Uwaga, tryskam jadem.
Otoz Kochas ma siostre i brata. Bywaja u nas bardzo czesto, w weekendy i w sumie mi to nie przeszkadza.
Glownie dlatego, ze brata jakby nie bylo, bo siada w kacie, przed tv, albo przed komputerem, rzadko sie odzywa, je, spi, czasami cos tam mruknie (za wyjatkiem dnia, gdy bylismy w domu sami i byl zobowiazany prowadzic ze mna konwersacje :)
Cichy i bezwonny.
A z siostra dogaduje sie calkiem niezle (aczkolwiek od intensywnego myslenia po francusku nabrzmiewaja mi zyly), chodzimy sobie czasami w miasto, albo przesiadujemy na balkonie.
ALE.
Ale musi byc.
Kurna, jak ktos zostaje caly dzien w domu, a mial dnia poprzedniego podany obiad pod nos, i po tym obiedzie  zostal caly zlew naczyn do pozmywania, to ten ktos (kto nie pracuje i – kuerwa – przesiedzial caly dzien w domu) mogl by sie poczuc i pozmywac, prawda?
Mam do tego pewien dystans, bo zmywanie to domena Kochasia, ale -fak mi – no nie mozna by bratu pomoc?
Ja bym NIE MOGLA przepierzyc dwunastu godzin, ze swiadomoscia kiszacych sie w kuchni garow, obsiadanych co minute przez muszki owocowki.
No ale, co ja biedna :) moge zrobic. Zamknelam drzwi od kuchni i juz, nie?
Kochas wrocil z pracy, bez mrugniecia okiem pozmywal i jest po sprawie.
No, ale kurna…