werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

* * *

Brak komentarzy

Musze przyznac, ze firma pozbawila mnie dostepu do blogusia, wiec nie mam gdzie sie wyzyc / zrelaksowac w ciagu dnia.
Podejrzewam ze nastepnym krokiem bedzie odciecie od swiatla dziennego, a zaraz po tym zakrecenie kurka w wc. Niech sobie jakos radzimy, prawda?

Chyba sobie naleje nalewki (bo – jak sama nazwa wskazuje) do tego przeciez sluzy.
Mmmmm… Wyborna.

Siedzialam wczoraj cala wkurwiona na murku przed sklepem, wystrojona jak na zaplanowane wyjscie do restauracji przystalo, podtruwalam sie dymem z cienkiego (do kompletu z sukienka) papierosa i obdarzalam wrednym spojrzeniem zatrzymujacych sie na swiatlach, zaintrygowanych scena kierowcow.
I tak sobie myslalam.
Ze powinnam przeciez siedziec w jednym z tych (albo innych) samochodow, usmiechac sie na samo wspomnienie poprzedniego wieczoru, ladnie pachniec, czuc sie bezpiecznie, wspolnie planowac weekend z Oliwkiem i emanowac szczesciem.
A siedze cala wkurwiona, wystrojona i podtruta, jak jakas drugiej kategorii ulicznica, z szumem w uszach i pretensjami do Bog wie kogo.
Wkurw rozpuscilam w restauracyjnym winie i – dopoki dzialalo – nawet (wydawalo mi sie ze) bylo cudownie.
HAHAHA
„Zlapalam dzien” tak jak kaza, tylko ze za jaja (bo ten uciekal bezlitosnie, a ja desperacko staralam sie uczepic sie czegokolwiek). Skrzywil sie zniesmaczony, uwolnil i wypial na mnie zakurzony od robot drogowych tylek.
Wobec tego obrazilam sie na Mr. Dzien Leuvenski i wyjezdzam na pare dni.
Niech sobie radzi beze mnie. Bedzie zalowal.

 

* * *

1 komentarz


Raz po raz dopada mnie bunt przeciwko doroslosci. Przeciw rachunkom, ubezpieczeniom i sprawdzaniu stanu konta. Nie wkurza mnie moja sytuacja finansowa, tylko fakt, ze musze o niej myslec i kalkulowac. O Jezu, jak ja bym chciala wrocic do domu, ciepnac torebke w kat, zapytac co jest na obiad i wyjsc na podworko (albo jak niektorzy mowia „na pole” :)

Takie mam wlasnie luksusowe problemy.

Przeprowadzka firmowa zdecydowanie na korzysc. Rany, nie pamietam juz kiedy ostatni raz pracowalam 20 min od domu. Cos pieknego. Jade sobie pusta droga, muzyczka mi gra, ptaki spiewaja, miejsc parkingowych skolka ugodna. W okolicach 15:00 jestem juz w domu i urzadzam sobie power nap.

A powinnam sprzatac.

Kusi mnie, zeby nabyc zestaw pudel i pochowac do nich siedem osmych elementow dekoracyjnych, ktorymi obstawilam miejszkanie, bo nie nadazam z odkurzaniem.

Zostawie tylko graciarnie u Oliwka, bo nie lubie minimalistycznych pokoi dzieciecych. Mlody ma caly zestaw „skarbow” (kartek, kamykow, drobiazgow niewiadomego pochodzenia i przeznaczenia), niezbednych po prostu.

No dobrze, to zrobmy cos pozytecznego, moze wypije cappucino…

* * *

Brak komentarzy


Gdyby kozka nie skakala, to by jej nozka nie bolala, a tak cierpi, glupia koza, juz trzeci dzien. O Mlodszej mowa, albowiem na piatkowych urodzinach Mlodsza byla zdecydowanie gwiazda wieczoru i parkietu, shaking that thing, kompletnie rozbroila wiekszosc towarzystwa.

Jak to jest, ze osoba (relatywnie) cicha i introwertyczna na codzien, na parkiecie dostaje amoku i nie ma zadnych zahamowan tanczac makarene i szalonego oberka, czym zmusza swoja starsza siostre do intensywnego zaciskania kolan, w celu nie posikania sie ze smiechu.

Tak, ona to potrafi ze mna zrobic.

Ale tym razem Bozia pokarala i Mlodsza dostala takich zakwasow, ze ledwo (biedaczka) moze chodzic.

Lato trwa. W wolnych chwilach wykladamy cialo nad jeziorami. Grilujemy (ciocia R. przy grilu w bialej sukience, koralach i bialych kozaczkach – Mlodsza przez cale popoludnie nie mogla sie nadziwic).

