werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2009

* * *

5 komentarzy


Nadeszla zimna i deszczowa jesien. Nie za wczesnie, mila pani?

Rozbawil mnie kierowca autobusu, ktory przegladal magazyn z golymi babkami, ostroznie przewracajac kartki i rozkladajac z przekonaniem tylko te, z ktorych nie wygladal zaden cycek. Rubaszny usmieszek nie schodzil mu jednak z twarzy. Eh, dzieciarnia do poznej starosci.

Poza tym naprawde nie wiem co mnie naszlo wczoraj, sama sie sobie nie moge nadziwic, skad ten podly nastroj i wisielcze mysli. Nie moglam sie otrzasnac, moje zycie nagle objawilo mi sie jako jedna wielka porazka i (zapewne) setki dolow czekajacych mnie w przyszlosci, a jedyna refleksja na mysl o Oliwku (zazwyczaj myslenie o nim dodaje mi sily i poprawia humor) to poczucie winy, ze funduje mu takie dziecinstwo.

Jakas masakra zupelna, co sie czlowiekowi moze w glowie paletac.

Dzisiaj juz jest po wszystkim, mimo ulewy za oknem.

* * *

3 komentarzy

Ciezki dzien dzisiaj. Zmeczenie organizmu po wczorajszym grillu z okazji (szescdziesiatych) urodzin znajomego Zielono Przyladkowca. Byla to wyjatkowa i rewelacyjna impreza z muzyka w wykonaniu trzech panow z Cabo Verde, pokazem tanga, dmuchanym zamkiem do skakania (dla dzieci) i mnostwem ludzi. Ex-Chlop rowniez byl, razem z Oliwkiem, wiec mialam okazje wysciskac mojego blondaska.
Konsekwecja wczorajszej zabawy jest kiepska forma dzisiaj, a tu trzeba sie pakowac i w miare kojarzyc o co chodzi w pracy. Ale nic to, dzisiaj zamierzam isc wczesnie spac i jutro odhacze co wazniejsze sprawy z firmowej listy To Do, a potem zapne walizke i rusze.
Tam gdzie pewnie nie ma internetu ani zasiegu komorki.
No i dobrze.
Jade w dzicz.

* * *

2 komentarzy

Mam przymusowy dlugi weekend, bo, w zwiazku z jutrzejszym swietem panstwowym, fabryka zarzadzila urlop bezplatny dzis. 
No to sobie posprzatalam mieszkanie i wypralam 48 zmian poscieli dla nadjezdzajacych niebawem gosci (drugi turnus).
Wymiana maili zwiazanych z wyjazdem – absurd mode on.
Mlodsza odgraza sie, ze nie wezmie wygodnych adidasow, a wrecz przeciwnie, poleci jeszcze dzis kupic klapeczki na szpilce, z pomponikiem, i tak obuta bedzie pic malibu od 10:00 rano.
Bo to urlop a nie oboz harcerski.
W kolejnym mailu rozentuzjazmowana donosi, ze udalo jej sie kupic raki (do wspinaczki) i kompas, zeby rano moc sie dostac do lazienki.
I jak sobie ucielysmy pogawedke i zaczelysmy wizualizowac moja mame - druhne druzynowa – w traperach i welnianych skarpetach pod kolana, odgwizdujaca rano pobudke, to poplakalam sie ze smiechu, turlajac sie po podlodze z telefonem i trzeba bylo zakonczyc telekonferencje, bo nie moglam wyartykulowac nic, co daloby sie zrozumiec. 
Kocham ta wredna malpe ze jej podle poczucie humoru.

Jeszcze moze godny wspomnienia jest sobotni poranek, gdy przeciagnelam sie leniwie, spojrzalam na budzik i okazalo sie ze jest szesnasta trzydziesci rano. 
Ledwo zdazylam dopic kawe i maznac oko, a juz trzeba bylo leciec do stolicy i spiewac stolat stolat.

No i na koniec mam taki dylemat: kiedys stosowalo sie tzw „plukanke” na wlosy blond, od przedawkowania ktorej mozna bylo nabawic sie fioletowych uszu.  Ale o co chodzilo? Czy to bylo w celu uzyskania platynowego odcienia? Dobrze pamietam? To czemu nie mozna bylo sie na platynowo zafarbowac?

 
 

* * *

Brak komentarzy


Codziennie jakas nowosc na trasie praca – dom.

