werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2010

* * *

2 komentarzy


Czytalam sobie dzis bloga:
http://agatapassententer.blog.onet.pl/
, i ostatnia notka kazala mi sie zastanowic nad moimi znajomymi i ich mezami / zonami.

Uo Jezus Maryja.

W zasadzie jest pol na pol. Niektorych widze chetnie w duecie i partner w sposob naturalny staje sie czescia towarzystwa, w paru przypadkach jest mi wsjo rawno czy zoneczka bedzie obecna, czy nie, natomiast zdarzaja sie rowniez narzeczeni, na ktorych widok dostaje gesiej skorki i to jest bardzo niekomfortowa sytuacja.

Wspominamy sobie czesto z G., jakie to szczescie mialysmy za czasow mojego malzenstwa, bo nasi slubni zakumplowali sie ze soba rownie blisko jak my (spotykaja sie do dzisiaj), wiec wspolne kolacje byly czysta (i czesta) przyjemnoscia.

Z obecnymi partnerami niektorych kolezanek laczy mnie tak malo, a nawet, powiedzialabym, dzieli mnie tak duzo, ze nie wysilamy sie zbytnio zeby cos razem zorganizowac. I to tez nie jest zly uklad, pod warunkiem ze kolezanka (kolega) nie dostanie zakazu samotnego wychodzenia z domu. Do konca zycia.

Nie umiem niestety za bardzo udawac zachwytu nad nowo poznanym kandydatem, jezeli wydaje mi sie, ze absolutnie nie pasuje do mojego znajomego. Nie cierpie pytan: i co? fajna? fajny?, kiedy oczekuje sie ode mnie lania miodu, pytajacy ma maslane oczy, a mi cisnie sie na usta: bierz kurtke i zwiewaj, poki czas.

No ale wiadomo, ze kazdy sam sobie sciele, wiec potem sie wysypia (albo nie).


Dobrze ze zyje w czasach, gdy mozna sobie chodzic na babskie piwka, zostawiac chlopow z dziecmi w domu, i nikt nie powie, ze nie wypada.

* * *

Brak komentarzy


Wzielam pod lokiec biurowa kolezanke – Meksykanke i mowie „podaj no mi, mila, pare magicznych sosow do tacos, wiesz, jakie tam specjaly wsadzacie do srodka?” Mrugnelam porozumiewawczo lewym okiem.

A ona mi na to, ze caly urok tacos polega na tym, ze wsadza sie miecho, sos, moze troche salaty, moze fasole i juz. Bez zadnej finezji i wielogodzinnego stania przy garach.
I tak wlasnie lubie. Bo w piatek zaprosilam sobie dziesiec osob i bedziemy wspolnie wypychac zoladki.

Bardzo lubie gotowac dla duzej grupy ludzi, wole dla dziesieciu, niz dla trzech. Musi bylam w poprzednim zyciu kucharka w polowej kuchni wojskowej.

* * *

Wczorajsza wizyta u L. troche mnie przygnebila. Lubie ponarzekac na facetow (a jakze!), jakie to sieroty, co guzika nie potrafia przyszyc ;) , ale wczoraj praktycznie nie wyszlysmy poza ten temat. W dodatku co innego troche sie ponabijac z relacji damsko – meskich i z dziwnych przyzwyczajen swojego lubego (a jakze!), a co innego obnazac, jedna po drugiej, jego wady.

Ciezko mi bylo na duszy po tej wizycie i mialam wrazenie, ze ktos spuscil ze mnie powietrze.

Na szczescie w domu cisza i spokoj, szum komputera i czyste powietrze.

* * *

2 komentarzy


Zmeczylam sie tym weekendem, niby nic takiego sie nie wydarzylo, ale nie odpoczelam.

Wkurzam sie na sama siebie, za marnowanie czasu. W weekend powinno sie podladowac baterie, w jakikolwiek sposob, lezac i pachnac, sprzatajac, wloczac sie po parku, a nie. Chyba jednak, wbrew odwiecznej alergii na rutyne, musze wprowadzic jakis plan zajec, chociaz pare punktow tygodniowo, bo snucie sie po chalupie bez celu nie wychodzi mi na dobre.

Zdecydowanie rowniez musze wrocic do sportu, ktory ostatnimi czasy zagrzebal sie gdzie pod kocem, bo fizyczny wysilek dobrze robi mi na glowe.

