werita blog

Twój nowy blog

* * *

Brak komentarzy

Przychodze do pracy, siadam za biurkiem i zaczynam ziewac. Kazdy ziew zapijam lykiem kawy. A teoretycznie powinnam sie wysypiac, bo przestrzegam zalecanych siedmiu godzin snu. Cos mi sie wydaje, ze dla mojego organizmu minimum to dziewiec godzin z hakiem.
Przetrzepalam kolejne szafki i znalazlam dobrze ukryta kolekcje letnich ciuchow, A zupelnie juz o nich zapomnialam. Polowa wrocila do szafy, polowe wywoze na Czarny Lad. Zupelnie nie wiem jeszcze jak sie spakuje, ale mam przygotowane dwie torby – jedna dla siebie, a druga na rzeczy do wydania krewnym i znajomym krolika. Mam nadzieje sprawic tam komus frajde sukienkami i torebkami (kupionymi pod wplywem impulsu i siedzacymi w szafie od dnia zakupu).  Najchetniej zabralabym ze soba kontener roznych rzeczy, bo wystarczy ze sobie przypomne czego u nas brakowalo 25 lat temu.
Pamietam jak strasznie zazdroscilam mojej sasiadce, ktora miala rodzine w RFN i regularnie dostawala stamtad paczki. Miala takie sliczne biale skarpetki ze zlotymi kokardkami.
I mozna bylo u niej zjesc gumowe miski – odlot zupelny :)
A teraz wszystko jest na wyciagniecie reki i slodycze wychodza dzieciakom uszami (mojemu nie wychodza, bo ja mu wydzielam minimalne ilosci).

Kawa numer dwa i do roboty.

* * *

2 komentarzy

Mam za soba pierwszy raz, jezeli chodzi o produkcje zupy miso. Wyszla niezla, glony ugotowaly sie do miekkosci, jak nalezalo, wiec bylam mile zaskoczona. Wyczytalam, ze miso jest bardzo zdrowe, wiec bedzie u nas czestym gosciem.
(Ku pamieci – sprawdzic za rok o tej porze, czy bedzie mnie gnebilo niby przeziebienie i bol czaszki, niewielki acz obecny od tygodnia  – moze mam jednak uczulenie na pylki).

Jezeli kolega wulkan nie pokrzyzuje mi planow, za tydzien o tej porze bede pic kawe na tarasie w Entebbe. Zupelnie to do mnie nie dociera, bo zaczynam kojarzyc, ze gdzies lece, gdy moj zadek styka sie z fotelem na lotnisku, wczesniej nie. Owszem, zamierzam sie spakowac porzadnie i zabrac tylko niezbedne rzeczy (buhahahaha).

* * *

9 komentarzy

Dotarlo do mnie, jakim luksusem jest posiadanie fajnego, wyrozumialego szefa i wspolpracownika, z ktorym rozumiemy sie bez slow. Moze ze dwa razy zdarzyla nam sie lekko stresujaca dyskusja, ale na codzien stanowimy dream team. To znaczy: stanowilismy. Bo wlasnie przydzielono mi teraz inna kolezanke, o ktorej nie mam niestety najlepszego zdania, byc moze dlatego, ze robi duzo szumu wokol swojej osoby i opanowala korpobelkot do perfekcji. A ja jestem prosta dzioucha i lubie jak sie do mnie mowi po ludzku. Panna opowiada rowniez ze szczegolami cale swoje zycie, pelne (rzecz jasna) dramatow wszelkiego kalibru,  potrafi caly roboczy dzien przepieprzyc przez telefon, opowiadajac wszystkim historie swojego kota, ktory zlamal lapke.
Albo rzygal, albo skakal, albo ona sie zatrula, albo miala dreszcze, albo jej kolezanka (ktorej facet to gnoj) miala problem / depresje / chec na truskawki i tak dalej i tak dalej.
Sluchac tego nie moge.
O, prosze bardzo… znowu napierdziela o koteczku.
Ide stad, bo czuje jak mi sie jezyk zaczyna rozwidlac.