Wczoraj przyuwazylam dwie Arabki, zawoalowane na czarno od stop do glow, ktore wchodzily do jakiegos zakladu, wygladajacego na pierwszy rzut oka na zamkniety. W oknach grube brazowe zaslony, ani szparki, przez ktora mozna by zajrzec do srodka, wiec nie bylo widac kto i co tam robi.

Po chwili mnie olsnilo: zaklad fryzjerski dla kobiet – Muzulmanek. Kompletne przeciwienstwo fryzjerow dla mezczyzn, ktorzy strzyga sie ekshibicjonistycznie przy otwartych drzwiach, przy akompaniamencie telewizora, w towarzystwie wchodzacych i wychodzacych panow ze szklanka herbaty w dloni.

W sumie z jednej strony zazdroszcze tym babkom prywatnosci, bo zdarzylo mi sie juz siedziec z tona folii aluminiowej (poprzedzielanej pasemkami waty ) na glowie i nie czulam sie ani komfortowo ani tym bardziej sexy, wylapujac spojrzenia zdzwionych panow, ktorzy przyszli skrocic wlosy w tym samym co ja uniseksowym zakladzie. Jeden mnie kiedys zagadal „a pani co, takie dzielo sztuki, tak?”   Brrrr. Czulam sie jakby mnie ktos podgladal przy depilowaniu nog.

* * *

Moja rodzina chce mnie wykonczyc tym urlopem, przysiegam.

Jak slysze „tylko wez na pewno kurtke przeciwdeszczowa bo tam czesto pada, jak chcesz sie opalic to raczej w Belgii”.  Wiem ze Norwegia to nie Karaiby, ale blagam, chociaz ze dwa dni slonca.

Widze ze roznica pokolen coraz bardziej daje sie we znaki. Naprawde jeszcze nie jestem gotowa na urlop z krzyzowka, z ladnymi widokami ale bez slonca, bez koktaili i bez spania do poludnia.

Mamy zupelnie inne priorytety. Lubie aktywnie, ale bez musztry od switu, bo to w koncu urlop. Zasluzony i kosztowny.
No, moze sie nie pozabijamy, ale nie bedzie latwo.

* * *

1 komentarz


Na potwierdzenie wczorajszej notki kolejny cyrkowy wieczor z dzieciarami w roli glownej i perelkami jezykowymi w stylu:

„i tam byly takie nieboraczki (–>raki)”

„jest toaleta damska i panska (–> meska)”

Takie sa wlasnie uroki wielojezycznosci :)

Poza tym nie wiem. Belgijskie dzieci chodza za reke, przy nodze rodzicow, grzecznie i bezwonnie. Moj leci jak opetany zawadzajac po drodze o wszystkie schodki i murki, zarzucajac blond czupryna.

Jak ogarnac ten temperament?

Nie mam sily pisac, bo pozno poszlam spac, wczesnie wstalami ciezko mi sie dzis formuluje mysli.

Gapie sie przez okno i marze o tropikalnych plazach i drinkach z parasolka.

Wot, mgla we lbie.

* * *

4 komentarzy


Lato na calego, nie pamietam kiedy mielismy tyle dni ladnej pogody z rzedu. Rewelacja. W zwiazku z powyzszym spontaniczne wyjazdy i imprezy wyrastaja jak grzyby po deszczu – grille, weekendy w Ardenach, wieczory w ogrodkach. A za dziesiec dni bede siedziec na lezaku przed chalupa z widokiem na fiord. Zabieram ze soba adidasy, bikini, cos do picia i kielbase krakowska. Podobno wystarczy.

Juz sobie wyobrazam ta podroz. Kto widzial „Little Miss Sunshine” ten zrozumie. To moja rodzina w tym busiku. Nieprzewidywalni.

Najmlodsza weszla w czarujacy wiek przeistaczania sie w kobiete, troche jej sie miesza w glowie w zwiazku z czym.

Wczoraj przez pol wieczoru lasila sie do mamy: „kochasz mnie, kochasz? No powiedz, ze kochasz? Bo kochasz, prawda? BUZI! Kochasz?” Uo Jezu… Przez reszte czasu wyjada slodycze (chuda jak tyczka) i cwiczy uklady choreograficzne z kursu tanca.

Maz mamy, do ktorego mowimy po nazwisku (acz zdrobniale), siedzial jak skazaniec na Oliwkowym zielonym taborecie, mama weszyla jak chart klusujac w ta i spowrotem po balkonie, bo „jakis krzew tak tu pieknie pachnie i nie wiem ktory”. ja dopieszczalam Oliwka, ktoremu usmiech nie schodzil z buzi az do wieczora, kiedy to trzeba bylo isc do lozka („mama, nie umiem spac” –> nie moge zasnac).

