroplami mietowymi.
Damy rade?


Powiem Wam cos.

Portki mi strzelili byli ze starosci, przez cala szerokosc posladka, w miejscu publicznym.

Dodam, ze mialam symboliczne majtki i pol miasta obswiecilam golym tylkiem, zanim sie zorientowalam.

Takze nie wiem, chyba jestem slawna.


  • RSS