werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2010

* * *

3 komentarzy

Nowa, wspolnie wybrana posciel, rozmowy o dziecku i delikatne przestawianie mebli. Planowane wizyty rodzinne, dalekie urlopy, komunie swiete. Wspolne mycie zebow, smazenie omletow. Odslanianie miekkich czesci ciala i duszy, niespieszne zagrzebywanie sie w drzewie genealogicznym. Swiadkowanie smierci, wycieranie lez, odbicie nagich cial w lustrze. Masowanie stop, krojenie papryki.
A potem nagle wszedzie pusto, w kazdym zakatku mieszkania, w glowie, w kalendarzu.
I trzeba zaczynac od nowa. 
Wtorne dziewictwo ze zmarszczkami w bonusie.

Nie skarze sie, tylko rozmyslam.

* * *

2 komentarzy

Gdybym wiedziala ze panie Trinny i Susannah beda wczoraj chodzic po Leuven, w poszukiwaniu materialu do metamorfozy, wzielabym dzien wolny i upolowala je w jakims sklepie.
Cholera jasna, no.
Wziely sie za Belgoze, w koncu.
Ciekawa jestem z jakim rezultatem. Program ma byc puszczony w telewizji dopiero 24 marca.

Bardzo lubie te panie.

* * *

Brak komentarzy


Wczoraj po raz pierwszy poczulam w powietrzu wiosne. Nie wiem jak to mozliwe, skoro bylo zimno, ciemno i padal deszcz. Ale tak mi zapachnialo, ze mialam ochote zalozyc trampki i leciec do parku.

Potrzebuje ruchu, zasiedzialam sie straszliwie, fizycznie i mentalnie.

Nosi mnie, cialo sie domaga, ale z roznych wzgledow bedzie musialo poczekac (tu pada stek przeklenstw i plucie przez lewe ramie).

Teskni mi sie za pelnymi ustami tego nieszczesnika, ale wystarczy ze sobie przypomne nasz ostatnia rozmowe i przechodzi.

Tzn: bardzo prosze o miekkie usta, tylko w innej oprawie.

W przyszlym tygodniu wracam do blondu. Po raz kolejny. Nie chce mi sie wierzyc ze za miesiac stuknie mi 37, ja dziekuje, przeciez nie tak sie umawialismy…

* * *

3 komentarzy

Bilet na maj zarezerwowany. I tego sie trzymajmy.
Mimo tego, ze leje jak z cebra juz drugi dzien i tak ma byc do konca tygodnia – nie poddaje sie.

Chce mi sie gdzies wyjechac. Moze by tak do Krakowa? :)

* * *

1 komentarz

Wierze, ze nic nie dzieje sie przypadkiem. Ze kazda osoba, ktora staje na naszej drodze, w jakis sposob nas ksztaltuje. Niektorzy, zupelnie nie zdajac sobie z tego sprawy, odciskaja w nas pietno na cale zycie.
Po pierwsze: moja jedyna Przyjaciolka – Asia, z ktora zjadlam wiecej niz beczke soli, tanczylam walca, przegadalam pol zycia, wypilam pol oceanu, dzielilam dom, pokoj i loze.
Moge do niej zadzwonic ze wszystkim, zrobic najgorsza glupote i ze szczegolami opowiedziec, bez obawy ze mnie wyszydzi.
Rozumiem sie z nia bez slow, wyczuwamy sie telepatycznie i dzielace nas kilometry nie zmieniaja nic. Od ponad dwudziestu lat.
Taka przyjazn zdarza sie raz w zyciu i kazdemu zycze takiej bratniej duszy.
Potem ex-Chlop, ktory wyciagnal mnie z kraju i nauczyl, ze wszedzie jest pieknie. Plywal ze mna barkami w Wietnamie i wyciagal pijawki z nog. Wozil skuterami po Havanie, rowerami po Sajgonie i samochodem po calym kontynencie. Zrobil ze mnie Europejke i matke.
W miedzyczasie na mojej drodze stanal latynoska stopa ksiadz. I o nim moglabym napisac ksiazke, o tym jak mozna oszalec z niespelnienia. O piciu taniego wina w zapadlych dziurach, o obslugiwaniu nieistniejacych restauracji. O przepasci w duszy, po tym jak zamknely sie za nim drzwi pociagu. O tym jaki jest piekny, szlachetny i szalony.
Wbil mi w glowe pare zasad, ktorymi kieruje sie do dzisiaj i czesto zastanawiam sie, co by zrobil w jakiejs sytuacji, bedac na moim miejscu.
A teraz poznalam czlowieka, ktorego byc moze juz nie spotkam i ktory na pewno nie stanowi kandydata na mojego meza, a on (sam o tym nie wiedzac) dal mi takiego kopa w tylek, ze czuje sie jak obudzona z dwuletniego snu.
Uswiadomil mi (nic nie mowiac), ze ta kobieta z ostatnich paru miesiecy to nie ja.
Obudzil we mnie chce do dzialania, do poznawania, smakowania i zycia naprawde pelna piersia.
Smiac mi sie chce jak o tym mysle, bo nigdy by tego nie zrozumial.
Jest mlodsza kopia mojego kochanego Ufoka, na mysl o ktorym nostalgicznie sie usmiecham.

