(Tematycznie blisko ostatniej notki Porta Celeste)


Parcie na bezzmarszczkowe lico (i podciaganie tego i owego przez pana chirurga) troche mnie smieszy, a troche smuci. Z jednej strony odmladzanie sie za wszelka cene, z drugiej przesuwanie granicy miedzy mlodoscia a „jest juz za pozno…”

Wszystko w zaleznosci od kontekstu, oczywiscie. I od plci.

29 lat to za wczesnie na dziecko (niech sie chlopak wyhula przed trzydziestka), ale nie za wczesnie na kierownicze stanowisko. (Facet)

29 lat to hohohoho, moja panno, zegar tyka, ostatni dzwonek na pierwsze dziecko (Kobieta)

35 lat – czas na pierwszy botoks, nie jestes juz najmlodsza (Kobieta), konkurencja nie spi.

Nie wiem w jakim kierunku to zmierza, ale mozna sie pogubic. Chyba rzeczywiscie samemu nalezy zdecydowac, czy w wieku lat trzydziestu paru blizej nam do”mlodosci” czy do „dojrzalosci”.

A te ponaciagane kobiety – czy rzeczywiscie wygladaja mlodziej, czy tylko gladziej, w stosunku do sredniej krajowej? Czy rzeczywiscie mozna oszukac publike, ze ma sie 10 lat mniej? Po takiej metamorfozie nalezaloby zmienic kompletnie otoczenie, bo przeciez ludzie w kolo wiedza ile naprawde mamy lat. Mozna (?) oszukac tylko nieznajomych.

Wiec jak to tak naprawde jest, he? Czujecie sie mlode, kolezanki?