werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2010

* * *

2 komentarzy


W nawiazaniu do poprzedniej notki uprzejmie informuje, ze wszystkie podpunkty zostaly zrealizowane, a niektore nawet w 300%. Jezu, bylam w raju dzieciatych leniwcow.

Mieszkanie rzeczywiscie 200m od plazy, co prawda zapomnialam o poscieli i musialysmy wrzucic Bezdomni mode on, bo kto by wydawal kase na przescieradlo, jezeli mozna ja przeznaczyc na wino. Wiec spalismy pod recznikami, voila.

Po drugie: wino kupowane na wynos, w schlodzonym dzbanku, u pana w restauracji po przeciwnej stronie ulicy. 4 eur za dzban, no mowie ze raj.

Kalmary panierowane wielkosci kola ratunkowego, ryby, osmiornice, patatas bravas. W ilosciach hurtowych. (A Oliwek z uporem maniaka jadl spaghetti, jego strata). Pogoda plazowa dzien w dzien, woda w morzu ciepla i plytka, wiec dziatwa szalala po 5 godzin dziennie. Wieczorami plotkowalysmy z A. na balkonie, albo szlysmy w miasto szukac torebek (znalazlysmy piekne zielone, a jakze!), albo siedzialysmy z winkiem na plazy, albo gapilysmy sie na Francuzow na zabawnym dancingu. Poza tym prowadzilam motorowke (mala, bo bez przesady) i dalam sie wymasowac Chince na plazy (tak, kochana, zaraz przed odjazdem).

Naprawde niewiele potrzeba do szczescia. Oliwek opalony i znowu podszkolil sobie polski, dzieki chlopakom Szefuncia. Ten ostatni napedzil nam stracha takiego, ze hej, ale na szczescie wszystko dobrze sie skonczylo i miejmy nadzieje ze juz niedlugo nie bedziemy (szczegolnie on) o tym pamietac. Ma facet straszliwe szczescie.

W hiszpanskim morzu utopilam polowe zmarszczek, bardzo mi sluzy tamtejsze powietrze, mowie Wam.

Belgia przywitala mnie ulewa i szesnastoma stopniami Celsjusza, ale kto by sie tym przejmowal. Mam w duszy tropikalne lato, pieknie opalone ramiona, pare butelek Riojy, mnostwo zdjec i pare tamtejszych kielbas.

No i zielona torebke :)

Acha, i cos mnie uzierlo, wiec mam na lewej lydce jesien sredniowiecza, mam nadzieje, ze nic mi sie tam pod skora nie zaleglo, bo widzialam kiedys taki program, brrrr…,

* * *

2 komentarzy


Bedac w Krakowie kupilam ladne, niebieskie parero. Dzis od rana wyobrazam sobie siebie, za tydzien, stojaca nad brzegiem Morza Srodziemnego, owinieta we wczesniej wspomniane parero, slonce swieci, lekka bryza, absolutne nicnierobienie a pozniej nocne Polakow rozmowy.

I tym zyje. Tym i perspektywa napchania zoladka kalmarami.

Jeszcze do mnie nie dociera, ze tam sie wszyscy spotkamy, ze mamy nieograniczone mozliwosci wychodzenia wieczorami, bo pewna mloda panna bedzie robic za nianke (chociaz jeszcze o tym nie wie), ze mamy do dyspozycji duze mieszkanie z widokiem i tarasem, ze mozemy zalozyc klapki i pol minuty pozniej turlac sie po piachu, biegac po promenadzie i jesc, jesc, jesc…

Kocham hiszpanska kuchnie, o winie nie wspomne.

* * *

Coraz czesciej widuje panie z silikonowymi biustami, musze przyznac, ze nie wiem co o tym myslec.

Dopoki sa ubrane to nie powiem, robi wrazenie, ale wczoraj widzialam taka jedna na basenie, chuda jak szczapa i na tych wystajacych zebrach przyklejone dwa balony.

Wiec nie wiem, odkladac kase na 40 urodziny, czy nie? :)

Ha ha ha

* * *

Nasmierc zapomnialam, ze mi Szefuncio dzis dowozi zapas (roczny) maseczek, mazidel i innych specjalow. Ale dam ognia wieczorem. Obloze sie cala i bede piekniec z minuty na minute.

