werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2009

* * *

Brak komentarzy

Jestem przejedzona na amen. Wypchana po uszy kielbasa jalowcowa, przywieziona z Polski prosto na grilla. Naprawde. Nie zdazyla byla biedaczka obejrzec belgijskiego mieszkania, bo wniesli ja ogrodem i bez zalu ciepneli na rozgrzane wegle.
Potem byly tluste hamburgery (MUSIALAM) w bulce, jak nalezy, z serem i ogorem z octu.
Na deser po steczku i na to wszystko litr czerwonego wina.
Potem bukiet lawendy na droge (wlasnorecznie zerwanej z ogrodka) i z jeszcze pelnym brzuchem wslizg miedzy poduchy.
Ledwo sapie.
Tropikalne lato nareszcie nadeszlo, od szostej rano poce sie w sukience na ramiaczkach, czeresnie na firmowych drzewach sa czarne jak wegiel, na basenie wieje pustka, jestem w raju.
No bo czy to nie jest cudowne, ze na podroz Oliwka moge zapakowac trzy koszulki i dwie pary szortow oraz sandaly, i juz?

* * *

4 komentarzy


Filmowo:

Nie lubie filmow, przy produkcji ktorych Bog wie ile wydaje sie na efekty specjalne, a nie dba sie o szczegoly. Pani biega przez pol filmu w bialych spodniach, wszystko wali sie i pali, a ona nawet plamki nie ma, ani na spodniach, ani na buzi, wyszminkowanej i wyblyszczykowanej prawie do ostatniej sceny (zaraz przed koncem komus sie przypomnialo, ze nalezy pania nieco przykurzyc).

Nie wiem za bardzo o co chodzilo, bo moj wzrok nie nadazal za ganiajacymi sie robotami, tzn nie wiadomo bylo gdzie to ma leb, a gdzie nogi, potworne tam bylo zamieszanie. „Transformers 2″ – bleh.

Potem trojwymiarowa „Koralina”. Fajna, chociaz za malo straszna w porownaniu z ksiazka. I trzeci wymiar nie zawsze odczuwalo sie tak, jakby sobie czlowiek wyobrazal. We „Fly me to the moon” wszystko dzialo sie przed nosem widza, a w Koralinie czulo sie dystans dzielacy nas od ekranu. (Nie wiem od czego to zalezy? Od kina? Od samego filmu?)

Juz czekam na trzecia „Epoke Lodowcowa”, bo rowniez bedzie w 3D.

Ksiazkowo:

Skonczylam „Hanie Banie, krolowa samby”. Jezu, jaka fajna i jaka prawdziwa. Usmialam sie po pachy i wzruszylam, bo przypomnialy mi sie rozne dawne rzeczy, skladnice harcerskie, mebloscianki i wczasy. Rewelacja.

Imprezowo:

Grill u Duzych Miskow, czyli sped wiekszosci znajomych. Smazone rybki i popoludnie przesiedziane na swiezym powietrzu. Ja tam lubie taki folklor.

O pierwszej w nocy dalam sie zaciagnac do Brukseli „na jednego drinka” i wyladowalam w dzielnicy, gdzie widok z knajpianego okna byl lepszy od National Geografic i 997 razem wzietych. Albo przechodzila mama Afryka z koszem na glowie, albo leciala grupa policjantow w kuloodpornych kamizelkach, uciszac jakas burde, albo rasta w wielgachnych beretach paradowali bez pospiechu, albo grupa slicznych dziewczyn, o najdluzszych nogach, wlewala sie rozesmiana przez knajpiane drzwi. Normalnie moglam pstryknac pare fotek i udawac, ze spedzilam urlop na Czarnym Ladzie.

