Poszlam ci ja wczoraj do apteki, wykupic recepte, bo po raz kolejny w tym roku padlo mi gardlo, Wot, taka to moja Achillesowa pieta.

Do kompletu poprosilam pudelko witaminy B i jakiez bylo moje zdziwienie, gdy pani za to pudelko zaspiewala 25 euro. Mowe mi odjelo na chwile, po czym zaskrzeczalam, ze dziekuje bardzo i przywioze sobie z Polski. Pani spojrzala na mnie z politowaniem i powiedziala, ze to NIE TO SAMO. No pewnie ze nie, u nas witamine B robi sie przeciez z wody i maki wroclawskiej.

Powariowali tu juz zupelnie.

A wczoraj ogladalam niezly program. Seria reportazy „An idiot abroad” – czyli pewnego pana wyslali w swiat, zeby sobie obejrzal 7 cudow z bliska. I zaznakomilsja z miejscowa ludnoscia. Pan nienawidzi podrozowac i w ogole malo co lubi, a przydarzaja mu sie tam w swiecie rozne zabawne sytuacje.

I ogladajac ten program bylo mi dane zobaczyc, jak jeden uduchowiony Baba (dobrze mowie?) w Indiach nawinal sobie (naprawde!) siusiaka na kijek, poczym zakrecil tym kijkiem o 180% i jakby jeszcze za malo bylo wrazen, przeciagnal cale to ustrojstwo miedzy nogami i umiescil pod pupa. (Tego sie raczej nie da opisac slowami, ale probuje, nie?) WHY?? – pytam sie. Czy stal sie przez to lepszym czlowiekem?

Obejrzyjcie sobie, jezeli myslicie ze wasza sasiadka jest dziwna. Jeszcze scie dziwnego nie widzieli, slowo daje.

Narazie bylam w Indiach i Chinach, i powiem Wam, ze masaz plonacymi szmatami tez jakos nie za bardzo mnie kreci…

To czesc.