werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2010

* * *

5 komentarzy


W ramach dbania o zdrowie dalam sobie podziubac w zebie madrosci (a powinnam byla – zgodnie z zaleceniami poprzedniego dentysty – wyrwac w cholere jasna cala trojce). Wcale nie mam tam teraz jesieni sredniowiecza. A skad. Oraz zaliczylam kolejnego wirusa gardla (co miesiac ostatnio). Zuzywszy w godzinach pracy jedyne 70 – fakin – dziesiat chusteczek, w piatek polozylam sie na sofie i odmowilam wspolpracy.

Dziecko nie natarte w zeszlym tygodniu kremem ani razu (kolejna zima, kolejna dyskusja z ex-em , „warto czy nie warto korzystac z cudow przemyslu kosmetycznego”), zawitalo w me progi ze skorupa od brody do nosa, rece mi opadly po prostu.

Rozumiem, gdybym kazala depilowac Oliwkowi brwi – mozna byloby to nazwac lekka przesada. Ale dbanie o to, zeby mu sie liszaje nie robily? Szlag mnie trafia.

Odchodzac od tematow dermatologicznych…

… zonkile mi zaczely kielkowac, ale jaja, co?

Bedac raczej kiepska ogrodniczka, wystawilam na balkon (w okolicy maja) kompletnie zaschniety, powielkanocny stroik i skreslilam z listy „do podlewania”. Wiecie, zrobila sie z tego taka sucha dekoracja, calkiem niezle sie prezentowala na balkonowym stoliku. Az tu nagle, w zeszlym tygodniu, patrze ci ja, a tam przebija cos zielonego. Zonkile – wariaty postanowily wyrosnac w grudniu, takze pewnie za niedlugo bede miala fajny, wiosenny klimat w domu.

Rosliny domowe maja duzo wspolnego z facetami domowymi – jak sie je (ich) traktuje z nonszalancja i sporadycznie poswieci 5 minut uwagi – wygladaja kwitnaco. Bron Boze nie nalezy przesadzac. Jak sie zaczyna nad nimi skakac, ciu ciu ciu, podlewac, zupki podawac, to po dwoch tygodniach opadaja i gnija. Rosliny w doniczce – faceci w fotelu.

Nes pa?

* * *

12 komentarzy


Czytam „Arlington Park”, jak wszyscy. Byc moze ze wzgledu na swoja nietypowa sytuacje rodzinna, bezproblemowego potomka i mnostwo czasu wylacznie dla siebie, nie identyfikuje sie z bohaterkami ani nie czuje sie sfrustrowana matka.

Wyprawa do galerii handlowej opisana zostala jak droga krzyzowa, co najmniej. Ja pierdole, jaki dramat, dziecko nie da bluzki przymierzyc, no tragedia po prostu. Albo ja mam cos z glowa, albo my, kobiety lubimy sie samobiczowac i robic z siebie meczennice. Dlawimy sie w beznadziejnych zwiazkach, tesknimy Bog wie za czym, jeczymy, jak to inni maja dobrze, a my jestesmy takie biedne, nieszczesliwe. Kurde, baby ktore maja zdrowe dzieci, same sa zdrowe i maja dach nad glowa, skarza sie, ze nie maja czasu glowy umyc. Prosze Was. Nawet nie chce mi sie wywlekac przykladow z najblizszego otoczenia, a ostatnio mnoza sie, jak grzyby po deszczu.

No mowie, najwyrazniej mam cos z glowa. bo NIE ROZUMIEM KOBIET.

Sweterek mi sie filcuje od sluchania ciaglego miauczenia, jak to jest zle, ale oczywiscie palcem sie nie rusza, zeby cokolwiek zmienic.

I nadawanie na to, jakie upierdliwe jest wychowywanie dzieci – co to za moda ostatnio? Nie mowie, ze trzeba piac z zachwytu nad kazda kupa, ale kurcze, zazwyczaj ludzie swiadomie decyduja sie na potomstwo, nie? A potem zaczyna sie jazda, a bo na spacer trzeba isc, a bo chce jesc, a bo budzi sie o szostej. No blagam.

