werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

* * *

3 komentarzy


Mowilam juz, ze jestem doskonala ofiara dla wszelkiego rodzaju demonstracji super produktow, bez ktorych nie warto zyc. No. To wczoraj (zachecona jednym tekstem w internecie) nabylam sokowirowke i spodziewam sie cudu. Juz na dniach.

Przetestowalismy z Mlodym natentychmiast i oprocz swiezego soku z marchwi (bdb), mielismy tez fajna zabawe, bo obsluga tego urzadzenia jest very cool (stwierdzil moj syn).

Mama, uczymy sie teraz w szkole o Haiti.

Tam duzo ludzi nie zyje i duzo nie ma domow.

Mozemy tam pojechac i pomoc im budowac domy?

Tylko najpierw oczywsice musimy powiedziec Bob’om Budowniczym, ze chcemy im pomoc.

Mama, jak sie uczymy w szkole o Haiti, to jestem taki zmeczony…

W inne dni nie, tylko jak o Haiti.

* * *

2 komentarzy


Mimo tego, ze padlam wczoraj o 21:30, nie czuje sie wcale jakos specjalnie super wyspana. A szkoda.

(Eire, padalcu, zazdroszcze Ci tego urlopu jak nie wiem!)

Przez ostatni rok bardzo ograniczylam kontakty ze znajomymi, w tym roku zamierzam to naprawic, bo przeciez lubie przebywac wsrod ludzi i absolutnie nie nadaje sie na pustelnice. Troche jestem na siebie zla jak pomysle ze tak dalam sie oszolomic. Czulam sie winna robiac to, co naprawde sprawia mi przyjemnosc, a co on uwazal za glupie.

No ale to juz nalezy do przeszlosci, ten rok jest moj. Mimo tego, ze zaczal sie fatalnie.

Od dawna balam sie, ze ktoregos dnia cos stanie sie mojemu ojcu (dostanie wylewu i paraliz przykuje go do lozka) i nie bedzie mial kto sie nim zajac.

Obydwie z siostra mieszkamy daleko i (szczegolnie ja) mialysmy z roznych powodow ograniczony kontakt z tata.

Dziekuje Bogu, ze mieszkal u niego ten pijak, bo kto wie ile czasu uplynelo by, zanim ktos z rodziny (tej przez mini „r”) by go znalazl.

Pare tygodni zapewne.

Natomiast od dnia smierci w domu notorycznie krecili sie ludzie. Szwagrowie i pociotki, ktorych tata nie znosil.

Zlecieli sie w tri miga, zeby obskubac chalupe z czego sie tylko dalo, sprzedac ja w cholere i podzielic sie kasa.

Byl to najobrzydliwszy tydzien w moim zyciu. Takiego falszu, pazerstwa i braku szacunku dla zmarlego jeszcze nie widzialam.

A teraz czekam. I jeszcze nie powiedzialam ostatniego slowa. Ale zbieram sily, bo czuje ze beda mi potrzebne.

Smierc taty bardzo zblizyla mnie do Mlodszej. Mamy wspolnego wroga i (mimo roznicy charakterow) ostatnimi czasy rozumiemy sie bez slow.

* * *

3 komentarzy


Zebysice mogli zrozumiec fenomen Dzikiej, musialabym was sprowadzic do firmy na tydzien i posadzic obok niej przy biurku. Pewna jestem ze nikt tygodnia by nie wytrzymal, zwialibyscie po dwoch dniach, rwac wlosy z glowy.

Dzika zna sie na wszystkim i o wszystkim opowiada. Bez przerwy. Wystarczy zapytac o dzien tygodnia, a ta samonapedzajaca sie gadaczka bedzie przez dziesiec minut snuc historie o czasie i kalendarzach. Straszna to przypadlosc. Unikam nawet kontaktu wzrokowego z obawy, ze rozgada sie na temat cieni do oczu, gdy tylko mrugne powieka.

A dzis malo nie padlam zemdlona widzac, ze usadzila sie goscinnie na miejscu po mojej lewej stronie. Wtraca sie do kazdej prowadzonej przez mnie rozmowy i odpowiada (!) na zadawane MI pytania.

No slowo daje. Do 16:00 moge nie zdzierzyc.

