werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2010

* * *

6 komentarzy


A gdybyscie mogli cofnac sie w czasie i przezyc jeszcze raz dowolnie przez Was wybrane 24 godziny, to jaki dzien byscie wybrali?

Bo ja na pewno jeden dzien z Wielebnym. Moze ten, w ktorym bylismy na wagarach i udawalismy pare, w podlej knajpie.

To byly piekne czasy :)

* * *

Brak komentarzy


Dwa razy (prawie) z rzedu funduje sobie sen z niedawnym kochasiem w roli glownej. I zaprawde powiadam Wam, nie znam wredniejszej od wlasnego mozgu kreatury. Nikt inny nie potrafilby wymyslic scenariusza tak trafnie celujacego prosto w serce. Jest tak, jak najbardziej nie lubie: bezsilnie, niesmacznie i zlosliwie. Nie nakrywam go w lozku z inna kobieta, to byloby zbyt banalne. Jestem za to swiadkiem, jak (bedac moim facetem) wobec mnie zachowuje sie podle, w obecnosci innych pan, w stosunku do ktorych jest oczywiscie podwojnie czarujacy. A tym sie strasznie brzydze.

I bardzo, bardzo nie lubie tego uczucia, gdy czlowiek budzi sie i ma wrazenie, ze rzeczywiscie przydarzylo mu sie cos niemilego.

* * *

Brak komentarzy

Kolejna noc w autobusie rzezbi mi zmarszczki wokol oczu.
Wrocilam, nie bylo zle.
Spedzilam 35 godzin w Polsce, zdazylam spakowac 700kg z dobytku Taty, odwiedzic ciotke, znajomych i jednego urzedasa, oraz zjesc rybke na plazy. Udalo mi sie kupic dwie pary butow, walizke, przyprawy, maseczki, gorace kubki, odwiedzic mame, pojsc dwa razy na basen i wysnic sobie pare niezlych koszmarow.
Zostalam postraszona sadem i nazwana wlamywaczka (do wlasnego domu).
Ale i tak uwazam, ze byl to udany wyjazd.
Podsluchiwalam rodakow rozmowy, strzygac uszami nad talerzem smazonej watrobki i ganialam za swinoujskimi labedziami. Tamtejsza plaze kocham od urodzenia, szczegolnie wiosna, zanim nie obsiada jej kuracjuszki w cielistych stanikach.
Zamowilam wodke z cola, a kelnerka zadala mi pytanie, ktorego nigdy nie uslysze w Belgii: wodke z cola, czy piecdziesiatke i cole?
Swojsko.

 

* * *

Brak komentarzy

Jest tak pieknie, ze zaluje, ze wstalam dopiero o 11:00. Lato w pelni (a w nocy przymrozki).
No wiec odwiedzilam stoliczny lokal, na moje nieszczescie z jakas bardzo nietaneczna muzyka. Dla mnie.
I dla dziewczyn rowniez, bo jestesmy zwolenniczkami piosenek, a nie elektronicznych lupanek.
Wiem, ze o gustach sie nie dyskutuje, ale jak mozna chciec spedzic cala noc trzesac sie do czegos, czego nawet zanucic sie nie da.
Poogladalam sobie rowniez mlodych mezczyzn z Komisji Europejskiej i musze przyznac, ze potencjal jest.
Tylko za bardzo przylizani / nastroszeni, jak na moj gust. I w marynarkach! W nocy! Na dyskotece!
Bardzo lubie zadbanych facetow, ale nie wystrojonych w piatkowy wieczor, co najmniej jak na wlasny slub.

No. A teraz ruszam do boju, bo pogoda motywuje, zeby troche chalupke oporzadzic i pobiegac.
Wieczorem wsiadam w autobus i jade w noc.
Niedlugo bede znala kierowcow z Eurolines po imieniu.

