werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2010

* * *

2 komentarzy


Wyglada na to, ze znowu bede niedlugo w Polsce. W dodatku w moim rodzinnym miescie, chociaz nie planowalam podrozy w tamte okolice w najblizszej pieciolatce. Troche mnie trzesie jak sobie przypomne.

Ale jak mus, to mus.

W chwili obecnej mam czworke gosci w chalupie – Szefuncia i jego trzech przyszywanych chlopakow. Sa super wychowani i praktycznie nie czuje, ze nagle jest nas tyle w domu. Jestem pelna podziwu dla tego faceta, bo to, co dla niego jest normalne (czyli przywiezienie na wakacje trojki (w sumie) nie swoich dzieci, zeby zona sobie w domu troche odetchnela), dla wielu znanych mi mezczyzn byloby nie do pomyslenia. A Szefuncio dzielnie organizuje zajecia, gotuje makarony i myje glowy. A za chwile jedni goscie wyjada i przyjada nastepni, rowniez czteroosobowa druzyna. I zanim sie obejrze, bedzie lato. (Prawda?)

W miedzyczasie skoncze te 37, niech juz bedzie. Celebrowac zamierzam hucznie i wiecej niz raz, jak zdrowie pozwoli.

Mimo fatalnego poczatku coraz bardziej mi sie ten rok podoba, Mam tyle planow, ze zaczyna robic sie ciasno. Co chwile dochodza jakies nowe pomysly i rzucam sie na nie z otwartymi ramionami, bo chce wszystkiego, bardziej niz kiedykolwiek.

Oliwek jedzie z Ex-Chlopem na narty, pierwszy raz w zyciu.

Mam nadzieje ze sie nie polamie, bo kokoszka we mnie juz sie zamartwia, ze cos mu sie stanie.

Sprawy mesko-damskie jakos zeszly ostatnio na dalszy plan.

Tzn: nie zrozumcie mnie zle: wiem pod jaki niezawodny numer telefonu zadzwonic, gdy natura zacznie sie domagac.

Bardzo nieelegancko to brzmi, ale nie oszukujmy sie: slubow czystosci nie skladalam (w przeciwienstwie do mieszkancow jednego miasteczka w stanie Teksas, ktorzy moga dopiero po slubie, biedaczyska).

I z reguly dostaje jeszcze masaz i pedicure w bonusie. I bardzo dobre wino.

Sielanka, nespa?

* * *

2 komentarzy

Berlin RULEZ.
W oczekiwaniu na nocny autobus powrotny zalogowalam sie tu.
Jestem zdeptana na amen.
I obracam sie jak ten zloty z Gwiezdnych Wojen, bo cos mi wlazlo w szyje.
Nie pamietam jak zloty ma na imie, ale co sie dziwic, jak nawet nie pamietam jak ja mam na imie, bo bylo intensywnie.
Za to z zamknietymi oczyma trafiam na Friedrichstrasse, z kazdego miejsca w Berlinie.
Eire juz w domu, a ja – haha – z autobusu prosto do pracy.
Ja nie dam rady??

* * *

2 komentarzy

Zeby mialo wiac, lac (a ma!), zacinac i grzmiec – bedzie fajnie. W zasadzie moglybysmy sie spotkac w dziurze zabitej dechami z jedynym sklepem i tez bym sie nie nudzila, podejrzewam.
Juz po malu lapie weekendowego smaczka, jeszcze musze tylko jaska, majtaski i szczoteczke do zebow wrzucic do plecaka (po upewnieniu sie, ze Ona mi nie wyskoczy na szpilkach i w szyfonach :), naladowac baterie w aparacie, telefonie i ipodku, wybrac jakas gotowke na droge i juz moge jechac.
A nie, jeszcze ze dwie kanapki i kolke musze zabrac. I ksiazke.
I BILET.
Przez chwile mialam nawet zamiar sprawdzic atrakcje kulturalne i turystyczne na miejscu, ale machnelam reka, bo nie bedzie czasu.
Dziecko zostalo odstawione do szkoly / Taty, wiec nic tylko rozpuscic piora i leciec, leciec, jak na skrzydlach…
(Dziecko, baj de uej, odstawilo niezla jazde o 2:00 nad ranem, o to, ze musi spac samo w lozku. No i wygralo, bo w srodku nocy jestem kiepska w negocjacjach. Jakichkolwiek, z reszta.)

No dobrze, to uciekam.
Badzcie grzeczni w weekend.

* * *

Brak komentarzy


Moje wlasne tchorzostwo doprowadza mnie do szalu.

