werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2011

* * *

4 komentarzy

Spadaj dieto,  do zobaczenia NOT. Wyniki prawie ok, wiec dostalismy zezwolenie na jedzenie.
Mlody wtrzachnal na sniadanie miske platkow czekoladowych, nalezaly mu sie, bez dwoch zdan. (Wiem, mam nie przesadzac, wydzielac, wprowadzac stopniowo. Wiem.)
Wczoraj przyprawil swoja babcie o lekki rumieniec, albowiem przygladal sie przez chwile jednej pani w windzie, po czym wypalil „podobna jest pani do czarownicy”.
Jezusiczku…
Szczerze mowiac, jezeli to TA sasiadka, o ktorej mysle, to rzeczywiscie widze pewne podobienstwo, ale moze nie koniecznie trzeba bylo jej uswiadamiac.  

Czytam TO i co trzy zdania wybucham smiechem. Takiej ksiazki wlasnie trzeba mi bylo.
A jutro….
Jutro stuknie cioci kolejny roczek. Fakt ten ciocia zamierza uczcic w doborowym towarzystwie mojej niezastapionej A. (cmok!). Specjalnie na ta okazje wraz z A. przyleci do mnie jedna sukienusia, zeby tylko nie okazala sie szmatlawa kiszka, bo sie zezle.

* * *

2 komentarzy

Czwarte pobieranie krwi w tym kwartale zakonczylo sie wielkim placzem, przyciskaniem dziecka do lezanki i innymi lamiacymi matczyne serce wygibasami. Biedaczysko… Mam nadzieje, ze dzis wieczorem uslysze, ze wszystko gra i dieta moze odejsc w zapomnienie.
Zapewnienia lekarza, ze to juz ostatni raz, Oliwek skwitowal krotko: „tego jeszcze na pewno nie wiemy, wyniki beda przeciez dopiero jutro”.

Wieczor spedzilam czarujaco, troche dlubiac w albumie ze zdjeciami, a troche chrapiac na sofie, w ciszy i spokoju, bo jeden panicz spal a drugiego nie bylo w domu.
We wspolnym mieszkaniu nieco upierdliwe jest to, ze ciezko byc zlym i obnosic sie ze swoim kiepskim humorem, kiedy czlowiek ma na to ochote. Czasami chcialoby sie potrzaskac drzwiami i pomruczec tylko do siebie, a tu wspolspacz sie napatacza co chwile, ryzykujac oberwanie za nic. Gdyby nie to, ze dziecko trzeba nakarmic (ze tez musi codziennie jesc), umyc (ze tez nie moze sam wejsc do wanny) i polozyc spac (ze tez…), najrozsadniejszym rozwiazaniem byloby zamkniecie sie w sypialni z ksiazka i wywieszenie tabliczki „zakaz wstepu”. Naprawde, czasami unikanie konfrontacji jest duzo lepsze, niz tlumaczenie sie, bo wystarczy odczekac godzine, foch przejdzie i znowu jest przepieknie.

* * *

2 komentarzy

Normalnie czuje, ze juz nie dam dzisiaj rady nic ulepic zawodowo. Ani jednego papierka nie moge przerzucic, bo oszaleje.
Poza tym dziecko mam nienormalne, bo w wolnym czasie rozwiazuje slupki. 2+8 albo 3-1-1, takie tam rozne. Siedzi przy stole, gryzie olowek i mysli. Zamiast malowac po scianach i obrywac lalkom glowy, jak rowiesnicy.  Zaliczyl w weekend pierwsza w swoim zyciu scianke, podobno wspinal sie jak stary. Wzrusza mnie to.
Wzrusza mnie rowniez, jak przylatuje do kuchni wrzeszczac „mamaaaa, Dziastin Bibeeeer” i leci spiewac przed telewizorem. I jak mowi przed snem „to byl naprawde fajny dzien”.
I ze wszystko da sobie wytlumaczyc. Ze nie robi histerii w sklepie, jezeli o cos poprosi, a ja mu odmowie. Pyta, kiedy pojedziemy do Egiptu, bo chce zobaczyc, jak wyglada od srodka piramida.
Jest taki latwy w obsludze (zawsze byl:) a przy tym sprytny i zabawny.
Mowi ze jego trzecim jezykiem jest chinski. To znaczy: mowie bardzo dobrze po niderlandzku, srednio po polsku, a chinskiego dopiero musze sie nauczyc :)

* * *

6 komentarzy

Raz po raz musze wyzyc sie tworczo.
W zeszlym tygodniu wydziergalam prezent na slub dalszych znajomych – butelke wina z ich zdjeciem, motywem indyjsko – jarmarcznym, koralikami i paskami oraz tekstem zlozonym z wycinkow Kochasiowej prezentacji (Windows cos tam cos tam).  A to bylo tak…


