werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2011

* * *

Brak komentarzy


Pohisteryzowalismy, wzielismy prysznic, pojechalismy do stolicy spotkac sie ze znajomymi. Para (przed trzydziestka), ktora widuje dwa razy do roku, za kazdym razem zadziwia mnie swoja konsekwencja w przybieraniu na wadze. Wygladaja juz jak dwa paczki w masle. Nie wydaja sie byc zrozpaczeni z tego powodu (wniosek wysnuty na podstawie obserwacji ilosc pochlonietych czipsow i pizzy), a mi sie troche w glowie nie miesci, jak mozna sie tak spasc w tak mlodym (?) wieku, ale moze to ja jestem nienormalna, 

Oliwek zabral ze soba tyle zabawek, ze ledwo niosl swoj plecak, ale dzieki temu mial zajecie na wiekszosc popoludnia i bardzo mu sie ten feest  podobal. A wiadomo – dziecko szczesliwe, matka tez.

Obejrzelismy Billy Elliot’a, ja sie popisowo poryczalam (zawsze w tym samym momencie), mlody sie wsciekal, bo nie nadazal czytac napisow, oraz mial 354 pytan zwiazanych z fabula, ale jakos dalismy rade.

A potem szybki transfer potomka do lozka, kolysanka w tle, kremik wklepany w policzki, polerowanie siekaczy i duzo cieplych slow szeptanych prosto do ucha.

I w takich momentach, niezaleznie od miejsca przebywania, czuje sie bardzo szczesliwa. (A nastepnego dnia dre koty o pierdoly, nie czarujmy sie).


Ide po druga kawe i udaje ze nie widze, ze za oknem proszy bialym guanem.

* * *

2 komentarzy

Znowu opcja samej z dzieckiem wydaje mi sie korzystniejsza, na dzien dzisiejszy. Nie dlatego, ze mojemu dziecku dzieje sie cos zlego, bo dziecko jest szczesliwe i usmiechniete od rana, tylko ja wymuszam u siebie usmiech i zwlekam sie z lozka, zamiast wyskakiwac ochoczo i leciec na spotkanie nowym przygodom (basen, zakup urodzinowego prezentu polaczony z przedzieraniem sie przez labirynt sklepowych korytarzy). Ciagnie mnie w nieznane. Chce sie budzic w obcych miastach, pic kawe w ogrodkach i smiac sie, smiac, az do bolu brzucha. Jestem wypalona, skonczyly mi sie baterie, ktos wylaczyl zasilanie, nie zaplacilam rachunku za gaz, podtrzymujacy wewnetrzny plomien.
Dochodze do smutnego wniosku, ze samej w zeszlym roku bylo mi jednak spokojniej.
Nie podoba mi sie ten wniosek, ale tak jest. Ciezko sie przed soba przyznac, bo taka konkluzja zobowiazuje do podjecia konkretnej decyzji. 
Nie dzis jeszcze, ale dojrzewa to we mnie.
A jak juz zakielkuje, to umarl w butach. Tak samo bylo przed rozwodem.  

* * *

4 komentarzy


A wezcie z ta grypa. lepiej opisze cos wesolego, nie? Pamietacie taka piosenke Czerwonych Gitar (tak, jestem w dinozaurowym wieku, nie zaprzeczam), o jednym panu, co obojetnie czego by nie malowal, to wychodzil mu slon (czy tez kon)?. No, to ja mam podobnie z farbowaniem wlosow. Niewazne jaka farbe naloze i tak wyjdzie sprany rudy.

Nic z tego nie rozumiem, urok ktos rzucil, czy co? Wczoraj z okazji pozegnania grypy nasmarowalam sie blondem skandynawskim. Najbielszym z blondow, kurwa.

I co wyszlo? Wyleniala wiewiorka. A dopiero co jedna taka spralam z lba. Czyli chyba nie zaoszczedze i czeka mnie wizyta u fryzjerki, padne na kolana, uszy po sobie poloze, przeprosze za zdrade z Mr. Lorealem czy tez innym dziadem (a jest tego cholerstwa na polkach, a i tak wszystko rude, nie dajcie sie nabrac!) i niech mnie zrobi na Merlin, na Gwynet, pliiiiizz, pliiiizzz.
Bo niewytrzyMJE.

* * *

8 komentarzy

Przywiozlam sobie z Holandii grype zoladkowa. Jest fajnie. Dolny odplyw ustal szybko, z gornym meczylismy sie caly bozy dzien, ale juz (JUZ?) nie cofa mi sie na sama mysl.
Hejki i papatki, jak odzyje to opisze. 

