werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2011

* * *

2 komentarzy

Plan na nadchodzacy miesiac mam taki, zeby 3 razy w tygodniu cwiczyc na silowni. Juz dwa razy mi sie udalo.
Na przyklad wczoraj wybralam sie na step.
I od razu poczulam sie jak w latach osiemdziesiatych. Do kompletu brakowalo mi tylko fluorescencyjnej opaski na czole i plastikowych kolczykow :) Durne te cwiczenia sa i wybuchalam smiechem za kazdym razem, gdy spojrzalam w lustro, ale czuje dzis, ze mam miesnie w lydkach i o to chodzi.
Rozczulila mnie 56-letnia, korpulentna pani, wychodzaca z aerobiku, Na silownie chodzi, tak? I czas znajduje i sily? Czy to nie jest piekne? Ja tez tak chce i obiecuje sobie, ze nie oklapne na tylek, dopoki mi zdrowia starczy.
Moje dziecko zalapalo o co chodzi w google i wklepuje z uporem maniaka wszystkie znane sobie slowa. Chyba bede musiala zalozyc jakas blokade czy jak to tam sie nazywa, bo nie wiem czy ktoregos dnia oczy mu z orbit nie wyjda, jak sobie na przyklad wpisze „balony krolewna”.

Cwicze sie w rysowaniu dinozaurow i potrafie juz wydziergac takiego T-rexa, co wszystkie inne ma pod soba, przysiegam.
Wczoraj wyslalam kolejny list (syna) do miejscowej telewizji i jezeli nie wygra tego, co niby mozna tam wygrac, czeka mnie spreparowanie paczki niby od VTMKzoom, bo przeciez mlody CZEKA.

I jeszcze z zupelnie innej beczki (acz rowniez telewizyjnej): obejrzalam sobie reportaz o najgrubszym nastolatku na swiecie (zgadnijcie z jakiego kraju). 19 lat i 380kg. Potworne. Ale nie waly tluszczu mnie przerazily najbardziej, tylko mamusia, kupujaca synkowi tony fastfoodu i wpychajaca je swojemu baby, bo synek lubi. To powinno byc karalne, przysiegam.

* * *

4 komentarzy


- Lubie tu mieszkac. – stwierdzil glos spod koca. Glos nalezacy do czubka glowy i nosa, wystajacych spod welnianego kokona na kanapie.

Ja tez lubie, ze z nami mieszka.

Dzisiejsza podroz do pracy zajela mi dwie godziny, zamiast tradycyjnych dwudziestu minut. Troche popadalo nad ranem, gdzies tam stuknely sie dwa samochody i Flandrie sparalizowalo.

Nie lubie ciagnac sie w korkach, ale znalazlam jeden plus calej sytuacji – dzieki temu, ze spadl deszcz, mam czysty samochod. A wygladal juz raczej tragicznie, opsypany pylem z drzew i zakurzony niemilosiernie.

Zaszalalam i wzielam pol dnia wolnego. Odgruzuje chalupe i ugotuje pomidorowke (how exciting!).

Mimo dopadajacych mnie raz po raz watpliwosci, czy to, co robie ze swoim zyciem, jest najlepsza z opcji, z przyjemnoscia stwierdzam, ze jest fajnie.

Jest niepowaznie, wciaz ekscytujaco i nareszcie rodzinnie. Czego chciec wiecej.

* * *

2 komentarzy


Przeprosilam sie z silownia. Motywuje mnie do porzadnego wysilku duzo bardziej, niz bieznia w parku (chociaz zdecydowanie wole swieze powietrze i otoczenie drzew, od cudzego potu). No ale, trzeba sie doprowadzic do porzadku przed sezonem plazowym i zadbac o nadgryzione zebem czasu posladki.
Wysilek fizyczny dobrze robi mi na glowe. Zziajana i spocona, jestem duzo milsza dla otoczenia niz leniwa wersja mnie, ziewajaca na sofie. Chodze po mieszkaniu, podspiewujac pod nosem i – bez fukania na wlasne odbicie w lustrze – ogarniam gory porozrzucanych po pokojach gadzetow / skarpet i bakuganow.
Jako dziecko Polski Innego Ustroju, zostalam przyzwyczajona do spedzania wolnego czasu „na dworze”.
Do glowy by mi nie przyszlo kiedys siedziec w sloneczny dzien w domu, przed telewizorem (komputerow raczej nie bylo w tamtych czasach).
Do domu przychodzilo sie tylko po to, zeby zjesc, albo napic sie zimnej herbaty, reszta dnia mijala nam na ganianiu sie po ulicach, wyprawach na laki [uonki] i grze w klasy.
Dlatego tez staram sie wietrzyc Oliwka, kiedy tylko sie da. Szlag mnie trafia, jak wisi na fotelu i jeczy, ze nie chce na spacer, bo zaraz bedzie ktoras tam z jego ulubionych bajek.
W tym roku zamierzam go nauczyc jezdzic na rowerze (bez bocznych kolek) i wtedy bedziemy mogli spedzac weekendy na wyprawach w okoliczne lasy. Dopiero bedzie fajnie.