Fajne te moje wariaty.

* * *

Brak komentarzy

Prawie sie wczoraj wytanczylam do bialego rana. Prawie, bo nie wpuscili jednego z kolegow do knajpy Wielce Ekskluzywnej w mojej wsi, bo mial lakierowane buty sportowe. Nie wpuscili, bo sportowe. Ja tez mialam sportowe, a weszlam. Wiec chyba nie o buty tak naprawde chodzilo.
Rzygac mi sie chce za kazdym razem, gdy jestem swiadkiem takiej akcji. Zasrana elita, smietanka z metnym wzrokiem. Bleh. 
Podziekowalismy grzecznie i troche nam sie odechcialo szalenstw na parkiecie.

* * *

Czekam na moja rodzinke. Nawet wymylam okna z okazji ich przyjazdu, oraz wymiotlam klepisko, teraz moge spokojnie usiac i odliczac godziny. Najpierw jednak basen.

* * *

Jestem zakochana. Ma na imie Icono i pare lat wiecej niz znana mi konkurecja. Przy pierwszym kontakcie, zanim poczulam jego smak na ustach, moje zmysly zwariowaly. Pochodzi z Chile.
Piekne, czerwone wino – Icono 2002.
Drogie nieco, ale i tak tansze niz noc w miescie, wiec randkujemy ostatnio z panem cabernetem raz po raz. W ciemnosciach kuchni :)

* * *

2 komentarzy

Moj wyemigrowany syn mowi po polsku ”plac zabaw” i „teraz nie, bo pada deszcz”.
I mnostwo innych slow.
Przeraza mnie troche mysl, ze bede go widziala przez trzy dni, a potem przez dwa tygodnie znowu nie, ale damy rade.

Powiem w tajemnicy, ze dowiedzialam sie, ze jest maskotka szkoly, wszyscy go znaja i kochaja.
no ale jak mozna nie kochac smarka, ktory w kazdym supermarkecie spontanicznie przedstawia sie paniom kasjerkom „Jestem Oliver, mam cztery lata”, bo ktoras pani w kasie kiedys go zapytala o imie i moj syn uznal, ze to czesc sklepowego rytualu.

(I tyle w nawiazaniu do poprzedniej notki, w ktorej narzekam o gadaniu o dzieciach ;)

Poza tym mam bajzel w mieszkaniu, po wczorajszej kolacji, w planie na dzis mam pojscie spac o 19:00 oraz podobno (ale cicho sza:) mnie awansowano. 

ZA JE BIS CIE 

* * *

2 komentarzy


Wciaz i niezmiennie zaskakuja mnie kobiety gadajace w kolko o swoich dzieciach.

O ile normalna sprawa jest dla mnie wymiana paru zdan na temat potomstwa (co kto powiedzial smiesznego, komu wisza gile do pasa), to godzinne wyliczanki a moj to, a dzisiaj to, a wczoraj to, doprowadzaja mnie do rozpaczy. Co mnie to obchodzi. Ja chce wiedziec jaka ksiazke przeczytala mama dziecka, co mysli o pogrzebie MJ, czy byla w kinie, czy gadala z Malinowska, jakiego kremu uzywa na noc, czy zna jakies dobre biale wino?

Ostatnio obserwowalam takie dwie kurki w pociagu.

Przescigaly sie w opowiesciach na temat majtek z sensorami dla dzieci sikajacych w posciel, wystroju klas i charakteru wychowawczyn, oraz pozaszkolnych zajec swoich pociech. Ani slowa o sobie. Ani razu „ja”, jakby przestaly sie liczyc jako kobiety i jednostki, a ich rola sprowadzala sie wylacznie do zajmowania sie dziecmi i domem.

No nie wiem, moze to ja jestem nienormalna.

* * *

Brak komentarzy


Im czesciej spotykam sie z moja rodzina, tym bardziej brakuje mi codziennego kontaktu z nimi, wspolnych sniadan, chichotu Najmlodszej, dowcipu Mlodszej i moich nietuzinkowych siostrzenic.

Najmlodsza jest najlepsza opiekunka dla Oliwka, jaka znam. Myje mu glowe i czyta bajki na dobranoc. Rozplywam sie za kazdym razem.

(Musze przyznac, ze moja mama ma wyjatkowy talent do wychowywania swoich corek :)

Zjadlam obrzydliwy lunch i stracilam ochote na siedzenie tutaj.

Rozwazam przynoszenie kanapek z domu. Jak za starych, dobrych czasow.


  • RSS