werita blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2011

* * *

4 komentarzy

W ramach rozweselania dziecka (i siebie), dalam mu dzis do szkoly banana, z namalowana buzia i napisem „zjedz mnie”. Mam nadzieje, ze sie usmiechnal od ucha do ucha. Synuch, nie banan.
Mam wyjatkowo podly humor, chociaz udaje przed swiatem, ze wszystko mi wisi i powiewa. A powinnam przeciez pakowac zwiewne fatalaszki i nucic pod nosem.
Marze o tym, zeby wrocic do domu i wejsc do wanny.  
Najbardziej nie lubie zacisnietych w kreske ust i poczucia winy za niezdrowa atmosfere. Z drugiej strony moj butny charakterek nie pozwala mi na przytakiwanie dla swietego spokoju . Odwieczny dylemat wybierania mniejszego zla.
Nie wkurza was czasem bycie doroslym?

* * *

1 komentarz

FOTOSTORY pt: lato

Dawno nie padalo…

…w naszym ulubionym parku:

… gdzie sie rzadza kaczuchy:

… i gdzie grzejemy paluchy:

… i spotykamy dziwaki:

…albo podziwiamy krzaki:

* * *

Brak komentarzy

W drodze do domu Oliwek opowiadal mi o swojej nowej milosci – ma na imie Luka i jest bardzo ladna, mama. Juz dwa razy sie z nia calowalem w usta. Z jezykiem (??!!). Lekko zdziwiona staralam sie nie wybuchnac smiechem i zapytalam co stalo sie z jego poprzednia „dziewczyna” – Anna-Catharina? – Rozstalismy sie. (Chyba padne!)
Opowiedzial mi kto z jego klasy jest zakochany, a kto nie, oraz ze Joren calowal sie bardzo dlugo z Helene, (ale nie w usta!).
Zanim sie obejrze bedziemy przerabiac antykoncepcje.
Koncert zorganizowany w tym roku przez jego szkole byl rewelacyjny. Musical z prawdziwa orkiestra, chorem i setka poprzebieranych dzieciakow. Byla kosmiczna piosenka  z chmura  mydlanych baniek, byl chinski teatr cieni i czereda ludzi pierwotnych porozumiewajacych sie jezykiem „U”:
( muwiu, zu musiuciu usc w pruwu i skruncic zu drugum drzuwum w luwu).
Po przedstawieniu tradycyjny festyn na szkolnym placu zabaw – nalesniki, paczki, hot dogi, a dla doroslych wino i piwo, za symboliczna zlotowke.
Tata Oliwka stal w tym roku za barem, ale nie chcial nam dac niczego po znajomosci ;)
Nie mam zbyt wielu przyjaciol wsrod rodzicow dzieci z klasy mlodego, pewnie dlatego, ze nie angazuje sie zbytnio w rozne szkolne akcje. Natomiast zawsze zamienie pare slow z mama dwoch Oliwkowych kumpli, ktore wydaja sie nie miec wiekszego problemu z faktem, ze nie jestem Ichnia (chociaz teoretycznie juz jestem). Bo jednak w dalszym ciagu spotykam sie z dziwnymi spojrzeniami, gdy gadamy z Oliwkiem po polsku.
Pies to ganial.
Reasumujac: wyjatkowo fajna szkolna impreza.

Potem Kochas doprowadzil mnie do wrzenia, bo sypal jak z rekawa ironicznymi przytykami, siedzac obok mnie – kierowcy.
Od zawsze mowie, ze jazda samochodem nie jest moja najmocniejsza strona (ale za to pieknie tancze ;) I chetnie przyjmuje wskazowki, ale nie – kuerwa – zlosliwe przytyki do blondynki za kolkiem.
Dalam sie udobruchac (czarnemu dziadu) masazem (glupia nie jestem).
Dwa robocze dni i zaczynam pakowac walizki. Hurra!