* * *

Brak komentarzy


Im podlej sie czuje, tym wiecej ciuchow na siebie zakladam. Wczoraj wieczorem zaleglam na sofie odziana w stylu raczej dramatycznym: dresy, dwa szaliki, i takie tam. Musialam sie przeziebic w nocy, bo obudzilam sie z zyletkami w gardle i jednym uszkiem bardziej. Cholera, moze ja lunatykuje o polnocy po balkonach, obleczona w cienki fatalaszek, i nic o tym nie wiem?

W kazdym razie, zaleglam na sofie, wypielam sie tylkiem na swiat i palcem nie kiwnelam przez caly wieczor. No, poza zjedzeniem barszczu z pierogami niewlasnej roboty.


Zaczyna sie swiateczne szalenstwo, a ja nawet jeszcze nie wiem, gdzie i z kim spedze te swieta.

Mowiac szczerze nie za bardzo mam ochote na wyjazdy, marzy mi sie spokoj (szkoda, ze w tym roku bez Oliwka), bez calego tego rozgardiaszu i wariactwa.

Ale z wielka choinka :)

* * *

4 komentarzy


Degustacja win wloskich w muzeum starych samochodow – brzmi jak bajka, co? O winach i samochodach wiem mniej wiecej tyle samo, to znaczy znam dwa rodzaje: „fajne” i „nie lubie”.

Ale z przyjemnoscia przechadzalam sie miedzy wypolerowanymi limuzynami imponujacych rozmiarow, z wypolerowanym kieliszkiem w dloni. Rowniez nie najmniejszym, acz napelnianym ostroznie i oszczednie przez przystojnych Wlochow. Tego typu wydarzenia przyciagaja dwie kategorie ludzi – znawcow z pieniedzmi, ktorzy smakuja, wypluwaja i zamawiaja kartony najlepszych win, oraz farciarzy, ktorych ktos zaprosil (patrz: ja), wiec korzystaja z okazji, zeby pojesc i popic za darmo i wychodza cali szczesliwi, bo pan sprzedawca obdarowal ich napoczeta butelka Barolo (a mogl wylac :)

Jedno lekko musujuace rozowe wprawilo mnie w zachwyt, poczulam sie jak latem i musze je absolutnie miec.

Swojego faworyta sposrod starych automobili nie zdazylam wybrac, wiec na pewno wroce do tego muzeum z Oliwkiem.

Podobno w sasiedztwie maja tez stare samoloty.

* * *

2 komentarzy


Podobno nie wypada, zeby syn moj chodzil do szkoly w „przydeptanych”, wiec wystrzepionych na dole dzinsach. Nie wypada w opinii jego ojca, rzecz jasna, ktory w ten przepiekny poniedzialkowy poranek zadzwonil z propozycja (-> nakazem), zebym podwijala mu spodnie, bo „nie wypada”. Chcialam mu powiedziec, ze jeszcze nie zwariowalam, ale ugryzlam sie w jezyk, bo ostatnimi czasy wcale nie jestem tego taka pewna.

Jak wiadomo szescioletni, zwawi chlopcy, czekajac na rodzicow na szkolnym placu zabaw, WCALE nie turlaja sie po ziemi, NIE laza na czworaka i NIE czolgaja sie pod zaplesnialymi, drewnianymi hustawkami.

Siedza bez ruchu na lawkach i dbaja o stan swojej odziezy. NOT.

Gdyby nie resztki (marne z reszta) przyzwoitosci, puszczalabym go do szkoly w starych dresach i niech sie chlopak wyszaleje do woli, wytarza i zakurzy skolka ugodna. Jeszcze bedzie mial czas, zeby sie stroic w spodnie w kant i biale koszule, zapiete pod sama szyje.