Para jest najlepszym dowodem na to, ze MOZNA. On – informatyk, lat 37, francuskojezyczny Belg. Ona – tlumaczka, byla aktorka, lat 48, anglojezyczna Amerykanka. Odnalezli sie na tym padole, pojechali na 3 miesiace do Indii, tam wzieli slub na plazy, wrocili i zorganizowali wesele dla znajomych w Belgii. Uczestniczylismy tylko w pierwszej czesci ceremonii – symbolicznej wymianie obraczek na polanie, w stolicznym parku. Panna mloda ubrana byla w czerwone sari, pan mlody wystapil w niebieskim stroju, ktorego nazwy nie znam. Spacerowali miedzy goscmi popijajac szampana, smiali sie, flirtowali i palili papierosy.
Dzieciaki szalaly na placu zabaw, niektorzy goscie siedzieli  na trawie, ptaki spiewaly, slonce swiecilo i w ogole, bylo jakos tak cieplo i bez napinania sie. Jedna z lepszych ceremonii slubnych, w jakich mialam przyjemnosc uczestniczyc. Po godzinie panstwo mlodzi pojechali (Bog wie gdzie, byc moze zdrzemnac sie przed wieczorna impreza w domu), a my ruszylismy w droge, bo czekalo na nas BBQ u Jakubowskiej.
Pierwszy grill w tym roku.  Mam wrazenie, ze zjadlam pol prosiecia. I ze dwie kurki.
A wczoraj zabralam sie za skladanie albumu ze zdjeciami dla niby-tesciow. Dobieram fotki, tla, ramki i stemple.
Bardzo lubie takie zajecia. Widac efekty. Mam pelna swobode dzialan, nikt mi nie mowi, co i jak powinno byc przyklejone.

Jutro (mam nadzieje) ostatnie badanie krwi Oliwka i chcialabym juz pozegnac ta szuje – zoltaczke. Niech spieprza.
Jako ze mam do zorganizowania „Zdrowa Piracka Impreze Cukierkowa” ( -> na zyczenie mlodego, maja byc rowniez ZDROWE rzeczy: jablka, lody z jogurtu – trzymajcie mnie, bo padne, jeszcze jeden fanatyk zdrowego trybu zycia w domu i jestem ugotowana :)

* * *

2 komentarzy

Ucho doesn’t give up.
Mam wrazenie, ze do szyi przyczepione mam jedno wielkie, gorace, lewe ucho, a do niego jakas wlochata banke z oczyma (w tym jednym latajacym, nie zapominajmy). Ide dzis do konowala, a jakze.
Wykrecilam wczoraj takie ciasto czekoladowe, z musem na wierzchu, ze ucho na chwile zeszlo na drugi plan. Niebo w gebie, nieskromnie mowiac. Podalam je dzis rano ze swieza truskawka (o dziwo, o smaku truskawki :) i tym samym zafundowalam trzem kolezankom z biura wielkorotny orgazm zbiorowy aaach…. ooooch…gooood…. Fajnie bylo.
Jako ze nastala wiosna i obudzily sie zadze i chucie, przyszlam do pracy w kabaretkach i w dupie mam profesjonalny wyglad. Jedna taka przychodzi w kremowych, satynowych szortach, co wygladaja (albo i sa) jak majtki od pidzamy, wiec mysle, ze na jej tle prezentuje sie bardzo skromnie.
Moglabym w sumie podniesc poprzeczke i przyjsc w kabaretkach, szpilkach i BEZ spodnicy.
Moze jutro? I czy ktos by zauwazyl?

* * *

7 komentarzy

Ucho mnie napierdacza od samego rana. Fajnie, bo w tym tygodniu nie bylam jeszcze u zadnego lekarza, wiec wiecie, nieswojo mi.
Mowiac krotko: czlowiek w Pewnym Wieku zaczyna sie sypac i trzeba nauczyc sie z tym zyc. Chyba poprosze o masaz ucha dzis wieczorem (HA HA).
Lubie myslec o swoim zyciu, jak o wakacjach (ktore kiedys sie skoncza, jak to wakacje).
Nie jeczec, ze pogoda do dupy, tylko korzystac. Poznawac, odpoczywac i nie sapac, ze czasami jest pod gorke.
Bo duzo fajnych rzeczy bylo mi dane zobaczyc wlasnie po siedmiu godzinach ciezkiego marszu pod gore (doslownie), wiec czasami warto. Nawet jezeli pot, lzy i siermiezne przeklenstwa po drodze.
Lubie myslec o sobie, jako o szczesciarze, ktora wygrala dlosyc dluga (kto wie :) podroz dookola swiata. Chociaz czasami jade tylko do wioski obok, albo winda, jedno pietro wyzej.
Uwielbiam roznorodnosc, odmiennosc i ekstrawagancje. Lubie mojego grubego, figlarnego sasiada Belga z parteru i spocona Hinduske z nocnego. Jem francuskie rogaliki na sniadanie, sushi na obiad i curry na kolacje. Zapijam argentynskim winem. Zagryzam kiszonym ogorcem. W domu operujemy na codzien piecioma jezykami, moj egzotyczny Kochas robi najlepsza na swiecie fasolke po bretonsku, a syn wysyla pocztowki do kolezanki z Tokio. Fajnie mam. Zajebiscie w zasadzie, musze przyznac.
Mimo tego, ze nie mam wlasnego mieszkania ani miliona na koncie, ani nie wygladam nawet jak milion (dolarow).
No i wszyscy jestesmy zdrowi, tylko czasami cos tam komus na chwile wysiadzie.