* * *

 

Blondas do mnie dzis zjezdza, stesknilam sie za nim tak, ze go zasciskam na amen. Dwa tygodnie to bardzo dlugo, w tym roku jakos dluzej niz w zeszlym :)

* * *

Brak komentarzy

Jestem wykonczona. Bycie perfekcyjna pania domu jest ponad moje sily.
Klepisko zamiecione, czek.
Gary oskrobane, czek.
Koszuliny i onuce wyprane na tarze i rozwieszone na sznurach na polu, czek.
Dwa meble wyciosane i skrecone, ustawione, omiecione z kurzu, czek.
Ide robic pizze. Nie ide pic.
Perfekcyjna, no mowie.

* * *

Brak komentarzy


 Kocica (*)  trafila mi prosto w serce swoja ostatnia notka i podebralam jej mantre, bez pytania. Chociaz w skroconej wersji, bo „chuj” mi przez gardlo nie przechodzi (i tym samym zrujnowalam sobie wlasnie opinie kochanki doskonalej, czuje ;)).

Niepozmywane naczynia, gora prania i kurz pod stolem. Tak juz mam.

Dziecko w sobote od switu 3 godziny przed telewizorem. Tak juz mam.

Wino, bol glowy i niewyparzona geba.

Ale wczoraj za to bylam fajna, zgodnie z planem. Pare razy tylko musialam ugryzc sie w jezyk, bo mam tu na oku ostatnio jedna taka pszyjaciulke, co jest troche za mila dla swiata.

Po malu lecze sie z alergii na ta niewielka osobke i nabieram do niej dystansu, ale musze przyznac, ze zdazyla mi juz zepsuc (nieswiadomie) pare wieczorow.

Sama sie nakrecam, (end nau ewrybady: „tak juz mam”).

Dobrze ze juz ide na urlop za chwile, bo siedzenie w pustym biurze to katorga, cicho jest jak makiem zasial, az oczy same sie zamykaja.

Szczegolnie po wczorajszym wieczorze w stolicy Europy, gdzie za calkiem pokazna sume nabylam bol czerepa w zestawie z zoladkiem wywroconym na lewa strone.

Milego weekendu i do uslyszenia niebawem.

*   (www.a-kocica-papierosa,blog.pl)

* * *

7 komentarzy


Wiztyta u Ex-a zagotowala mi na chwile krew, bo zastalam Oliwka charczacego i z goraczka, a jego beztroski tatus oczywiscie zrobil ze mnie paranoiczke. Tylko ze w przyszlym tygodniu wyjezdzamy z Oliwkiem na urlop i wolalabym zawiezc nad morze zdrowe dziecko, a nie cherlaka na antybiotykach. Wieczorem dostalam smsa, ze zaprowadzi go dzis do lekarza. Alleluja.

Za kare, ze nie potrafilam sie zachowac, nie podano mi nawet szklanki wody.

Poza tym – matko bosko – juz nie dlugo pierwszy wrzesnia, a my jeszcze nie zaopatrzeni w tornistry ani w biurka.

Zacznie sie (rowniez dla mnie) studiowanie matematyki po flamandzku, pozniej historii Belgii, rowniez po flamandzku… podszkole sobie jezyk, to pewne.

* * *

Czy podobal mi sie film „Inception”? – TAK, bardzo, bardzo mi sie podobal, fajne efekty specjalne i fajny Leonardo. Lubie go od dnia, w ktorym obejrzalam „Co gryzie Gilberta Grape”. Jest swojak i zaprosilabym go chetnie na wino.

* * *

Podczas wczorajszej przebiezki spotkalam grupe seniorow z klubu „Harpa”, z ciekawosci wyguglalam sobie ta organizacje i okazalo sie, ze to takie zajecia dla pacjentow z problemami kardiologicznymi. Spotykaja sie w parku, zeby biegac i wspolnie cwiczyc pod okiem specjalistow. Musze przyznac, ze lza mi sie w oku zakrecila na widok kilkudziesieciu starszych pan i panow w szortach, cwiczacych miarowo na srodku boiska. Podziwiam ich za determinacje i zastanawiam sie czy mi sie bedzie chcialo w ich wieku, czy bede siedziec przy oknie i czekac na wiztye szczuplej damy z kosa.