* * *

Czytam bloga Joanny i po raz kolejny uswiadamiam sobie, jakimi pierdolami potrafie sie przejmowac z braku (odpukac!) powaznych klopotow.
Za kazdym razem, gdy trafiam na blogi takich Twardzielek, obiecuje sobie, ze nigdy, ale to przenigdy nie bede jeczec bez powodu, bo mam przeciez takie cholerne szczescie w zyciu.

* * *

2 komentarzy

Odnotowalam kolejny postep w poslugiwaniu sie jezykiem  polskim przez  syna mego pierworodnego – Oliwka. Wpadl do kuchni  i oznajmil pelnym zdaniem „puszczam baki [bonki] tak, ze hej.”
Tydzien wsrod polskojezycznej dzieciarni i prosze bardzo.
Kocham lato w kwietniu. Kocham lato o kazdej porze roku, latanie z golymi nogami sprawia mi wyjatkowa frajde, jestem w siodmym niebie, gdy mozna wreszcie pozbyc sie tych ohydnych skarpet i zaswiecic pomalowanymi paznokciami.
Z wyjazdu przywiozlam sobie meski zegarek :) Duzy, okragly, z brazowym, skorzanym paskiem. Tak, mam zamiar go nosic (juz nosze), mimo wyrazniej dezaprobaty wspolspacza.
No trudno, mnie tez nie zachwycaja spadajace mu z tylka galatony z krokiem w okolicy kostek. Ale moge (a raczej musze)  z tym zyc.
W zwiazku z latem mam pstro w glowie, nie moge sie skupic i jestem w potwornie nieroboczym nastroju.
Ide po kawe. Jak zmadrzeje, to wroce.

* * *

Brak komentarzy

Dwoch mezczyzn przewinelo sie przez moje zycie (i  glowe), zostawiwszy w niej wielki znak zapytania „co by bylo gdyby”.
Gdybym nie byla mezatka…
Gdybym nie mieszkala w Belgii…
Gdyby mial inna prace…
Gdybysmy spotkali sie 5 lat wczesniej…
Nie da sie przewidziec, jak potoczyloby sie moje zycie i czy w ogole cos by z tego wyszlo, ale za kazdym razem, gdy slysze jego glos, zastanawiam sie.
Zastanawiam sie, czy on tez sie zastanawia, kiedy wybuchamy smiechem w tym samym momencie.
Jest to nawet zabawne, myslec sobie, ze rozne okolicznosci (w sumie nie zalezne ani ode mnie, ani od niego) tak nami zakrecily, ze nie daloby sie nijak nawet porandkowac przez dwa tygodnie :-)
 I ze nie bylo z tego powodu zadnej traumy, tylko mega zauroczenie i smiech pelna geba.
I kazde poszlo w swoja droge, ukladac sobie zycie…

* * *

Brak komentarzy

Po pracy szybko przebieram sie w t-shirt, spodnie do biegania i adidasy, w miedzyczasie smaze dzieciom nalesniki i juz za chwile lezymy w parku, na trawie, jedno na drugim i na trzecim, biegamy i bawimy sie w chowanego. Potem wracamy do domu, zgrzani (mamaaaa, mam POT), zaliczamy wanne, podcinanie koncowek wlosow i szybka kolacje. Bajki w tv, obiad na  jutro, piec minut na lawce przed domem, z Kochasiem. Drinio na balkonie, dziwne tance Najmlodszej, kolysanki na dobranoc dla Oliwka. Przeszukiwanie netu w sprawie zwiedzania Londynu, Xbox 360, wlaczona pralka, kanapki.
Lato.
22° o dziewiatej wieczorem, brudne stopy, czerwone ramiona.
Najmlodsza, ktorej niedawno (??) zmienialam pieluchy, robi mi peelingi, maseczki i masaze.
Jest smiesznie, bo brakuje mi w naszym domu… doroslych :)
Rodzice wypuscili sie w bardzo opozniona podroz poslubna, w Ardeny, zostawiwszy nas „samych” na tydzien, i na dobra sprawe nie wiadomo kto kogo pilnuje.
Lekki chaos, roslina w doniczce (jedno z pieciu dzieci Kochasia) laduje na podlodze, zamiatamy wszystko do kupy i nikt nie jest zly.
Najmlodsza wisi mi na szyi, boi sie zjechac sama winda wieczorem, rzuca w drzawiach „powiedz rodzicom, ze ich kochalam”.
Durnota.
Z pokolenia na pokolenie.

