werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2010

* * *

2 komentarzy


Za pare godzin wioze mlodego do mamy i juz sie nie moge doczekac, kiedy bedziemy na miejscu. Chociaz dzisiaj dotarlo do mnie, ze ferie u dziadkow oznaczaja prawie trzy tygodnie nieobecnosci Oliwka w moim domu, a to bardzo dlugo. No nic. Tradycyjnie damy rade. Wczoraj spotkalismy sie na chwile. Dziecko powisialo mi na szyi, jak malpka, wysciskalam go na zapas i tyle mnie widzial. Powiem Wam, ze takie macierzynstwo na pol gwizdka to kombinacja duzej swobody (czasu wylacznie dla siebie) i mega hiper frustracji za kazdym razem, gdy ukladam rzeczy w jego pustym pokoju. Ale nikt nie obiecywal ze bedzie latwo, prawda?

Nie wiem czy AD2010 to zly rok, czy sredni, ale mam wrazenie, ze duzo sie dzieje. I ze to, co sie wydarzylo w tym roku, bedzie mialo duzy wplyw na moje dalsze zycie.

(Niesprawiedliwie jednak byloby pominac wszystkie dobrodziejstwa: narodziny siostrzenca, podroze, dumnego pierwszoklasiste, samochod, wakacje z przyjaciolka, stabilizacje w serduchu i duzo planow na przyszlosc. – eeee…moze to jednak dobry rok, tak naprawde? :)


* * *


Lubie takie dni, jak wczorajszy. W zasadzie nie wydarzylo sie nic nadzwyczajnego, po prostu bylo mi dobrze i blogo. Jednego dnia czuje sie jakbym krazyla we mgle, a nastepnego wszystkie elementy ukladanki zaczynaja do siebie pasowac i jest to najbardziej oczywista rzecz na swiecie.

Kocham to uczucie, taki wewnetrzny spokoj.

* * *

7 komentarzy


(Tematycznie blisko ostatniej notki Porta Celeste)


Parcie na bezzmarszczkowe lico (i podciaganie tego i owego przez pana chirurga) troche mnie smieszy, a troche smuci. Z jednej strony odmladzanie sie za wszelka cene, z drugiej przesuwanie granicy miedzy mlodoscia a „jest juz za pozno…”

Wszystko w zaleznosci od kontekstu, oczywiscie. I od plci.

29 lat to za wczesnie na dziecko (niech sie chlopak wyhula przed trzydziestka), ale nie za wczesnie na kierownicze stanowisko. (Facet)

29 lat to hohohoho, moja panno, zegar tyka, ostatni dzwonek na pierwsze dziecko (Kobieta)

35 lat – czas na pierwszy botoks, nie jestes juz najmlodsza (Kobieta), konkurencja nie spi.

Nie wiem w jakim kierunku to zmierza, ale mozna sie pogubic. Chyba rzeczywiscie samemu nalezy zdecydowac, czy w wieku lat trzydziestu paru blizej nam do”mlodosci” czy do „dojrzalosci”.

A te ponaciagane kobiety – czy rzeczywiscie wygladaja mlodziej, czy tylko gladziej, w stosunku do sredniej krajowej? Czy rzeczywiscie mozna oszukac publike, ze ma sie 10 lat mniej? Po takiej metamorfozie nalezaloby zmienic kompletnie otoczenie, bo przeciez ludzie w kolo wiedza ile naprawde mamy lat. Mozna (?) oszukac tylko nieznajomych.

Wiec jak to tak naprawde jest, he? Czujecie sie mlode, kolezanki?

* * *

2 komentarzy


Poszlam ci ja wczoraj do apteki, wykupic recepte, bo po raz kolejny w tym roku padlo mi gardlo, Wot, taka to moja Achillesowa pieta.

Do kompletu poprosilam pudelko witaminy B i jakiez bylo moje zdziwienie, gdy pani za to pudelko zaspiewala 25 euro. Mowe mi odjelo na chwile, po czym zaskrzeczalam, ze dziekuje bardzo i przywioze sobie z Polski. Pani spojrzala na mnie z politowaniem i powiedziala, ze to NIE TO SAMO. No pewnie ze nie, u nas witamine B robi sie przeciez z wody i maki wroclawskiej.

Powariowali tu juz zupelnie.

A wczoraj ogladalam niezly program. Seria reportazy „An idiot abroad” – czyli pewnego pana wyslali w swiat, zeby sobie obejrzal 7 cudow z bliska. I zaznakomilsja z miejscowa ludnoscia. Pan nienawidzi podrozowac i w ogole malo co lubi, a przydarzaja mu sie tam w swiecie rozne zabawne sytuacje.

