werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2009

* * *

2 komentarzy


Jak juz rozmawiamy na temat „jaka jestem”, to przyznam sie, ze postanowilam nigdy w zyciu nie uzaleznic sie finansowo od zadnego faceta. Oraz nie miec na garnuszku zdrowego i pelnosprawnego mezczyzny (oprocz mojego blondasa, of course). To znaczy: zapraszam jak najbardziej do korzystania z dobr mojej lodowki itd, ale na pewno nie bede na nikogo, kto ma dwie raczki, pracowac, bo jemu „jakos ciezko znalezc prace”. Niezaleznosc finansowa to dla mnie w tej chwili absolutny mus. Ma zarabiac na siebie, na prezenty dla mnie tez ma mu starczac, jako i mi starcza . Nie pietnuje, bron Boze, babeczek, ktore razem ze swoim partnerem zdecydowaly, ze on bedzie pracowal, a ona wychowywala dzieci, albo lezala i pachniala, czemu nie, ale ja (kobieta z przeszloscia) nie widze siebie w takiej sytuacji, bo nie lubie jak mi ktos wypomina, ile wydaje na waciki.

Mialam w rodzinie taki przypadek (w mojej rodzinie sa wszystkie przypadki, oprocz homoseksualizmu, ale nie wykluczam), gdzie dziewczyna pracowala, wynajmowala dom dla siebie i swoich dwoch corek, a jej chlopak, ktory „tymczasowo” (mialo byc na 3 miesiace, mieszkal dopoki go stamtad nie wykurzyla) wprowadzil sie do niej bo „szukal pracy” (zmieniajac kanaly w tv) powiedzial jej, ze do mieszkania nie bedzie sie dokladal, bo w sumie ona i tak przeciez musi placic za prad i internet, wiec nic jej nie kosztuje jedna osoba wiecej.

Nosz kurwa.

Oraz (tak w zwiazku z dyskusja u Pierwszej) biore na siebie wszystkie czynnosci zwiazane z moim dzieckiem (gdy przebywa u mnie), ale jezeli bede miala drugie, to spodziewam sie podzialu obowiazkow. Aczkolwiek nie wierze w „po rowno”, bo z reguly kobiety czuja sie bardziej odpowiedzialne. I sa bardziej rozgarniete, jezeli chodzi o sprawy dzieci: brudne uszy, kanapki i prasowanie ubranek. Z reguly – podkreslam.

No ja pierdziele, mi jakos nikt nie musial mowic, zeby sprawdzic co sie dzieje, jak jest za cicho w pokoju (–> broi), ani nie musze robic doktoratu zeby wiedziec, ze dzieciaka trzeba w weekend porzadnie przewietrzyc.

Dobra, nic nowego nie napisalam, ale musze sobie dzis ulzyc.

Obiecuje sobie rowniez, walac sie w piers, wychowac Oliwka na mezczyzne, ktoremu nieobca bedzie obsluga pralki i lokalizacja kontenera na smieci, bo jak widze te kaleki, co to w firmie podejmuja arcystrategiczne decyzje, a w domu nie ogarniaja wlasnej szuflady ze skarpetami, to szlag mnie trafia.

Kiedys mialam nieprzyjemnosc goscic w domu wielkiego pana dyrektora bardzo znanej firmy. Wizyty w lazience o malo nie przyplacilam zawalem, bo w toalecie plywaly kupy wszelkich ksztaltow i kolorow. Fak. Ale rzeczony VIP oczywiscie odstawiony w Armaniego. Aaaaaa….

Oj, ale mam dzis bojowy nastroj, co?

O 13:00 trzymajcie kciuki, dobra?

* * *

6 komentarzy


Dostalam wczoraj maila, po przeczytaniu ktorego potrzebowalam porzadnie sie wyplakac, wywalic z zoladka smutek i rozczarowanie, a nie moglam niestety, ze wzgledu na Oliwka.

Co by pomyslal, gdybym nagle zaniosla sie potwornym szlochem? Jak mialabym mu wytlumaczyc ze placze, bo wlasnie zarzucono mi (po raz kolejny) zmarnowanie jego dziecinstwa i ogolna sieczke w glowie.

Trzy glebokie wdechy, usmiech na twarz i powrot do ukladania puzzli, laskotek i spiewania piosenek na dwa glosy.

Oli, a gdzie jest Twoj dom? U mamy czy u taty?

Spojrzal na mnie zaskoczony: No u mamy i u taty.

Moj syn jest uosobieniem szczescia, kto go zna, ten wie, ze ten usmiechniety facecik z blyskiem w oku, jak do tej pory nie wykazuje zadnych oznak porozwodowej traumy.

Malujemy obrazki z mama, tata i Oliwkiem.

Albo duzy dom mamy. Albo dom taty.

Moj byly i ja chodzimy razem na zebrania i obydwoje uczestniczymy w szkolnych uroczystosciach. Dajemy sobie buziaka na dzien dobry i czasami pijemy kawe, omawiajac kwestie dotyczace Oliwka.