Kolejny dowod na to, ze zamieniam sie w faceta. Radosne pitolenie o niczym doprowadza mnie do szalu.

Nie mylic z konstruktywna dyskusja na temat wodoodpornych maskar. Ktora warto kupic, gdzie i za ile. Krotko i konkretnie.

* * *

Brak komentarzy


Ano nic ciekawego sie nie wydarzylo w ten weekend. Moze i na szczescie, n’est-ce pas?

Bylismy z Mlodym na spacerze w obrzydliwa pogode, ale musialam go wywietrzyc, wiec trudno, parasol i bez wybrzydzania.

Nie moge sie juz doczekac kiedy wsiade w autobus i bede czytac „Millenium”.

Oraz kiedy wciagne mega frytki na lunch.

* * *

4 komentarzy


A ja, w przeciwienstwie do Ciebie droga Eire, mam usmiech na twarzy na mysl ze od wrzesnia moj syn pojdzie do szkoly.

W zasadzie juz prawie chodzi, bo tu sa trzy klasy przedszkolne („normalna” szkola podstawowa jest w tym samym budynku), ale narazie jeszcze glownie sie bawia, chociaz dostaja tez zadania, ktore musza wykonac w okreslonym czasie.

Oli liczy, dodaje, dzieli na sylaby, rymuje i wymienia po kolei planety ukladu slonecznego. Jest moj, chce go schrupac i zaklepac na amen w chuda dupke, ale jednoczesnie przygladam mu sie z boku, malemu samodzielnemu czlowieczkowi, nad ktorym poki co mam jeszcze spora kontrole. Mam nadzieje ze wytworzy sie miedzy nami taka wiez, ze zawsze bedzie chcial do mnie wracac, z kazdej najdalszej podrozy. I po kazdej klotni. (Dopoki nie zawladnie nim jakas mloda zolza, do ktorej bedzie wracal chetniej, rzecz jasna ;) Proste niby to wszystko, ale pelne zakretow.

No dobrze, to teraz moze porozmawiajmy o mnie.

Zrobilam sobie sesje fotograficzna – rentgenowska u dentysty. Slowo daje, jakby mi ktos pokazal te klisze, pomyslalabym ze to malpa czlekoksztaltna z profilu. A to ja. Po zebach trudno poznac.

W kazdym razie w dziale Szczekowym wszystko gra, w pozostalych rowniez, bo okresowo przebadano mnie w pracy. I to jest dobra wiadomosc na poczatek AD2010.

W tym roku zapowiadaja mi sie wakacje w dalekiej Afryce, wiec az mnie ciarki przechodza na sama mysl. Nie zapeszam, ale bardzo, bardzo bym chciala.

A chciec to podobno moc.

* * *

7 komentarzy


Lezac na kozetce u kosmetyczki myslalam sobie, ze to juz TEN wiek, kiedy czlowiek woli pare euro zainwestowac w swoja twarz, zamiast je przehulac w knajpie, bez obawy o worki pod oczyma.

Oh well…

Czy nie nalezaloby aby na dniach rozebrac choinki?

* * *

2 komentarzy

Jest taki filmik na Youtube, w ktorym pan przedstawia roznice miedzy meskim i damskim mozgiem.
Panowie maja w glowie pudelka, na kazda rzecz z osobna, i otwieraja zawsze tylko jedno pudelko, nigdy dwa naraz. I te pudelka sie ze soba nie stykaja.
Natomiast kobiety maja nieksonczona ilosc kabli, przenikajacych sie i przesylajacych sygnaly we wszystkie strony jednoczesnie, w zwiazku z czym kobiety mysla caly czas o wszystkim.
I malo od tego nie oszaleja.
Zgadzam sie. Dlatego zmieniam plec. 
Od dzisiaj jestem facetem. Jadac autobusem, wylacznie jade, zamiast planowac zakupy, sprawdzac czas co piec minut, zastanawiac sie czy moi dzisiejsi kursanci beda szujowaci i czy znowu sie nie wyspie.
To dziala.
Dojechalam na czas, przeszkolilam sliczna Amerykanke, wrocilam do domu, zgarnawszy ze szkoly Mlodego, wykapalam wyzej wymienionego i nakarmilam. Juz spi.
Czyli ze mozna. Swiat sie nie zawalil, ani nie zabraklo mi (z powodu braku szczegolowego planu dnia) pieciu godzin na codzienne rytualy.
Bardzo, bardzo podoba mi sie bycie facetem.