I ogladajac ten program bylo mi dane zobaczyc, jak jeden uduchowiony Baba (dobrze mowie?) w Indiach nawinal sobie (naprawde!) siusiaka na kijek, poczym zakrecil tym kijkiem o 180% i jakby jeszcze za malo bylo wrazen, przeciagnal cale to ustrojstwo miedzy nogami i umiescil pod pupa. (Tego sie raczej nie da opisac slowami, ale probuje, nie?) WHY?? – pytam sie. Czy stal sie przez to lepszym czlowiekem?

Obejrzyjcie sobie, jezeli myslicie ze wasza sasiadka jest dziwna. Jeszcze scie dziwnego nie widzieli, slowo daje.

Narazie bylam w Indiach i Chinach, i powiem Wam, ze masaz plonacymi szmatami tez jakos nie za bardzo mnie kreci…

To czesc.

* * *

2 komentarzy

Wczoraj sikal w pampersa, a dzis pisze. W gowie mi sie to nie chce pomiescic.

* * *

Brak komentarzy


Nareszcie czuje sie wyspana. Tylko jezeli mialabym zapewnic sobie taka ilosc snu codziennie, nie wyrobilabym sie, bo przeciez trzeba tez troche zyc, w przerwach miedzy drzemkami, nie?

Najpierw niepedagogicznie posadzilam dziecko przed tv (Pipi Langkaus :) i odplynelam na godzine, okutana w miekki kocyk.

Dziecko z wdziecznosci przynioslo mi przytulanke i skrecilo sie w chinskie es na fotelu obok (bo nie da sie „normalnie” usiasc i ogladac, trzeba wisiec glowa w dol i rozczapierzyc konczyny).

Zadzwonil budzik (cwaniara ze mnie, he? ;) wiec z obledem w oczach zbieglam na dol przestawic zegar na parkingu.

Wrzucilam mlodego do wanny, zamieszalam nim w te i nazad trzy razy (-> umyty), owinelam pizama, zapakowalam pod koldre, odstawilam codzienny teatrzyk polsko-flamandzki „Mis idzie na basen”, cmoknelam w plowa lepetyne i wrocilam na sofe „ogladac” tv. O 22:00 odemknelam jedno oko i stwierdzilam, ze czas spac. Zawinelam sie do sypialni i tyle mnie widzieli.

Nie wytrzymam, coz za szalony wieczor, no nie?

Podobno kiedy spimy, to sie nie starzejemy. Mam szanse zostac 30-something forever.

A dzisiaj ide na koncert jazzowy. Byc moze zakuje sie w nowe kozaczki, bardzo wysokie, o ile bede miala czas, bo ich zakladanie to ciezka fizyczna praca i nie da sie tak w piec sekund.

Chcesz byc piekna, to cierp, kolezanko.

Ostatnio jak przyszlam do biura na obcasach i spojrzalam naszemu GM na czubek lysiny, zrobilo mi sie bardzo niekomfortowo. Jemu tez, bo nagle musial zadrzec glowe, zeby spojrzec mi w oczy.

Takze daruje sobie. (Znam swoje miejsce :)

* * *

Brak komentarzy


Z cyklu madrosci przy obiadowych:


Wiec na poczatku jest tak, ze mama zakochuje sie w tacie, a tata zakochuje sie w mamie.

A potem mama zakochuje sie w innym panu.


aaaaaaa…jezusmaryja…czy ma sens tlumaczenie, ze nie koniecznie musi byc tak?.

* * *

4 komentarzy


Mialam gosci w weekend. Ucieszylaby mnie ich wizyta, ale potwornie stresuje mnie ich dzieciak, ktorego nie nauczono jak sie bawic i jak sie czymkolowiek zajac, wiec snuje sie po mieszkaniu i psuje wszystko, co znajdzie sie w jego zasiegu. Jego mama reaguje dopiero wtedy, gdy ja mu zwroce uwage, wtedy dzieciak dostaje lanie i laduje za kare w kacie. Po pietnastu minutach wszystko zaczyna sie od poczatku.

Na wstepie swojej wizyty ten maly niszczysciel porwal Oliwka urodzinowa korone, powgniatal plastikowe kregle (fajnie sie po nich depcze) i wyrwal antene ze zdalnie sterowanego samochodu.

W niedziele rano zabralam go (i Oliwka) do parku (zeby zaoszczedzic sobie stresu, bo przeciez nie bede wszystkiego w domu chowac), wiec L. wyzywal sie na drzewach i krzewach, w koncu mi uciekl i naprawde mialam wielka ochote zostawic go w tym parku i wrocic do domu.

Ja pierdole, po prostu. Nie znam takiego drugiego egzemplarza.

