werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2009

* * *

2 komentarzy

80% czlonkow mojej rodziny to kobiety. Facetom ciezko z nami wytrzymac, albo moze sa z nich mieczaki, bo odpadaja w przedbiegach. No chyba ze maja 5 lat i w ich zylach plynie moja krew, to zatrzymuja sie na dluzej.
Strzepki poswiateczne:

Najmlodsza z jedna z siostrzenic otworzyly w sypialni „Masasz – salon otfarty”, wiec zapisuje sie na godzine 16:00.
Pod sciana stoja dwa krzesla (-> poczekalnia), potulnie zajmuje miejsce obok mojego syna (nieco oniesmielonego palacymi sie swieczkami i przyciszona muzyka).
W koncu zostaje zaproszona na lozko i cztery mlode raczki zaczynaja ugniatac mi plecy.
Zanim sie zorientowalam dwie z tych raczek skoczyly do lazienki i juz po chwili zostalam spryskana od stop do glow odswiezaczem powietrza o zapachu szyszek. Bleh, ale leze dalej.
Po paru sekundach podlatuje Oliwek i wklada mi dwa palce w uszy.
Zrelaksowalam sie jak nic.

* * *

Oli wpadl na mnie, trzymajac w ustach papierowo-plastikowa trabke urodzinowa. Na nieszczescie tak niefortunnie, ze cholerny plastik zryl mu podniebienie, kolana mi zmiekly jak zobaczylam w buzi wiszacy kawalek miesa.
Dzieki Bogu skonczylo sie na jednodniowej diecie plynnej i plukaniu szalwia, bo rana okazala sie mniej grozna, niz poczatkowo wygladalo. Przestraszylismy sie potwornie.
Ex potwierdzil przy okazji wizyty u dentysty, ze goi sie bez problemow, wiec kamien z serca.

* * * 

Mimo obecnosci Rodziny, tesknie za swoja wlasna mala prywatna rodzinka,  pandorowy koralik od Mlodszej wywoluje usmiech na ustach i juz nic nie musimy dodawac. Co komu czego zyczy.

* * *

Urywamy sie z Mlodsza na jeden wieczor w miasto. Graja swietna muzyke, ale jest za malo ludzi, zeby tanczyc, wiec pijemy drinie i obgadujemy swiat.
Moja Mlodsza jest mistrzynia swiata w wymyslaniu historii o Marianach i Mariolkach (stereotypach Polakow mieszkajacych na Wyspach).
Patrz Mariany przyszly. Plecacki sa, wasy, kurtki skorzane sa, kobiety w drzwiach przepuscili, nasi jak nic.
Dzieki Bogu wrocilysmy do domu dokladnie w momencie, gdy rozchorowala sie mama, nie wiadomo od czego, ale zatrula sie potwornie i przesiedzialysmy na fotelach do piatej rano. Horror.
Jak juz polozylam sie spac, to moj syn zdecydowal, ze jest dzien i przepytywal mnie z angielskiego (wtracajac raz po raz piosenke ze szkoly, rzecz jasna).
Nie pierwsza to trzygodzinna noc w moim zyciu i pewnie nie ostatnia.

* * *

I nigdy nie bedzie juz tak, jak kiedys. Wydarzenia ostatnich 3 lat zmienily stosunki miedzy nami tak bardzo, ze juz nie mialybysmy o czym rozmawiac do piatej rano. Szkoda, ale najwidoczniej taka jest kolej rzeczy.

I tak jestem szczesliwa.

* * *

3 komentarzy

Sobota, prawie dziewiata rano.
Jestem wyspana, wykapana i gotowa na podboj swiata.
To znaczy  bylam. Ale od poczatku.
Perspektywa porannej wyprawy piechota przez snieg (do szkolki cyrkowej Oliwka) troche malo mi sie usmiechala, ale coz.
Mlody odspiewal mi o swicie piosenke wlasnej kompozycji (tradycyjnie siedzac na lozku w kompletnych ciemnosciach), wystroilismy sie w podwojne spodnie i czapy baranie, zabralismy termos z kakao i ruszylismy w droge.
W polowie drogi cos dziwnie zaczelo mi sie isc. Co jest grane – mysle – spodnie mi sie kurka podwinely, czy co?
Nie.

Nie nie nie

To stare solidne buty Salomony, wyciagniete z pudla specjalnie na okazje sniegow belgijskich, postanowily odkleic sie od podeszwy prawie na calej linii, to znaczy podeszwa trzymala sie tylko na palcach.
OBA sie rozkleily – dodam.

Mialam ci ja buty gorskie, a mam (kurwa) kastaniety. 
Nie bede wdawac sie w szczegoly, ale pewnym wyzwaniem bylo wrocic do domu niby ze normalnym krokiem, nie zwaracajac uwagi przechodniow. 
Klapalam jak stara szkapa po bruku.

A Oli do rytmu tanczyl flamenco.