* * *

Zrobilam wczoraj fajitas, nakarmilam towarzystwo i poszlam spac przed polnoca. A mial to byc spokojny wieczor przed tv. Weekend zapowiada sie bardzo intentsywnie, juz od dzis, mam nadzieje ze nie opeta mnie zaden znajomy demon, ze bede mila dla swiata i delikatna jak ten kwiatuszek.

* * *

4 komentarzy


W Paryzu najbardziej lubie chodzic bocznymi uliczkami i chyba lubie bywac tam sama, chociaz w ten weekend mialam towarzystwo i zlego slowa nie powiem.

Lubie polegiwac w parkach, jesc ciastko z rabarbarem, przygladac sie grafitti i ludziom. Wieza Eiffla wprawia mnie w zachwyt za kazdym razem, gdy stoje u jej stop, ale nie czuje najmniejszej potrzeby sterczenia w godzinnej kolejce po bilet na drugie pietro. Za to czuje jak przyciaga mnie tamtejszy trawnik, wiec padam nan i gapie sie na Zelazna Dame, podsluchujac swiergoczace nieopodal Rosjanki.

Ulubiony restaurator wzial sie i pojechal na urlop, w zwiazku z czym opowiesc o niezliczonych smakolykach kuchni Libanskiej bedzie musiala poczekac na swoj dalszy ciag do nastepnego razu. A szkoda, bo frunelam tam jak na skrzydlach, tylko po to, by zobaczyc taborety odwrocone do gory nogami i spuscic nos na kwinte przed informacja o miesiecznym urlopie.

Mam pretekst by pojechac jeszcze raz, zaraz na poczatku jesieni, mam nadzieje.

* * *

Brak komentarzy


Ledwo zdaze przysiasc na sluzbowym fortelu, a juz Jabluszko (ta, co wiecznie chrupie jablka), leci z niecierpiacym zwloki problemem. A ja tak nie umiem zaczac dnia, najpierw musi byc kawa, rogalik i kwadrans w necie, potem maile, a potem dopiero mozemy pogadac o sprawach zawodowych. To tak jak ze sloniem, co to podobno ma trabe, zeby sie tak nagle nie zaczynal.

Moja traba dnia roboczego jest sniadanie i blogusie.

Mam ze soba problem od jakiegos czasu – rozdmuchuje blachostki do rozmiaru katastrof, nie wiem jeszcze jak sie z tym uporac, szczerze mowiac.

Potrafie sie tak nakrecic, ze az drza mi dlonie, a potem okazuje sie, ze niepotrzebnie i ze psuje wieczor nie tylko sobie, ale jakos niewiele ucze sie na wlasnych bledach i nastepnym razem sytuacja sie powtarza.

A jak juz mi w glowie zaswita jakas podla mysl, to spalam sie w trzy sekundy na kazde jej wspomnienie.

Ciezki przypadek, powiadam wam. Pisze to ku pamieci, mam nadzieje ze kiedys bede sie z tego smiac.

Jade sie odreagowac w Paryzu, bo to rzut beretem ode mnie. Mowcie co chcecie, ale dla mnie jest to drugie ukochane miasto (po Lizbonie, rzecz jasna) i juz sie nie moge doczekac niespiesznego przemierzania ulic i konsumpcji wina w tamtejszych ogrodkach. A potem sobie potem zamruczec, jak Catherine Deneuve:

…I only sin(g) in French…

* * *

Brak komentarzy


Nie wiem jak na Panstwa, ale na mnie pogoda ma potezny wplyw i gdy zanosi sie na deszcz. lepiej bez kija nie podchodzic.

Chodze podirytowana od bladego switu, powodow ku temu nie mam zbyt wielu, ale zawsze moge sobie jakis znalezc. I znajduje za zwyczaj.

Ofiare – worek bokserski, na ktorym wyladowuje sie, gdy miarka sie przebierze, rowniez.