Do tego jest francuskojezyczny, wiec z moim malo finezyjnym francuskim ciezko mi mu cokolwiek wytlumaczyc, bo gowniarz mnie nie rozumie :))

Nie miesci mi sie w glowie jak mozna tak zaniedbac wychowanie dziecka, bo nie mam watpliwosci ze wina lezy calkowicie po stronie rodzicow. I strach pomyslec, co bedzie soba reprezentowal za 10 lat. Jest chyba jednynym znanym mi dzieckiem, ktore nie zdalo w pierwszej (!!) klasie podstawowki.

Zdecydowanie nie zrelaksowalam sie w ten weekend.

Moje dziecko (za to) wynagrodzilo mi (jak zwykle) opowiesciami przy stole.

- Mamo, wiesz co jest naprawde wazne?

- Nie wiem.

- Wazne jest, zeby nie deptac grzybow w lesie.

Wiem Oli, jest to rowniez jeden z moich priorytetow.

* * *

Zdecydowanie wole kroic warzywa do spaghetti, niz zastanawiac sie nad sensem zycia. Musze miec konkretne zajecia – sprzatanie, przyszywanie guzikow, przegladanie szkolnych papierow, musze miec jakis cel i widoczny rezultat.

Nie znosze taplania sie w ledwo cieplej kaluzy, na wpol zadowolenia i braku perspektyw.

A co u Was? Zimno?

* * *

Brak komentarzy


Wpadlam na chwile do Nowego Yorku. Ostatniej nocy.

I co? Zamiast pic Cosmopolitan’y wysnilam sobie, ze zaraz po wejsciu na Manhattan ukradli mi portfel. Caly sen biadolilam, ze karty kredytowe, ze prawo jazdy i ze jak ja wroce do domu, przeciez nie mam paszportu. Co za zlosliwosc losu.

* * *

2 komentarzy


Rozwijam skrzydla. Wczoraj wypuscilam sie samodzielnie na przedmiescia stolicy – dojechalam i wrocilam. Owszem, jestem z siebie dumna. Wieczor bardzo rozrywkowy, spedzony z kolezankami z pracy. Czego to ja sie nie dowiedzialam, no, no… I przy mojej bardzo przeciez wybujalej wyobrazni, jakos nie widze niektorych delikwentow (w pracy sztywnych jak pal Azji), jako menago brylujacych po godzinach w miejscowych klubach, stawiajacych szampany wszystkim obecnymi. Jak to mowia – nie oceniaj ksiazki po okladce.


Od kiedy otworzyli mi parking w sasiedztwie, moge wstawac do pracy o 7:00, a nawet jakbym sie uparla to o 7:30. Co za luksus, czuje sie, jakbym pana Boga za nogi zlapala.
A dzis (ze spraw motoryzacyjnych jeszcze) musialam pojechac gdzies samochodem z reczna skrzynia biegow i to bylo bardzo zabawne przezycie, bo juz nie pamietam kiedy uzywalam sprzegla po raz ostatni.
Tak wiec rzalam histerycznie popierdujac na jedynce, za kazdym razem, gdy trzeba bylo ruszyc. Uo laboga.
Ale nie zgasl ani razu i tego sie trzymajmy.

* * *

4 komentarzy


Zanim Oliwek pojdzie spac, bawie sie z nim przez chwile, udajac ze jego przytulanka – Kubus Puchatek – jest prawdziwym misiem. „Podkladam” misiowi glos i gadamy sobie we trojke o tym, co robilismy w ciagu dnia. Mis mowi wylacznie po polsku, rzecz jasna. I ten maly blond cwaniak zwracajac sie do mnie mowi po flamandzku, a do misia – calkiem poprawna polszczyzna. Rozklada mnie to na lopatki, bo Oli zupelnie nie kojarzy, ze mis i ja to przeciez ta sama osoba :D Wczoraj mnie rozbawil, bo rozmawialismy o chodzeniu na basen i Oliwek zapytal konspiracyjnym szeptem (po flamandzku) jak sie nazywaja po polsku kapielowki. (zeby mis nie uslyszal :))

Sporo juz umie przeczytac, podtykam mu polskie ksiazki, zeby uczyl sie rowniez „naszych” liter. Poki co cala zabawa w szkole bardzo mu sie podoba, kazal sobie postawic krzeslo przy biurku w swoim pokoju,. bo on teraz „musi sie uczyc”. Fajny jest, no.


Na chwile jakby wrocilo lato, wiec carpe diem, bo znajac moja obecna ojczyzne, moze sie w kazdej chwili rozpadac na najblizsze 3 tygodnie.

Gdzies bym chetnie poleciala, nosi mnie. Checi sa, teraz tylko trzeba wygrac w totka (albo przestac kupowac pierdoly) i mozna ruszac w droge.


  • RSS