* * *

3 komentarzy

Akcja „Szprycha”, na ktora przewidzialam pare najblizszych weekendow, paczke plastrow i chuteczek na otarcie lez, zakonczyla sie pelnym sukcesem, po dziesieciu minutach (!) od odkrecenia bocznych kolek od Oliwkowego roweru. Pare razy sie zachwial, sapnal wkurzony, po czym nie zawazajac na rozczapierzone nad nim ramiona matki-kurki, ruszyl przed siebie. Umiem, mama, umiem!!
Jeszcze podszkoli tylko troche jazde po lini prostej i mozemy zaczac planowac wycieczki po okolicznych polach. A przed nami cale lato :-)
W sobote czeka mnie szkolne przedstawienie, nie wiem jeszcze dokladnie jaka role odgrywa moj blondas, ale twardo cwiczy jakis egipski taniec i bardzo smutna piosenke o smierci krolowej. A my musimy to ogladac i zachowywac powage, bo jak mi sie niechcacy zasmialo, to mlody obrazil sie na amen, bo to nie jest piosenka do smiechu, mama.

Znowu zabraklo mi jednego dnia w ten weekend, wiec bede nadganiac porzadki w tygodniu, po pracy. No ale kto by marnowal czas na odkurzanie w sobote, jezeli mozna lezec na trawce i gapic sie w niebo, a potem pojechac w drugi koniec kraju, na urodzinowego grilla. Misternie popakowane w plaskie naczynia babeczki ze zdjec ponizej prawie w calosci dojechaly na miejsce. Trzy nie przezyly, bo zdesantowala sie na nie paczka ryzu, Bog wie skad wziela sie w bagazniku.
Poobserwowalam sobie znowu niektorych dalszych znajomych i zniesmaczylam sie zachowaniem pewnego pana. Na szczescie nie musze go zbyt czesto ogladac, wiec niech spada.
Boze, jak sobie przypomne, jaka ja kiedys durna bylam, szok.

* * *

2 komentarzy

Niektorzy w szale tluka talerze. A ja pieke. Wkurw przelozyl sie na calkiem niezle babki z musem czekoladowym. Voila:

* * *

4 komentarzy

No i byly dolozyl do pieca. Niepotrzebnie go ostatnio wychwalalam pod niebiosa.
W zwiazku z figlarnie wyrastajaca Oliwkowi stala jedynka (dobre pol centymetra za mleczakami), postanowilam sprawdzic u dentysty, czy nie trzeba ktoregos mleczaka usunac, zeby zrobic miejsce stalym zebom. Byly poganial mnie, zeby jak najszybciej umowic sie na wizyte, w koncu chodzi o dobro naszego syna. No wiec zadzwonilam dzisiaj i okazalo sie, ze pierwszy wolny termin jest na 10 czerwca (!), w tygodniu, kiedy Oliwek jest u taty.
Umowilam ich na wieczor, napisalam bylemu, czy moglby go zawiezc na kontrole. Dla wyjasnienia:
- dentysta  znajduje sie 10 km od szkoly
- byly ma samochod
- wizyta jest umowiona na taka godzine, zeby mozna bylo pojechac porosto ze szkoly
- byly zna flamandzki, wiec moze sie dogadac z dentysta (lepiej niz ja)
- byly nie jest obloznie chory, ani przykuty do lozka, ani nie zbiednieje, jak wyda dwa jurki na bezyne
Ale nie pojedzie.
Bo nie. Koniec dyskusji.
Wkurwil mnie, uparty stary osiol.

* * *

Brak komentarzy

Niedomagajacy facet, to koniec swiata w domu. Chcialam poleciec do krawcowej wymienic zamek w sukience (i na plotki), ale Kochas zrobil teatralna scene „ja tu umieram, a ty chcesz mnie zostawic samego”, wiec w koncu zaleglam zrezygnowana na  sofie. W sumie nie wiem czemu zaskoczylo mnie jego zachowanie, przeciez juz to przerabialam przy okazji zakladania szyn na zeby i paru innych operacji. I pewnie, ze nic mnie nie kosztuje posiedzenie z nim przed tv (bo pogadac to sobie nie pogadamy, z racji oblozenia Kochasiowej paszczy lodem), ale myslalam ze bedzie szczesliwy, ze moze sobie na sofce polezec i nikt mu nie kaze ogladac iks-faktorow, a tu okazalo sie, ze trzeba bylo trzymac chlopczyka za raczke.
No ale dobra, sukienka nie zajac, mam nadzieje zalatwic sprawe zamka w przyszlym tygodniu.
Poza tym naprawde nie moge wyskakiwac „po smietane”  do centrum, bo wrocilam z nowym bikini i bardzo fajnymi bokserkami, a tylko resztki (marne okruchy) rozumu powstrzymaly mnie przed kupnem trampek. Ktore z reszta absolutnie musze miec, moze w przyszlym miesiacu.