Siedze za biureczkiem, stukam czerwonymi pazurkami w blat i czekam, zeby ktos mi sie tu nawinal i nie daj Boze czegos ode mnie zechcial.

Fabryka poddaje nas krioterapii, klima wychladza czlonki (i czlonkinie) do tego stopnia, ze wychodzimy przed biuro ogrzac sie i zaden zacinajacy deszcz nas nie powstrzyma.

Kantyna ma u mnie prze-ra-ba-ne, bo pewne japonskie danie, na ktore lasa jestem straszliwie, podali w poniedzialek, a ja nieswiadoma tygodniowego menu, skonsumowalam przy biurku przyniesiona przez siebie kanapke.

Sama bym nigdy nie uwierzyla, ze ryz z surowym tunczykiem bedzie u mnie wywolywal takie emocje.

No i prosze bardzo, my tu sobie gadu gadu, a w miedzy czasie nadeszla godzina podbicia karty i spadniecia do domu.

Co tez czynie natychmiast. Orewua.

* * *

1 komentarz


Moja rzeczywistosc na tyle odbiega od „normalniej”, ze czesto widze ludzi w moim otoczeniu, jak siedza z otwartymi gebami w sytuacjach, ktore dla mnie sa chlebem powszednim. I musze sie przez chwile zastanowic, co jest takie szokujace.

Ano na przyklad wczoraj byl u mnie na wsi festyn. Okoliczne restauracje wystawialy na ulice kramiki, w ktorych mozna bylo za pare euro sprobowac, co serwuja swoim gosciom na codzien. Nie przepadam za takimi imprezami, bo czlowiek snuje sie krok za krokiem w tlumie ludzi, wszedzie sa kolejki i jedzenie z reguly jest duzo gorsze niz w samych restauracjach.

Aczkolwiek jezeli taki festyn wypada w sloneczna niedziele, stanowi niezly pretekst do przesiedzenia paru godzin ze znajomymi, w ktoryms z ogrodkow na rynku.

Ale do rzeczy.

Dzielilismy sie opowiesciami o roznych wstretnych rzeczach, ktore wpadaja ludziom do buzi we snie, gdy nagle uslyszalam piskliwie „mamiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii” i zanim sie zorientowalam blondi wskoczyl mi na kolana i zaprezentowal rane drapana, swiezo nabyta.

Za chwile podszedl Ex-chlop, przywital sie kulturalnie i zapytal, co slychac. Wymienilismy pare slow i Ex odszedl kawalek dalej saczyc piwko ze swoimi znajomymi, a Oliwek zaczal czarowac moje towarzystwo.

Ci, ktorych dopiero wczoraj poznalam, wytrzeszczyli oczyska i gapili sie na przemian na mnie, na Oliwka i na Exa, z ktorym rzucalismy sobie od czasu kontrolne spojrzenia, potwierdzajace miejsce przebywania naszego dziecka, ktore zaczelo krazyc miedzy stolikami.

Szokujacym jest zapewne to, ze nie odwracamy glow na swoj widok, ze Oliwek nie urzadza histerii czepiajac sie mojej spodnicy i ze jakos nasze przypadkowe spotkania nie maja posmaku traumy rozbitej rodziny i wlasnie jest „normalnie” mimo tego, ze osobno.

Jezus, jak ja sie ciesze, ze tak sie to wszystko uklada, ze wszystko mozna na spokojnie i bez obrazania swojego bylego partnera.

Bo historie, ktore slyszle od ludzi po przejsciach, sa bardzo czesto poprzetykane kretynami, sukami  i durniami.

A moja – dzieki Bogu – nie.

* * *

Brak komentarzy

Weekendy przeciekaja mi miedzy palcami, ten byl zakupowy i pod znakiem Pineau de Charentes.
Po odstawieniu Oliwka szukam sobie miejsca przez pare godzin i jest to troche dziwne uczucie.
Obcielam mlodemu wlosy, wyglada zabojczo i strzela tymi swoimi wielkimi oczyskami, nie zamykajac buzi przez caly dzien.
Dobrze, ide w swiat.
Jak tylko skoncze ogladac Tare, ta co Haniuta polecala.
Rewelacja.


  • RSS