PRZEGLAD TYGODNIA – scinki i zmiotki.

***
A jednak wrocil (choc obiecywal, ze mnie rzuci zimaaaaa…).
Wrocil, zrobil balagan, rozlozyl komputery, prezenty, dal butelke ananasowego wina, przytulil, odpalil dvd, cmoknal, przewietrzyl chalupe. Jest normalnie (chociaz nie wiem, czy ten stan akurat mozna nazwac normalnoscia).
- Czy jest jakis problem, o ktorym mi nie mowisz? Czy cos sie stalo?
- Nie, a czemu pytasz? (mlasnelam znad talerza zeberek).
- Bo… Jezu… ile ty jesz…
Jem, jak mi smakuje, to sobie pozwalam, a jakze…
 
***

Wieczorne posiedzenia balkonowe nie wychodza mi na zdrowie, ale coz. Nie zrezygnuje, bo uwielbiam. Nawet jesli potem ciezko zwlec sie rano z lozka, zwlaszcza  gdy czlowiek ma zamiar stawic sie w biurze o siodmej rano. No ale, znowu jakos  sie udalo.
Po pracy szybko spakuje torby i ruszamy w droge. (Pakowaniem toreb nazywam wrzucenie do jednej z nich dresow, majtek, czystej koszulki i paru rzeczy dla Oliwka).
Ciesze sie, ze moi najblizsi mieszkaja w odleglosci do pokonania w pare godzin, Najmlodsza dorasta w takim tempie, ze nie nadazam za nia, nie wiem czy jest jeszcze dzieckiem, czy juz raczej kobieta. No, kobietka moze.  

***

Znalazlam u Cloudy. Macie:


http://make-everything-ok.com/

Wiedzialam, ze musi istniec jakis prosty sposob ;)