 

* * *

Brak komentarzy

Niedawy wyjazd do Brukseli na wystawe Fridy Kahlo (swietna zreszta) umocnil mnie w postanowieniu, zeby jak najczesciej jezdzic do stolicy, bo tam duzo sie dzieje.
W sumie cala wyprawa (lacznie z dojazdem i powrotem pociagiem) zajela nam 4 godziny, a czlowiek mial wrazenie, ze byl na wycieczce, DALEKO :)
Fajnie bylo obejrzec z bliska obrazy widziane wczesniej na filmie i poogladac zdjecia Fridy i Diega (alez to byl kawal chlopa). 
Swoja droga Frida musiala byc twardzielka z charakterem i zacieciem, TAK malowac przy tak kiepskim stanie zdrowia – kapelusze z glow.

Dzisiaj maluje oko, zakladam obcas i jade. Wytanczyc sie przed jutrzejsza noca w autobusie. No ciekawa jestem, kto tam w stolicy drinki serwuje.

 
  

* * *

Brak komentarzy


20/04

Aj, kurcze, znowu jakis sredni dzien mi sie dzis trafil. Bunt pieciolatka o poranku („nie chce isc do szkoly, bo dopiero co zbudowalem statek i nie zdazylem sie nim pobawic”), wyscig do autobusu, z wierzgajacym baranem pod pacha, potem wkurw w pracy i jakies takie ogolne zniechecenie.

Czytam swoje archwium blogowe i momentami z niedowierzaniem krece glowa. Chcialabym sie rozpedzic i walnac czolem w mur, chociaz i tak niczego to by juz nie zmienilo.

Zaluje paru rzeczy, na przyklad tego, ze dalam sobie wlezc na glowe, napluc na jej czubek i przyklepac. No ale mlody czlowiek byl, glupi.


21/04

Kto by pomyslal, ze bede jeszcze rozwiazywac rownania z jedna niewiadoma, razem z mama i Najmlodsza, wiszac na telefonie o dwudziestej drugiej we wtorek. O dziwo jeszcze pamietam co nieco, cale szczescie, bo pewnie za pare lat czeka mnie kolejna powtorka z rozrywki, z mlodym.

W miedzyczasie mysle sobie, ze skoro mamy tylko dwa lata do konca tej cudnej planety, to nie ma co rozpaczac nad brakiem kawalera, tylko trzeba wyciagac wysoko ramiona i chwytac dzien za dniem, prawda? Wiec jade jeszcze w Ardeny.

Dziecko powiedzialo mi wczoraj, ze jak bedzie mial 11 lat, to zostanie ojcem. No, koniecznie.

Planuje miec czworke dzieci, moj syn pierworodny.

To dlugoterminowe planowanie ma z pewnoscia po tatusiu, bo ja sie troche brzydze, chociaz i tak poprawilam sie znacznie w tej kwestii, bo juz kupuje bilety lotnicze z kilkumiesiecznym wyprzedzeniem.

* * *

Brak komentarzy


Oliwek wrocil z nart szczesliwy i opalony. Z entuzjazmem opowiadal o wyciagu i o zjezdzaniu z „duzej gory”. Mam nadzieje ze zlapal bakcyla i bedzie chcial jezdzic w przyszlosci, bo oprocz tego ze bedzie przystojnym, wysokim i madrym facetem (n’est pas?), chcialabym rowniez, zeby byl wszechstronnie usportowiony. Bo tak. Bo to fajne.

Wczoraj rozpoczelam sezon grillowy, w zupelnie nowym miejscu, z zupelnie nowymi ludzmi, piekac mieso w ogrodzie nad kanalem, po ktorym (ku uciesze Oliwka) co jakis czas przeplywaly statki.

Pewna mloda Belgijka opowiedziala mi o tym, jak przeprowadzona pare lat temu aborcja kosztowala ja w sume …2 eur. Mniej niz pigulki. Dziwne. Kobiety maja tu (pewnie nie wszystkie) luzne podejscie do usuwania ciazy, tzn. mowia o tym bez skrepowania, jak o zwyklym zabiegu. W ogole Belgowie jakos mniej emocjonalnie podchodza do wszystkich „ludzkich” spraw – pogrzebow, chorob itd. Albo moze mniej to przezywaja na zewnatrz, az mnie to czasem szokuje, ze mozna byc tak chlodnym i nie rozplakac sie w pewnych sytuacjach.