Oraz zajac sie czyms konkretnym (zaczne lepic gary, albo malowac na szkle :) albowiem zaprawde powiadam Wam, zbyt czeste zastanawianie sie nad sensem istnienia wywoluje u mnie stany lekowe i ogolne zniechecenie.


* * *

Odbijajac identyfikator w fabryce o 6:50 rano, zastanawiam sie co ja komu zrobilam zlego, ze musze na nocna zmiane pracowac. 

* * *

2 komentarzy


Wpadlam wczoraj do sklepu z bielizna i wycisnelam Vise do ostatniej kropelki. Z wielka i nieukrywana przyjemnoscia.

Wieczorem w oparach dymu wysluchalam opowiesci o pewnym koledze, ktorego zonie odbila szajba. Zostawila meza, dwojke dzieci i dom, dla swojego szefa (!!), z ktorym od jakiegos czasu chodzila na kurs tanca. Panna zachowuje sie jakby miala osiemnascie lat, do domu wraca tylko po to, zeby sie przespac, a jako ze maz wie o jej nowej milosci, oficjalnie wychodzi na cale noce oraz ma w tylku dzieciaki, zakupy i pranie.

Obawiam sie, ze nie bedzie szczesliwego zakonczenia tej historii.

Szefowi przestanie sie podobac, gdy jego kobieta zacznie mu przyprowadzac swoje dzieci do domu co drugi tydzien (bo pewnie tak standardowo bedzie po rozwodzie, o ile sprawy zajda tak daleko). Bo Szef chce goracej kochanki, mlodszej o 20 lat i dyspozycyjnej, a nie matki nieswoim dzieciom.
Panna podwinie ogon i wroci do meza, pewnie zmieni prace, bo nie sadze zeby chciala pracowac dla bylego kochanka.

Najdziwniejsze dla mnie w tym calym zamieszaniu jest to, ze pamietam ta dziewczyne sprzed paru lat – cicha, szara myszka, ukladna i zakochana na zaboj w swoim obecnym mezu. Kto by ja podejrzewal…
Chociaz moze wlasnie dlatego, ze do tej pory byla cicha i potulna.
Nagle ktos (goracy Latynos) otworzyl przed nia wrota pasji, namietnosci i szalenstw do bialego rana.
Wyrwala sie z domu, gdzie maz po pracy zakladal kapcie, trzeba bylo podac obiad i dzieciaki wsadzic do wanny.

Szkoda mi przede wszystkim dzieci. Nie wyobrazam sobie co przezywaja, bo nie moge sobie wyobrazic co czuje male dziecko, gdy matka zupelnie przestanie sie nim interesowac.

Beznadzieja po prostu.

* * *

6 komentarzy


Mama, w trosce o zdrowie swojej najstarszej corki, podeslala mi linka do arytuklu o kobietach zbyt czesto popijajacych winko i o marskosci watroby. (Przeczytalam sobie i musze przyznac, ze owszem, calkiem pasuje do opisu, tylko „dobrze zarabiajaca” nie mozna o mnie powiedziec). Fak, niczego juz nie wolno. Palic nie wolno, winka w domu nie wolno (malo acz czesto – sito z watroby ponoc), upijac sie nie bylo wolno nigdy.Najgorsze jest to, ze jak czlowiek sobie wygugla, to zaraz ma wszystkie objawy.

Na tescie, majacym wykazac czy moge byc uzalezniona, wykrecilam naprawde niezly wynik. „Czy odnioslam kiedys wrazenie, ze przesadzilam z alkoholem?” WHAT DA… A kto nie odniosl?!
(A moze to byl test na Swietobliwosc Wszelaka?)

Bez sensu zupelnie. Teraz bede trzesc tylkiem nad kazda otwierana butelka
I bede sie wsluchiwac w warczaca watrobe. No pieknie.

 

 Acha! – jesc sie nie chce w porze obiadu? A pisali ze przy marskosci nie dopisuje apetyt.
Swedzaca skora – drapie sie od samego rana, wiec szkoda slow.

 

* * *

6 komentarzy


Bardzo mnie to porownianie rozbawilo.