(Ale humor za to mam doskonaly :) 

* * *

2 komentarzy


Przy chorobie obejrzalam caly sezon 5 Desperatek, ktore kocham miloscia nieodwzajemniona, zaloze sie.

I musze przyznac, ze jedno z wystepujacych tam dzieci tak wybitnie dziala mi na nerwy i jest tak zatuczone, ze chcialabym nakopac do tylka jego prawdziwym rodzicom, jezeli to oni do tego dopuscili. Tragedia po prostu.

Nie wiem ktora z serialowych bohaterek kocham najbardziej, ale chyba Lynette, oraz Eddie kocham za komentarz, ze twarz pani Mc Cluskey wyglada jak kolano.

* * *

2 komentarzy


Czy ja kiedys zmadrzeje, uspokoje sie i wycisze? Watpie. W zwiazku ze sniegiem, (ktory spadl wczoraj, podczas gdy ja dogorywalam byla pod kocem) jestem zupelnie rozwalona. Rozanielona i kocham swiat. Tak wlasnie dziala na mnie biel i wirujace platki. I nie obchodzi mnie ze komus sie tam dluzej jedzie, bo korek. Mi tez sie dluzej jechalo do pracy, a jednak uwazam ze tak wlasnie ma byc, jest grudzien i ma byc zimno i sniezno.

Jeden glupek zadzwonil, zeby mi dac posluchac, jak snieg skrzypi pod butami.

Za to kocham glupkow, za zwracanie uwagi na takie szczegoly, bo ja tez zauwazam skrzypienie sniegu (ja = glupek).

Wierze, ze to beda wyjatkowe Swieta, chociaz jeszcze niedawno wcale nie mialam na nie ochoty.

* * *

1 komentarz


Jednak wylaze z dolu (kolejny dol? miejmy nadzieje ze ostatni w tym roku). Kupilam choinke, ubralam, ustawilam na honorowym miejscu i sie ciesze. Choinka budzi we mnie swiateczny nastroj i dzieki Bogu, bo czas zrobic jakies zakupy. Szczegolnie dlatego, ze zbliza sie najazd mojej rodziny, a my lubimy jesc.

W niedzielne popoludnie, zupelnie juz rozochocona zblizajacymi sie swietami, wyruszylam na miejscowy Christmas Market. A tam czapki Mikolaja, ceramika z Boleslawca i tlum maszerujacy krok za kroczkiem, niczym pielgrzymi w Mecce. Masakra. Co roku zapominam, ze nie lubie tego rynku i przypomina mi sie dopiero jak zostane wessana przez tlum i piec osob z rzedu nadepnie mi na palce.

* * *

Mimo tego ze strasznie, ale to strasznie brakuje mi jego podlego towarzystwa, doceniam spokoj pod kocem, herbate z cytryna i kolejna serie Desperatek.

Taka niby jestem kozaczyna, co wie, co dla mnie dobre, ale ciagle mnie gdzies uciska dawno zaplanowany wyjazd i jego odwolanie, dwa talerze mniej przy Wigilijnym stole i takie tam.

A najsmieszniejsze jest to, ze umiem sie z nim kumplowac, mozemy sobie isc na kolacje i przeplotkowac caly wieczor, obgadac wspolnych znajomych, prace i rodzine, bo znamy sie juz tyle lat, ze nie musimy sobie niczego od poczatku tlumaczyc.

Wczoraj zaprosil mnie do meksykanskiej.

W drodze powrotnej z radia poplynal Seal „Stand by me”.

O Jezu, tylko nie mysl, ze ja tu cos insynuuje, bo na codzien puszczam hip hop a tu nagle romantyczne kawalki.  Usmiechnal sie i „przewinal” piosenke.

A nastepna okazalo sie „If you don’t know me by now…” No jeszcze lepsza. :)

Spedzilam bardzo fajny wieczor, a dzis z czystym sumieniem spedze kolejny –  pod kocem, bo ze swiatecznego rynku przywloklam taki katar, ze hej.
Dzieki Bogu ze firma sponsoruje chusteczki higieniczne na biurka.

* * *

Brak komentarzy

Gdyby zostal meska prostytutka, bylabym jego stala klientka.
Na dzien dzisiejszy :)

* * *

5 komentarzy


Co rano odgrazam sie piescia. ze ja temu swiatu pokaze, jak tylko wyjde z pracy, to zrobie i tamto zrobie, a potem nie robie nic, bo walcze z zamykajacymi sie oczyma (zaraz po tym, jak skoncze walke z nieletnim synem).

Ale dzisiaj to juz na pewno. Awans oficjalnie potwierdzony, wiec oficjalnie moge swietowac.

Skorzystalam pare dni temu z oferty podwiezienia sie do domu. Oferte zlozyl zapraszajacym gestem dloni pewien mlodzian, ktorego znam z salsowni.

