werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2009

* * *

3 komentarzy


W sobote o 9:00 rano zaingurowalam rok szkolny cyrkowy. Bylam pod wrazeniem, gdy wspiawszy sie na drugie pietro jednej z miejscowych szkol i otworzywszy wielkie drzwi, nagle znalazlam sie na poddaszu gotyckiego kosciola (–> wysokie sklepienie, ostre luki i wielka figura Jezusa, nie wiem, moze tam byla kiedys szkolna kaplica, musze sie dopytac), pelnym rozlozonych materacow, podwieszonych trapezow, rownowazni, wielkich pilek i malych pileczek do zonglowania. Do tego wielkie klocki z gabki i inne akcesoria, na ktore mozna sie wspinac, budowac tunele i zjezdzac jak na slizgawce.

Rodzice musza cwiczyc razem z dziecmi (bdb na kregoslup, fajnie rozruszac stare kosci o poranku!), bo maluchy trzeba czasem przytrzymac albo pomoc przy robieniu fikolkow.

Wszystko mi sie tam podobalo, OPROCZ. Dzieciaki sa na boso, zeby sie nie slizgaly, i to jest ok. Natomiast mamusie, jezeli juz sie zdecyduja przyjsc bez skarpetek, moglyby zainwestowac w pedicure, bo zaprawde powiadam wam, kora debowa i rybia luska rzadzily. Bleh. No ale oni sie tu nie przejmuja takimi detalami. Szmineczka na ustach i krogulczy pazur. Obrzydlistwo.

Ja w skarpetkach (dzieki Bogu) wiec tylko umylam Mlodego dokladnie po zajeciach.

W kazdym razie bardzo fajny pomysl, taki cyrk dla dzieci, mlody sie podszkoli i bedziemy wystepowac na rodzinnych imprezach :)

* * *

2 komentarzy


I coz by tu.

Lekki zastoj nastapil w zyciu mym towarzyskim i rozrywkowym. Normalnie wracam do domu i robie bitki w sosie, czytam ksiazke i o 22:00 ide spac. Nawet mi sie to podoba, ostatnimi czasy (chociaz porzadna impreza – rzecz jasna – tez nie pogardze, Tylko potem sobota robi sie tragicznie krotka i to mnie wkurza.)

Mam jazde na rzodkiewki. Paczka do porannego maila, zanim zdaze sie zorientowac. Na torebce jest napisane „przekaska 1 kaloria”, wiec spokojnie potem konsumuje pozostale 300 w czekoladce do kawy.

* * *

Jestem perfekcyjna zona. Albowiem tylko taka zona wie, kiedy odejsc i zrobic miejsce mlodszej nastepczyni.

A nie, zestarzeje sie taka i wisi mezowi u boku, jak kula u nogi.

;)

* * *

Brak komentarzy


Dzisiejszy lancz mnie rozczarowal. Bardzo.Bardzo.

Pocieszam sie, ze to nie ja gotowalam i to nie ja musze sie wstydzic owocu (morza) w postaci makaronu z krewetkami i innymi muszelkami.

Spieprzyli rowno. Wzdech.

I jak to jest, ze w dzien wszystko wydaje sie proste, mozliwe i bezpieczne, a jak tylko poloze sie wieczorem, ogarnia mnie potworny strach przed smiercia, chorobami i zlem wszelkim.

Jestem gotowa walnac piescia w poduszke. NIE ZGADZAM SIE. Nie po to zakuwam slowka i wklepuje kremy, zeby gnic w piachu.

Na temat strachu o dziecko nie bede sie nawet wypowiadac, bo to jest schiza, z ktora nalezy w pewnym stopniu walczyc, zeby dziecko mialo szanse przezyc cos fajnego podczas pierwszych – nastu lat zycia.

Nawt gdyby mialo sobie przy tym stluc tylek albo rozciac glowe.

Ale nie jest latwo. Szczegolnie jak to dziecko co drugi tydzien jest poza domem i poza moimi kokoszkowymi skrzydlami.

(Dodam, ze trzy „powazniejsze” rany zadal sobie, bedac w zasiegu mojego wzroku).

Nie ludze sie, ze to kiedys minie,

A raczej bedzie jeszcze weselej, jak synek wda sie w ojca i kupi sobie bilet do Azji w jedna strone.

