werita blog

Twój nowy blog

od dzisiaj zaczynam chodzic z wielkim plastrem w torebce. upowaznie pare zyczliwych mi osob do zaklejania mi buzi, gdy liczba wypitych przeze mnie drinkow przekroczy 4. Znowu naopowiadalam wczoraj niestworzonych historii, naroztaczalam wizji przed pieknisiem i bratem oraz podzielilam sie uwagami „na temat” z tymi, ktorzy znalezli sie w moim zasiegu. Ide, nakarmie czarnego kota, otworze ksiege czarow i nagotuje czegos, co sprawi ze moi rozmowcy zapomna o wczorajszym wieczorze, heks, heks!

wczoraj

Brak komentarzy

Prezent sie podobal. Fajnie! Dzisiaj od rana leje deszcz. Nie dobrze, bo mam do zrobienia mase rzeczy, ktore wymagaja wyjscia z domu. Przyjaciolka spi w najlepsze, na BBC robia palac ze stodoly, nie moge przestac myslec o wczorajszym wieczorze. Nie cierpie ludzi, ktorzy nie wyciagaja wnioskow.

:-)

Brak komentarzy

Mam kolezanke, ktora, mimo tego ze jest chuda jak patyk, ma obsesje na punkcie swojej wagi. Po powrocie z urlopu poskarzyla sie innej mojej kolezance ze przytyla 400gr. Na co ta odpowiedziala cytuje:” idz sie wysikaj to zrzucisz” :-)

prezenty

2 komentarzy

Pewien szewc doprowadzil mnie do szewskiej pasji. Kupilam znajomemu w prezencie piersioweczke. Butelka ta wraz z zawartoscia powinna znajomego ucieszyc. A zeby zupelnie oszalal z radosci postanowilam wygrawerowac na specjalnie do tego przeznaczonym miejscu jego inicjaly. W zwiazku z powyzszym udalam sie do szewca, ktory oprocz przywracania do zycia pantofelkow i kozakow zajmuje sie takze laminowaniem dokumentow, ostrzeniem nozy i grawerowaniem napisow wszelkiej tresci. “Poprosze eleganckie ‘S.S.’ , drogi panie szewcu.” (inicjaly kolegi – zeby nie bylo ZADNYCH watpliwosci!). “Prosze bardzo, droga pani klientko. “ odpowiedzial szewc z usmiechem, zniknal na chwilke na zapleczu i wrocil dumnie wreczajac mi butelke. “???” zapytalam bez slow przygladajac sie literom. “Skrypt angielski” wyjasnil szewc. Byc moze, ale dla mnie bardziej ‘P.P.’, ‘J.J.’, albo dwa roztanczone padalce, ale na pewno nie ‘S.S.’. I jak ja teraz wyjasnie mojemu koledze, ze piersiowki nie odziedziczylam po moim bylym Piotrusiu Pikusiu, ani tez po wuju Janie Jakims tam? I ze nie chce sie jej teraz pozbyc ze wzgledu na rozpad zwiazku z P.P. czy tez nienawisc do wuja???

czy koniecznie akurat dzisiaj musimy isc na kolacje? mimo tego ze posprzeczalismy sie z samego rana, o glupote (o stary chleb – uwierzycie?!) jak zwykle, i to w walentynki, ktore obliguja do bycia dla siebie milym, kwiatow, prezentow, czekoladowych serduszek, itd. A ja, przyznam sie szczerze, nie lubie tego sztucznego swieta, chodze sobie zakochana, z glowa w chmurach, w trzeci poniedzialek marca, srode polpielcowa i dzien wywozki smieci i pielegnuje moje milosci, fascynacje i motyle latajace w brzuchu (fajne uczucie, nie?) przez okragly rok. Dzien zakochanych jakos mnie irytuje. Dzien kobiet tez.

gdyby tak ktos kiedys wynalazl pilota do ludzi. taki jak do telewizora, moze troche mniejszego, zeby mozna bylo go zawsze nosic w kieszeni, z paroma funkcjami, z ktorych najwazniejsza to ‚pauza’. wylaczylabym swojego mezczyzne na pare minut, bo strasznie jest dzisiaj – delikatnie mowiac – drazniacy. a tu nic z tego. O! Mecz w telewizji! No i problem rozwiazal sie sam :-)

la fiesta!

Brak komentarzy

wczoraj poszlam do Dusznego Lokalu. Mimo zacinajacego deszczu, mimo jednoznacznych spojrzen znajomych stukajacych sie w glowki (‚w taka pogode???’). Poszlam z zamiarem wytanczenia sie do zatracenia zmyslow. Wytanczylam sie a moje zmysly zamiast sie zatracic wyostrzyly sie niebezpiecznie szczegolnie na widok jednego znajomego Tancerza. Pojawil sie w lokalu pozno w nocy, obdzielil caluskami nadstawione policzki i ruszyl w tan. I tu dodac musze ze mam na mysli salse. I sambe. I pare innych goracych… I – zegnaj przyzwoitosci – oczka plci pieknej skupily sie na ksztaltnych posladkach, panowie-palacze przypalili nerwowo papieroski, polaly sie piwka i capirinhie, i och och och moze to ze mna zatanczy nastepny kawalek. (a moze kiedys, drogie moje kolezanki latynolubne, podam wam adres strony Tancerza zebyscie mogly zobaczyc ze nie klamie nic a nic.

i obojetnie jaki by nie byl: w dzien, w nocy, na trzezwo, po pijaku, z czyjas pomoca, w tajemnicy przed rodzicami, spontaniczny czy tez poprzedzony rozwazeniem wszystkich za i przeciw, pelen obaw, ze inni sie dowiedza, bez przekonania, nieudany, czy tez w koncu spowodowany nieodparta checia wkroczenia w nowa rzeczywistosc, ten pierwszy raz kiedy piszesz cos w swiezo zalozonym blogu sprawia ze poca sie dlonie. :-)


  • RSS