Czuje pewna presje, zeby zgubic trzy centymetry, bo jest mi cholernie niewygodnie w wszystkim, oprocz dresow. Zupelnie nie wiem jak sie do tego zabrac, bo na sama mysl o zabronieniu sobie czegokolowiek przechodza mnie ciarki.

Chyba postawie na sport.

Are you ready, panie Weider?

* * *

1 komentarz


W zwiazku z przeniesieniem fabryki jestem lekko zakrecona, bo jeszcze nie rozpracowalam wszystkich potencjalnych pulapek transportu publicznego. Dzis na przyklad autobus skrecil z glownej drogi i pojechalismy ogladac krowy i owce, przez jakies 20 minut. Nie powiem, jest to mily widok i relaksujacy, takie pola i zwierzeta w sloncu, ale nie jak czlowiek chce sie dostac szybko do roboty, zeby jak najwczesniej z niej wyjsc.

(Bo w domu Mlodsza z przychowkiem.)

Wiec byc moze, jest pewna szansa, przysposobie sobie jakis automobil i zaczne wypinac sie raz po raz na autobus.

Wracajac do wakacji w Polsce, bylo swietnie, bardzo spokojnie i jak zwykle za krotko, bo nie zobaczylam sie z polowa znajomych, ale naprawde nie dalo sie.

Natomiast czuje sie w pelni usatysfakcjonowana jezeli chodzi o zapewnienie atrakcji dziecku, bo najezdzil sie wszystkimi srodkami transportu. a podrozowac uwielbia. Podjedlismy pierogow, Oli popluskal sie w Baltyku, a ja nabylam plaszczyk Korby z „Lejdis” i pare innych gadgetow.

Spotkalam sie z roznymi ciotkami (moja kochana A, co to nigdy nie mamy siebie dosyc, Hanka i Mada, co nam przyniosly prezenty i zaciagnely do parku na dachu jednej biblioteki), oraz zdziwilam tym, jak niektorzy wychowuja dzieci (ale co ja wiem o wychowywaniu, majac takiego latwego slodziaka na stanie ;).

Wracam do papierow.

Kocham lato, mowilam juz? Blagam, niech sie nigdy nie konczy.

* * *

Brak komentarzy


Moja najblizsza rodzina trzydziesci lat temu  (link: urodziny Michala)   urodzila dziecko, zdrowego chlopczyka, ktoremu po drodze cos sie popsulo i do dzis jest dzieckiem zakletym w ciele duzego mezczyzny,

Aby zapewnic przyszlosc Michalowi i jemu podobnym, moja najblizsza rodzina splodzila drugie dziecko – Kolo Pomocy Dzieciom z Uposledzeniem Umyslowym w Swinoujsciu – ktore ma juz ponad dwadziescia lat, ma sie swietnie, ale moglo by miec sie jeszcze lepiej, gdyby bylo bogate.
Moja najblizsza Ciotka – jedna z zalozycielek – zyje tym i dla tego centrum. Dlatego bardzo prosze  rzucic chociazby okiem, a najlepiej jednym procentem podatku, bo oni tam czynia cuda:



http://www.niepelnosprawni.swi.pl/


Dzieki :)

* * *

Brak komentarzy

Chlone Polske.
To nic, ze alarm bombowy, ewakuacja lotniska, opoznienie lotu. Bo juz po chwili wyciskajacy z oczu lzy (histeryczka) napis Warszawa, przyjaciolka, plotki, wagon sypialny, polskie morze i pierogi.

Promy, PKP, autobusy, taksowki.

Pomidory (jak zwykle), Zlote Tarasy, Oliwek w falach, ja w ekstazie.
A to dopiero polowa.

Te dwa banany na buziach to mlody i ja.
BUZKAM WAS
 

* * *

2 komentarzy


Szefuncio zadzwonil z informacja, ze Oli siedzi obrazony przy basenie i nie chce sie rozebrac. Wczesniej nie dostal slodyczy wiec uciekl im i sie schowal, musieli go wyciagac gdzies z krzakow, na co zareagowal wrzaskiem, za co zebral opiernicz, co go wkurzylo, rzecz jasna.

No, mysle sobie, Synu, witaj w prawdziwym swiecie, w ktorym nie wszyscy chca i bede kupowac Ci lody dokladnie w momencie, kiedy tego sobie zazyczysz (ja tez nie kupuje, zeby nie bylo).

Jestem spokojna, bo mlody spedza czas w dobrym towarzystwie, z dwoma chlopcami, do ktorych mowi po polsku (co sam podkresla z duma) i pod czujnym okiem Szefa i jego zony.