Ahoj przgodo.

Chyba zejde.

* * *

4 komentarzy


Na dzien dobry (mis Uszatek spiee-ewa wam… podobno ryczalam za kazdym razem, gdy mis gasil lampke. Mialam doprawdy traumatyczne dziecinstwo), no wiec wylecialam z domu bez torebki, w ktorej znajdowaly sie klucze, od samochodu, miedzy innymi. Zorientowalam sie bedac w polowie parkingu, wiec Oli skazany zostal na poranna polke – galopke, bo mamunia ma za wysoki cholesterol. Ale zdazylismy – i do pracy i do szkoly.

No i tak sobie tu teraz troche pracuje, troche kontempluje zycie, jak to w piatek.

Czytalam (najpierw w notce u Sesz, a potem w linku zamieszczonym w tej notce), o tym, jak to nalezy byc uwaznym. Tu i teraz. Skupiac sie nad tym co sie wlasnie dzieje, na biezaco.

Jezu, jak ja sie z tym zgadzam. Mam tendencje do nakrecania sie na zapas. Przyklad: siedze w biurze o 10:00 rano i juz sie denerwuje, ze o 15:00 bedzie korek, a potem, ze nie znajde parkingu itd. Zamiast skupic sie nad tym, co wlasnie robie, na wklepywaniu cyferek, pisaniu notki, albo piciu kawy, jestem cala zestresowana nieistniejaca (jeszcze) sytuacja. Bo podobno 90% rzeczy, ktorych sie obawiamy, nigdy sie nie zdarza. I tego sie trzymajmy.

Dlatego tez naprawde staram sie ostatnio robic tylko jedna rzecz w danym momencie (wbrew babskiej wielozadaniowej natrurze) i jest mi duzo spokojniej.

Gdzies tam czuje, ze moj organizm i dusza tego sie wlasnie domagaja. Raz po raz z przyjemnoscia wsiadam w autobus i kolebie sie miedzy okolicznymi wioskami przez godzine, gapiac sie bezczynnie przez okno, nic nie robiac, niczego nie muszac. Mam na to czas i lubie, szczegolnie jezeli jest niezla pogoda.

(Pewnie dlatego tez tak lubie podrozowac pociagiem, bo mozna sie wylaczyc, patrzec na krowy, podziwiac, chlonac widoki i nie myslec.)

Coraz bajdziej doceniam relaks, w kazdej postaci.

* * *

2 komentarzy


Nie wspomnialam, ze na pokazie tango trafilo mi sie wyjatkowo ciekawe towarzystwo przy stoliku. Pani w nieokreslonym wieku, wysuszona w solarium na brazowy skwarek, pomarszczona jak zwiedle jabluszko, acz dzielnie udajaca dwudziestke (z tylu). Ja wiem, ze wolnosc i swoboda, ale ta babka robila sobie straszna krzywde, starajac sie wygladac bardzo mlodziezowo.

Wlos dlugi, przerzedzony, ufarbowany na plantynowy blond i poskrecany lokowka w serpentynki. Szminka krwistoczerwona, oczy – czarna kredka. Jakis kolorowy top, spod ktorego wygladal nieproporcjonalnie duzy biust (pan doktor maczal w dekolcie swoj skalpelik, czuje). Koscista pupa obciagnieta waskimi dzinsami w diamenty. Zlote sandalki. Smutna, leciwa barbie.

Kurcze, ciekawe jak ja bede walczyc o mlodosc (bo wydaje mi se, ze bede). Mam nadzieje, ze nie skalpelem i solarium.

* * *

10 komentarzy


Dzis piata rocznica pojawienia sie na swiecie blondasa – slodziaka (i blizny na brzuchu jego matki).

Na tak powazna okolicznosc przystrzyglismy wlosy (o czym wiedzial caly blok, bo to jest operacja bardzo – powiedzialabym – glosna). Szkoda mi bylo tych bialych kosmykow, ale moj syn coraz bardziej zaczynal przypominac Oliwke i tym argumentem dal sie przekonac jakos.

Przystrzyglismy wlosy, spakowalismy ciastka dla dzieciakow z klasy, zalozylismy chudemu skinny jeans na mikroskopijny tylek i ruszylismy (jak co rano) na podboj swiata.