Ok, dzieci drogie, ciocia musi przewrocic tu jeszcze cala sterte papierow, wiec niech sie lepiej zabierze do roboty. Ale najpierw jeszcze szybciutko mleko z trzema kroplami kawy, bo inaczej nie odpale.

* * *

Brak komentarzy

Chlopu wyrwali wczoraj dwie sruby ze szczeki (szesciokrotnie znieczuliwszy mu dziasla), wiec mielismy cichy wieczor, bo Kochas siedzial napuchniety jak chomik, z polikami oblozonymi lodem. Biedaczysko. Jako przykladna konkubina ugotowalam mu ryz na mleku, z jablkiem i truskawkami, bo o kawalku miecha mogl sobie  tylko pomarzyc.
Ryz na mleku mam obcykany od czasow Oliwkowej zoltaczki i zaprawde powiadam Wam, dziala rozanielajaco na facetow w przedziale wiekowym 6 -100. Pod warunkiem, ze nie moga akurat wciagnac steka, rzecz jasna.
Z utesknieniem czekam na blondasa. Mial isc z tata do fryzjera, wiec ciekawa jestem jak mi sie jutro zaprezentuje.
Mam nadzieje, ze nie ogolono go na jeza.
Nie wiem czy syn nie obrazi sie na mnie smiertelnie, jak mu powiem ze jade do Afryki. Na wszelki wypadek mam juz przygotowanych pare (przekonujacych?) argumentow, ze lepiej bedzie, jezeli tym razem pojade sama.
Z reszta naprawde tak mysle, bo to jednak nie mieszkanko przy hiszpanskiej plazy – niech ja obadam okolice, pod katem ewentualnych wakacji mlodego.
Za 10 lat, jak zacznie na siebie zarabiac ;)

* * *

2 komentarzy

No i prosze
bardzo, znowu padla siec wiec wszyscy kreca sie po biurze i wyszukuja sobie
zajecia nie wymagajace dostepu do komputera.

Ja na przyklad
poszlam kupic rogalika na sniadanie.

A teraz
CZEKAM. Zaluje, ze nie mam ze soba ksiazki, bo czytam wlasnie “Zatrute ciasteczko” i oderwac sie nie moge. Wczoraj o 21:30 wytargalam materac
na srodek duzego pokoju (moj ulubiony manewr odprezajacy), natarlam sie
cukrowym peelingiem,  ktory pachnie,
jakby byl robiony w niebie i oddalam lekturze, dopoki nie zaczely kleic mi sie
oczy.

 

All right. Jest siec. Do boju!

* * *

1 komentarz

Wczorajsza wyprawa na silownie okazala sie wyjatkowo fajna, bo w zastepstwie jednej instruktorki pojawila sie pani od jogi, a ja zawsze chcialam joge wyprobowac. Bardzo mi sie spodobalo, szczegolnie po calym dniu w robocie. Do tego pani poprowadzila zajecia po angielsku, bo okazalo sie ze jedna z dziewczyn, ktore przyszly pociwiczyc, nie zna flamandzkiego. Prawda ze milo?
Poza tym zaczynam jechac na rezerwach zawodowego akumulatora. Zblizajacy sie urlop dobrze mi zrobi, bo na dzien dzisiejszy najchetniej zakopalabym sie pod kocem i przespala do piatku.
Nie mam zadnego stresu zwiazanego z praca, ale zwyczajnie nie chce mi sie, nie widze roznicy. Moglabym caly dzien krecic sie w kolko na stolku i nic by sie nie zmienilo, takie mam wlasnie wrazenie.
Mialam zrobic rewolucje w ciuchach, ale zapal opuscil mnie po wypastowaniu wszystkich butow, wiec musze poczekac, az zlapie mnie nastepny wkurw i przyplyw energii.
Czyli pewnie kolo sierpnia ;)


  • RSS