Sercowo:

ale nie o mnie tym razem. Pewna bliska mi kobieta w podobnej sytuacji (rozwiedziona + dziecko) stwierdzila, ze kazdego napotkanego faceta z gory przekresla, a kazdy zaczynajacy sie zwiazek skazuje na niepowodzenie. Kretynski mechanizm samoobrony, ktory baby po przejsciach wypracowuja sobie, zeby sie nie rozczarowac po raz kolejny.

Rzeczywiscie tak chyba jest.

Urlopowo:

za dwa dni wywoze Oliwka do rodzicow, na intensywny kurs polskiego ;) Ciekawe jak mlody zniesie calonocna podroz autokarem. Mam nadzieje, ze nie trafi mi sie jakis skunks na siedzieniu obok, bo w tym upale moge nie przezyc.

Meteorologicznie:

przez caly tydzien 30 stopni i lampa, wiec gril, taras, gril, taras.

Czemu nie mieszkam w tropikach?

* * *

Brak komentarzy

Prowadze dzis rano mlodego do szkoly, z naprzeciwka idzie dwoch (przystojnych :) poimprezowych studentow.
Oli w zasadzie idzie piec krokow za mna, trzymajac za reke napotkana kolezanke – trzecioklasistke, z ktora chodza razem na swietlice.
Wyglada wiec, jakbym miala dwojke dzieci.
Studenci do mnie: „Wow, ale super wygladasz JAK NA SWOJ WIEK(*). Hej, sexy mamaaaa”
Odchodza posylajac mi buziaczki, pokazuja na dzieciaki i kiwaja glowami z podziwem.
Usmialam sie, bo w sumie mile to bylo. A poza tym od rana swieci slonce, moglam zalozyc letnia sukienke, juz prawie weekend i w ogole, mam dobry humor.
Wiec sie szczerze usmialam. 

(*) te cztery slowa, to baczek-cichacz, puszczony w trakcie mowienia komplementu, tak naprawde. 

* * *

5 komentarzy

W nawiazaniu do notki e. :)
________________________________

Slyszalam juz pare razy komentarz na temat mojego stylu zycia „a bo ty bys chciala, zeby zawsze bylo latwo i fajnie”. Tak, chcialabym i w zasadzie mam. Bo nigdy sie nie zgodze z teoria, ze zycie to krzyz, ktory trzeba jakos doniesc do smutnego konca, a jak sie czlowiek zwiaze z druga osoba, to dochodzi jej jeszcze 80kg cudzego krzyza, ktory wrzuca sie na swoje bary i wlecze dalej z bolejaca mina.
Nigdy, przysiegam.
Oczywiscie sa sytuacje zupelnie od nas niezalezne, choroby, smierci i katastrofy, tragedie, dla uczestnikow i swiadkow ktorych jestem pelna najwiekszego wspolczucia i pokory i wierze, ze moga zmienic czlowieka na zawsze i niekoniecznie na lepsze. I ze zycie moze stac sie nieznosne.
Natomiast w wielu przypadkach ludzie sami marnuja czas na beznadziejne zwiazki, klotnie, psucie atmosfery sobie i innym, a na to nigdy sie nie zgodze.
Mam ojca - pijaka, ktory zatrul mi wystaczajaco dziecinstwo, zebym nie czula sie zobowiazana wysylac mu kartki w dniu dzisiejszym.
Czy czuje sie ofiara jego nalogu? Nie. Moze nawet cos pozytywnego z tego wynioslam, bo wiem czego absolutnie nie zaakceptuje u faceta. 
Jestem wesola rozwodka, ktorej zdarza sie przespac cala noc w dresie na sofie, przed tv. I co? 
Nie mam majatku, wlasnego mieszkania, ani samochodu i jakos (ku zgrozie) nie za bardzo mi to przeszkadza.
Moj syn wstaje bladym switem i gra na komputerze, albo oglada bajki do 9:00, bo wiem, ze jezeli sie nie wyspie w sobotni poranek, bede zrzedzic przez reszte dnia. 
Konsekwencja w chodzeniu spac o 20:00 (Oliwka) wynika wlasnie z tego, ze chce miec wieczor dla siebie, ale jezeli zasiedzimy sie gdzies i pojdzie raz spac o 22:00 nie wkladam wlosienicy i nie biczuje sie, jaka to ze mnie kiepska matka. 
Kocham moje zycie. Naprawde nie widze powodow do narzekan (niezrozumiale dla co poniektorych). A ze mnie raz po raz to i owo wkurwi, albo glowa boli od wina? Ludzka rzecz. A ze mnie faceci wyprowadzaja z rownowagi – w koncu sa tylko facetami ;)
Krew mnie zalewa jak slysze ze ktos wiecznie narzeka, ale nic nie robi zeby zmienic istniejaca sytuacje. 