Dodam, ze odnosi sie do pewnej kategorii zonatych facetow, w separacji (ze zona go nie rozumie, ze wcale ze soba nie spia…), posiadajacych profil na portalu randkowym:

„… mowie ci, jak malpa – nie pusci jednej galezi, dopoki nie zlapie sie drugiej…”

Lovely.

* * *

3 komentarzy

Od wczoraj, od polnocy, odcieci  jestesmy od mieszkania, albowiem przyszedl mily pan strazak, zabebnil do drzwi i ewakuowal caly blok.
Poniewaz jakis palant chcial odetkac ubikacje w swoim mieszkaniu, na szostym pietrze, za pomoca WEZA PRZECIWPOZAROWEGO, znajdujacego sie na korytarzu.
Zalal caly blok, do parteru i nie mamy szans na wejscie do domu przed poniedzialkiem, bo musza osuszyc cala instalacje elektryczna.
Moglo byc gorzej. Nic sie nie spalilo, mam gdzie spac, a moje mieszkanie pozostalo suche.

Co za idiota trzeba byc, przysiegam.
FACET, oczywiscie*

* w zemscie za wszystkie komentarze o babch za kierownica.

* * *

3 komentarzy


Dobrze ze nie robilam imprezy urodzinowej Oliwka wczoraj, bo pewnie ciasto by sie nie udalo, goscie by nie dopisali, a sam jubilat dostal by w trakcie ataku grypy zoladkowej.

Taki to byl wczoraj dzien.

Na ten przyklad zachcialo mi sie dania z cukinia. To znaczy, w pewnym sensie bylam zobligowana do uzycia cukinii, bo znajomy znajomego podrzuca mi co drugi dzien okazale sztuki, wielkosci zdrowego noworodka, i cos musze z tym robic. (wydrazyc i polozyc sie w srodku, jak w kolysce?).

Podkusilo mnie, zeby toto nadziac miesem i zapiec.

Pierwsza godzina, niedzwiedz spi…

Druga godzina, niedzwiedz spi…

Trzecia godzina, kucharka chrapie, a cukinia twarda jak kamien, jakby ogien sie jej nie tykal. (tak, podlalam rosolem, tak, przykrylam).

Wpadlam w szal, posiekalam calosc w drobny mak i usmazylam na patelni. Juz o 23:00 nadawalo sie (?) do konsumpcji.

Takze dziekuje bardzo za takie przepisy. Zostaje przy www.obiadw7minut.pl

Mamy tu piekna jesien, tak przy okazji. Kasztanowiec pod domem wyjatkowo obrodzil.

Ma ktos pomysl na kasztany nadziewane miesem?

* * *

8 komentarzy

Oliwek konczy dzis 6 lat.
Kiedy, pytam sie, to zlecialo?

(W zasadzie urodzi sie za 4 minuty, oj pamietam, pamietam, jak dzis :)

Sto lat, blondasie!!

* * *

4 komentarzy


Drazliwa kwestia calowania doroslych.

Zarzucono mi, ze Oliwek nie wita sie (i nie zegna) jak nalezy. Az mnie zamurowalo. Rzeczywiscie czasami musze przypominac mu, zeby powiedzial „dzien dobry”, ale zdarza sie to zazwyczaj wtedy, gdy przychodza do nas ludzie, ktorych on mniej zna i troche sie na poczatku wstydzi. Albo mu sie czasami zapomni, nie wiem. W kazdym razie nie zauwazylam zeby perfidnie nie odzywal sie na widok moich gosci.

Wystarcza mi rowniez w zupelnosci, jezeli powie „czesc” i nie zmuszam go do rozdawania calusow, bo po pierwsze: nie musi miec ochoty na cmokanie w policzek ludzi, ktorych nie zna, a po drugie: nie kazdy dorosly lubi byc calowany przez obce dzieci. Scielam sie w tym temacie wczoraj z jednym kolega, bo w jego kulturze wszyscy caluja wszystkich na powitanie.

I to jest uwazane za normalne.

O ile ja, osoba dorosla, zdaje sobie z tego sprawe i szanuje ten zwyczaj, spotykajac sie z tamtymi znajomymi, o tyle nie koniecznie zmuszam do tego Oliwka.

Moze powinnam?

Mysle ze kompromisowym rozwiazaniem byloby podawanie reki, a Mlody sam zadecyduje jak bedzie chcial dac komus buziaka.


  • RSS