* * *

4 komentarzy


Ile kosztuje obywatelstwo belgijskie? Dwanascie euro i dwie parominutowe wizyty w urzedzie. Pod warunkiem, ze sie tu mieszka nie krocej niz siedem lat. Nie trzeba nawet zdawac egzaminu z jezyka. No to, mysle sobie, czemu na stare lata nie mialabym zostac Belgijka, co? Raz kozie smierc. Zapisalismy sie z Szefunciem w tygodniowym odstepie czasu, zobaczymy kogo pierwszego obsluza i kto kogo bedzie frytkami wital w Swojej Ojczyznie :)


Siec to ciekawe miejsce. Dzieje sie w niej sporo zlego, ale ja sie skupiam na dobrych rzeczach i za kazdym razem zachwyca mnie ile dzieki internetowi dzieje sie dobrego. W tej chwili sledze 
http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com

i mysle sobie, jak niewiele trzeba, zeby pomoc. Jak dzieki czyjemus genialnemu pomyslowi (-> Chuda) mozna sie szybko skrzyknac, zorganizowac i zrobic cos wielkiego. Jestem pewna, ze antologie kupi mnostwo ludzi, bo nie dosc ze cel szlachetny, to jeszcze mnostwo przyjemnosci z lektury (na pare z wykorzystanych blogow zagladam po kilka razy dziennie, niecierpliwie oczekujac nowej notki).

I to jest wlasnie fajne w sieci, ze nie trzeba wynajmowac sali, zeby zorganizowac prezentacje ksiazki, nie trzeba reklamowac jej w lokalnej gazecie, ani rozklejac plakatow w miescie, nie trzeba naklejac znaczkow na koperte, ani zatrudniac kuriera. Wszystko plynie po laczach, w ulamku sekundy przekazuje sie informacje dalej w swiat i mozna zrobic duzo dobrego nie odchodzac od biurka.

Chuda i pomocnicy, wielkie brawo. Jestem pod ogromnym wrazeniem.

* * *

2 komentarzy


Na belgijskich weselach obowiazkowym punktem programu jest piosenka „In Zaire”. Goscie uslyszawszy pierwsze takty w pospiechu rozstawiaja sie po sali i odstawiaja swojego rodzaju line dance, powtarzajac do znudzenia kilka krokow. Jest to niezrozumialy dla mnie fenomen, bo taniec ten znaja wszystkie pokolenia i po parkiecie zgodnie suna dziewczynki, ich babcie, wasata kawalerka i rubaszni dziadkowie. Najbardziej zastanawia mnie ten swoisty obowiazek odtanczenia wyzej wymienionego utworu, bo ludzie maja z reguly takie miny, jakby w ogole ich ten taniec nie cieszyl, tylko musieli go odpekac, bo znaja krok. Z obojetnym wzrokiem szuraja po parkiecie w cztery swiata strony.

Postaram sie poszperac w sieci, moze znajde jakies amatorskie nagranie, to wrzuce.

Szczerze nie znosze wszelkich tego rodzaju grupowych gier i zabaw weselnych, a juz ciarki mnie przechodza na sama mysl o zabawie w tzw „pociag” (mysle ze objasnienia sa zbedne), do ktorego w dodatku wciaga sie delikwentow na sile i zanim sie czlowiek obejrzy, juz drepcze trzymajac rece na ramionach jakiegos nieznajomego wspolbiesiadnika. Brrrr…

* * *

Brak komentarzy


Snilo mi sie, ze mialam raka i ze zostaly mi dwa miesiace zycia. (I jak ja mam rano wstawac wypoczeta, he?) Moje zdjecie bylo wyeksponowane na wielkim billboardzie, z podpisem „pozwolcie jej cieszyc sie ostatnimi chwilami” czy cos w tym stylu. Ja pierdziele, jak ja sie balam.

Na szczescie dzisiejszy poranek zaczal sie slonecznie i na czas, mlody (sterroryzowany przez matke) przespal cala noc u siebie, a czwartek to juz prawie weekend, wiec same plusy.

Czekam az mi sie zmyje ten cholerny niewypal z wlosow, kusi mnie, zeby juz sie wyblondzic w ten weekend, ale nie wiem ile powinnam odczekac. Nie chcialabym wylysiec, miedzy nami mowiac.

W przyszlym miesiacu mam zaplanowana mnie niewielka operacyjke, nic powaznego, nic groznego, ale jednak. Nie powiem, zebym nie mogla sie doczekac, no ale zdrowie przede wszystkim.