Wiec jak zaczne narzekac na cokolwiek, to prosze mnie wirtualnie kopnac w tylek. I to z calej sily.

* * *

5 komentarzy

Zrobilam rezerwacje na urodzinowy obiad, w restauracji o zachecajacej nazwie „Karaluch”.  
Jak co roku dziwi mnie coraz wieksza liczba swieczek na niby- torcie. Jak to trzydziesci osiem?? JA? W zyciu bym nie pomyslala, ze bede miec kiedys trzydziesci osiem lat. No ale podobno czlowiek ma tyle, na ile sie czuje, wiec psychicznie jestem nieco do tylu (gorzej z powloka, ale pies ja drapal).
Bede swietowac w duzym gronie, jak zwykle, chociaz rok w rok zarzekam sie, ze nastepnym razem bedzie kameralnie. A potem nagle robi sie z tego banda trzydziestu rozbojnikow i szosta rano.

Marzy mi sie wlasny dom.
Mozecie mi kupic jakis na urodziny, a prosze bardzo.

* * *

2 komentarzy

No to mamy wiosne, cala geba. Oznacza to, ze na swiatlo sloneczne wyszly nieumyte okna, JesusMariaJose, natychmiast trzeba cos z tym zrobic.
To byl wyjatkowo towarzyski weekend.
Zaczelo sie bardzo niewinnie, od wizyty dawno niewidzianej Jakubowskiej, czwartkowym popoludniem. Jak wpadla na chwilke, tak zostala do piatku rano. W miedzczasie pojawily sie jeszcze trzy inne krolewny i powiadam Wam, w piatek wzielam urlop, bo w glowie tupotalo mi (od szostej ejem) stado bialych mew.  Do tego zupelnie zapomnialam, ze w ten weekend przyjezdza do nas Bratu, ktory (na szczescie!) zadzwonil, zeby potwierdzic godzine przyjazdu, bo pewnie mialabym kretynska mine otwierajac mu drzwi. Zabralismy Brata ze soba na kolacje do greckiej, a o 23:00 lezalam juz w lozeczku, cala szczesliwa, ze nigdzie nie musze isc hulac.
W sobote polecielismy z Bratem do leuvenskiego centrum i przemarzlam na kosc, bo na moim balkonie bylo cieplutko jak latem, natomiast w miescie hulal lodowaty wiatr.  Wystrojona w sam w sweter tak zmarzlam, ze nie pomogla ani goraca czekolada, ani trzy kolejne herbaty. W zasadzie najchetniej zakopalabym sie na reszte weekendu pod koc, a tu trzeba bylo oko malowac i leciec do stolicy. Partyjka kregli, koktajl, sto lat sto lat i zanim sie zorientowalam zrobila sie czwarta nad ranem. Chcialoby sie juz na tym zakonczyc, ale nie ma  – nastepnego dnia w poludnie zawital Szefuncio, z kielbasami, krokietami i torba ksiazek. Bratu pojechal, zmienilam posciel, przytulilam Kochasia i o 21:00 odplynelam, snic o bardzo, BARDZO nieprzyzwoitych rzeczach.
Fajnie jest. Do tego stopnia, ze zaczynam sie niepokoic i zastanawiac, kiedy to wszystko pierdalnie z wielkim hukiem.

* * *

5 komentarzy

Idz, zaloz stroj do masazu – zarzadzil Kochas, a mi nie trzeba bylo dwa razy powtarzac :) „Zaloz stroj do masazu” oznacza „pozbadz sie odzienia i padnij na koc”. Tak wlasnie spedzilam wiekszosc wieczoru: ogladajac flamandzka wersje „Idola” i poddajac sie sprawnym dloniom masazysty – amatora. Jestem lekko niewyspana i oko mi lata, ale co tam oko, grunt ze humor mam doskonaly.  
Dodam, ze nie musialam gotowac, bo Kochas zadzwonil z pracy z informacja, ze wiezie mi pierozki z indyjskiej knajpy, wiec luzik.
Luzik blusik.
Dobrze, slodko i bezstresowo.
(Nie zemdlilo Was jeszcze?)

* * *

Brak komentarzy

(znacie bajke o „Malej Syrence”, nie?)

Ja: jak ma na imie mala syrenka?
Oli: Ariel.
Ja: A jak ma na imie jej przyjaciel krab?
Oli: Sebastian.
Ja: A jak sie nazywa ta zolta rybka?
Oli. yyyyy…. podpowiedz.
Ja: Zaczyna sie na F.
Oli: …. Fluto?

:))


  • RSS