I tym optymistycznym akcentem.
Lece po Oliwskiego i do domu, bo ciocia Renia sie zapowiedziala i trzeba sie przygotowac. 
Mlodemu strawe podac i piety oskrobac z blota przed wrzuceniem go do lozka. Opowiedziec bajke o robaku, ktory ma na imie Drzwi.
To do jutra.
I mowie, nie marnowac mi czasu, no.

* * *

2 komentarzy

Na trasie, ktora po lunchu chodzimy sie przewietrzyc, rosna dwa (albo trzy?) olbrzymie czeresnie.
Teraz wlasnie jest sezon i uwieszamy sie galezi, az kapiacych czarnymi owocami. Ci najwyzsi maja lepiej, bo siegaja tam, gdzie wiekszosc moze sobie tylko popatrzec. Nie zwazajac na biale mankiety koszul i na koniec regulaminowej przerwy, wypchalismy zoladki darmowymi witaminami, do pelna,  i wrocilismy za biurka.

I to wlasnie byl kulminacyjny moment dzisiejszego poranka.

* * *

1 komentarz


Po malu zaczyna do mnie docierac, ze za miesiac o tej porze bede pstrykac fotki fiordom i moczyc pupe w jeziorze, w towarzystwie calej mojej rodziny. I coraz bardziej podoba mi sie ten pomysl.

Nie naleze do osob, ktore studiuja przewodnik na pol roku przed wyjazdem, zaczynam sie cieszyc dopiero na lotnisku (w pociagu).

To nic, ze czeka mnie trzydziestogodzinna, wieloetapowa podroz. Mam nadzieje ze obejdzie sie bez wiekszych niespodzianek. Oraz ze tydzien lenistwa i gadania o bzdurach z moimi wariatami wynagrodzi mi to z nawiazka.

Bede lowic ryby, jesc ryby, przygladac sie i spac z rybami. Kocham rybki.

Czy ja napisalam „lowic ryby”?

To taka przenosnia, no chyba ze w Norwegii nie ma much, komarow ani krzaczunow. I ze sie lowi po poludniu.

Znacie ten kawal o zajaczku, co idzie pozyczyc patelnie? To ja wlasnie, ten zajac. Smiac mi sie chcialo wczoraj z samej siebie, jakie potrafie scenariusze sobie w glowie ukladac, oraz byc jedyna ofiara wlasnej wybujalej wyobrazni. Musze sie tego oduczyc. W ogole musze zaczac odpuszczac na wszelkich plaszczyznach, bo sie zastresuje na smierc. Nie myslec za duzo, nie bac sie i nie przejmowac.

Kocham mieszkac w Belgii za to, ze organizuja latynoskie imprezy. Wczoraj bylismy z Oliwkiem na festynie kubanskim, z muzyka na zywo, pieczonym prosiakiem, bardzo drogim mojito i diabelsko przystojnym animatorem dla dzieci. Oli byl wniebowziety, bo pan powierzyl mu wazna role trzymacza radia tranzystorowego. Nie byle co.

Mi tez banan wyrosl na twarzy, bo ten pan powiedzial, ze jestem ladne dziecko (siedzialam na lawce obok nadmuchiwanego zamku). I strzelil ten swoj usmiech. I blysnal okiem.