Dzis musialam jechac firmowym autem do biura kawalek dalej, wiec juz od rana rece mi sie pocily, a jak pan w recepcji powiedzial mi, ze mam zarezerwowany samochod z automatyczna skrzynia biegow, chcialam zemdlec, bo nigdy w zyciu nie jechalam automatem.

A tu sie okazalo, ze to bajka, panie.

I ja juz nie chce innego samochodu, tylko automat.

Pojechalam, wrocilam, zaparkowalam.

Nikt nie zginal i nie poprzestawialam slupkow ani drzew.

Trzesidupa jedna, no.

 

* * *

4 komentarzy


Mlody dzis o poranku zagotowal mi krew tak, ze myslalam, ze mu nogi z tylka powyrywam. Najpierw nie chcial jesc, potem odmowil zalozenia spodni, wyjscia z domu, wejscia do autobusu i usadzenia sie obok mojej osoby.

Ja pierdziele jaki on potrafi byc charakterny. Ale jego mamusia rowniez, wiec bylam gotowa zaprowadzic go do szkoly w pizamie. Jakby nie zmienil zdania.

Bylo tak ostro, ze zanim wsiadlam do swojego autobusu, bylam zgrzana jak po maratonie i spieta (jak baranie jaja).

Fak. No ale pogodzilismy sie przed szkolna brama, wiec wiecie, trzeba nabrac dystansu do porannej histerii i z usmiechem odebrac dzieciaka ze swietlicy.

Przypomnialo mi sie wczoraj, jak majaczyl w goraczce w hotelu w Krakowie.

Cala noc rzucal sie po lozku i gadal od rzeczy, zlany potem, jakby ktos woda z wiadra chlusnal. Nigdy w zyciu tak sie nie balam.

Slowo daje, mialam wiekszego stracha niz wtedy, gdy jeden niemily pan przystawil mi pistolet do glowy.

(Na szczescie w obu przypadkach dobrze sie skonczylo)

Co nowego poza tym? Nic. Zrobilam rybe z kaparami – snila mi sie po nocach, wiec musialam. Pyszna. Jakby ktos chcial przepis, to sluze.

Pilam rozne wina w domowym zaciszu, w niewielkich ilosciach i w roznym towarzystwie, w dzien odkrywalam nowe miejsca w Belgii.

A teraz czekam juz na weekend i na swoja urodzinowa impreze, bo niebawem cioci stuknie 37 i nie wiem co z tym faktem zrobic?

* * *

5 komentarzy


Zainaugurowalam sezon ogrodkowy pierwszym Rodenbachem, wysaczonym ze smakiem na miejscowym rynku. Cala Belgia wylazla z nor i jaskin, jak na gwizdek.

Banan na twarzy, w dalszym ciagu.

Do tego znowu dalam sie poniesc emocjom. Porzadny zastrzyk tlenu po szesciokilometrowym spacerze, szum wina w glowie i znajome swedzenie pod skora.

Na sama mysl robi mi sie blogo.

W takiej chwili malo obchodzi mnie, co o tym mysli Swiat. Czy komus sie to podoba, czy nie, czy robie dobrze, czy robie blad, czy stracilam rozum, czy nie mysle glowa, czy mysle ze mam 17 lat…

Kazdemu ( i kazdej) zycze, zeby mu bylo choc raz az TAK.

Dobrze, zmienmy temat.

Idzie wiosna. Mam nadzieje ze idzie tez na Berlin i ze tamtejsze ogrodki tez juz odkurzone.

(Kolezanko, nie moge juz sie doczekac, mam Ci trzy lata do opowiedzenia, wiec wyspij sie na zapas).

Zdziwilam sie ostatnio, rozmawiajac z jedna znajoma z pracy. Opowiadalam jej o moich planach na ten rok, o tym, ze czuje jakbym obudzila sie z dlugiego zimowego snu. O tym, ze chce mi sie podrozowac, poznawac nowe miejsca i ludzi oraz odwiedzac dawno nie widzianych znajomych. A ona na to, ze jak to, ze przeciez prowadze tak aktywny tryb zycia, ciagle cos u mnie sie dzieje i ona od zawsze mi tego zazdrosci.

A mi sie wydaje, ze przespalam dwa lata.

* * *

2 komentarzy


Jeszcze pare takich wiosennych dni i bede musiala oglosic bankructwo, bo bardzo mnie wiosna (ze tak sie wyraze) pobudza do organizowania wyjazdow.

Dlatego tez latem jade z dziewczynami do Krakowa. A raczej lece.

Zakladam ze bedzie cieplo i slonecznie, bo mamy zamiar przesiedziec na tarasikach i przechodzic w cienkich sukienkach. Takze bez niespodzianek poprosze.