W dodatku starsi dbaja o to, zeby dzieciaki sie wietrzyly i dobrze bawily, wiec jezdza po najrozniejszych parkach i basenach.

Ale musze przyznac, ze w pierwszym momencie, gdy R. do mnie zadzwonil i wyobrazilam sobie (tego mojego najbiedniejszego malenkiego chlopczyka, ktorego mama porzucila na caly dzien, a on teskni i umiera z rozpaczy), jak tam siedzi, odezwal sie we mnie instynkt matki – lwicy. Chcialam rzucac fabryke i biec autostrada, dzierzac buty w dloniach, zeby ratowac mojego potomka.

Ale oprzytomnialam i tylko zacisnelam kciuki za pomyslne rozwiazanie.

Bo tak naprawde wiem, ze od kiedy znalazl sie po drugiej stronie brzucha, jest Soba. Niezaleznym blondasem, sprytnym zreszta, a nie przedluzeniem mnie. Nie moge za niego zyc.

Chronie go i zapewniam dobre warunki (a moze mi sie tylko wydaje), ale nie oslaniam przed swiatem, chce zeby chlonal go pelna piersia, przebywal wsrod ludzi, mial odwage usmiechac sie do nieznajomych. No a ze czasem bedzie nie po jego mysli – taka to zyzn wlasnie.

Pietnascie minut pozniej drugi telefon, ze kryzys minal, mlody usmiechniety pluska sie w wodzie.

Sam chyba doszedl do wniosku, ze szkoda marnowac taki piekny dzien na obrazanie sie o drobiazgi.

Ma to po mnie? ;)

* * *

3 komentarzy


Jedna z wielu zalet mojego (no, w chwili obecnej) mieszkania jest wszechobecny balkon, na ktory mozna wyjsc z kazdej sypialni, duzego pokoju oraz z kuchni. Jako ze tylko tam pozwalam palic (sucz), z gory wiadomo ze kazde wieksze spotkanie predzej czy pozniej przeniesie sie wlasnie na balkon. Wczoraj Szefuncio wystawil na swieze powietrze dracene i pare doniczek z kwiatami, wiec udajemy ze mieszkam w Hiszpanii. I pieknie jest.

Mr. Olivski jest ze mna przez najblizsze dwa tygodnie. Uwielbiam czuc jego mala lapke na policzku, oraz to, ze gdy sie smieje ma takie blyszczace i figlarne oczyska. Jestem nieskonczenie wdzieczna, ze mam takie szczesliwe dziecko.

O, widze ze wlacza mi sie nastroj „kocham swiat”. I dobrze.

* * *

2 komentarzy


Juz swoje wyjezdzilam. Niech no policze… w obie strony prawie siedemdziesiat godzin samochodem, promami i autobusem. Musze przyznac, ze dzis rano mialam juz serdecznie dosyc. Nie samej jazdy nawet, tylko opoznien, korkow i braku miejsc siedzacych (dodam ze przyjechalam prosto do biura, z walizka, dwoma kilogramami lososia i odziana w seledynowe japonki, bo zapomnialam przyzwoitych butow).

Juz nie pamietam kiedy (nigdy?) spedzilam tyle czasu z prawie cala moja najblizsza rodzina i nowo przybylymi szwagrami i ich dziecmi. Naleze do bydlat towarzyskich, ale tyle ludzi dwadziescia cztery godziny na dobe potrafi niezle zmeczyc. Szczegolnie niektorzy z nich, na pewno juz sie na wspolnym urlopie nie spotkamy.

Ale tak naprawde – Norwegia jest piekna. Cicha, zielona, dostojna i swieza.

Jako ze mieszkalismy na szczycie gory i w glebi dziury zabitej deska, nie zdazylam poznac zwyczajow miejscowej mlodziezy, ani ich rodzicow.

Naprawde, nie sprawdzilam co jedza, jak mieszkaja ani w jakiej spia poscieli. Wiec bede musiala wrocic, ale dopiero wtedy jak juz zostane bogata dama, polece samolotem i nie bede musiala plaszczyc sobie pupy w niekonczacej sie podrozy, wsrod metalowcow wracajacych z W:A:O

Nie powiem, pojadlam jagod prosto z krzaczka, posiedzialam przy ognisku, skonsumowalam, porozmawialam o zyciu z przyszywana szwagierka i jej przystojnym chlopakiem, co to prawie jestesmy rodzenstwem.

Za tydzien lece do Polski. Czy odpoczne? Pewnie nie, bo podkusilo mnie, zeby wyskoczyc na dwa dni do S-cia.

Ktos chce na kawe? Albo smazona rybke?


  • RSS