werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2010

* * *

Brak komentarzy

W glowie mi sie kreci, zapewne od tony tabletek od bolu gardla, ktorymi faszeruje sie od wczoraj, bo znowu mnie drapie. Zawsze jako pierwsze pada gardlo.
Pije wode z miodem i cytryna, zagryzam tabletkami, ja to mam ekscytujace zycie, co?
Zapisalam sie na festiwal, na ktory w tym roku przyjezdza Wyclef Jean. Rewelacja. 

* * *

Brak komentarzy


Nie moge sie pozbierac i wrocic na ziemie, szczegolnie na ta, gdzie ludzie chodza w szarych ubraniach i ze spuszczonymi nosami. Jestem rozmarzona, opalona i swedzi mnie pod skora, oj, jak okrutnie.

Przygladalam sie wczoraj salseirom i (jak juz pisalam osiem lat, szesc lat i pare miesiecy temu) nie moge sie nadziwic, ze mozna taniec sprowadzic do swego rodzaju suchej gimnastyki, kompletnie obdartej ze zmyslowosci. Smutny to widok.

Nosi mnie, nosi, nosi…

* * *

2 komentarzy

Znowu poznalam faceta z gatunku Too good to be true: 4 lata mlodszy ode mnie, flamandzkojezyczny, wysportowany, zabawny, wyksztalcony i tanczacy salse. Zabojczo przystojny, wysoki i niepalacy.
Zawsze kiedy spotykam takich facetow, zastanawiam sie, gdzie jest ukryty HAK. Co jest z nim nie w porzadku, czego nie widac na wierzchu, bo przeciez taki facet nie moze byc singlem.
No i tu wlasnie szydlo wylazi z wora: nie jest. A zachowuje sie jakby byl.
O tym, ze ma dziewczyne, dowiedzialam sie od osob trzecich, w dzien po tym, jak dalam sie wycalowac goraco i mdlalam na sama mysl o innych czekajacych mnie w przyszlosci atrakcjach LOL
Beznadziejna sprawa.
W dodatku leje jak z cebra, wiec nic tylko zagrzebac sie na sofie pod kocem i czekac. Bog wie na co.

* * *

Brak komentarzy


Wrocilam z Lizbony o 10 lat mlodsza (psychicznie) i 5 starsza (na twarzy). Czuje taka symbioze z tym miastem, ze chodzilam przez 3 dni z usmiechem od ucha do ucha i rozmarzona jak nastolatka.

Znalazl sie czas na wszystko.

W sobotni wieczor, przy bardzo, bardzo dobrej tequilli, cieplo rozlewajacej sie po zoladku, mialam przyjemnosc wysluchac mini koncertu w wykonaniu charyzmatycznego i utalentowanego Horacio (wokal + gitara), ktorego poslubila niedawno moja bratnia meksykanska dusza Pauly – glowny motyw tegorocznego wyjazdu do Portugalii.

W niedziele wpadlam w ramiona nie widzianego od dziesieciu lat mezczyzny, ktory (kolejny bezczelny) nie zmienil sie nic a nic, ani jedna zmarcha mu nie wyszla.

Dzieki temu koledze naogladalysmy sie z moja towarzyszka podrozy najrozmaitszych wysportowanych cial, jako ze okolice Lizbony to raj dla surfingu i kite surfingu, oraz mialysmy fajne towarzystwo na nocne wyprawy knajpiane.

W niedzielna noc tanczylam kizombe, w poniedzialkowe poludnie grzalam brzuch na plazy, wieczorem pilam wino w restauracji, w ktorej rybe od dziesieciu lat serwuje ten sam zblazowany kelner.

Boze, jak bylo pieknie.

Spelnilo sie moje marzenie o tym, zeby polozyc sie na piachu, zamknac oczy i o niczym nie myslec. Wsunac stopy w klapki, zarzucic cienka sukienke i isc przed siebie, niczego nie planowac, nie musiec.

Moja stara chalupa przy plazy stoi, jak stala, nowi lokatorzy zalozyli okiennice w duzym pokoju, pozbawiajac sie tym samym widoku na morze. Zwariowali.

Ech, mowie Wam, jestem rozwalona zupelnie i kocham ten stan.

 

 

* * *

2 komentarzy

Mama, jak bedziesz stara, to umrzesz.
Nie starsza, tylko stara.
Jak Jezus.
Jezus juz od dawna nie zyje, nie, mama?

HELP!
HELP!
HELP!

* * *

Brak komentarzy


Jestem. Wrocilam (tradycyjnie liczba uzytych srodkow transportu > 5 w kazda strone). Teraz posiedze 4 dni w domu i lece dalej, fruuuu…

Coraz wiekszy dystans mam do imprez pod tytulem przyjecie pierwszokomunijne. Nie podoba mi sie cala oprawa, stres z tym zwiazany, nie mowiac o kosztach. Nie podoba mi sie rowniez sama ceremonia, dary, kwiaty, zbieranie na tace (na mszy zbierano na dwie osobne, na dwa rozne cele), calosc kojarzy mi sie z festynem i jakos malo w tym Boga.