Wracajac do stanu mej psychiki, zrobilam sobie wielokrotnie dobrze w ciagu ostatnich paru dni. Porandkowalam w przytulnej restauracji, spotkalam sie ze spora grupa znajomych i wytanczylam, jak juz dawno nie.

Musze przyznac, ze lubie poimprezowe zmeczenie dnia nastepnego, polegiwanie na sofie, nicnierobienie, czytanie ksiazek, ogladanie tv i wyjadanie resztek z lodowki.

(Nie mylic z kacem gigantem, bo tego nie lubi raczej nikt)

Za dwa dni znowu przyjezdza Szefuncio, kolejny weekend zapowiada sie bardzo intensywnie, a w przerwie miedzy weekendami mam zamiar rozprawic sie porzadnie z bajzlem i papierami.

Kots mnie zapytal wczoraj, czy mam jakas pasje.

Tak, mam. Moja pasja jest zycie. Kocham zyc :)

* * *

2 komentarzy



Z pamietnika Olika


Mama, jak masz problemy, to musisz sobie kupic taka laleczke szczescia (???) i polozyc ja wieczorem na poduszce. W nocy wszystkie problemy przejda z twojej glowy do glowy tej laleczki i jak sie rano obudzisz, to nie bedziesz juz musiala o nich myslec. Ja mam duzo problemow (???) ale nie moge ci powiedziec…


* * *

Sluchalam wczoraj audycji o dzieciach rozwiedzionych rodzicow, ktore chodza na zmiane do dwoch szkol (w zaleznosci od tego czy wypada wlasnie tydzien u mamy, czy u taty). Jest to zgodne z prawem, acz trzeba sie nawypelniac papierow, bo rodzice co tydzien w poniedzialek musza zapisac dziecko do szkoly, a w piatek wypisac. I tak w kolko.

Co trzeba miesc w glowie, zeby zafundowac dzieciakowi taki stres? I jaka szkola zgadza sie na taki uklad?


* * *

Mam wielka chetke na nadchodzacy weekend, Troche rzeczy juz zaplanowalam, troche czasu zostawiam sobie na lenistwo i ksiazke, a jak Bozia da pogode, to wybiore sie na jakis spacer.

Przydaloby sie zaczac kupowac jakies prezenty. Co roku tak sobie obiecuje, a potem i tak latam po miescie na ostatnia chwile, z wywieszonym jezykiem i obledem w oczach.

* * *

2 komentarzy


Skonczylam Millennium, trzeci tom. Ostatnie kartki przewracalam nerwowo, bo na ekranie telewizora wlasnie zaczynal sie film o „Mezczyznach, ktorzy nienawidza kobiet”. Nie dalam rady dotrwac do konca, bo dlugie cholerstwo, ale bardzo podoba mi sie klimat, oraz odtworcy glownych rol. Mimo tego, ze wiedzialam jak sie cala historia zakonczy, siedzialam skulona pod kocem z szybko bijacym sercem, bo dzialo sie duzo i mocno.

Podobno maja krecic amerykanska wersje. Pfff… Podejrzewam, ze bedzie jak z „Vanilla sky”, co hiszpanskiemu „Abre los ojos” do piet nie dorasta.

* * *

5 komentarzy

Nie od dziecku :)