Okazalo sie, ze nie byl to najlepszy pomysl, bo w 30 sekund po tym jak trzasnelam drzwiczkami upewnil sie ze nie mam faceta i zaczal zadawac pytania w stylu: „no a co robisz, jak ci sie bardzo chce”. No slowo daje. Chyba nie udzielilam poprawnej odpowiedzi (–> „wsiadam po pracy do samochodu chlopaka z mojej wsi i zaciagam go do domu na szybki numerek”), albo pomyslal, ze nie zrozumialam pytania, bo zaczal drazyc temat w tak nachalny sposob, ze zaczelam odmawiac zdrowaski, zeby mnie gdzies w krzuny nie zawiozl. No ale nie zawiozl na szczescie.

W ogole – tydzien pelen anegdotek :)

Dwoch moich kolegow wybralo sie w sprawach administracyjnych do Holandii i w drodze powrotnej, w pociagu, pies brygady antynarkotykowej zatrzymal sie prz nich, usiadl i szczeknal, a to podobno oznacza ze wywachal dragi. Panowie policjanci wyprosili moich kolegow z przedzialu i wzieli na kontrole osobista w tamtejszym komisariacie.

Kontrola polegala na tym, ze chlopcy musieli rozebrac sie do naga oraz dac sobie sprawdzic dlonia w rekawiczce, czy nie ukryli heroiny w jelicie grubym. Ja pierdziele.

Nie musze dodawac ze zaden z nich nie bierze, nie handluje, ani nie przesiaduje w coffie shopach. Przezyli traume, naprawde.

I wspolczuje im straszliwie, bo sama nie wyobrazam sobie takiej akcji (przez jakiegos starego kundla, o slabym wechu), ale z drugiej strony wspolczuje rownierz policjantom, ktorzy musza w ten sposob kontrolowac Bog wie ile osob dziennie.
Takze juz nie narzekam, ze kawa w biurze niedobra.

* * *

1 komentarz


W pracy poslugujemy sie z K. jezykiem polskim, pozbawionym miedzynarodowych slow (szczegolnie tych zwiazanych z praca). Doszlysmy do perfekcji w wymyslaniu zastepczych okreslen, a moja kolezanka wczoraj doprowadzila mnie do lez zaczynajac zdanie od: „a ten napisal u siebie na twarzy-ksiazce…”. Piekne, prawda?

Wizyta Szefuncia zaowocowala tona lektury, schabow i sliwek suszonych prosto z Polski, oraz dosyc powaznym problemem ze wstaniem dzis rano do pracy. Rowniez dlatego, ze Oliwski wpakowal mi sie do lozka i tak smacznie chrapal, ze nie mialam serca obudzic go wczesniej, niz bylo to absolutnie konieczne.

Wieczor przesiedzielismy (jak zwykle) w kuchni i omawialismy nasze skomplikowane relacje damsko-meskie. Szefu powiedzial, ze gadam jak facet. Ze za logicznie i po mesku mysle (czy to komplement?).

Faktem jest, ze nie naleze do zwiewnych nimf i raczej wyraznie artykuluje swoje opinie i potrzeby (–> seksu! kotleta! wina! ), ale zeby zaraz JAK FACET?

Jezeli rzeczywiscie w tym kierunku ewoluuje, to tylko czekac, a pewnego dnia wyrosnie mi imponujacych rozmiarow (rzecz jasna) ptak.

I to w sumie uspokoiloby na chwile mojego syna, bo ostatnio z lekkim przerazeniem zauwazyl, ze mi JESZCZE pimel nie urosl.

* * *

4 komentarzy


Po zyczeniach „chcialbym dostac piracki statek”, „chcialbym cos ze szkla”, przyszedl czas na wyszeptane w strone gwiazdki na niebie „chcialbym zeby mama i tata mieszkali w jednym domu”.

Nie ma slow, ktore oddalyby, co poczulam w tamtej chwili. Wiem, zeby chcial. Pieciolatki doskonale czuja co i jak, nawet jezeli nie rozumieja do konca dlaczego.

Synku…

Chcialam go przytulic i juz nigdy, nigdy nie wypuscic z ramion.

Ukochaj. Zapiszczal i przycisnal mnie do chudego pyszczka.

Daje mi tyle pozytywnej energii i notorycznie rozczula. Przyglada sie ciekawie i mowi „mas ladnie kolciki”.

Mam nadzieje ze bede na tyle dobra mama, zeby nie mial mi za zle.

* * *

Brak komentarzy

Z pola randkowego: dostalam ze dwadziescia wirtualnych rozyczek i juz. I co ja mam – pytam sie – z tymi rozyczkami zrobic? Zapisac sobie na twardym dysku?? Bez sensu zupelnie jest ten serwis i ci panowie po nim sie blakajacy.
Z mojej kolejnej, dawno nie odwiedzaniej salsowni, zrobil sie punkt zborczy miejscowych szwajcarow (wiecie kogo).
Oblepiaja kazda napotkana kobiete jak muchy, jest to malo przyjemne, no chyba ze ktos bardzo lubi :)


  • RSS