Wydaje mi sie, ze osobno jestesmy fajnymi rodzicami (jak narazie :), natomiast przestalo nam wychodzic zycie pod jednym dachem.

Jak Oli podrosnie i zacznie zadawac pytania, bede na nie odpowiadac, poki co nie widze potrzeby zeby drapac tam, gdzie nie swedzi.

Rania mnie zarzuty ze strony bliskich, szczegolnie teraz, gdy poswiecam mlodemu wiecej uwagi, niz kiedykolwiek przedtem, prowadze normalny dom i nomalne zycie.

Nie moge zrozumiec, ze zyczono by sobie, zebym pozostala w zwiazku, w ktorym bylo mi zle.

Dla tak zwanego DOBRA. Nie wiem kto mialby na tym skorzystac i w jaki sposob, chyba zebysmy grali przed Oliwkiem komedie przez nastepne 15 lat, kreujac mu obraz wzorowej rodziny.

Kon by sie usmial.

* * *

5 komentarzy


Mila atmosfere w miejscu pracy zawdzieczam glownie obecnosci Polakow (przede wszystkim Polek :), oraz czarownemu towarzystwu Irlandczyka siedzacego ze mna przy biurku.

Z tym ostatnim namietnie wymieniamy sie roznymi tabletkami, przy czym z reguly informujemy przeciwnika o dzialaniu pastylki, dopiero PO konsumpcji. Mlody jest wyjatkowo podatny i lyka wszystko. Magnez, witamine C oraz skrzyp polny (zdziwil sie, jak go zapewnilam, ze bedzie mial piekne paznokcie).

Kiedys uraczyl mnie omega 3 i przez pol dnia nie moglam zrozumiec, czemu w buzi czuje rybe, skoro wypilam tylko kawe z mlekiem :)


Z ciekawostek telewizyjnych:

widzialam reportaz o matkach ekstremalnie dlugo karmiacych piersia, rekord nalezal do pani, ktora przystawiala do cycka osmioletnia corke. Tzn dziewczynka najpierw jadla schaboszczaka (nozem i widelcem), a potem leciala sie napic do mamy. Rzyg rzyg rzyg. Nawet niech mi nikt nie wmawia, ze to moze byc normalne.

Musialy skonczyc z karmieniem, bo u corki zanikl odruch ssania, wlasciwy niemowlakom. No doprawdy, wielka szkoda.

Dodam (na deser), ze na porcje mleka zalapywal sie rowniez maz, ktory – jak stwierdzil – nie odmowilby sobie takiej przyjemnosci.

No, i tyle mam do powiedzenia na dzisiaj.

* * *

4 komentarzy

Z cyklu „A to Belgia wlasnie”:

dzis w warzywniaku widzialam dorodne orzechy wloskie, po 0.30 eur… ZA SZTUKE.

* * *

4 komentarzy


Ogladam facetow w pracy i niestety nie padam z zachwytu. Szczegolne uczulenie mam na odmladzajacych sie na sile, wybrylantowanych (albo moze po prostu nie umyli) lowelasow z wlosami do ramion.

Szczegolnie jak taki jeden w firmowym snack barze (gdzie podaja albo latte, albo espresso) zamawia „podwojne cappucino z odtluszczonym mlekiem”. No zebys sie nie skichal, fircyku jeden.

Nie znosze takich elegancikow prosto z solarium.

Pare tygodni temu gralam w karty ze znajomymi i jednym obcym mi czlowiekiem, ktory usmiechal sie zawadiacko i mial najpiekniejsze oczy na swiecie. Mowil do rzeczy i ze spora dawka humoru, takiego wrednego, jaki mi najbardziej odpowiada.

Bardzo sie zdziwilam, gdy wyszeptano mi w ucho, ze nigdy nie mial dziewczyny. Hm. Nie zebym cos chciala zmienic w tym temacie, bo (miedzy innymi) mial 15 lat mniej niz ja.

Ale co? Po chwili czar prysl, bo zaczal obgryzac paznokcie, robiac przy tym tak debilna mine, ze trudno mi to opisac slowami. Normalnie az mna zatrzeslo.

Reasumujac: malo jest tu fajnych facetow, wzdech, a zaczepilo by sie na kims oko raz po raz.

* * *

6 komentarzy


No i potwierdzila sie moja teoria o zlym wplywie pracy na wzrok, bo jakims cudem w weekend skonczyl sie problem z okiem. Dzieki Bogu.

W weekend nawiedzila mnie czesc przybranego rodzenstwa. Oprowadzilam ich po moim czarujacym miasteczku, posiedzielismy w ogrodku (szczekajac zebami co prawda), najedlismy sie fajitas i wytanczylismy jak na sobotnia noc przystalo. Moja sytuacja rodzinna zmienila sie -nascie lat temu, gdy nagle z dwojki zrobila sie, nas – dzieci, piatka. Na szczescie dla moich (naszych) rodzicow, od poczatku swietnie sie dogadujemy, jestesmy w podobnym wieku oraz mimo dzielacych nas kilometrow i narodowosci, zawsze mamy o czym pogadac i bardzo sie lubimy. Lubimy rowniez swoich mezow, zony i innych zyciowych partnerow, niektorych bardziej, innych tylko troche, ale kazdy jest milo widziany (aczkolwiek niektorzy raczej na jeden wieczor niz na wspolne wakacje).