* * *

Brak komentarzy


Czytam „Klare” (Izy Kuny). Musialam przyzwyczaic sie do specyficznego stylu (prawie same dialogi), ale juz teraz podoba mi sie. Parsknelam kilka razy smiechem, pokrecilam glowa. Glowna bohaterka jest szurnieta. Reszta towarzystwa rowniez. Pijaki, klnace jak szewcy. Jak sie dobrze zastanowic, to znam pare takich Klar. Moze nie az tak ekstremalnie porabanych, ale na drobrej drodze ku szalenstwu.


Moj potomek ma wbudowany gdzies sensor, ktorym wyczuwa kiedy mamusi dobrze sie z kims gada. Wtedy natychmiast urzadza tragikomedie pt. „Nie moge zasnac”, przynajmniej w pieciu aktach, z wyskakiwaniem na korytarz, laniem lez i upiornym nawolywaniem spod pierzyny (maaaaaaamaaaaaaa...).

Jest wtedy glodny, spragniony, boi sie mumii, jest mu zimno oraz za goraco, musi natychmiast cos powiedziec.

Nie ma sensu sie wsciekac, trzeba zachowac spokoj (chociaz czuje jak zaczyna mi sie rozwidlac koncowka jezyka) i konsekwentnie odsylac delikwenta do lozka, az padnie.

Bo w tej walce jst zawsze ten sam zwyciezca, ktory w koncu, ocierajac pot z czola, siada na stolku i zwilza spierzchniete usta czerwonym winem.

* * *

2 komentarzy


Nie wiem skad przekonanie niektorych, ze ja mam jakas recepte na wszystko i wiem, z tygodniowym wyprzedzeniem, co sie wydarzy, jak temu zapobiec i zaradzic. A ja, kurcze, pojecia nie mam. Ale kombinuje, szukam, latam, lagodze, roztrzasam i staram sie robic tak, zeby szkody byly jak najmniejsze.

Na przyklad co niektorym sie wydaje, ze mam takie doswiadczenie w byciu rozwodka, matka na pol etatu, ze mam to obcykane, rozplanowane i mam znac odpowiedz na wszystkie pytania. A gowno prawda, bo miotam sie drekana roznymi watpliwosciami, nie wiem jak to jest wychowywac samotnie nastolatka (w przyszlosci) nie wiem, czy lepiej samotnie, czy z innym mezczyzna przy boku. Nie wiem, czy powinno byc tak samo u mnie, jak u ex-a, czy nie ma znaczenia, jezeli stosujemy zupelnie inne zasady. Nie wiem, czy mam mu wciskac ryz z lososiem, polykany przez lzy, bo lepiej zeby nauczyl sie jesc rozne rzeczy, czy odpuscic sobie i nasypac w miske platkow kukurydzianych i pies to drapal, byle by sie najadl. Nie mam na podoredziu silnego, meskiego wparcia, kogos kto by tupnal i zakazal wstepu do sypialni w srodku nocy. Ale czy powinnam, miec to wsparcie, czy wychowanie Oliwka to wylacznie sprawa moja i jego ojca?

Nic nie wiem. A dzis, jeszcze mniej, niz nic.

* * *

Brak komentarzy


Przeprosilam sie z basenem i z przyjemnoscia przeplynelam 30 dlugosci (w sobote, o 9:00 rano), co uwazam za calkiem niezly wynik po kilkumiesiecznej przerwie.

A wczoraj bylam tam. Bardzo ciekawa wystawa, ale nieco za trudna dla mojego dziecka, ktore mniej wiecej w polowie stracilo zainteresowanie problemami naszej matki Ziemi i rzucilo sie truchtem przed siebie, raz po raz padajac na podloge, czolgajac sie pod eksponatami i chowajac przed oszolomiona matka. No wiec mozecie sobie wyobrazic mnie, sunaca za nim z godoscia, acz sprintem, usilujaca w miedzyczasie rzucic okiem na cokolwiek, czegos tam posluchac ze sprzetu audio, dzierzonego w dloni i modlaca sie, zeby dziecko nie nadzialo sie na wyeksponowany kiel mamuta. Z wielka ulga przyjelam tabliczke „koniec wystawy” i obejrzalam trojwymiarowa kreskowke o zolwiku i zanieczyszczeniu morz. Dziecko siedzialo w pierwszym rzedzie i rzalo jak opetane, wyciagajc przed siebie rece.

Strasznie meczaca jest ta kultura, powiadam Wam.

Do domu zladowalismy raczej poznym wieczorem.

Czy Oliwek spal w zwiazku z tym do siodmej, jak aniol? A skad. Pierwsza pobudka o drugiej, nastepna (i finalowa) o piatej, potem bajka, platki, matka prysznic, kanapki do szkoly. Hej.


  • RSS