Fajny mam dzis nastroj. Pakuje torbe, biore muzyke, ksiazke i jade po Oliwka.
Czuwaj.
Badzcie grzeczni (jak chcecie :)

* * *

2 komentarzy


No i duzo sie nie pomylilam, kiszka to byla a nie wycieczka parostatkiem.

Wiekszosc gosci (miliona chyba!) stala znudzona i saczyla pol lampki szampana, szumnie nazwanej aperitifem. Muzyka grala tak glosno, ze nie dalo sie slowa zamienic, nawet z najblizsza sasiadka. Nikt nie tanczyl.

Boze, teraz do mnie dotarlo, czemu sie tak dalam ostatnio zauroczyc temu panu – bo on mnie porwal do tanca i z ramion nie wypuscil, w dodatku fajnie sie poruszal. Tego mi wlasnie trzeba, a nie nadetych bardzo waznych panow w gajerkach. Bardzo, bardzo nie lubie tego neutralnego stylu, w ktorym ubiera sie wiekszosc pracujacych tu kobiet – spodniczka za kolano, sweterek szary, korale uniwersalne, buty – cizemki. No jakby je sklonowano.

Czegos im brakuje, iskry w oku, salwy smiechu, czerwonych szpilek.

Myslalam ze na imprezie, gdzie beda ludzie juz pracujacy, a nie studenci, bedzie latwiej poznac nowych ludzi. Pogadac z kims, kto jest mniej wiecej na tym samym etapie zycia. Ale nie. Zero interakcji (prawdopodobnie dlatego, ze bylo za wczesnie i za malo wypili, zeby sie bratac z nieznajomymi).

No nic. Moze nastepnym razem.

Dzisiaj jade po Oliwka, musze sobie zgrac muzyke na droge i zabezpieczyc prowiant na niedziele wieczor.

Niech juz bedzie lato, dobrze?

* * *

Brak komentarzy

Singielski tryb zycia mi nie sluzy. Bo co z tego, ze nie wychodze wieczorem, skoro  potrafie przesiedziec do poznych godzin wieczornych przed komputerem, konwersujac z czlowiekiem, ktorego na oczy nie widzialam (a ktory zdazyl mnie nazwac „stara, wredna baba” – juz go lubie), saczac winko i palac fajki, rezultatem czego jest brak przytomnosci rano i bardzo, bardzo ciezkie powieki.
Oliwek mobilizuje mnie do przyzwoitego zachowywania sie. I dzieki Bogu.
Takze przez tydzien jestem porzadna i wyspana, a potem przez tydzien dla rownowagi cierpie.

Student zmanierowal mnie, jezeli chodzi o lozko. Rozpiescil i rozpuscil. Takze nie jest latwo. Poza tym kochac sie z kims, kogo sie Kocha, to duuuuzo wieksza przyjemnosc i zupelnie inna historia.
Ktora mam nadzieje jeszcze KIEDYS sie powtorzy.

Poki co ide na ta impreze z kapitanami statku.
Ahoj przygodo.

* * *

4 komentarzy

Sok ze swiezych owocow: marchewka + jablko + imbir = BDB.

Jutro ide na jeden bal, na ktorym bedzie „niby” zaloga statku wycieczkowego, wiecie: panowie w bialych mundurach, opalone torsy na wierzchu.
Czuje ze to moze byc niezla kiszka.
Ale posmiejemy sie przynajmniej.

Dzisiaj trzymamy kciuki o 13:00

* * *

3 komentarzy

W tym polroczu kupie samochod, a w nastepnym mieszkanie.
Tak bede sobie od dzis powtarzac.

* * *

4 komentarzy

Czemuz to ja w takich momentach nie moge miec wysprzatanej kuchni, tylko z kazdego kata szczerza sie resztki wczesniejszej kolacji (pietnascie kieliszkow, tyle samo pustych pudelek po chinszczyznie, opakowanie po kubku „Sexy mug”, w ostatniej chwili desperacko kopniete pod szafke. 
Sterta ciuchow na krzesle w sypialni, na szczycie sterty dumnie sterczace pagorki stanika. Przepieknie.
W zasadzie do pewnego momentu bylo mi wszystko jedno, a potem  nagle zrobilo sie jasno i zamarlam z przerazenia otworzywszy jedno oko na swiat.
A potem oblal mnie zimny pot, wlozylam wlosienice i biczujac sie po plecach przebieglam dwadziescia okrazen w parku (na bosaka).
Potem wrocilam do domu, jeszcze raz wyguglalam ta nazwe, twarz na zdjeciu mrugnela znajomo, a ja w odpowiedzi wyrwalam sobie wszystkie wlosy z glowy. Penseta.

Nie ma dla mnie nadziei.


  • RSS