* * *

Brak komentarzy

Przychodze do pracy, siadam za biurkiem i zaczynam ziewac. Kazdy ziew zapijam lykiem kawy. A teoretycznie powinnam sie wysypiac, bo przestrzegam zalecanych siedmiu godzin snu. Cos mi sie wydaje, ze dla mojego organizmu minimum to dziewiec godzin z hakiem.
Przetrzepalam kolejne szafki i znalazlam dobrze ukryta kolekcje letnich ciuchow, A zupelnie juz o nich zapomnialam. Polowa wrocila do szafy, polowe wywoze na Czarny Lad. Zupelnie nie wiem jeszcze jak sie spakuje, ale mam przygotowane dwie torby – jedna dla siebie, a druga na rzeczy do wydania krewnym i znajomym krolika. Mam nadzieje sprawic tam komus frajde sukienkami i torebkami (kupionymi pod wplywem impulsu i siedzacymi w szafie od dnia zakupu).  Najchetniej zabralabym ze soba kontener roznych rzeczy, bo wystarczy ze sobie przypomne czego u nas brakowalo 25 lat temu.
Pamietam jak strasznie zazdroscilam mojej sasiadce, ktora miala rodzine w RFN i regularnie dostawala stamtad paczki. Miala takie sliczne biale skarpetki ze zlotymi kokardkami.
I mozna bylo u niej zjesc gumowe miski – odlot zupelny :)
A teraz wszystko jest na wyciagniecie reki i slodycze wychodza dzieciakom uszami (mojemu nie wychodza, bo ja mu wydzielam minimalne ilosci).

Kawa numer dwa i do roboty.

* * *

2 komentarzy

Mam za soba pierwszy raz, jezeli chodzi o produkcje zupy miso. Wyszla niezla, glony ugotowaly sie do miekkosci, jak nalezalo, wiec bylam mile zaskoczona. Wyczytalam, ze miso jest bardzo zdrowe, wiec bedzie u nas czestym gosciem.
(Ku pamieci – sprawdzic za rok o tej porze, czy bedzie mnie gnebilo niby przeziebienie i bol czaszki, niewielki acz obecny od tygodnia  – moze mam jednak uczulenie na pylki).

Jezeli kolega wulkan nie pokrzyzuje mi planow, za tydzien o tej porze bede pic kawe na tarasie w Entebbe. Zupelnie to do mnie nie dociera, bo zaczynam kojarzyc, ze gdzies lece, gdy moj zadek styka sie z fotelem na lotnisku, wczesniej nie. Owszem, zamierzam sie spakowac porzadnie i zabrac tylko niezbedne rzeczy (buhahahaha).

* * *

9 komentarzy

Dotarlo do mnie, jakim luksusem jest posiadanie fajnego, wyrozumialego szefa i wspolpracownika, z ktorym rozumiemy sie bez slow. Moze ze dwa razy zdarzyla nam sie lekko stresujaca dyskusja, ale na codzien stanowimy dream team. To znaczy: stanowilismy. Bo wlasnie przydzielono mi teraz inna kolezanke, o ktorej nie mam niestety najlepszego zdania, byc moze dlatego, ze robi duzo szumu wokol swojej osoby i opanowala korpobelkot do perfekcji. A ja jestem prosta dzioucha i lubie jak sie do mnie mowi po ludzku. Panna opowiada rowniez ze szczegolami cale swoje zycie, pelne (rzecz jasna) dramatow wszelkiego kalibru,  potrafi caly roboczy dzien przepieprzyc przez telefon, opowiadajac wszystkim historie swojego kota, ktory zlamal lapke.
Albo rzygal, albo skakal, albo ona sie zatrula, albo miala dreszcze, albo jej kolezanka (ktorej facet to gnoj) miala problem / depresje / chec na truskawki i tak dalej i tak dalej.
Sluchac tego nie moge.
O, prosze bardzo… znowu napierdziela o koteczku.
Ide stad, bo czuje jak mi sie jezyk zaczyna rozwidlac.

* * *

3 komentarzy

Akcja „Szprycha”, na ktora przewidzialam pare najblizszych weekendow, paczke plastrow i chuteczek na otarcie lez, zakonczyla sie pelnym sukcesem, po dziesieciu minutach (!) od odkrecenia bocznych kolek od Oliwkowego roweru. Pare razy sie zachwial, sapnal wkurzony, po czym nie zawazajac na rozczapierzone nad nim ramiona matki-kurki, ruszyl przed siebie. Umiem, mama, umiem!!
Jeszcze podszkoli tylko troche jazde po lini prostej i mozemy zaczac planowac wycieczki po okolicznych polach. A przed nami cale lato :-)
W sobote czeka mnie szkolne przedstawienie, nie wiem jeszcze dokladnie jaka role odgrywa moj blondas, ale twardo cwiczy jakis egipski taniec i bardzo smutna piosenke o smierci krolowej. A my musimy to ogladac i zachowywac powage, bo jak mi sie niechcacy zasmialo, to mlody obrazil sie na amen, bo to nie jest piosenka do smiechu, mama.