No ale dzieciaki sie ciesza, prezenty dostaja lepsze, niz ja z okazji slubu. Whatever.

Przyznam sie po cichu, zem splukana do zera. Nie dlatego, ze zafundowalam lancuszki wszystkim tam obecnym, lecz z powodu odwiedzenia paru podlondynskich sklepow.

Buty, pantofle, szpilki, slupki, paseczki. Chcialam zwariowac, rozebrac sie do naga i zagrozic nieopuszczeniem lokalu, dopoki mi nie oddadza wszystkiego, co na polkach.

Mam slabosc do tamtejszych butow, nic na to nie poradze.

Teraz przepakowuje walizke i mam nadzieje, ze zadne popioly nie zaslonia mi portugalskiego nieba, bo czekam na to spotkanie, niecierpliwie przebierajac nogami i naprawde oczy mi wilgotnieja na sama mysl.

* * *

Brak komentarzy

Skoro jestesmy cztery, to prawie Sex and The City, nie?
No.
Raczej Sucks and The Town, w naszym przypadku, no ale jak sie nie ma, co sie lubi…
Panny sie oczywiscie podzielily i mi zostala Miranda.
Czy ona jest fajna?
No pewnie, szczegolnie jak sie usmiecha i ma aparat na zebach pelen szpinaku.
Jestem jak Miranda, bo tez mam dziecko z facetem w okularach. O.

Poza tym znowu snilo mi sie, ze calowalam sie z moim mlodziakiem z pracy. Do niczego wiecej nie doszlo, bo sie obudzilam (FAK!), i mimo prob ponownego zasniecia i myslenia o tym, co robilismy – niestety. Nic. Nada. A taka bylam ciekawa.
Jednak smieszne uczucie, bo gadajac z tym - jakby nie patrzyl – najblizszym mi kolega, przez caly dzien czulam lekkie zaklopotanie.
Na leb mi daje, slowo honoru.

* * *

Brak komentarzy


Jeden taki do mnie zagail:

- nie jestem chyba jednym z najbrzydszych facetow, jakich spotkalas w zyciu?.

- Jestes. – odpowiedzialam bez zastanowienia.

- Powaznie mowisz?

- Tak. Powaznie.

Obruszyl sie, beznadziejny narcyz. Pare sekund wczesniej w odpowiedzi na to, gdy mu powiedzialam, ze mam 37 lat:

- moglabys powiedziec, ze masz 31, uwierzyl bym.

No wlasnie. Meczy mnie przebywanie w towarzystwie gosci, ktorym musze klamac, ze mam pare lat mniej, niz mami, bo inaczej spieprzaja zygzakiem, az im sie piwo ze szklanek ulewa.

Albo ja sie nie znam na komplementach.

Ale za to takie tajskie wykrecilam w sobote, ze dziewczyny wydrapaly wszystko z garnkow, do czysta.

Curry to Thai for…


Pamietacie taki przedmiot PO?

W osmej klasie musialam zdawac z 3 na 5, bo piateczka potrzebna mi byla do zdobycia pewnego tytulu. Zdalam, chociaz wszelkie pojazdy bojowe, bronie chemiczne i stopnie wojskowe wyparowaly mi ze lba w dwie godziny po egzaminie.

Tak sobie wczoraj gadalysmy z ciocia R. na temat tego przedmiotu i nauczycieli go nauczajacych. Moj byl bardzo „specyficzny”. Do dzis pamietam:

- kto mial pomazane dlugopisem rece, musial isc je umyc w lazience kawalkiem.. cegly („Jasiu, idz wybierz sobie z drugiej szuflady mydleko, i do lazienki”)

- zajecia praktyczne z uzyciem maski przeciwgazowej – galop wokol szkoly z wyzej wymieniona na pysku – obrzydliwe.

- zbiorki w dwuszeregu, obrywanie zle przyszytych tarczy (nie daj Boze jezeli byla przypieta na agrafke – samobojstwo, normalnie)

ciocia Renia:

- Test z rzucania granatem. Na piatke trzeba bylo rzucic 20 metrow, potrafila to tylko jedna dziewczyna, wiec w ciagu jednej lekcji zaliczyla sprawdzian za wszystkie kolezanki z klasy (po kazdym rzucie zmienialy jej fryzure, itd – nie wiem jak nauczyciel mogl sie nie zorientowac).

Ominal mnie inny przedmiot, gdzie uczylo sie o partiach i samorzadach, jak tez to sie nazywalo?

Dobrze, ze juz piatek.
Weekend mam zapchany (tradycyjnie), wiec nie wiem, czy sobie bardzo odpoczne.
Ale i tak sie ciesze, bo moge sie byczyc w lozku do dwunastej.
Dzis zagotowano mi krew o 8:45 am, niecierpie sytuacji, gdy musze udowadniac swoja (dla wiekszosci oczywista) niewinnosc, bo postawiono mi powazny zarzut (cc: wierchuszka i Bog), a ja nie lubuje sie w mailowych przepychankach.
Wyjde z tego z usmiechem na twarzy, i oczekuje przeprosin, ale co wkurw to wkurw.


  • RSS