A w kolejnym odcinku bedzie o tym, jak nie dostac zawalu przy pieciolatku, ktory ciagle cos sobie wsadza w oczy, obtlukuje glowe i siniaczy okolice piszczeli. Wszystko to w mojej obecnosci, rzecz jasna.
Rozwazam unieruchomienie bandazem elastycznym i usadzenie na sofie. Na stale.
 

* * *

7 komentarzy

Znowu obcielam wlosy, po raz kolejny chcialam sobie zapuscic „dlugie” i po raz kolejny szlag mnie trafil, jak przestaly sie ukladac, wiec im dalam wczoraj popalic.
A chlopaki nawet nie zauwazyli, ze ubylo mi jakies 8 cm.

W roku 2010 obiecuje sobie zdrowiej zyc i cieszyc sie tym, co mam. A mam naprawde wszystko, wiec zupelnie nie rozumiem skad biora mi sie te chandry i zacisniete usta.
Odbija mi, nie mam problemow, wiec sobie wymyslam.
Acha i jeszcze obiecuje sobie nie zamartwiac sie na zapas, bo to tez moja specjalnosc ostatnimi czasy. A tak sie potrafie nakrecic, ze hoho.
A potem okazuje sie, ze niepotrzebnie, bo wszystko idzie po mojej mysli.

Na przyklad podroz ze S-cia zafundowalam sobie (ja tak lubie) 22-godzinna, w te sniegi w dodatku, wiec moglo sie nie udac.
A tu i prom odbil na czas, busik do Szczecina byl ogrzewany i przeczytalam cala gazete. Potem dawno niewidziany znajomym zabral mnie na kawe i ciacho oraz odwiozl na dworzec pkp.
Stamtad busik do Berlina szybciej niz planowano zajechal pod lotnisko Tegel, z ktorego w parenascie minut dojechalam na dworzec autobusowy.
Znalazl sie czas na samotna kolacje w argentynskiej knajpie, lampke wina i spokojne umiejscowienie sie w autobusie do Brukseli.
W stolicy znalazlam sie zgodnie z rozkladem jazdy o 6:00 rano, a godzine pozniej spalam juz we wlasnym lozku.
W drodze mialam mnostwo czasu na czytanie, wiec prawie skonczylam pierwszy tom Millenium.
I nic sie nie spoznilo, ani nie utknelo w sniegach, korkach czy innych.
Bylo przyjemnie i w sumie calkiem wygodnie.
I nawet nie tak straszliwie drogo.
Wiec czym sie martwilam trzy dni przed?

Acha, i obiecuje sobie wiecej podrozowac z Oliwkiem.

* * *

Brak komentarzy

Ciezki to byl tydzien, bo sam pogrzeb Taty, bo okazalo sie jaka jest ta rodzina naprawde, ile wyostrzonych pazurow i jadu plynacego poprawna polszczyzna z wielce mi inteligentnych ust (popijajacych w miedzyczasie schowana wodke, prosto z gwinta).
Cos sie skonczylo, bo opustoszal dom, w ktorym spedzilam siedemnascie lepszych i gorszych lat.
Dom z portretami, papierosnicami, barometrem i straszna piwnica.
Nikt tego nie uszanowal, ze tam jest kawal naszej rodzinnej historii.
Zamiast najblizszych, na pogrzeb stawilo sie stado sepow.

Ale rowniez spedzilam wyjatkowy tydzien z Mlodsza, po raz pierwszy bez dzieci. Z wygospodarowana chwila na wspolny obiad w restauracji, na zalatwienie wszystkich papierkow i na mocny uscisk dloni na cmentarzu.
Ona pyskata a ja rozwazna. Dream team.

W miedzyczasie Oliwkowi wypadl pierwszy zab.

* * *

9 komentarzy

01.01.2010 zmarl moj tata.

Idzcie i usciskajcie swoich, bo naprawde nie wiadomo komu kiedy pisane.


  • RSS