No dobra, zeby mi sie tylko w dupie nie poprzewracalo.

* * *

Brak komentarzy

Kreci mi sie w glowie.
Troche tak, jakby galki oczne lataly sobie swobodnie, jak w bebnie do totolotka i tylko raz na jakis czas – plum – wpadaly do oczodolu, zerknac co tam na zewnatrz sie dzieje.
Eeee, nuda, wracamy wirowac pod czacha, luz.
Nie wiem na brak jakiej witaminy mam sie powolac tym razem.
Alfabet mi sie skonczyl.

Idu.

* * *

3 komentarzy


Marzy mi sie, zeby uciec gdzies, gdzie wszystko byloby absolutnie nowe. Nie znalabym tam nikogo (poza Oliwkiem), nie musialabym sie tlumaczyc z przeszlosci, ani z podejmowanych codziennie decyzji.

(Pewnie po krotkim czasie zwialabym stamtad na stare, znajome smieci, ale marzy mi sie taka odskocznia na dzien dzisiejszy).

Przeczytalam wczoraj „Motyl i skafander”. Im wiecej takich historii, tym bardziej policzkuje sie za swoja malostkowosc.

Przeciez mam wszystko. Jestem zdrowa, mam zdrowe dziecko, mam dach nad glowa i mam co jesc. Mam kochajaca rodzine, do ktorej moge gnac jak w dym, o kazdej porze dnia i nocy. Mam zaufanych znajomych i nieupierdliwych wrogow :) Ile mozna chciec?

Wracajac z basenu minelam trzech studentow siedzacych na murku – dwoch chlopcow i dziewczyne. Na moj widok chlopcy podniesli kartonowe tabliczki: „5″ i „6″.

I teraz nie wiem. W jakiej skali zostalam oceniona? (1-10 podejrzewam). Czy to malo? (pysk czerwony od basenu, wlos przyklejony do czola, przypadkowy zestaw ciuchow – dodam na swoje usprawiedliwienie).

Czy tez – tadam – powinnam byc z siebie dumna, ze mnie, trzydziestoszescioletnia ciotke, chlopaki zakwalifikowali do swojego konkursu pieknosci?

No wiec szklanka do polowy pelna, czy pusta?

Pelna, co za durne pytanie.

* * *

2 komentarzy


Skonczylam „Milaczka”. Rzeczywiscie uroczy :) Zabralam sie za nastepna ksiazke, bo – dzieki Bogu – czytanie znowu sprawia mi wielka przyjemnosc.

Posiedzialam na rynku w towarzystwie kobiety ciezarnej, matki poltorarocznej dziewczynki oraz ich facetow, i musze przyznac, ze na dzien dzisiejszy nie jest to moja bajka. Chociaz sama niedawno (?) bylam w ciazy i mialam male dziecko, teraz w tygodniu bez Oliwka najchetniej spedzam czas dekadencko, wsrod ludzi, ktorzy pja, pala i mowia glosno „dupa”.

Z rynku pognalam na basen, przeplynelam -nascie razy (cienko), wypocilam sie w saunie, wskoczylam na rower i pare minut pozniej debatowalam nad szklanka musujacego wina u znajomej Polki. Przyznaje sie bez bicia – zajmuje sie pierdolami. Nie mam narazie sily na zastanawianie sie na powaznie i rozwiazywanie zyciowych problemow. Ani wlasnych, ani cudzych. Wywiesilam tabliczke „chwilowo nieczynne”.

* * *

2 komentarzy


Przywloklam latajace oko do fabryki. Niech ma, niech sie troche napatrzy na wielki swiat.

Zdiagnozowalam u siebie niedobor magnezu (–> oko) i potasu (inne odchyly od normy).

Chyba nadszedl czas na (nie bojmy sie tego slowa) Geriavit.


  • RSS