Fajnie jest miec duza rodzine. Uwielbiam swiateczne albo urodzinowe spedy, zawsze jest wesolo i jest co potem wspominac. Szczegolnie jak sie ma takie egzemplarze w rodzinie, jak moja Mlodsza. Albo Najmlodsza. Unikatowe sztuki, zapewniam.


Po czym poznac ze robi sie zima? Bo koledzy z biura zaczynaja przychodzic do pracy z papierowymi maseczkami na twarzy. Przepiekny widok.

* * *

4 komentarzy


Przyznam sie jeszcze, ze cienka jestem w temacie chorob i innych niedomagan ludzkiego ciala.

W sensie, ze slabo znosze i duzo sobie wyobrazam.

Juz sobie zdazylam zwizualizowac rozne makabreski, zwiazane z tym, co (na pewno) jest przyczyna opuchnietej powieki.

I nie dja Boze wyguglac sobie „opuchnieta powieka dolna”, bo internet raczej do optymistow nie nalezy.

W tym konkretnym przypadku odeslal mnie do forum dla kulturystow i kazal odstawic niacyne (ke???) oraz ze niby moze mam chorobe nerek.

No to dziekuje bardzo.
Jest mi duzo lepiej.

* * *

Brak komentarzy


Wiem ze gentlemani o pieniadzach nie rozmawiaja, ale slowo daje, ze szczeka mi wczoraj opadla, podczas placenia za kropelki-srelki i tabletki-sretki, w Polsce za te pieniadze wynioslabym pol apteki.

No ale, jak juz wczesniej ustalilismy – na zdrowiu nie oszczedzamy, tak?

Dzis rozpoczelismy sezon porannego drapania szyb. Chyba zainwestuje w jakas przyzwoita skorobaczke, bo karta z ubezpieczalni bylego meza daleko nie zajade. Nie bylo latwo.

(dla sledzacyh historie latajacego oka – dziekuje bardzo, lata jak opetane, bez zmian).

I tyle sie wczoraj wydarzylo ekscytujacych rzeczy, ze sama nie wiem od czego zaczac… Czy od wyniesienia butelek do kontenera (znaczna przewaga szkla kolorowego nad bialym), czy opisac ze szczegolami wlasnoreczne obcinanie sobie grzywki (nie powiem, awangardowo wyszlo)? Bo o pieczeniu kurzych lapek (gornych) z jablkami, to nawet nie smiem. Boje sie, ze co wrazliwszy czytelnik moglby tego nie przezyc.

Szalenstwo i rozpusta non stop, no mowie przeciez.

Ide strzelic sobie kawke. Oko, miej sie na bacznosci, bo za chwile zaczynamy akcje…

* * *

7 komentarzy


Podobno w Warszawie spadl snieg? Bez zartow prosze.

Zauwazylam ciekawa prawidlowosc – oko lata mi prawie wylacznie w pracy, przed komputerem. Czarowny pan doktor powiedzial, ze nawet nie zdaje sobie sprawy, ilu ma ostatnimi czasy pacjentow z ta przypadloscia. Stres i zmeczenie. Nie mam specjalnie stresujacego trybu zycia i chodze spac o 22:00, wiec ki czort, pytam sie?

„Mama, a jak zrobe siku do lozka, to bede musial przyjsc spac do ciebie, tak?” podpytuje maly cwaniak i wyczuwam narodziny chytrego planu, na ktory nie mam zamiaru dac przyzwolenia.

„Nie, pojdziesz spac do tego malego pokoju, gdzie jest zimno i nie ma poscieli” mowie, zeby zrozumial, ze sie nie oplaca.

Rano spod koldry w cyferki wystaja tylko drobne stopki, ktore mam ochote schrupac do kawy. Drapie go w piety i slysze „Aaaaaaale dobrze spalem”.

Caluje go soczyscie i slysze, ze mam ladne kolczyki. „Masz kolczyki z cukiereczkow”. Rzeczywiscie, tak wygladaja.

Jestesmy szczesliwi, coraz rzadziej zdarzaja nam sie proby sil, bo wszystko mozna spokojnie wytlumaczyc. Nie moglam sobie wymarzyc lepszego potomka, slowo daje.


W drodze do biura spotykam Polaka z sasiedniego dzialu i zanim dojdziemy do drzwi, obydwoje zasmiewamy sie w glos, narzekajac przy okazji na przedwczesne zimno.

Jest dobrze. Na wszystkich plaszczyznach. I chodze spac o 22:00

Wiec skad latajace oko?

* * *

Brak komentarzy

Zasluzylam sobie.


  • RSS