Znowu zabraklo mi jednego dnia w ten weekend, wiec bede nadganiac porzadki w tygodniu, po pracy. No ale kto by marnowal czas na odkurzanie w sobote, jezeli mozna lezec na trawce i gapic sie w niebo, a potem pojechac w drugi koniec kraju, na urodzinowego grilla. Misternie popakowane w plaskie naczynia babeczki ze zdjec ponizej prawie w calosci dojechaly na miejsce. Trzy nie przezyly, bo zdesantowala sie na nie paczka ryzu, Bog wie skad wziela sie w bagazniku.
Poobserwowalam sobie znowu niektorych dalszych znajomych i zniesmaczylam sie zachowaniem pewnego pana. Na szczescie nie musze go zbyt czesto ogladac, wiec niech spada.
Boze, jak sobie przypomne, jaka ja kiedys durna bylam, szok.

* * *

2 komentarzy

Niektorzy w szale tluka talerze. A ja pieke. Wkurw przelozyl sie na calkiem niezle babki z musem czekoladowym. Voila:

* * *

4 komentarzy

No i byly dolozyl do pieca. Niepotrzebnie go ostatnio wychwalalam pod niebiosa.
W zwiazku z figlarnie wyrastajaca Oliwkowi stala jedynka (dobre pol centymetra za mleczakami), postanowilam sprawdzic u dentysty, czy nie trzeba ktoregos mleczaka usunac, zeby zrobic miejsce stalym zebom. Byly poganial mnie, zeby jak najszybciej umowic sie na wizyte, w koncu chodzi o dobro naszego syna. No wiec zadzwonilam dzisiaj i okazalo sie, ze pierwszy wolny termin jest na 10 czerwca (!), w tygodniu, kiedy Oliwek jest u taty.
Umowilam ich na wieczor, napisalam bylemu, czy moglby go zawiezc na kontrole. Dla wyjasnienia:
- dentysta  znajduje sie 10 km od szkoly
- byly ma samochod
- wizyta jest umowiona na taka godzine, zeby mozna bylo pojechac porosto ze szkoly
- byly zna flamandzki, wiec moze sie dogadac z dentysta (lepiej niz ja)
- byly nie jest obloznie chory, ani przykuty do lozka, ani nie zbiednieje, jak wyda dwa jurki na bezyne
Ale nie pojedzie.
Bo nie. Koniec dyskusji.
Wkurwil mnie, uparty stary osiol.

* * *

Brak komentarzy

Niedomagajacy facet, to koniec swiata w domu. Chcialam poleciec do krawcowej wymienic zamek w sukience (i na plotki), ale Kochas zrobil teatralna scene „ja tu umieram, a ty chcesz mnie zostawic samego”, wiec w koncu zaleglam zrezygnowana na  sofie. W sumie nie wiem czemu zaskoczylo mnie jego zachowanie, przeciez juz to przerabialam przy okazji zakladania szyn na zeby i paru innych operacji. I pewnie, ze nic mnie nie kosztuje posiedzenie z nim przed tv (bo pogadac to sobie nie pogadamy, z racji oblozenia Kochasiowej paszczy lodem), ale myslalam ze bedzie szczesliwy, ze moze sobie na sofce polezec i nikt mu nie kaze ogladac iks-faktorow, a tu okazalo sie, ze trzeba bylo trzymac chlopczyka za raczke.
No ale dobra, sukienka nie zajac, mam nadzieje zalatwic sprawe zamka w przyszlym tygodniu.
Poza tym naprawde nie moge wyskakiwac „po smietane”  do centrum, bo wrocilam z nowym bikini i bardzo fajnymi bokserkami, a tylko resztki (marne okruchy) rozumu powstrzymaly mnie przed kupnem trampek. Ktore z reszta absolutnie musze miec, moze w przyszlym miesiacu.

Ok, dzieci drogie, ciocia musi przewrocic tu jeszcze cala sterte papierow, wiec niech sie lepiej zabierze do roboty. Ale najpierw jeszcze szybciutko mleko z trzema kroplami kawy, bo inaczej nie odpale.


  • RSS