Patrze w lustro i nie za bardzo podoba mi sie. Zdecydowanie postarzalam sie przez ten cholerny rok, nic dziwnego z reszta. Dal mi troche do wiwatu. Z drugiej strony czuje sie pewniej w swojej skorze, niz kiedykolwiek przedtem.
Wukrwiaja mnie do potegi zmarszczki i widze tu i owdzie, ze grawitacja sle mi swoj podly usmiech, ale umiem z tym zyc. Wklepuje kremy, maseczki, powtarzam o a i u e, siluje sie na silowni, plywam na plywalni, biegam na biezni. Nie masochistycznie i nie tak czesto, jak powinnam, ale STARAM SIE.
Fizycznie daje wiec rade :)
Psychicznie roznie. Zrobila sie ze mnie wydra, mam w dupie kompromisy, juz sie nakompromisowalam w swoim zyciu wystarczajaco. Zamykam za soba drzwi (w wyobrazni) i otwieram ksiazke.
Przetasowaly mi sie priorytety, dalej kocham spontan i dobry seks, ale rownie mocno pokochalam swiety spokoj, wiec nie roztrzasam kazdego slowa i spojrzenia, bez zalu kasuje smsy zaraz po przeczytaniu. Te mile rowniez.
Wole zyc, niz zastanawiac sie nad zyciem i co autor mial na mysli.
W dalszym ciagu lubie wino.

* * *

1 komentarz

Po 80-u godzinach ulewy na chwile zrobilo sie sucho. Wyskoczylismy wiec z Oliwkiem do parku (dziecko tradycyjnie przebieglo jedno okrazenie po biezni, ku uciesze gapiow), pobrodzilismy w przegnilych lisciach i przedyskutowalismy zycie.
Po raz milionowy napisze, ze Oliwek jest dla mnie definicja szczescia, szczerbatego i w przykrotkich dresach. Chwilowe niedyspozycje (czytaj: rzyganko w posciel o piatej nad ranem i inne sensacje zoladkowe) przyjmuje ze spokojem (i godnoscia). Serce mi peka, jak widze tego mikrego blondasa pochylonego nad toaleta, a on trzy minuty pozniej mowi: to nic takiego, mamo, musialem zwrocic. A ty? Zwracalas kiedys?
Wszystko daje sobie wytlumaczyc. To, ze Emil pozyczyl na dwa dni jego ulubiona gre (bo jestes Oli fajny kolega, co pozycza swoje ulubione gry). Po trzech krokodylich lzach wyciera twarz i mowi ok, bez rzucania sie na podloge i bez histerii. Temat zamkniety, gra pozyczona, dostanie ja we wtorek.
Nie chce robic mu na zlosc, ale musi sie nauczyc, ze nie wszystko zawsze bedzie tak, jak on by sobie tego zyczyl, bo nie jest pepkiem tego swiata.
Mam wyjatkowe szczescie, bo oprocz drobnych upierdliwosci, naprawde nie mam zadnego powodu, zeby na niego narzekac. Je, spi, uczy sie, rosnie. Ma zawadiackie poczucie humoru i pogodne usposobienie.
Daleko mi do matki-wariatki, wynoszacej pod niebiosa geniusz swojego potomka, ale slowo daje, ze moj jest swietnym dzieciakiem. Dzieki Bogu i komu jeszcze trzeba. Czysta przyjemnosc.

* * *

Brak komentarzy

Jezeli dzisiejszy dzien rozwinie sie tak samo, jak jego wczorajszy brat, to nosa z domu nie wychyle. Mielismy tu wczoraj namiastke konca swiata, butelki hulaly po balkonach, rowery padaly na chodnikach, dobrze ze udalo mi sie wymknac z domu, zanim rozpetalo sie to piekielko.
Kocham tzw „dlugie weekendy”, szczegolnie samotne, bo robie wtedy to, co chce i kiedy chce.
Polecialam do kosmetyczki (mam paznokcie pod kolor (baklazanowy) koszulki nocnej, czy ktos to doceni? :), nadrobilam zaleglosci w gospodarstwie domowym, obejrzalam „Mr. Nobody” (polecam milosnikom odjechanych filmow), poczytalam w ciszy. Czesc prac celowo zostawilam sobie na dzis, bo do 17:00 mam duzo czasu. A potem sciaga nareszcie moj pierworodny blondas. Po dwoch, bardzo dlugich, tygodniach nieobecnosci.

Jezu, nie pamietam juz, kiedy bylam na tancach, co tu jest grane, he?
Pesel mnie dopadl, czy co?


  • RSS