Tak mi dobrze ostatnio. Geba cieszy mi sie nieustajaco, fruwam po mieszkaniu, sprzatam (z wlasnej woli!), biegam, przyjmuje gosci, wynajduje rozne zajecia Oliwkowi.

Czuje, ze on tez jest szczesliwszy. A im wiecej mam zajec, tym wiecej czasu na wszystko i energii.

Sofa to jednak straszny wampir energetyczny, wiec mowie jej kategoryczne „nie” i ograniczam kontakt jak sie da.

Skonczylam czytac „Zaginiony symbol”, zaczelam „Nie pytaj o Polske”.

Musze przyznac, ze ta pierwsza podobala mi sie przez siedem osmych, koncowka troche mnie rozczarowala, albo moze nie doroslam do zrozumienia przeslania w niej zawartego.

A dzisiaj od dwunastej trzymamy kciuki.

Z caylch sil.

(PS. W pracy nie mam opcji dodawania komentarzy na blogach, wiec podczytuje tylko)

* * *

2 komentarzy


Wracam na sciezke zdrowia, przynajmniej jedna noga. To znaczy: kupilam duzo warzyw i dwa male winka. Glupio mi bylo przy kasie, mysle sobie „ludzie powiedza ze samotna pijaczka”, na szczescie przyszlo mi do glowy, ze gdyby ktos zapytal (ciekawe kto?), zawsze moge powiedziec, ze to wino do sosu. Cwaniurka, co?

Za dwa tygodnie jade sie spotkac z jedna fajna babeczka „w pol drogi”, czyli w Berlinie. Juz sie nie moge doczekac, bo planowalysmy spotkanie od …yyyy… dwoch (trzech?) lat. I wyglada na to, ze nareszcie sie uda.

I wiecie, czuje sie jak mlodziez – plecak na plecy i w nieznane. Nie wiem czy mi garb nie urosnie od tych autobusowych ekstrawagancji.

Poza tym brakuje mi kogos „do przytulenia”, I niech mnie poglaska po glowie.

Kogos, kto by mnie rozumial.

Na nieszczescie faceci, z ktorymi dobrze sie dogaduje, sa juz zajeci, albo nie pociagaja mnie fizycznie. No co za pech.

Chociaz na brak atencji nie powinnam narzekac, bo napisal do mnie – na ten przyklad – jeden pan, ktory chetnie by pokonwersowal. Ma 62 lata.

Kurwa, no.

Dalabym mu kijem po gnatach, najchetniej, figlarz jeden.

* * *

Brak komentarzy

Od dwoch dni nie mieszkamy sami z Oliwkiem, ale paleta sie kolo nas caly Bozy dzien ferajna z Piotrusia Pana. Przynajmniej mlody tak twierdzi.
- Mama, Tink
(Tinkle Bell, z ktora Oliwek juz brudzia wypil i nadal jej wlasna ksywe) bedzie dzis spala u ciebie w lozku.
Reszta (Piotrus Pan, Kapitan Hak i piraci) spia u mnie. Ide ich zaraz obudzic na sniadanie.

Mam ubaw, bo to talatajstwo placze sie nam nieustajaco miedzy nogami, Oliwek mowi im kto gdzie ma isc, kto jeszcze naklada kurtke, a kto juz czeka przy drzwiach :)

Wczoraj zaliczylismy „Ksiezniczke i zabe” – pare razy ryknelam smiechem na cale kino. Klimat Nowego Orleanu, fajna muzyczka i w zabawny zwierzyniec.

Zapowiada sie dzien pelen wrazen, mam sporo planow, a na poczatek szkolka cyrkowa, wiec wiecie, ide rozciagac stare kosci.

(Osma zero piec w SOBOTE – zwariowalam, co? )

* * *

4 komentarzy

5:00 rano

- Mamo, moge wyjrzec przez okno? Bo jezeli tam jest Dzwoneczek, ten od Piotrusia pana, to mu powiem, ze my tez chcemy latac, dobrze?
- Dobrze.

No synu, jezeli tam BEDZIE Dzwoneczek to nie ma sprawy, polece.

- Mamo, ale chlopcy tez moga byc wrozkami, prawda?
- No jasne.

A co, moze nie moga? I moze nie moga tez lubic rozowego koloru?

Do szalu doprowadza mnie ograniczanie wyobrazni dzieciaka, szczegolnie w bajkowych sprawach. U nas zawsze sa panny syrenki i ich kumple syrenki, wszystko moze byc we wszystkich kolorach, puszczamy wodze fantazji i heja!
Im dziwniej, tym weselej.


  • RSS