Wracajac do niedzielnego popoludnia:

malo mi do szczescia potrzeba – zeby swiecilo slonce, zeby Oliwek mial zajecie, usmiech na twarzy i rumiane policzki, zeby mnie otaczali fajni ludzie i jeszcze zeby mozna bylo cos podgryzac i popijac w miedzyczasie.

Bardzo lubie takie wyjazdy w nieznane.

* * *

Brak komentarzy

Piatek wieczor, czy tez moze noc, dla niektorych, a ja siedze ( w dresie -dresiara jedna) przed komputerem, zamiast hulac i poznawac potencjalnych kandydatow na przyszlosc. A moglam, bo wlasnie pozegnalam kolezanke z szostego pietra, ktora wbila sie w mini i pobiegla  w centr garoda z niedawno poznanym potencjalnym kandydatem na przyszlosc (swietlana, mniemam).
Nie chce mi sie.
Szczegolnie dlatego, ze jutro mam w planie piknik ze znajomymi i odebranie syna – narciarza, wiec nie chce ledwo patrzec na oczy i czekac na wieczor, zeby tylko moc pojsc spac.
Co sie stalo z moja spontanicznoscia?
Czyzby usunela sie byla w glebie czarnej dupy, aby tam spotkac sie z tym, co mysle o wielu, co mysle o fakcie, ze skonczylam 37 i galopuje w strone czterdziechy, co jak wiadomo dla kobiety samotnej jest ostatecznym postawieniem kropki nad staropanienstwem?
Moze, nie wnikam, nie mam sily zastanawiac sie nad niewatpliwymi urokami starzenia sie w pojedynke (nie liczac potomstwa).
Odmierzam czas zaznaczonymi na czerwono podrozami do fajnych miast.
Trzeba miec jakis cel.
Moim jest przetrwac Swinoujscie i dotrwac do Lizbony, w ktorej zamierzam nurzac sie do nieprzytomnosci, bo kocham ta stara wariatke, chociaz przeciez na codzien nie mam sie ku plci pieknej (sprawdzilam jakis czas temu i – slowo daje – nie kreci mnie. Jakaz ja jestem staromodna).
Chcialabym zakoczyc ten dzien (albo rozpoczac sobote, no nie wiem) jakims mocnym, rozsadnym zdaniem, wskazujacym na to, ze Bog mnie jeszcze nie opuscil, ale chyba sie nie da, bo o tej porze mysle tylko o tym co on by ze mna robil, gdyby tu byl.
Jutro bedzie spokojniej, prawda?
PRAWDA? 

* * *

Brak komentarzy

Pogrzeby, samobojstwa, wloczegi po salach sadowych, trzesienia ziemi, katastrofy samolotow, walki na ulicach, wybuchy wulkanow, wszystko szare, zimno i banda wariatow wkolo.
Staropanienstwo i kaszel.

I dupa. O.

* * *

Brak komentarzy


Obsesje mam. Na punkcie sprzatania. Dopadla mnie pare dni temu, wiec pucuje, co mi sie pod reke nawinie. Wczoraj wymylam okna w calym mieszkaniu i wyszorowalam podlogi, na kolanach, mikroskopijna szmatka, wiec mozna z nich teraz spokojnie jesc. Zostala mi jeszcze bardzo dluga lista miejsc do uporzadkowania i odswiezenia, ale przeciez mam czas.

Miedzy tzw „goscinnym” i pokojem Oliwka przyszedl sms, po odczytaniu ktorego zalozylam adidasy i (z parujacymi od goracej wody, czerwonymi lapami) polecialam po wino + fajki.

Wrociwszy rozsiadlam sie na balkonie i uzbrojona w lampke bialego, schlodzonego, kontemplowalam przez chwile plusy i minusy mojej obecnej sytuacji.

Nie moglam sie zdecydowac czy jestem szczesliwa, czy nie, wiec wrocilam do szorowania paskudnego linoleum. Terapia przez prace.

(O, wlasnie dostalam wielki buket kwiatow od szefa. No, prosze jak milo :)

Potrzebuje sie zakochac. Pilnie, acz nie w byle kim.

Zanim mnie rozniesie.


  • RSS