* * *

2 komentarzy

Nie ma nic piekniejszego od niedzielnej, porannej wizyty w szpitalnym pogotowiu ratunkowym, z okazji naglego, kanalowego leczenia czworeczki. Nie swojej, rzecz jasna.
Dziecko wrocilo z nart bardzo szczesliwe, acz z bolacym zebem i liszajem na pol polika (temat smarowania kremem przez tate poruszalam juz wielokrotnie, n’est-ce pas?).
Niewazne. Dal sobie zrobic znieczulenie w dziaslo (brrrr….) i wyborowac dziure, jak studnie, dzielny z niego facecik.
(Nie przyznalismy sie dentystce, ze po poludniu mamy „candy party”, w pelni zalsuzone i wyczekiwane od miesiaca, bo jakos dziura w zebie i cukierki nie za bardzo ida w parze, nie?).
Odbebnilismy imprezke – trojka energicznych szesciolatkow to jednak lekki sajgon.
No iiiiii….
Jaduuu……
W Afrykuuu…..
Wiec musze zalatwic wize szczepionke wydrukowac bilet kupic Malarone opalic sie przedwstepnie skonczyc album ze zdjeciami wyprac letnie sukienki wysciskac na zapas blondasa.
Jeszcze mam pare tygodni, ale ostatnio czas przelewa mi sie przez palce, nie wiadomo kiedy zrobila sie druga polowa kwietnia, wiec nie ma co odkladac wszystkiego na potem.

A teraz kawa.

* * *

2 komentarzy

Obejrzany wieczorem (raczej brutalny) film, odbijal mi sie przez pol nocy krwawymi koszmarami, z wybijaniem zebow wlacznie. Akcja snu dziala sie na Kubie, zeby bylo bardziej egzotycznie.
Dzisiaj (TGIF!)  wieczorem wyjazd do stolicy, a jutro odswiezanie mieszkania przed wizyta rodzicow,  polaczone z wyczekiwaniem powrotu narciarza – Oliwka. Zazdroszcze temu smrodkowi, ze go tak wszedzie starzy woza ;)
Jestem w potwornie nieroboczym nastroju, kiwam nozka z pomalowanym paznokciem i gapie sie w niebo. Zakwitly bzy.
Coraz mniej zazdroszcze ludziom pieniedzy. Jezeli mialabym wiecej, to oczywiscie, wiedzialabym, co z nimi zrobic, ale jakos nie kluja mnie w oczy luksusowe samochody, szanele ani manole.
Zazdroszcze ludziom pasji i talentu, o, tego wlasnie.
Jakos nie bylam konsekwentna  w rozwijaniu swoich umiejetnosci (sama nie wiem z reszta co umiem, na pewno nie spiewac :)
Latwo przychodzi mi nauka jezykow, ale zadnego znanego nie szlifuje do perfekcji.
Lubie tanczyc slase, merengue, bachate, ale nie znosze kursow tanca, bo ja musze czuc, z partnerem, a nie odliczac kroki.
Cos tam brzdakalam na gitarze w szczeniecym wieku, ale nie za dlugo.
Gralam w siatke (srednio) i w kosza (tez srednio).  Mam slomiany zapal, dlatego tez pewnie nie zagrzewam dlugo miejsca w zadnym hobby club’ie.
Nie, zeby mi to spedzalo sen z powiek, ale jestem pelna podziwu dla ludzi, ktorzy z przyjemnoscia doskonala sie w tym, w czym sa dobrzy.

* * *

2 komentarzy

Aj, wezcie…
Mam takie dwa dylematy. Tzn dylematami staly sie dopiero wtedy, gdy zachcialam obu naraz.
Takie dwie wyspy, a miedzy nimi morze (raczej: a moze?). Stoje jedna stopa na kazdej wyspie i nie moge sie zdecydowac. Jezeli wskocze na jedna, to druga odplynie i przepadnie, jezeli wskocze na ta druga, to znaczy, ze nie znajde sie na pierwszej…
Ba! Sprawa w zasadzie jest duzo bardziej skomplikowana, bo to nie ja decyduje, gdzie wskoczyc.
A idzcie…

Pospiewam sobie chyba.

* * *

Brak komentarzy

Kochas dodal tyle czosnku do hamburgerow (nie wkroczylam do kuchni w odpowiednim momencie – moja wina), ze musialam wstac w nocy i przyniesc do sypialni butelke kolki, ktora to oproznilam stopniowo przed wstaniem (a druga przed wyjsciem do pracy).
Cierpie.
Czosnek wychodzi mi porami, uszami i oddechem. Niezle mnie stary zalatwil.
Ale powiem Wam, ze byl jeden plus pobudki nad ranem: jako ze spimy przy oknie otwartym na osciez, slychac bylo jak o swicie swiergola ptaki. A dra sie jak opetane.
Przypomina mi to stare czasy, gdy o czwartej nad ranem pedalowalam do domu, z roboty w knajpie u Szefuncia. Na ulicach nie bylo zywego ducha, a ptaszyska urzadzaly taki koncert, ze az sie chcialo pedalowac na sam koniec swiata.

Ide jesc. Ciekawe czy znajde danie bez czosnku…


  • RSS