STO LAT
moja mala zgago, cienki sznurku, chudziaku, baczku, smrodku, kochanie i jak tam jeszcze Cie nazywam.

Moj leku na cale zlo.

Ciesze sie jak nie wiem, ze Cie mam.

Nawet jak mi spiewasz piosenki o 5 rano.

* * *

Voila, nowa kuafiura:

* * *

Brak komentarzy


Widzieliscie kiedys dinozaura? Bo ja tak. Wczoraj. Cale stado dinusiow, ktore wygladaly jak zywe, chodzily, jadly i przytulaly sie do swoich mlodych.

Jezeli show „Walking with Dinosaurs” zajedzie do Polski, to idzcie koniecznie. I zabierzcie dzieciaki, bo to bajkowe przedstawienie. Ja nie zabralam Mlodego, bo z migawek na YouTube wydawalo mi sie, ze Oli bedzie sie bal, – np. T-Rex drze jape, jak opetany. Zaluje, ale jest to do naprawienia w przyszlym roku :)

Weekend minal nie wiadomo kiedy (tradycyjnie), ale co sie dziwic, skoro galopowalismy z Oliwkiem z jednego miejsca w drugie, z pokazow tanga na urodzinowego grilla, w drugi koniec Belgii.

Jest mi dobrze. Postanowilam nie rozdrapywac wiecej publicznie swojego zycia sercowo-lozkowego, bo ekshibicjonizm w tej kwestii jednak nie bardzo sie oplaca.


Mam czerwone paznokcie, gram z Oliwkiem w Wall-E na nowo nabytym Nintendo i zasypiam z rubasznym usmiechem na ustach.

A reszta to historia ;)

* * *

4 komentarzy

Z maila od Mlodszej:


” MOGLAM  JESZCZE  POUMAWIAC SIE Z 25-27 LATKAMI , ALE WIADOMO ZE ONI RACZEJ NIE NA KAWE  LICZA  TYLKO  NA   LODA   :D”

I za to ja kocham.

* * *

Brak komentarzy


Wrocilo lato. W zwiazku z czym rozpoczelam sezon badmintonowy i nie wiem czy jest to sport, od ktorego nabiera sie krzepy, ale na pewno nabawie sie kolejnych zmarszczek ze smiechu.

Bo jest bardzo wesolo, szczegolnie jak sie gra na mokrej trawie.

Im wiecej czasu spedzam w pobliskim osrodku sportowym, tym bardziej nie rozumiem, jak mozna w ogole nie uprawiac sportow. I chyle czola przed sprzataczami tego parku, bo po boisku do nogi mozna biegac na bosaka, jest czysciutko, zadnego szkla ani psiej kupy.

Zreszta chyba sami studenci o to dbaja. Acha, dodam ze jest to miejsce publiczne i bardzo uczeszczane, bo mozna tam grac we wszystko, biegac oraz spacerowac z psem (albo dzieckiem :)

Jezu, robie sie jakas sentymentalna, nierozwazna acz romantyczna.

Zapragnelam miec album ze zdjeciami Leuven sprzed lat.

Tylko czekac jak zaczne nosic powiewne spodnice do kostek.

Dobrze ze mnie chociaz glowa lekko boli od wina, bo przynajmniej wiem, ze to wciaz ja,  nikt mnie w nocy nie podmienil.

Mlodosc:

mlodosc rozbila sobie glowe o polke pewnej znanej szwedzkiej firmy. (Ma szczescie gowniarz, ze mi mebla nie porysowal ;)

Myslalam, ze mi serce peknie. Na szczescie tym razem obylo sie bez pogotowia, bo rana byla malutka, pewnie uratowaly go zapuszczone dosc powaznie wlosy.

Kurcze, zupelnie nie mam pomyslu na prezent urodzinowy, a Oliwkowi juz za tydzien stuknie piatka.

* * *

2 komentarzy


Niezle jecze, co?

Mysle ze starczy narazie tego rozczulania sie nad soba, o ja biedna, doprawdy.


Mlody siedzial w wannie, a ja narobilam sobie loczkow na glowie za pomoca suszarko-lokowki, troche z nudow a troche z proznosci. Albo z braku lepszego zajecia.

- I co Oli, fajnie wygladam?

- Nooo, faaajnie. Jak pies Pankracy.

Kurtyna.


  • RSS